Szlagier Zachodu dla Thunder

Oklahoma City ThunderWczorajsze spotkanie pomiędzy Oklahoma City Thunder oraz Portland Trail Blazers zapowiadało się najciekawiej z całego zestawu meczy zaplanowanych na ten dzień. Kto zdecydował się śledzić tą rywalizację na pewno się nie zawiódł zarówno poziomem sportowym jak i dramatyzmu. Zwycięsko z potyczki wyszli podopieczni Scotta Brooksa. Thunder okazali się lepsi od Blazers 98:95.

Wczorajsze spotkanie w Moda Center było już czwartym starciem tych drużyn w tym sezonie. W trzech wcześniejszych dwukrotnie wygrywali zawodnicy ze stanu Oregon.

Wprawdzie problemy rodzinne Mo Williams ma już za sobą, ale nie zdążył zagrać jeszcze przeciw ekipie z Oklahoma City. Wszystko wskazuje jednak na to, że wystąpi on już dziś w meczu z Los Angeles Clippers.

Gospodarze szybko uzyskali przewagę. Wynikało to z bardzo dobrej i zespołowej gry, a także zbilansowanej ofensywy. Kiedy pierwsze sześć punktów dla Thunder zdobył Kevin Durant, to gospodarze prowadzili tylko 6:8. Potem lider gości się lekko zaciął i szybko Portland odskoczyło na 10 oczek. (16:6).

Ostatnie trzy minuty I ćwiartki to już lepszy basket ze strony graczy Brooksa, a zwłaszcza lepsza skuteczność, która zaowocowała szybkim topnieniem przewagi Smug. Serią 6 pkt zakończył tą kwartę Durantula, a próbkę swych umiejętności (które w pełni błysnęły nam w dalszej części meczu) ukazał szerszej publiczności Jeremy Lamb.

Portland po 12 minutach prowadziło 25:19, ale żeby nie było tak słodko to stracili swego rezerwowego podkoszowego – Joeala Freelanda, który źle stanął i doznał urazu.

Druga kwarta to koncert dwóch rezerwowych z obu ekip. Po jednej stronie szalał Jeremy Lamb, który swymi akcjami (do spółki z Nickiem Collisonem) doprowadził do zniwelowania dystansu na -2 pkt. Z drugiej strony rewelacyjną formę strzelecką zaprezentował pierwszoroczniak C.J McCollum, który do przerwy miał na swym koncie już 13 pkt (3x 3 pkt). Warto pamiętać, że jeszcze niedawno błąkał się on po lidze NBDL, gdzie grał w barwach Idaho Stampede.

Gdy do gry powrócili pierwszopiątkowi zawodnicy wydawało się, że gra nam się jeszcze bardziej wyrówna i będziemy oglądali ten pojedynek z wypiekami na twarzy. Niestety gracze z Portland mieli inny plan i szybko od stanu po 43 zaliczyli run 12:2.  Wszystko to za sprawą ciekawej gry w ataku Lillarda oraz Lopeza, a także strat ze strony Thunder (Lamb, Jackson). Po II kwarcie 55:45.

Kolejna odsłona to próby wyrównania rezultatu przez graczy przyjezdnych. Szczególnie aktywni w ataku byli po stronie Thunder Kevin Durant oraz Serge Ibaka. Ich starania systematycznie uszczuplały prowadzenie oponentów, ale dopiero layup Reggie Jacksona na nieco mniej niż 2 minuty przed końcem trzeciej ćwiartki wywindowały „Grzmoty” na prowadzenie 75:74. Mimo, że Nicolas Batum dwoił się i troił to ofensywa Blazers nie wyglądała najlepiej po przerwie i coś szwankowało we współpracy pomiędzy graczami z Oregonu. Szczególnie skuteczność liderów podopiecznych Terry’ego Stottsa pozostawiała wiele do życzenia.

Czwarta kwarta wystartowała z wynikiem 80:80. Oznaczało to, że mecz może trzymać w napięciu do samego końca i faktycznie tak było. Cały czas w tym okresie oglądaliśmy regularną wymianę ciosów, a żadna ze stron nie odskoczyła rywalom na więcej niż dwa punkty. Wszystko co najciekawsze wydarzyło się jednak w końcowych dwóch minutach…

Po tym jak Trail Blazers wyszli na prowadzenie (95:93) po dobitce Robina Lopeza, Thunder szybko odpowiedzieli trójką Jeremy Lamba z rogu boiska. Kolejna sekwencja niecelnych rzutów sprawiła, że wynik nie ulegał zmianie. Nie oznacza to jednak, że nie było ciekawie.

Na 13 sekund przed końcem wchodzący pod kosz Damian Lillard gubi piłkę (a dokładnie ta wypada mu z rąk). następnie w niegroźnej sytuacji Kevin Durant nie złapał piłki i ta wypadł na aut. Oznaczało to stratę i piłkę dla Portland.

Decydująca akcja należała do LaMarcusa Aldridge’a (który trzeba przyznać szczerze grał słaby mecz), ale jego rzut nie trafił do kosza. Następnie dwa wolne trafi Reggie Jackson i było już 98:95.

Rzut rozpaczy wykonał jeszcze Lillard, ale nie odmienił on losów meczu i goście wygrali w Moda Center.

Słabo wypadli w rywalizacji z Thunder dwaj liderzy ekipy z Portland. Aldridge wprawdzie uzyskał double double (12 zb. i 12 pkt.), ale zagrał na koszmarnej skuteczności 5-22. Nieco lepiej zagrał Lillard (16 pkt FG 5-15), chociaż kompletnie „nie siedział” mu dziś rzut z dystansu. Na siedem prób zza łuku trafił ledwie raz. Na pochwałę zasłużył natomiast wspomniany już w powyższej relacji C.J McCollum . Debiutant ukończył spotkanie z 15 pkt.

Dla gości tradycyjnie już najwięcej punktów zdobył Kevin Durant. Dziś w jego statystykach zapisano 36 pkt oraz 10 zb. Trzeba jednak też trochę zganić gwiazdora OKC za 8 strat. Trochę dużo… zbyt dużo jak na gracza tego formatu.

Dobry mecz zagrał także Jeremy Lamb, który okazał się prawdziwym X-Factorem. W 31 minut uzyskał 19 pkt (FG 8-11) oraz 5 zb. Oczywiście celny rzut za 3 na 95:94 był bezcenny w tym meczu. Widać, że ten chłopak czyni postępy.

OKLAHOMA CITY THUNDER (42-12) – PORTLAND TRAIL BLAZERS (36-16) 98:95

(19:25, 26:30, 35:25, 18:15)

K. Durant 36 pkt, J. Lamb 19 pkt,R. Jackson 17 pkt (6 as) – N. Batum 18 pkt, R. Lopez 17 pkt, D. Lillard 16 pkt

[youtube=http://youtu.be/dgC_FE1qOQs&w=585]

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

6 komentarzy

  1. Mr. Cental pisze:

    Dalej podtrzymuję, że Portland wypadnie za czwórkę. W końcówce sezonu wyjdzie zmęczenie i ciągle jeszcze słaba ławka. Durant tymczasem kolejny mecz na wysokim poziomie – MVP coraz bliżej.

  2. M pisze:

    Wszystko fajnie, Thunder wygrało, ale przy tak fatalnej skuteczności dwóch głównych motorów napędowych Portland nie powinni mieć żadnych problemów z ich ograniem, a o mało co nie przegrali tego meczu. Jeżeli Westbrook nie będzie wystarczająco sprawny na playoffs to mogą pojawić się problemy zbytniej jednowymiarowości OKC i z bardziej zbilansowanymi drużynami po prostu sobie nie poradzą. U Blazers z kolei kłopotem będzie ławka rezerwowych i oczywiście kwestia zdrowia.

    • Woy pisze:

      Obrona Ibaki na Aldridge’u może się powtarzać jeśli celujesz w play offs oraz skuteczność. Teraz pomyśl jeszcze, że Lillardowi wejdzie w drogę Russell Westbrook. BTW. Bardzo fajne zmiany daje Lamb.

  3. Cosmo111 pisze:

    Sorry, ale nie ogarniam tej krytyki trochę. OKC bez swojej drugiej opcji i gracza na pozycji All Star wygrywa na cholernie trudnym terenie ograniczając skuteczność największych gwiazd rywali, a ty im zarzucasz jednowymiarowość? Coraz bardziej jednowymiarowi to robią się Trail Blazers, nie siedzi trójka i miewają problemy nawet z rywalami niżej notowanymi (tu warto podkreślić, że Lillard po nowym roku bardzo mocno obniżył loty), do tego ławka bez Mo to wygląda bardzo bladziuchno.
    OKC to właśnie mi w tym sezonie bardzo imponuje, głównie faktem, że nawet jak ceglą to potrafią wygrywać obroną, a tego po nich szczerze mówiąc się nigdy nie spodziewałem.

  4. amon pisze:

    Niestety,zgadzam się z poprzednikami. OKC lepsza od Blazers i mniej jednowymiarowa. Ale co zrobić z PTB ?Jakby siedziała im trójka,to byłbym spokojny,ale od miesiąca jakoś góra 30% mają i jakoś maks. 8 celnych w meczu. Pamiętacie te 20 ponad?

  5. ptb pisze:

    jak dla mnie Portland caly mecz lepsze, koncowa im nie wyszla.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *