Clippers rozstrzelali Bulls, świetny pojedynek Griffina z Noah

Tom Thibodeau drugi raz w tym sezonie starł się ze swoim byłym mentorem i drugi raz dostał srogie lanie. Widząc jak jego zespół jest rozbrajany w obronie (w pierwszej połowie LAC trafiali jak w transie), Thibbs musiał stracić kolejną porcję włosów.

Bohaterem meczu był Blake Griffin (26 punktów, 13 zbiórek, 7 asyst), który postanowił podgrzać debatę dot. tego kto jest najlepszym silnym skrzydłowym w lidze.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Los Angeles Clippers 30-15 41 27 24 20 112
Chicago Bulls 21-21 26 29 25 15 95

Wnioski ze spotkania

  • Kibice w United Center przecierali oczy ze zdumienia gdy spoglądali na wynik w pierwszej połowie. Wystarczy powiedzieć, że LAC trafili 7 z 8 pierwszych rzutów z dystansu, a 41 punktów w pierwszej kwarcie i 68 punktów w pierwszej połowie to najgorsze wyniki obronne Bulls w tym sezonie. W drugiej połowie gra gospodarzy się poprawiła i kilka razy wydawało się, że mogą jeszcze postraszyć LAC, ale za każdym razem zespół Doca Riversa potrafił odpowiedzieć i zasłużenie wygrał.
  • Blake Griffin toczył świetny pojedynek z Joakimem Noah. Obaj podkoszowi potrafią zdecydowanie więcej niż tylko punktować (Blake) i bronić (Joakim). Griffin zakończył wieczór z 11/18 z gry (26 punktów), 13 zbiórkami i 7 asystami. Jego oponent z Chicago – 4/6 z gry (12 punktów), 13 zbiórek i 7 asyst. Skrzydłowy z Los Angeles trafiał spod kosza, z półdystansu, po dryblingu, po izolacjach – w zasadzie pokazał cały swój arsenał ofensywny (zabrakło tylko trójki). Im więcej go oglądam w tym sezonie, tym bardziej skłaniam się ku temu, że będzie Karlem Malone aktualnej NBA. Noah tymczasem jest jednym z dwóch podkoszowych w lidze, który de facto jest rozgrywającym swojej drużyny (ciekawe, czy wiecie o kogo mi jeszcze chodzi). Przez niego przechodzi większość posiadań, a Joakim zwykle potrafi znaleźć dobrze ścinającego partnera. Poza tym jest oczywiście sercem i duszą obrony Thibodeau i moim zdaniem zasługuje na udział w ASG.
  • To niesamowite jak jeden gracz może zupełnie zawodzić w jednej drużynie by błysnąć w innej. Popatrzmy na Kendalla Marshalla i D.J. Augustina. Pierwszy nie mógł odnaleźć się w Suns i trafił w ramach wymiany do Waszyngtonu skąd od razu został zwolniony. Pograł trochę w D-League i… trafił do Lakers, gdzie wykorzystuje kontuzje i jest podstawowym rozgrywającym notując średnio 9.8 ppg, 9.3 apg i 3.0 rpg – gdyby rozegrał ilość spotkań kwalifikującą go do wskoczenia do rankingu to byłby drugim najlepszym asystentem ligi. Augustin tymczasem nie potrafił przebić się w rotacji Raptors i został zwolniony. Bulls na niego postawili trochę z braku lepszej alternatywy zmagając się z kontuzjami Rose’a i Hinricha. D.J. przyjął wyzwanie i notuje średnio 13.0 ppg i 6.1 apg. Z czego to wynika w obu przypadkach? Według mnie powody są dwa – zaufanie i system. Po pierwsze, każdy gracz w lidze może być oceniany dopiero po tym jak dostanie prawdziwą szansę. Po drugie, nie każdy system gry jest dobry dla każdego zawodnika. W zależności od tego jak jest zbudowana drużyna trener może potrzebować PG kreatywnego (Clippers, Mavericks), ofensywnego (Thunder, Spurs), rozważnego (Pacers, Grizzlies) czy wybuchowego (Warriors, Trail Blazers). Pozamieniajcie ich miejscami i mimo tego, że są bardzo dobrymi zawodnikami mogą mieć problemy.
  • Bulls tracą w lidze średnio 93.0 ppg. Przeciwko Clippers w tym sezonie aż 116.5. Każda drużyna w lidze ma zespół, który im po prostu „nie leży”. Na pocieszenie fanów Chicago – jeżeli obie drużyny mają się jeszcze w tym sezonie spotkać to będzie to w finale NBA.
  • Rivers ma wielki komfort mając do dyspozycji takich strzelców jak Redick i Crawford – w zasadzie każdy z nich może w meczu zdobyć z łatwością 30 punktów.
  • Mało tego, podobnie jest jeżeli chodzi o „łączników” (jak przetłumaczyć glue guy?) Barnesa i Dudley’a, którzy mogą się zmieniać w zadaniu bronienia najgroźniejszych SF/SG i rozciągać grę rzutami z dystansu.
  • Chicago w tym sezonie nie namiesza w PO, ale jestem dziwnie pewny, że nikt w ECF nie chce na nich wpaść bo zakończy serię wykończony i z masą siniaków.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/ZypmfWtczJ8]

Boxscore

Clippers: Griffin 26 (13zb, 7ast), Barnes 13, Jordan 10 (12zb), Collison 17, Redick 18 (5ast), a także Dudley 0, Turkoglu 5, Hollins 0, Morris 0, Bullock 0, Green 4, Crawford 19

Bulls: Boozer 22 (9zb), Dunleavy 17, Noah 12 (13zb, 7ast), Augustin 7 (6ast), Butler 9 (6zb), a także Murphy 0, Gibson 18, Martin 0, Mohammed 0, James 5 (5ast), Snell 5

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

21 komentarzy

  1. ronin23 pisze:

    Marc Gasol?

  2. Kubas pisze:

    Marc Gasol.

    Natomiast nie chcę nic mówić, ale dzisiaj Kevin Love pochwalił się 26 punktami, 14 zbiórkami i 8 asystami, linijka minimalnie lepsza i nie byłbym jeszcze taki „śpieszny” do mówienia o Griffinie jako o najlepszym PF w lidze. Ale linijki to nie wszystko. Można stwierdzić, że aktualnie to tych dwóch zawodników rywalizuje o nr 1 na pozycji PF w lidze.

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Napisałem tylko, że podgrzewa dyskusję i ps. nie zapominajmy o Aldridge’u.

    • cvc37 pisze:

      Nie zapominajmy o LaMarcusie Aldridgu. :)

    • Kubas pisze:

      Aktualnie Lamarcus, zgadza się. Najlepszy PF. Ale na przestrzeni lat?

  3. santi pisze:

    Aldrodge jest w tym momencie nr 1 na PF. A Blake’owi dużo do tego poziomu brakuje

  4. Adrian89 pisze:

    Kurde ja myślałem że o McRobertsa chodzi choć on jednak bardziej PF.

    Aldridge ->Blake->Love na tą chwilę. Minny wygrała pierwszy mecz wyrównany !!

  5. Damian pisze:

    Aldridge->Blake=Love
    Myślę że nadszedł czas aby, albo przehandlować Boozera albo do s5 wprowadzić Gibsona i niech się ogrywa jeśli na Carlosie i tak będzie amnestia. Wydaje mi się że już są na podobnym poziomie a Taj ma jeszcze duży potencjał i szkoda go marnować na ławce.

  6. sasoo pisze:

    Melo gra przeważnie na 4 więc to on jest najlepszy i koniec :D a tak naprawde to LA

  7. kondzio pisze:

    Umknął mi fakt, że Turkoglu gra w Clippers

  8. Bosak pisze:

    glue guy = plaster

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Wiem o co Ci chodzi, ale plaster jest stosowane przede wszystkim w kontekście obrony (tak mi się przynajmniej wydaje). Tutaj by pasowało może coś bardziej w stylu „spoina”, albo ten „łącznik”. Serio, nie mam pomysłu :)

  9. majecha pisze:

    Redick chyba gra bardzo nierówno. Co oglądam z nim mecz to trafia 4/5 za 3 i 8/10 z gry. Kiedyś sie mówiło na takich zawodników Stricky Shoother – trafia serię 5 rzutów za 3, a w nast. meczu pudłuje jak DeAndre rzuty wolne. Czy tak jest? Nie oglądam za dużo Clippersów.

    • Mateusz Babiarz pisze:

      *streaky ;)

      Tak, ale miał przerwę przez kontuzję i teraz wraca do formy. On jest wciąż niedoceniany jeżeli chodzi np. o umiejętność kreowania akcji. Generalnie gość ma wysokie koszykarskie IQ, a gorsze mecze strzeleckie zdarzają się każdemu shooterowi – grunt żeby nie przestawał rzucać, a z tym nie ma problemu.

    • majecha pisze:

      heh ale babol, pewnie, że streaky od streak czyli serii :)

  10. ittam pisze:

    Cały punkt „To niesamowite jak jeden gracz może zupełnie zawodzić w jednej drużynie by błysnąć w innej. (…)” bardzo ładnie opisany, a w komentarzach i tak przepychanki kto jest numerem 1 na pozycji PF :P

    Co do samego tematu:
    – podoba mi się jak Griffin się rozwija. To chyba rok temu (?) w Open Court Shaq wspomniał, że Blake może być za kilka lat jednym z bardziej dominujących „big man’ów” w lidze i jego tegoroczna postawa wskazuje na to, że idzie w dobrym kierunku.
    – za tegoroczną (ba, nie zapominajmy o poprzednim roku!) postawę Bulls, to ja bym im dodał +50% do szans w drafcie ;) Wiem że fantazjuję, ale jak Celtics Pride okazało się pustym sloganem, tak Bulls Pride wiecznie żywa. Chociaż może w tym wypadku to bardziej „Thibodeau Pride”.

  11. 2utakt pisze:

    wydaje mi sie, że Love sporo wyprzedza Griffina.

  12. Jano pisze:

    Warto też tu dodać o sympatii jaką są darzeni Ci trzej zawodnicy wśród reszty graczy jak i kibiców.
    Nie sądzę żeby Love i Aldridge mieli więcej spięć razem przez całą karierę jak blake w jednym sezonie.
    Dlaczego ? wiadomo że gra bardzo siłowo ale i bardzo niebezpiecznie- czy to przy wsadach czy wbiciach pod kosz wszędzie z wielką siła wywala łokcie. I widać że jest to robione z premedytacją, ostatnio był w top ten Day wsad Blake’a- biegnie na wsad, obok juz zrezygnowany obrońca drużyny przeciwnej, BG łapie piłkę w prawą a lewym łokciem wali PG w ryj który nie ma ochoty jak i już szans na jakiekolwiek udane interwencje względem niego.
    Jak dla mnie Bg jest największym bydlakiem grającym teraz.. no może trzeba dodać też jego kolegę z drużyny Barnesa, który jak dla mnie już dawno powinien opuścić szeregi NBA.

    peaaace!

    • majecha pisze:

      Pod tym względem rzeczywiście można go porównac do Karla Malone’a :)
      Na pewno nie pod względem regularnego dostarczania (Mailman) punktów z półdystansu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *