Kings polegli w Houston, kontuzje czołowych graczy Kalifornijczyków

houston-rockets-logoWysoką porażkę zanotował zespół Sacramento Kings w starciu z Houston Rockets. Spotkanie w Toyota Center to popis duetu Harden – Howard, który łącznie zdobył dla gospodarzy 50 punktów. Marny styl gry i kontuzje liderów Kings mogą martwić trenera Mike Malone’a nie mniej niż rozmiary przegranej – 98:119.

Mimo, że od początku sezonu ekipa z Kalifornii jest niżej notowana od Rakiet to udało im się wygrać dwa poprzednie starcia pomiędzy tymi zespołami. Przyjechali oni zatem do Houston w dobrych nastrojach i z nadziejami na przedłużenie tej jakże korzystnej serii.

Rockets przystąpili do spotkania bez nadal kontuzjowanego Terrence’a Jonesa. Jeśli przypomnę, że do gry nie są zdolni Francisco Garcia, Ronnie Brewer, Greg Smith oraz (swoją drogą nie wiadomo czy cokolwiek mu dolega) Omer Asik, to gołym okiem widać, że ma spore problemy z rotacją szkoleniowiec – Kevin McHale.

Dobre złego początki – tak można określić to co miało miejsce na starcie meczu. Pierwsze sześć minut to dobra gra Kings, potwierdzona prowadzeniem i celnymi rzutami Rudy Gaya. Niestety nie pograł sobie strzelec gości w tym spotkaniu, gdyż równo w szóstej minucie musiał opuścić parkiet z powodu urazu achillesa w lewej nodze. Oczywiście do gry już nie powrócił, a z momentem jego zejścia to Rakiety zaczęły obejmować prowadzenie w meczu.

Jakby większego rozpędu po opuszczeniu parkietu przez Gaya nabrał James Harden, który po 12 minutach w statystykach miał wpisane już 12 pkt, a jego zespół prowadził siedmioma punktami.

Ponoć nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej. Nie w tym przypadku i nie dla Kings. Mamy drugą kwartę. DeMarcus Cousins wchodzi pod kosz, stara się go zablokować Patrick Beverly. Sędziowie odgwizdują faul gracza Rockets, ale z parkietu nie podnosi się środkowy rywali. Okazało się, że Cousins skręcił lewą kostkę, a może nawet poważniej ją uszkodził. Na parkiecie już go w tym meczy nie widzieliśmy, a Mike’a Malone w tym momencie chyba musiała dopaść jakaś straszna depresja.

[youtube=http://youtu.be/WckAxgfVxWg&w=585]

Swoją drogą, każdy kto pamięta starcie  Patricka Beverlyego z Russelem Westbrookiem w poprzednich play-off może dojść do wniosku, że jest on pewnego rodzaju „Ponurym Kosiarzem” rodem z filmów Monthy Pythona. Strzeżcie się rywale Rakiet!

Tak czy inaczej trup ścielił się gęsto tego wieczoru w Toyota Center.

Wobec poważnego osłabienia przeciwników Houstończycy szybko narzucili swój styl gry i momentalnie wzrosło prowadzenie podopiecznych McHale’a. Dwight Howard czmychał sobie swobodnie pod koszem niczym zajączek na łące i z dziecinną łatwością zdobywał kolejne punkty. Kings nie mieli kim go pokryć, aby zapobiec łatwym punktom spod kosza rywali. Do przerwy 55:44.

W trzeciej odsłonie znowu uderzył duet Harden – Howard i Rockets nim się obejrzeli prowadzili już 20 pkt. Starał się szarpać Isaiah Thomas, ale nie wiele z tego było korzyści. Obrona Kings praktycznie wcale nie istniała, a Houston robiło co chciało. Łatwe punkty z dystansu i półdystansu. Kiepskie krycie i hasający Omri Casspi, to największe plagi ekipy z Sac-Town w tym okresie gry.Derick Williams dodał kilka punktów w ostatnich minutach ten ćwiartki i dystans pomniejszył się „tylko” do 15 oczek, ale czekała nas jeszcze czwarta kwarta.

Tutaj już nie było litości i wyrok na oponentach został bezlitośnie wykonany. Casspi i Chandler Parsons trafiali z chirurgiczną precyzją, a bezradni gracze przyjezdni mogli tylko załamywać ręce. Na pięć minut przed końcem wynik oscylował już niemal wokół 30 pkt prowadzenia Teksańczyków i tylko dzięki serii trójek na koniec Jimmera Fredette  udało się zmniejszyć rozmiary przegranej.

Houston Rockets pierwszy raz w tym sezonie pokonuje Sacramento Kings 119-98.

Jak już wspomniałem najlepiej w ekipie gospodarzy spisali się James Harden oraz Dwight Howard. Stosując nomenklaturę spotu promującego Weekend Gwiazd, golibroda zaliczył 24 pkt, a zapuszczający zarost „Superman” zakończył mecz z 26 oczkami. Świetny występ zaliczył tez wspomniany Omri Casspi, który pogrążył swoją była drużynę rzucając im 20 pkt oraz zbierając 12 piłek. Był trzecim (obok Howarda i Parsonsa) graczem w ekipie gospodarzy z double double na koncie po zakończeniu rywalizacji z Kings.

Wśród pokonanych najlepiej wypadł Derick Williams, który uzbierał 22 pkt oraz 11 zbiórek. Isaiah Thomas miał o dwa oczka mniej, a także 6-krotnie asystował swoim kolegom. Rudy Gay w momencie zejścia z boiska zapisał sobie 4 pkt, natomiast DeMarcus Cousins, który w sumie przebywał na boisku 9 minut, rzucił 2 pkt oraz zebrał 4 piłki.

Kluczowe elementy gry:

– szybko złapane kontuzje Rudy Gaya i DeMarcusa Cousinsa

– Zbiórki na korzyść Rockets 55:42

– fatalna obrona Kings w strefie podkoszowej i dominacja Rockets (punkty w pomalowanym polu  66:32 dla gospodarzy)

– brak właściwego zawodnika w rotacji Kings do krycia Dwigha Howarda (wobec absencji Cousinsa)

Gracz meczu: Dwight Howard: 26 pkt, 13 zb, 4 bl. (FG 10-13)

 

SACRAMENTO KINGS (15-26) – HOUSTON ROCKETS (29-15) 98:119

(22:29, 22:26, 29:33, 25:31)

D. Williams 22 pkt, I. Thomas 20 pkt, J. Fredette 14 pkt – D. Howard 26 pkt, J. Harden 24 pkt, O. Casspi 20 pkt

 

[youtube=http://youtu.be/b6WzJbYcUVg&w=585]

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

9 komentarzy

  1. sasoo pisze:

    Kontuzje kontuzjami, ale Houston zagrało fajny mecz. Na tym polega ta gra, żeby wykorzystać słabości rywala. Cały czas czekam, co będzie z tym Asikiem. Moim zdaniem powinien zostać wymieniony juz może nie za stretch four, ale jak ktoś zauważył za stopera na pozycje 2-3. Najlepiej byłoby jednak wymienic Turka razem z Linem, za jakieś spadające kontrakty, bo pamietajmy że jak to Paweł powtarza Parsons gra za frytki i trzeba mu będzie dać pewnie 40/4 wg mnie zasługuje. Reszta oszczędności na stopera i może jakieś mięso armatnie pod kosz i będzie dobrze. Co o tym myślicie Panowie?

    • melo pisze:

      Obawiam się że 40/4 może nie starczyć jeśli pójdzie za kasą.W takim wypadku Rockets mają opcje zespołu na przyszły rok za niecały 1mln, ale jakby mu wycięli taki numer to 1)na pewno by się z nimi pożegnał kiedy zostanie FA 2) mógłby odstawiać cyrki podczas sezonu, choć wydaje mi się że to gracz bardzo ułożony(mądry).

  2. Mort pisze:

    z tego co widzę na video (3-cia powtórka około 28s) to Lin trafił DC w stopę, a nie Beverly :/

  3. sasoo pisze:

    wierze, ze bedzie mial ambicje i zgodzi sie na podobne zarobki. jest młody, ma czas na maxa

    • melo pisze:

      ma 25 lat, po podpisaniu 40/4 zostałby FA w wieku 30 lat więc już by nie dostał maxa… aż dziwne że taki gracz wszedł do ligi w wieku dopiero 23 lat…

  4. gabor2 pisze:

    Derrick Williams, potrafi zagrać fajny mecz z dobrymi statami (kilka razy w tym sezonie), żeby później kilka(naście) meczy grać gruz bez większego zaangażowania. Nie mam okazji zbyt często go oglądać, ale podoba mi się ten gracz. Czy uważacie że będzie coś z niego, czy to niewypał?

    • Woy pisze:

      Tak jak napisałeś , a obserwuję go mocniej od 2 sezonów, gra bardzo nierówno i ta cecha mogła drażnić Adelmana. Dziś trzeba powiedzieć iż unormowanie występów i prezentowanie równego poziomu to coś nad czym musi Derrick mocno pracować. Natomiast jeśli chodzi o bycie na pierwszym planie to postawię na tezę ,że przy parze Gay-Cousins nigdy na nim nie stanie. Miejmy nadzieję, iż Mike Malone wydobędzie z niego najlepsze cechy a Derrick się rozwinie pod jego kierunkiem.

  5. gabor2 pisze:

    Dzięki za odpowiedź. Też mam taką nadzieję, bo wygląda, że chłopak ma talent.

  6. M pisze:

    Ten Beverly to prawdziwy „Men-fatale”- kosi ludzi jak kosynierzy ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *