300 zwycięstwo w karierze Spoelstry. Heat pewnie ogrywają Bulls

 Miami Heat mimo absencji w dzisiejszy spotkaniu Lebrona Jamesa okazali się lepsi od Bulls i pokonali ich w American Airlines Arena 93-79. Jak zwykle podczas spotkań ekipy z Florydy kluczowa dla losów meczu była 3 część spotkania, w której wyższy bieg wrzucił D-Wade i spółka. Bulls nie potrafili poradzić sobie ze świetnie zorganizowaną obroną Mistrzów NBA i musięli tym razem uznać ich wyższość. Na boisku aż przez 13 minut mogliśmy oglądać Grega Odena, który śmiało może zaliczyć dzisiejsze spotkanie do udanych. Najlepszy na parkiecie jednak zdecydowanie był Chris Bosh – autor 28 oczek i 10 zbiórek (4/9 za trzy). Swój prywatny rekord w zbiórkach ofensywnych pobił Wade, a gościom w zwycięstwie nie pomogło nawet double double na poziomie 20 oczek i 15 zbiórek Joakima Noaha. Dla ekipy z Miami było to 6 zwycięstwo z rzędu.

bosh

Kontuzjowanego LBJ’a w pierwszej piątce ekipy z Florydy zastąpił Greg Oden.

Nietypowo rozpoczęło nam się dzisiejsze spotkanie w Miami, bo Tom Thibodeau postanowił poprosić o pierwszą przerwę na żądnie już po… 45 sekundach przy stanie 3-2 dla Heat. Tradycyjnie już najbardziej na absencji Lebrona od początku spotkania korzystał Chris Bosh i to przez jego ręce przechodziło większość akcji na starcie pierwszej kwarty (2 celne trójki z rzędu). Na równe nogi swoich kibiców chwilę później poderwał natomiast Greg Oden wymuszając faul Boozera i zaliczając akcję 2+1. Bulls nie zamierzali jednak biernie się przyglądać i celna trójka Hinricha oraz skuteczna gra Boozera sprawiły, że w połowie tej kwarty na tablicy wyników widniał remis – po 11. Obie ekipy nie miały dzisiaj w planach odstawiania nóg rąk, a wykorzystał to Joakim Noah i po jego akcji 2+1 tym razem o czas poprosił Erik Spoelstra. Gospodarze byli dziś spóźnieni w powrotach do obrony co mądrze wykorzystali rywale znajdując na obwodzie najpierw Tony’ego Snella, a potem Mike’a Dunleavy’ego. Na obie te trójki jednak celnymi rzutami z półdystansu potrafił odpowiedzieć Chris Bosh, ale to koszykarze z Wietrznego Miasta prowadzili po 12 minutach gry 24-20.

Od sporego pokazu nieporadności i braku skuteczności rozpoczęliśmy drugą część gry. Zza łuku podłował Chris bosh, Norris Cole, a nawet Chris Andersen (zastanawiał się dobre 5 sekund czy oddać ten rzut). Bulls nie chcieli być jednak gorsi od swoich rywali i do „konkursu” posłali Carlosa Boozera, Taja Gibsona oraz D.J’a Augustina. Seria pudeł z obu stron nie przypadła jednak do gustu trenerom, a TomThibodeau nie bawił się tak dobrze jak uczestnicy tej zabawy i bezczelnie poprosił o przerwę na żądnie. Po powrocie na parkiet jednak swoje rzuty zdążyli jeszcze spudłować Cole i Augustin, a całą zabawę zakończył D-Wade zaliczając akcję 2+1. Bulls nie chcieli jednak zrozumieć, że pora wrócić do normalnego grania i przez blisko 7 minut nie potrafili znaleźć drogi do kosza. Heat za sprawą Flasha zaliczyli run 7-0 i wyszli na prowadzenie, a Thibodeau musiał kolejny raz wziąć czas. Tym razem przerwa jednak przyniosła zamierzony efekt i celna trójka Snella sprawiła, że mieliśmy remis 31-31. Na dobre rozkręciły nam się oba zespoły i piękna akcja 2+1 Noaha znowu wyprowadziła Byki na prowadzenie. Klasycznym ‚Kiss of the Glass’ popisał nam się Taj Gibson, ale niesamowicie skuteczny był dzisiaj Chris Bosh i dzięki jego trzeciej trójce Heat ciągle nie pozwalali gościom odjechać na bezpieczny dystans. Końcówka należała jednak do Dwyane’a Wade’a, który w pojedynkę sprawił, że po dwóch kwartach mieliśmy remis, a gospodarze wygrali tą częśc gry 20-16.

Na początku trzeciej kwarty znowu wszystkie oczy skierowane były na olbrzyma z 20-ką na plecach, bo Greg Oden udowodnił, że warto było zaryzykować i dołączyć go do składu. Dwie udane akcje w obronie, dwie zbiórki w ataku oraz potężny wsad po przytomnym podaniu Mario Chalmersa dają nadzieje kibicom Heat, że do serii z Indianą w Playoffs ich ulubieńcy zyskają porządną odpowiedź na duet Hibbert-Bynum. Transition offense w wykonaniu Bulls wyglądało dzisiaj bardzo dobrze, ale Bykom ciągle brakowało skuteczności. Żadna z drużyn nie potrafiła objąć wyraźnego prowadzenie i wynik ciągle oscylował w okolicach remisu. Przełom nastapił na 3 minuty przed końcem tej części gry, bo Chris Bosh najpierw trafił kolejną trójkę, a chwilę później dołożył trafienie z półdystansu. Heat zaliczyli jednak genialny moment w obronie, bo Bulls nie byli w stanie dwa razy z rzędu, przez 24 sekundy znaleźć sobie pozycji rzutowej!! Kolejne punkty z szybkiego ataku dołożył duet Mario Chalmers&Birdman, a Heat zaliczyli w 3 minuty run 16-2 i wyszli na rekordowe, 13-punktowe prowadzenie. Ta niesamowita końcówka w wykonaniu obrońców tytułu sprawiła, że Byki stanęły jak zaczarowane i przegrały trzecią odsłonę gry aż 25-12. W całym spotkaniu Heat prowadzili już 65-52 i wreszcie objęli bezpieczne prowadzenie.

Decydującą część gry otworzył nam Micheal Beasley trafiając trójkę z rogu boiska i przypominając wszystkim jednocześnie, że bierze udział w dzisiejszym spotkaniu. Bulls zaczęli jednak powoli opadać z sił, a piękne trafienie Ray’a Allena oraz skuteczna gra D-Wade’a sprawił, że Heat objęli 17-punktowe prowadzenie, a Thibodeau musiał prosić o przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet goście wreszcie się otrząsnęli i dosłownie w 2 minuty odrobili 6 punktów. Żary jednak jak na Mistrzów NBA przystało nie pękły, a Mario Chalmers do spółki z Wadem i Boshem sprawili, że na 2 minuty przed końcem spotkania ich zespół prowadził różnicą 18-oczek i tylko katastrofa mogłaby odebrać im zwycięstwo w dzisiejszym spotkaniu. Do takiej jednak nie doszło i gospodarze pewnie dowieźli zwycięstwo do ostatniego gwizdka.

Miami Heat – Chicago Bulls  93:79
(20-24, 20-16, 25-12, 28-27)

Heat: Bosh 28 (10 zbiórek), Wade 23 (10 zbiórek), Chalmers 12, Allen 10, Andersen 7, Oden i Beasley po 5, Battier 3.

Bulls: Noah 20 (15 zbiórek), Gibson 20 (10 zbiórek), Dunleavy 13, Hinrich 10, Boozer 8, Snell 6, Augustin 2.

  • Historia lubi się powtarzać
  • Dla Erika Spoelstry było to zwycięstwo numer 300 na parkietach NBA.
  • D-Wade pobił swój career-high w ilości zbiórek ofensywnych- 7.
  • Bulls popełnili aż 19 strat, z czego aż 7 było wymuszone błędem 24 sekund.
  • Bulls wygrali grę na deskach aż 51-41.

 

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

12 komentarzy

  1. Cosmo111 pisze:

    Powiem tak, nie przepadam za Heat, ale szacun dla nich. Nie za zwycięstwo, ale za obronę. Wiadomo, ofensywa Byków to się głównie z kalectwem kojarzy, ale Miami wymusiło w całym meczu bodaj 7x błąd 24 sekund, a to już według mnie wielka sztuka.

    • zdzichuspodbloku pisze:

      statystycy w trakcie meczu zaczęli szukać rekordu która obrona jakiejkolwiek drużyny tyle razy zatrzymywała przeciwnika do błędu 24 sekund i nie wiem czy znaleźli czy nie, bo się mecz skończył, także jakieś wyzwanie dla ciekawostek statystycznych? :D

    • GPRbyNBA pisze:

      Wg mnie ten wynik to nie zasługa dobrej obrony tylko beznadziejnej skuteczności.
      Ten mecz to spotkanie drużyny która jako jedyna ma powyżej 50% FG z drużyną 3 od końca 42.7%.
      Jeśli umiesz celnie rzucać to nawet przy dobrej obronie jakoś ci to wychodzi, natomiast gdy masz zawodników którzy ceglą na potęgę a ich ofensywne IQ jest podobne do IQ gości programu Ewy Drzyzgi to zdobywasz najmniej punktów w lidze.

      MAM PYTANIE: Gdy drużyna popełni błąd 24sec to jak/komu zapisuje sie tą stratę?
      Osobie która jako ostatnia miała piłkę w ręku?

      Oraz jestem też ciekaw kto odpowiada w Chicago za taktykę ofensywną?
      Czy Tom ma jakiegoś asystenta od tego? Jeśli tak to być może trzeba go zmienić a jeśli nie to zatrudnić jakiegoś. Po sezonie zawodnicy powinni musowo poćwiczyć nad atakiem.
      Nie może być tak że zawodnicy biegają po boisku jak dzieci we mgle i nie mają pojęcia jak zacząć akcję nie mówiąc już o jej skończeniu.

    • Qukel pisze:

      @GPRbyNBA
      O ile się nie mylę, żadnemu z zawodników nie dopisuje się starty w takiej sytuacji, z racji tego, że jest to bardziej przewinienie zespołowe, niż indywidualne.

    • GPRbyNBA pisze:

      W box score meczu jest 12 strat. Wszystkie przypisane do graczy. Czyli 24sec nie zapisuje się do statystyk? Niemożliwe.

  2. Woy pisze:

    Popatrz dobrze : 19 strat w tym 12 od strony zawodników.

    http://www.nba.com/games/20140223/CHIMIA/gameinfo.html?ls=slt

    • GPRbyNBA pisze:

      Aaaaaaaa
      Teraz widzę :-)
      Jakoś ominąłem tą linijkę.
      Skoro już na niej jesteśmy to co oznacza „team rebs: 11” ?

  3. 7 razy Bulls popełniali błąd 24 sekund, i są one wrzucone do statystyk drużyny. Tak jak pisał Woy zawodnicy 12 strat plus 7 zespołowych

  4. Qukel pisze:

    „Team rebs: 11” – 11 zbiórek nie można przyporządkować żadnemu z zawodników, zostają więc przyznane zespołowi, tak by liczba zbiórek była równa liczbie spudłowanych rzutów.

    • GPRbyNBA pisze:

      Podrąze dalej :-)
      Jakie są to wyjątki? Jest gdzieś opisane jakie sytuacje kwalifikuje sie na „team rebs”?

      I ponawiam: Czy Tom ma jakiegoś asystenta od ataku? Kto odpowiada (oprócz trenera) za taktyke ofensywną? Musi kogoś mieć bo przeciez Tom jest fachowcem od obrony a nie ataku.

    • Qukel pisze:

      Tak na szybkości:
      – piłka odbija się od obręczy i wypada za linię autu niedotknięta przez żadnego z graczy
      – piłka po zablokowanym rzucie wypada poza linię
      – spudłowany rzut osobisty (np. pierwszy z dwóch)

      Na pewno zbiórki zespołowe są naliczane w innych sytuacjach wg podobnego klucza.

  5. Jano pisze:

    zbiórka zespołowa tylko w tym jednym przypadku, według nba.com
    ” A team rebound is recorded when a team gains possession as a result of a missed shot but no one player gains control of the ball.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *