Thunder zbili Heat po wielkim powrocie

Po 6 minutach gry było 22-4 dla Heat, którzy grali wtedy świetną koszykówkę. Thunder jednak pokazali, że nigdy nie należy ich skreślać. W drugiej kwarcie udało im się nadrobić stratę i wyjść na prowadzenie, a w drugiej połowie dobili rywali i rozbili ich 95-112.

To co wszystkich najbardziej elektryzowało przed tym meczem to pojedynek Duranta z Jamesem. Po spotkaniu możemy powiedzieć, że wygrał go Durant. 33 punkty, 7 zbiórek, 5 asyst i wskaźnik +18 z nim na parkiecie. LeBron miał 34 oczka, ale Heat byli z nim -17 na parkiecie. Warto też dodać, że prawie w ogóle nie był kryty przez Duranta. Jeśli chcemy się przyczepić do tego spotkania w wykonaniu LeBrona, to trzeba powiedzieć, że sporo punktów nabił w garbage time. Pojedynek między skrzydłowymi nie zawiódł, ale KD dzięki niemu uciekł na spory dystans, jeśli chodzi o wyścig po nagrodę MVP.

Innym bohaterem spotkania była ławka rezerwowych Thunder, a konkretnie Jeremy Lamb (18 punktów, 4/6 za trzy) i Derek Fisher (15 punktów, 5/5 za trzy). Złożyło się to na wygraną ławki gości 39-23 i trafienie 16/29 trójek. Należy też wyróżnić Serge’a Ibakę (22 punkty, 8 zbiórek). Kolejny sukces Thunder to wymuszenie 20 strat. Obok trójek, był to absolutny klucz do dzisiejszej wygranej.

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Oklahoma City Thunder
37-10 21 34 36 21 112
Miami Heat
32-13 30 20 25 20 95

Przebieg spotkania

Ten mecz miał zacząć się zdecydowanie inaczej. Heat kompletnie zdominowali rywali na początku spotkania i zrobili serię 18-0. Wielki udział przy niej miał Chris Bosh, który zdobył 9 punktów. Kendrick Perkins kompletnie nie umiał go upilnować. W efekcie zszedł z boiska i już więcej się na nim nie pojawił. Zagrał jedynie nieco ponad 4 minuty. Wcześniej Durant zmuszony był usiąść na ławce po dwóch szybkich faulach. Bez niego Thunder pudłowali na potęgę. Połowa kwarty minęła i Heat mieli najwyższą przewagę w meczu, prowadząc 22-4.

KD wrócił i Thunder przeprowadzili serię 12-0, a Slim Reaper zdobył w jej trakcie 7 punktów. Jednak w końcówce pierwszej kwarty lepszym w tym match-upie był James i dzięki niemu Heat prowadzili 30-21.

Wola walki Grzmotów wywróciła ten mecz do góry nogami w drugiej części gry. Dwoma trójkami zaczął ją Jeremy Lamb, potem zza łuku trafił Derek Fisher i po dobitce Lamba tracili już tylko 3 punkty.

Thabo Sefolosha był tej nocy niemal wszędzie w obronie. Przez dłuższy czas w pierwszej połowie krył LeBrona i radził sobie bardzo dobrze. Przy 7 minutach pozostałych w drugiej kwarcie popisał się dwoma świetnymi akcjami w defensywie, z czego jedna pozwoliła Durantowi na przeprowadzenie kontry. Thunder zaczęli wymuszać straty, przeprowadzili serię 7-0 i wyrównali stan spotkania!

Po chwili wyszli na prowadzenie, dzięki świetnym akcjom swojego lidera. Najpierw KD trafił za trzy, a po chwili wszedł na kosz i oddał piłkę do Ibaki, co zaskutkowało kolejnymi dwoma punktami. Heat w ataku zbyt często tracą piłkę. Thunder wymusili 10 strat i zamienili je na 19 punktów. Do przerwy 55-50 dla przyjezdnych.

Thunder zdecydowanie lepiej zaczęli trzecią kwartę. Jackson, Sefolosha i Jones trafili za trzy i wyprowadzili swoją drużynę na 12-puntkowe prowadzenie. Wszystko w ciągu niecałych 2 minut. Heat przestali grać na swoim poziomie. Czasem coś trafiali, ale raczej wynikało to z indywidualnych akcji, niż gry zespołowej. Tymczasem Thunder wymuszali straty i faule, dzięki czemu sukcesywnie powiększali prowadzenie. Na 4:41 przed końcem 3 kwarty było 78-62 i Thunder wyglądali na zdecydowanie lepszą drużynę. Grali tak jak z ligowym przeciętniakiem, a nie z mistrzami NBA.

Jeśli nie widzieliście meczu na żywo i nie macie czasu, żeby obejrzeć całe spotkanie to polecam sprawdzić chociaż końcówkę trzeciej kwarty. LeBron wziął drużynę na swoje barki i trafiał wszystko. Z drugiej strony odpowiadał mu Durant. Fantastyczna wymiana ciosów skończyła się lepiej dla Thunder, którzy nieco powiększyli przewagę. A wraz z syreną kończącą 3 kwartę za trzy od tablicy trafił Derek Fisher! 91-75 dla Thunder przed ostatnimi 12 minutami.

Thunder na początku czwartej kwarty odbierają wszystkie nadzieje Heat. Gospodarze pudłują wszystko i tracą piłki, a po drugiej stronie kolejne rzuty trafia Durant! On też popełnia błędy, bo notuje 2 straty, ale nie przeszkadza to gościom w podwyższaniu prowadzenia. Po kolejnej trójce Fishera przewaga wyniosła rekordowe 25 punktów. Heat w końcówce zmniejszyli jeszcze rozmiary porażki, ale tracili zbyt wiele, żeby zagrozić przewadze Grzmotów. Thunder 112 – 95 Heat.

Box score

Thunder: Durant 33, Ibaka 22, Lamb 18, Fisher 15, Sefolosha 9, Jackson 9, Collison 3, Jones 3, Adams 0, Perkins 0

Heat: James 34, Bosh 18, Wade 15, Andersen 8, Beasley 6, Allen 5, Chalmers 4, Battier 3, Douglas 2, Cole 0, Haslem 0, Lewis 0

Filmowe podsumowanie meczu

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=qcbP-FzGP4o]

2 komentarze

  1. Marcin P pisze:

    Heat w ostatnim czasie są zdecydowanie cold. Żal było na to patrzeć. Zawsze można się było czepiać ich obrony w pomalowanym, ale teraz prawdziwym problemem staje się obrona na obwodzie – dziurawa jak szwajcarski ser. W zeszłym roku o tej porze notowali serię 27 wygranych a teraz nawet się nie wyróżniają się na tle mizernego wschodu (5-5 w ostatnich 10 meczach). Na pewno spory wpływ na obecną sytuację ma postawa/zdrowie Wade’a. Przez odpuszczanie meczów, Miami nie może złapać odpowiedniego rytmu a jak Wade gra, to też nie zachwyca. Z drugiej strony Miami grające taką „padakę” ma 2 bilans na wschodzie i 5 w lidze (do SAS i POR, ktore też mają zadyszkę, traci tylko 0,5 meczu a do najlepszej Ind 3,5). No ale dla nich najważniejsze są PO a tam stać ich będzie na bardzo wiele.

  2. Kowal pisze:

    Oklahoma w końcu była w stanie pokonać Heat, a jak wróci Russel, to poprawi się s5 i ławka, bo Jackson jest dobry 6th man’em i powinno być tylko mocniejsi. Oglądałem większą część spotkań Thunder i narzekałem na tego Brookas, bo miałem podstawy, ale w tym meczu nawet i on pomógł swojej drużynie. W końcu nie katował tego Perka po 20 minut osłabiającego zespół, tylko po słabym początku go zdjął i tak ten mecz skończył. I granie small ballem dało bardzo dobre rezultaty, bo trójki im świetnie wchodziły, a do tego świetny mecz Ibaki pod koszem, który sobie z łatwością radził ze słabą defensywą Miami. Ławka OKC także grała bardzo dobre zawody, a w obronie cały zespół spisał się świetnie i wymusił bardzo dużo strat. Przy odrobinie szczęścia powinni pokusić się o mistrzostwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *