Tankowanie- problem faktyczny czy rozdmuchany?

NBA to organizacja na wskroś socjalna, która w sposób niesprawiedliwy promuje miernotę, obdarowując największymi prezentami najsłabszych w stadzie a wszystko to w imię wyrównywania poziomu. Tylko czy ta- skądinąd- szlachetna, choć bezsprzecznie niesprawiedliwa idea, nie jest tak naprawdę furtką dla cwaniackich zespołów, wykorzystującym ten by zrobić w balona resztę ligi?

68 sezon NBA upływa pod znakiem „tankowania”. Termin ten stał się tak popularny, że nikt już nie mówi :”oh, ale to Milwaukee jest w kryzysie”, „zła passa Orlando trwa”, czy „34 porażka z rzędu powodem niepokoju w Bostonie”. Nie, dzisiaj już nikt nie przegrywa dlatego, że jest słaby, czy dlatego, że przeciwnik był lepszy, powodem kiepskich bilansów przestały być ogórkowe rostery, dziś wszystkiemu winne jest tankowanie.

Sam termin tankowania- prawdopodobnie- wziął się z gier internetowych typu buzzerbeater czy hattrick, piszę prawdopodobnie, gdyż  ciężko doszukać się jego genezy . Pojawił  się on znikąd jak Kacper Hauser i w szybkim tempie zyskał oszałamiającą popularność, stając się wraz ze słowem „hejter” najchętniej używanym terminem w trakcie rozmów o NBA.

W tym sezonie o tankowaniu słyszałem w kontekście drużyn takich jak: Utah Jazz, Phoenix Suns, Philadelphia 76ers, Chicago Bulls, New Orleans Pelicans, Sacramento Kings, Boston Celtics, Milwaukee Bucks, Los Angeles Lakers, Memphis Grizzlies, Cleveland Cavaliers, Orlando Magic, Denver Nuggets i Toronto Raptors. To praktycznie połowa ligi! Dodatkowo pojawiało się to również w przypadku New York Knicks i Brooklyn Nets, choć w tych sytuacjach wynikało to z niewiedzy o tym, że obie drużyny nie posiadają swoich picków, co najlepiej obrazuje jak termin „tankowanie” jest nadużywany. Celowo pominąłem Boston, bo im poświęcę osobny akapit, gdyż zwyczajnie na to zasługują.

Nie spotkałem się dotychczas ze słownikową definicją tankowania, więc na potrzeby tego tekstu stworzę własną (nie będzie ona przełomowa, ani odkrywcza, spora część z was zapewne w taki sam sposób rozumie ten proces, ale podam ją dla jasności).

Tankowanie- celowe przegrywanie spotkań, bądź osłabianie drużyny, by zwiększyć prawdopodobieństwo wylosowania #1 w drafcie.

Każdy z wymienionych powyżej zespołów był posądzany o tankowanie, jednak wszystkie z innych powodów. Jedni dlatego, że latem pozbyli się solidnych zawodników i postawili na rozwój młodzieży, inni bo skoro nie mogli włączyć się do walki o wyższe cele(z różnych powodów), to lepiej dla nich byłoby skupić się na rywalizacji o Wigginsa, a pozostali z powodu ogórów w rosterze.  Żeby nie było, że tankowanie tankowaniu równe, postanowiłem podzielić owe drużyny na kilka grup, w zależności od „tankowania” jakie preferowały.

.

#PRZEBUDOWA
(Utah Jazz, Milwaukee Bucks, Phoenix Suns, Los Angeles Lakers, Orlando Magic)

przebudowa

Jest masa zespołów w lidze, które nie mają szans na walkę o największe gwiazdy ligi, co pośrednio powoduje, że ich szanse na mistrzostwo drastycznie spada, a co jak nie tytuł powinno być celem każdej drużyny w lidze? Mniejsze rynki niż te mieszczące się w Nowym Jorku, Los Angeles, czy nawet na Florydzie, niewiele mają do zaoferowania wolnym agentom, jasne zdarzają się przypadki jak Howard zostawiający Lakers dla Rockets, ale czy taki ruch byłby możliwy gdyby nie chore relacje pomiędzy Dwightem a  Kobe? Jasne, że nie! Jeszcze rok wcześniej Howard odrzucał możliwość gry dla Houston zaklinając się, że na pewno nie przedłuży z nimi umowy. Minął rok, Howard zaliczył przeciętny sezon indywidualnie, oraz katastrofalny zespołowo i czmychnął szybciutko (i -jak na siebie- cichutko) z Miasta Aniołów. Idealnym przykładem są tu Mavs, którzy od kilku lat, mimo zdobycia mistrzostwa, nie byli w stanie przekonać do gry u siebie czy to Howarda, czy Derona Williamsa, ten drugi mając do wyboru grę w rodzinnym stanie i całkiem silną drużynę, wybrał grę dla Brooklynu, który wówczas w lidze znaczył tyle co nic, a wcześniej wymusił transfer z Utah Jazz, z która regularnie występował w PO.

Takie zespoły jak Jazz, Pelicans (pamiętacie jak niezadowolony był Gordon z wyrównania oferty Suns?) Bucks, Hawks, Bobcats, Raptors (mimo pieniędzy)Cavs (Cleveland jest uznawane za najbardziej przygnębiające miasto w USA), Thunder czy nawet Mavs (mimo tytułu, Cubana i Nowitzkiego) nic nie znaczą na rynku wolnych agentów i jedyna ich szansa na pozyskanie gwiazdy to oszlifowanie talentu w drafcie (który ich nie oleje po zakończeniu kontraktu- Lebron James, Deron Williams) bądź w wyniku wymiany. Ta druga możliwość jest jednak iluzoryczna, bo gwiazdy są transferowane tylko jak im się kończy kontrakt (bądź są już bardzo pobladłe- Iverson, McGrady).

W przypadku tych organizacji (jak i pozostałych pasujących do profilu- Memphis,Minnesota– wiecie o co chodzi) nie może dziwić, że co jakiś czas musi dochodzić w nich do większej przebudowy, a jak wiadomo najłatwiej dokonać tego przez draft. W znakomitej większości jest spowodowane albo kaprysami ich najlepszych zawodników, którzy liczą na coś więcej niż balansowanie na granicy Play-off, albo kończącymi się im kontraktami, których koszykarze nie zamierzają przedłużać i Organizacje, żeby  nie zostać z niczym, muszą szukać dla nich wymiany, jedni wychodzą na tym lepiej (Denver i Melodrama,Orlando i Dwightmare czy Jazz i Williams Judasz) a inne gorzej (Nowy Orlean i Chris Paul). Takie sytuacje można uznać za kryzysowe, wprawdzie można je przewidzieć, ale nie da im się zapobiec. Zwykle strata swojego franchise playera powoduje rozsypanie się całej układanki, więc czy w przypadku odejścia 2-3 kluczowych zawodników, co z miejsca przekłada się na słabsze wyniki w kolejnym sezonie, możemy mówić, że zespół tankuje?

Owszem, można założyć, że przebudowa została celowo zaplanowana na ten sezon w którym draft jest uważany za najsilniejszy od wielu lat. Jednak czy jest to niezgodne z duchem rywalizacji? Żaden z tych zespołów nie wyprzedał się z własnej woli, żaden nie miał na celu osłabienia siebie bo gdzieś widzieli już Wigginsa w swoich koszulkach:

*Jazz- chcieli podpisać Millsapa ale ten chciał gwarancji gry w s5, której nie mogli mu zapewnić, stawiając na rozwój Favorsa i Kantera.  Jefferson odszedł z tego samego powodu (rozwój Enesa i Derricka) a pieniądze zaoferowane przez Charlotte były zwyczajnie nie do przyjęcia dla Jazzmanów. Mo Williams odszedł bo przyszedł Trey Burke. Randy Foye bo był ogórem. Ok, pozyskanie Biedrinsa i Richarda Jeffersona, oraz podpisanie Johna Lucasa mogło świadczyć o wywieszeniu białej flagi, ale raz, że niewielu było ciekawych wolnych agentów na rynku, a dwa że w jakiś sposób było trzeba wypełnić salary cap, więc spadające kontrakty oraz zestaw picków, był mądrym posunięciem.

*Bucks- chcieli zachować zarówno Ellisa jak i Jenningsa, ale Milwaukee nie było miejscem w którym ten duet chciał kontynuować karierę.  W większości na tej dwójce opierała się ofensywa Bucks, więc nie może dziwić, że późniejsze ruchy w drużynie były robione po omacku, a O.J. Mayo i Brandon Knight nie potrafili nawet w połowie zapełnić dziury po utracie obwodowych Kozłów z ubiegłego sezonu.

*Lakers- wydymani przez Howarda

*76ers- wydymani przez Bynuma

*Suns – Wyniki sprawiają, że nie mamy o czym mówić

*Magic- Transfer Howarda wciąż odbija się czkawką w Orlando i mimo, że wyszli na nim najlepiej ze wszystkich drużyn biorących w nim udział, to wciąż talent to za mało by się podnieść. Jednocześnie kontrakty Harringtona, Turkoglu, Glena Daviesa i Jameera Nelsona, nie pozwoliły im włączyć się do walki o wolnych agentów, choć taki Josh Smith mógłby sprawić, że Magic już w tym sezonie włączyliby się do walki o PO.

#Seria porażek +/lub kontuzje
(New Orleans Pelicans, Chicago Bulls, Denver Nuggets, Memphis Grizzlies)

szpital

Mój Sensei, Mentor, Autorytet, a przede wszystkim Przyjaciel, Paolo Coelho, podczas jednej z naszych filozoficznych dysput na temat koszykówki powiedział mi takie oto słowa

:„ Kontuzje są dla NBA tym czym mróz dla budzącej się z zimowego snu róży, która dopiero co rozpościera swe płatki, gdy ten chłodny morderca, zakrada się z cicha… i gdy tylko ta jest gotowa do bycia najpiękniejszą w ogrodzie, wbija swój mroźny sztylet w jej wątłe jestestwo, pozbywając ostatniego tchu”.

to-takie-smutne-i-piekne-pl

Grizzlies, Bulls, Nuggets, Pelicans– te drużyny na początku sezonu były nastawione na walkę o wyższe cele, jednak wszystkie- w pewnym momencie- zostały posądzone o tankowanie. Chicago, które po kontuzji Rose’a zanotowało passę meczów na poziomie Bucks, Miśki, które jeszcze przed stratą Gasola miało nijaki początek sezonu a wraz z urazem swojego najważniejszego gracza zostały przekreślone nawet przez Hollingera. Nuggets, którzy grają bez Galinariego i McGee zaliczyły spory falstart oraz Pelicans u których co chwila wypadał z gry kluczowy zawodnik; raz Anderson, innym razem Davis, Holiday czy nawet Evans. Na różne okresy czasu i w różnych konfiguracjach, dziś Pelicans muszą sobie radzić bez Holidaya i Andersona (Ryan nie zagra już prawdopodobnie do końca sezonu) a w chwili gdy to piszę, w meczu z Minnesotą na boisku nie ma również Davisa.

Bulls, Grizzlies i Nuggets dość szybko poradzili sobie z problemami i już nikt nie może powiedzieć, że tankują. Pelicans gdy grali w pełnym składzie byli zespołem, który wyglądał na playoffowy, a dodatkowo ich ewentualne tankowanie byłoby obarczone podwójnym ryzykiem, w końcu ich pick (zastrzeżony w TOP5) należy do Filadelfii. Mimo to, nawet kibice tych drużyn w pewnym momencie zaczęli być przekonani, że ich drużyny zaczynają udział w tankathlonie.

W przypadku pierwszej trójki był to zwyczajny kryzys, który zdarza się w każdym zespole i w każdej dyscyplinie sportu. Sam muszę przyznać, że po wymianie z Cavs spodziewałem się odpuszczenia sezonu przez Byki, na szczęście Chicago mnie nie zawiodło i pokazało, że jest zbyt silne by nie poradzić sobie z awansem do PO. W przypadku Nuggets i Grizzlies ani przez chwilę nie obawiałem się, że mogą walczyć o Wigginsa, raz że są za silni personalnie, a dwa że Memphis pod względem ambicji przypomina mi Utah Jazz, bez względu na wszystko walczy się tam do końca, dzięki stawianiu czoła problemom buduje się charakter drużyny, który pozwolił im w zeszłym sezonie zagrać im w Finale Konferencji.

Trochę inaczej ma się sytuacja z Pelicans, którzy obecnie są w dużym dołku i ich szanse na grę w PO są niemal zerowe. Nie jest to spowodowane chęcią bycia w TOP5 loterii lecz tym, że połowa ich starterów ogląda mecze wraz z Derrickiem Rosem, czy w takim przypadku możemy mówić o tankowaniu?

#SYFIASTA ORGANIZACJA
(Cleveland Cavaliers, Sacramento Kings)

ppd

Czasem w lidze zdarzają się takie zespoły, że gdy spojrzymy na roster to wydawać by się mogło, że PO są na wyciągnięcie ręki. Mają one w składzie zawodników, którzy aspirują do ASG (Irving, Varejao, Deng/ Cousins, Gay, Thomas) oraz utalentowanych graczy, którzy jeszcze niedawno wybierani byli (zasłużenie czy nie, to już osobna kwestia) z wysokimi numerami w drafcie (Waiters, Bennett, Thompson/ McLemore, Derrick Williams). Na papierze wygląda to co najmniej solidnie, jednak później oglądasz ich mecz i nie wiesz czy jakiś ancymon nie zrobił psikusa wrzucając link do meczu D-League.

bennett15

Cleveland Cavaliers to najbardziej chora organizacja ligi, serio, od ręki mógłbym napisać dłuższy tekst od tego o tym dlaczego wyprzedzają pod tym względem zarówno Kings, Pistons jak i Knicks. Takiego chaosu jak w tej drużynie nie ma nigdzie i co gorsza, nikt nie robi nic żeby to poprawić. W jakiej innej drużynie zawodnicy leją się po meczu i wycieka to do prasy parę minut po zajściu? (Waiters/Irving) W której zawodnik mówi, że nie chce mu się grać dla tej drużyny, choć ta płaci mu grube miliony (Bynum)?/ dodatkowo zamiast to zatuszowań, mówią o tym otwarcie? W której zawodnik ma romans z żoną trenera? (znowu Bynum + nie wiem czy to nie była tylko plotka + pewnie w niejednej, o ile żona trenera to MILF) Która wierzy, że Mike Brown bez Lebrona może awansować do PO? Cavs w tym sezonie ośmieszyli się tyle razy, że gdyby Shaqtin’a’fool był nie o tym co się dzieje na parkiecie, ale poza nim to pełniliby rolę Javala McGee/Kendricka Perkinsa/JR Smitha- ŁĄCZNIE. Mimo to mają tyle talentu, że nawet prowadzeni przez Mieczysława Jabłońskiego muszą awansować do PO na Wschodzie. Z drugiej strony, przyglądałem im się trochę bardziej w zeszłym sezonie i wcale mnie nie zdziwi jeśli ich szanse na PO będą wynosić jakieś 50% na 15 spotkań przed końcem i przegrają z nich 13.

Sacramento Kings po transferze Rudy’ego Gaya nieco odżyło, wieść miejska niesie, że nawet da się ich oglądać, jestem nieco sceptycznie nastawiony do tej plotki, dlatego podchodzę do tego ze sporym dystansem. Nie dlatego, że to niemożliwe, ale raczej mało realne. Syf w tej organizacji panuje od kiedy Stephanie Douglas Forrester była dziewicą i choć z całego serca życzę im by jeszcze nawiązali do czasów Webbera i Stojakovicia, to jestem daleki od przekonania, że może to nastąpić w przeciągu najbliższych 2/3 sezonów.

Pewnie znalazłaby się wśród was spora gruba osób, która z urzędu dorzuciłaby tu Detroit Pistons, ale tam mimo szczerej chęci większości kibiców Tłoków, nie ma najmniejszych szans na tankowanie, choć Mo Cheeks to odpowiednia osoba do tego by odzyskać pick (zastrzeżony w TOP8) od Charlotte Bobcats.
Czy w przypadku takich organizacji, gdzie ambicje są playoffowe a rostery utalentowane, możemy mówić o tankowaniu?

*Cavs- robią wszystko by jednak zagrać w tych PO,  o czym świadczy pozyskanie Denga w miejsce Bynuma, a to że nie wychodzi? No cóż, Mike Brown wraz z Kyrie Irvingiem to duet, który może wygrywać jedynie w reklamach. Winienie za całe zło Waitersa? Bzdura, ale to temat na osobne JazzuLekcje.

*Kings- chcą wygrywać, ale nie potrafią.  Kilka lat minie nim w Sacramento nauczą się zwyciężać, no ale cóż, klęski są niejako wpisane w najnowszą historię Kings, więc muszą grać na 120% żeby wygrywać, na razie nie są do tego gotowi.

# ANOMALIA WSZELAKIE

Z wymienionych we wstępie zespołów, o których mówiło się w kontekście tankowania pozostały dwa- Toronto Raptors oraz mój faworyt Boston Celtics. Teoretycznie oba można byłoby wcisnąć do którejś z powyższych kategorii, jednak są one na tyle wyjątkowe, że poświęcę im osobne akapity.

Toronto Raptors- niesamowita jest metamorfoza tego zespołu od kiedy odszedł stamtąd Rudy Gay. W zasadzie po tym transferze byłem przekonany, że rodzynek z Kanady włączy się do walki o Wigginsa, jednak okazało się, że były gracz Grizzlies był zgniłym jabłkiem w wiklinowym koszyczku Raptors, którego obecność psuła pozostałe owoce. Nadal nie jestem przekonany co do tego zespołu, jednak od wymiany z Sacramento drużyna z największego miasta Kanady zaczęła być Wschodnią odpowiedzią na Phoenix Suns. Przed sezonem zakładałem, że będą walczyć o PO, bo posiadają kilku utalentowanych graczy, piątka Lowry- DeRozan-Ross-Johnson-Valanciunas wygląda nader solidnie, jednak po fatalnym wejściu w sezon, oraz częstych głosach kibiców Toronto, że będą tankować i ja uwierzyłem, że Wiggins jest ich głównym celem w tym sezonie (bez bicia przyznam, że widziałem łącznie 5 kwart w wykonaniu Raptors w tym sezonie, więc ciężko było mi wyrobić własną opinię na temat tego zespołu).

No i na końcu wisienka na torcie, Boston Celtics. Będzie idealistycznie, bo być musi .Jestem świadom, że część fanów Celtów się oburzy, bo Celtics wpasowują się do opcji przebudowy, ale niestety, w tym przypadku byłoby to nieuczciwe w stosunku do pozostałych drużyn.

Tegoroczna postawa Celtics to skaza na lidze i jawna kpina z systemu premiowania najgorszych drużyn. Co gorsze nie jest to pierwsze takie zachowanie w nowszej historii tej Organizacji, tylko recydywa. Po dwóch nieudanych podejściach po Duncana i Odena/Duranta, tym razem Boston celuje w Embiida(?). Osobiście czuję wstręt do takiego ordynarnego cięcia w ch^^^ jakie serwuje nam Danny Ainge na współ z Bradem Stevensem i choćby zdobyli za rok mistrzostwo to i tak będę patrzył na cieszących się z niego kibiców mając w pamięci jego genezę. Tak, tak, tak, wiem doskonale, że was to guzik obchodzi bo najważniejsze są wyniki. Trudno, pielęgnacja ideałów takich jak uczciwa rywalizacja, dawanie z siebie 100% i walka do ostatniego gwizdka zawsze będzie w ukrytym programie nauczania JazzuLekcji.

Nie wiem jak można cieszyć się z osłabiania swojego ulubionego zespołu. Serio, cieszyć się z porażek? Kibicować rywalom? Nie umiem tego pojąć a argumenty, że to „chłodna kalkulacja” czy „tak jest dla nas lepiej” sprawiają, że sport przestaje być chęcią udowodnienia reszcie, że jest się lepszym, a staje towarem. Wiem, że to nic odkrywczego, komercja jest wszechobecna, ale na Boga, przecież to bliźniaczo podobna sytuacja jak kupowanie meczów.

 

W tym przypadku ból jest podwójny, bo pisze to chłopak, który jest czynnym sportowcem, do tego w klubie któremu kibicuję. Serio? Nikt prócz mnie nie czuje wstrętu do takiego podejścia?

Boston sezon rozpoczął  dobrze, bez problemów mógłby awansować do PO, bo nie jest słabszy od Atlanty Hawks, Detroit Pistons czy Charlotte Bobcats. Mimo to, ostatnimi czasy przegrywa wszystko, tzn. słowo przegrywa nie jest tu odpowiednie, ODDAJE zdaje się być adekwatniejszym. Czwarte kwarty w wykonaniu Celtów (w szczególności końcowe 5 minut) to są jawne żarty. Ten zespół przestaje wówczas rzucać, nie stara się nawet udawać, że broni, a jak ma ostatnie posiadanie to pewne jest, że albo skończy się airballem/cegłą albo, co jeszcze zabawniejsze(?) rzutem po czasie (!). Serio? Ktoś jeszcze udaje, że Boston chce wygrywać mecze?

Nie chciałbym brzmieć jak ktoś kto całą winą obarcza Celtów, absolutnie nie, problemem nie jest ich tankowanie tylko system, który na to pozwala. „Wiń grę, a nie gracza”, pod tym względem w Bostonie nie robią nic nieuczciwego, po prostu wykorzystują „luki prawne”. Mogliby to robić nieco dyskretniej, wtedy pewnie i moje oburzenie byłoby mniejsze, ale czy zmieniłoby to cokolwiek? Wątpię, póki loteria draftowa będzie się odbywać na takich zasadach jak obecnie, to takie przypadki wciąż będą się zdarzać.

Tankowanie to problem zdecydowanie wyolbrzymiony, tak przez kibiców jak i dziennikarzy. Zjawisko to występuje w lidze, ale w znacznie mniejszym stopniu niż się o tym mówi. Jeśli przyjrzymy się tabeli uważniej to można dojść do wniosku, że układ sił niewiele różni się od ubiegłorocznego. Drużyny, które będą brały udział w loterii w większości są tymi samymi co w poprzednim sezonie, stąd mówienie o tankowaniu zdaje się być mocno przesadzone. Kilka zespołów jest w fazie przebudowy, w części panuje chaos, a parę jest zwyczajnie zbyt ogórkowa by móc się włączyć w rywalizację o PO.

Na nic zda się też karanie zespołów „podejrzewanych” o tankowanie, gdyż zwyczajnie nie da się tego udowodnić, są tu jedynie podejrzenia, bardziej lub mniej uzasadnione. Jednak żeby w zupełności wykluczyć ten niesportowy proceder z rywalizacji należałoby zmienić zasady draftu, w jaki sposób? To już temat na osobną JazzuLekcję.

Hej;)

(każdy kibic Bostonu za karę powinien odsłuchać tego dzieła, dwukrotnie!!)

Qcin

Fan słodkich buziek, miseczek DD, dobrych słodyczy i darmowych alkoholi. A! No i Utah Jazz skoro już musimy o NBA...

34 komentarze

  1. Qcin napisał(a):

    Znowu nie mam czasu by się do wszystkiego ustosunkować (urodziny panny %) ale do wszystkich osób uważających, że przeciętność jest najgorsza- ciężko się z wami nie zgodzić i rozumiem jak najbardziej to podejście, ale dalej patrzycie na ten tekst jako na „pojazd” po waszej ulubionej drużynie, więc proponowałbym uważniej przeczytać tak tekst jak i komentarze, bo zwyczajnie wykazujecie się ignorancją. W żadnym momencie nie krytykowałem tego, że Boston chce się wzmocnić , bo to naturalne, a jedynie sposób w jaki to robi, jeśli uważacie, że takie coś jest zgodne z duchem sportu to nie mamy o czym rozmawiać, bo się nigdy nie zrozumiemy- ja nie chcę żeby Boston był przeciętny bo (super hit) pragnę by Utah była jak najwyżej w loterii draftowej (serio, tak głupiego rozumowania nie spotkałem od dawien dawna) mnie zwyczajnie wkur**a, że oni OSZUKUJĄ, poddając mecze i odpowiadając na @Mariusz- dwa przykłady z ostatniego tygodnia, najpierw mecz z Orlando, ostatnia akcja, posiadanie Celtics (przy minus 2) na 10 sekund- co robi Boston?
    1)Green dostaje piłkę na trójkę i ma dobrą pozycję, rzuca? NIE, robi pompkę i oddaje piłkę na midrange do Bradleya
    2)Bradley ma piłkę na 3 sekundy przed końcem, jest kryty bo ciężko żeby nie był (w końcu to nie Boston bronił) i co robi? Rzuca? NIE, czeka aż zabrzmi końcowa syrena i dopiero wtedy oddaje rzut, gdzie? w TRYBUNY

    Co tu ma nieobecność Crawforda (swoją drogą szukanie usprawiedliwienia „porażek” jego brakiem?… coś jak tonący brzytwy się chwyta).

    W meczu z 76ers:

    1)Boston jest plus1 na 30 sekund przed końcem i ma posiadanie- tak wspaniale konstruuje akcje, że wyprowadza Humphriesa (!) na rzut z 5 metra (!!) na 5 sekund przed końcem czasu- jaki jest efekt chyba nie muszę tłumaczyć.

    2)10 sekund dla 76ers- Turnera kryje Bayless, SUPER OBROŃCA- oczywiście Turner mu ucieka i wbija pod kosz, tam już czeka na niego Sullinger, ale czy wyskoczył do bloku? Oczywiście, że nie, w końcu rzut z 2 metra nie wymaga próby zablokowania:)

    Z Lakersami:

    To można uznać za trochę na siłę, jednak Rondo rzucający za 3 w ostatniej akcji?

    Ale nie chcę tutaj odbiegać od głównego wątku. Komentarzem, który popieram w 100% i który oddaje dokładnie to co czuję względem tankujących ekip jest ten zamieszczony przez @99luck- no ale oczywiście jako, że był sensowny to został zignorowany przez piewców teorii, że MAM KOMPLEKS BOSTONU i że mam problem, bo spadli poniżej Jazz w tabeli ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *