Wzloty i upadki podczas 68. sezonu (2/5)

Od pierwszego wpisu pod tym samym tytułem minęło 6 tygodni a w ligowej hierarchii niewiele się zmieniło. Mimo małej poprawy gry wschodnich ekip – jak Knicks, Nets, Bulls oraz Raptors – ciągle poziom Eastern Conference można spokojnie nazwać drugą ligą NBA. Ta pierwsza bowiem znajduje się na Zachodzie USA i to drużyny z Western Conference zdobywają serca fanów NBA, nie tylko ze względu na liczbę zwycięstw czy walkę o czołowe lokaty w konferencji, ale swoim stylem gry; – Warriors, Suns, Blazers oraz Clippers – przyciągają widowiskowością zagrań, tempem gry oraz swoimi gwiazdami, notującymi świetne wyniki statystyczne. Jeśli jednak spojrzymy na przepaść dzielącą najniżej notowane ekipy Wschodu i najlepiej sobie radzące drużyny tej samej konferencji to pewnie część z Was wychodzi ze zdaniem, iż dawno nie oglądaliśmy tak jednostronnego sezonu…

KONFERENCJA WSCHODNIA

1.  WZLOTY: INDIANA PACERS (31-7)

Mimo faktu, że Paul George obniżył średnią zdobywanych punktów oraz spadła jego skuteczność z gry to Frank Vogel (czyli trener Wschodu na tradycyjny All Star Game) może nadal liczyć na niezmordowanego  „SIR Lancelota” Stephensona. Główny kandydat – przy wypadnięciu z wyścigu w aspekcie kontuzji – Erica Bledsoe – po nagrodę MIP jako jedyny w lidze może pochwalić się trzema triple-double w tym sezonie, a wśród Pacers imponuje zdobyczami na poziomie 13.7 pkt – 6.6 zb – 5.1 as. Lance już wzbudza zainteresowanie kilku innych klubów NBA, w związku z trafieniem na rynek wolnych agentów w nadchodzące lato , ale Larry Bird nie będzie czekał na ruchy rywali, bo również zamierza zainwestować w swojego gracza. Natomiast Roy Hibbert wymieniany jest jako główny kandydat do DPOTY, notując 2.55 blk i 7.7zb w meczu (ta druga statystyka niestety nie powala na kolana). Efektowność w obronie Pacers jest ciągle najwyższa w lidze i pozwalają oni rywalom na zdobycie 88pkt w meczu, wygrywając przy tym każde spotkanie średnio 9.8 punktową różnicą.  Najlepsza laurka, Indiana na dziś przegrała najmniej spotkań w lidze oraz 4 mniej niż najgroźniejszy rywal, Miami Heat. Czego (nadal) chcieć więcej?

2. UPADKI: MILWAUKEE BUCKS TANKS (7-31)

Całkowita przeciwność liderów Wschodu (patrzcie na bilans) i zespół grający bez stylu, charakteru, jakiegokolwiek  zaangażowania w obronę oraz nie rokujący nadziei na poprawę wyników. Przebudowa kompletnie nie trafiona, a na dodatek wieloletnie umowy Larry’ego Sandersa, O.J. Mayo (13kt na mecz na 40%) i Brandona Knighta już są wyśmiewane na koszykarskich forach…John Hammond biegnie po statuetkę najgorszego budowniczego NBA i sam zastanawiam się czy pierwszy straci pracę , a może zanim ją straci to zwolni Larry’ego Drew? Bucks z ostatnich 10 spotkań wygrali ledwie jedno i przegrywają każdy mecz różnicą 8.7 pkt.   Obawiam się ,że sam transfer poprzez draft Andrew Wigginsa nie wyciągnie tej ekipy na poziom play offs.  W redakcji przyjmujemy zakłady za ile tygodni Kozły wskoczą na poziom 10 wygranych (Qcin postawił ,że po All Star Game, Dawid stawia na Wielkanoc). Aha, Bucks szukają nowego miejsca pracy dla Gary’ego Neala.

3.  Po WZLOCIE powolny SPADEK: Rysie straciły pazury (17-24)

Niestety nie wierzę w jakąkolwiek siłę Charlotte Bobcats z racji faktu, że mocniej niż zwykle osłabieni są ich najwięksi rywale w walce o play offs jak Nets, Knicks a nawet Bulls… Nawet najlepszy występ sezonu Ala Jeffersona z 35 pkt nie tchnął we mnie wiary w Koty. Rysiom w ostatnich 10 spotkaniach udało się wygrać dwa razy, a na dalszy dystans uciekają im rywale do play offs jak Raptors oraz Wizards (a przecież żadna z tych drużyn nie gra jakiejś super koszykówki i nie porywa regularnością). W skuteczną pogoń za Kotami ruszyli Knicks i Nets, a być może zaraz zjawi się Kawaleria (?) Charlotte jest natomiast bardzo podobne do Cleveland, gdzie marnowano ostatnie czołowe wybory w kolejnych draftach i draftowe picki niewiele zmieniały.  Natomiast główny sternik klubu nadal nie wie jak pomóc zespołowi, poza zmianą barw i nazwy…Cats jak dotychczas nie wygrali z żadnym zespołem ze swojej dywizji. Steve Clifford coraz bardziej przypomina mi Mike’a Dunlapa (niestety) i jedyne co może uratować jego posadę, to awans do play offs (przy słabym poziomie rywali w Eastern Conference). Co zrobić z wysokim kontraktem Bena Gordona? Hasło na dziś – wykorzystać słabości i problemy rywali i dopchać się do drugich w historii play offs dla Bobcats.

4. Po SPADKU powolny WZLOT: KNICKS wygrywają a Melo zbiera! (15-25)

James Dolan mógłby sobie uścisnąć rękę z Johnem Hammondem w kwestii letnich transferów, ale prawda jest taka, iż w Knicks obudził się duch walki. Zespół Mike’a Woodsona rozkręcił się i to bez pomocy Tysona Chandlera! Mam natomiast złą wiadomość dla kibiców NYK, iż z problemami zdrowotnymi znów do czynienia ma Amar’e Stoudemire (i ze względu na skręcenie stawu skokowego opuści 2 tygodnie). Szkoda, gdyż STAT naprawdę łapał formę i powoli przypominał energetycznego gracza, który potrafił porwać jednym wsadem całe MSG. Pod nieobecność byłego najlepszego obrońcy NBA – Chandlera – o zbiórki postanowił powalczyć Carmelo Anthony. Melo zbiera już przeciętnie 8.7 piłki w meczu i staje się liderem Knicks w tej klasyfikacji.  Knicks wraz z Nets i Pistons walczą o topową ósemkę Wschodu.  BTW. J.R. Smith zapłacił kupę szmalu za głupie dowcipy z rozwiązywaniem sznurówek rywalom. Krąży plotka, że James Dolan chce ostatniego najlepszego 6-th Mana oddać do innej drużyny NBA.

5. WZLOT: Czarodzieje nadal czarują (19-19)

Marcin Gortat wraz z kolegami nie tylko wygrał w Chicago, ale również znokautował Mistrzów NBA, Miami Heat, podczas pierwszej kwarty (43:18) meczu w Verizon Center. Randy’emu Wittmanowi udało się wpoić zawodnikom zasadę częstszego dzielenia się piłką (23 asysty to 9. zespołowy wynik w NBA) oraz zmusić graczy do tracenia 99 punktów co mecz (12. msc w lidze). Obok wszechstronnej i równiej postawy Johna Walla (19.7pkt-8.6as-2.0przech to lider trzech klasyfikacji wśród Wizards) musimy zwrócić też uwagę na duży wpływ powracającego do zdrowia Nene Hilario. Jeśli pamiętacie poprzednie lata gry w lidze Czarodziejów (kiedy przegrywali notorycznie na wyjazdach) to dojrzycie poprawę gry i zwycięstwa w meczach wyjazdowych (bilans 10-10). W stolicy szykują się na pierwsze play offs od 2008 roku i ery trenerskiej Eddiego Jordana.

6. UPADEK z tendencją wznoszącą: BROOKLYNSKI (NIE) DREAM TEAM (16-22)

Tylko Indiana Pacers (8-2) i Chicago Bulls (7-3) są tak mocni na Wschodzie w nowym roku. Siatki Jasona Kidda wygrały  7 z 10 ostatnich meczów i pokazują , że kryzys mają już za sobą. Temat zwolnienia trenera Kidda zszedł na tor boczny, a zespół boryka się z problemem zastąpienia Derona Williamsa (kontuzje kostek i ponowne zastrzyki regenerujące je). Obniżenie składu i przyspieszenie tempa gry Nets mocno poprawiło wskaźniki defensywne oraz ofensywne i do tego stopnia, że Nets na dziś są na ósmym miejscu w Eastern Conference. Bolączką zespołu jest niska liczba zbiórek w meczach (40) czyli coś w stylu Kevina Garnetta z Boston Celtics. Pytanie; czy Nets będą wymieniać jakichkolwiek graczy przed ASG?

7. Lekki WZLOT: Toronto Raptors jednak jako Drapieżcy (20-18)

W końcu Raps, którzy ruszyli do walki o play offs, zwłaszcza po transferze na zewnątrz Kanady R. Gay’a. Starcia z czołowymi zespołami ligi przypominają nam, że niedoskonały skład Dwayne’a Casey może złapać zadyszkę (choćby z Pacers) i 2-3 porażkami szybko spaść w hierarchii Wschodu. Nie można jednak nie docenić wysiłków Kyle’a Lowry (17pkt i 7as na mecz) i ofensywnych zapędów DeMara DeRozana (21pkt). Team z Kanady to trzecia na dziś obrona NBA (z 96 pkt traconymi w meczu). Ważne wsparcie z ławki jest równoznaczne z przebudzeniem duetu ex Królów – J. Salmonsa i P. Pattersona.

Bez zmian i na huśtawce: Philadelphia 76 ers (potrafią nas oczarować jednym lub drugim udanym meczem, a następnie notują serię porażek), Cleveland Cavaliers (wielkie zamiary, słabe wykonanie pod kierunkiem Mike’a Browna i nie wiemy czy coś więcej zmieni na plus osoba Luola Denga), Detroit Pistons (jeśli nie wejdą do play offs to znów możemy oczekiwać zmiany trenera, bo w końcu jak często można zmieniać liderów zespołu?) oraz Chicago Bulls (ciągle bez D-Rose’a , nie imponują w ataku, często męczą nasze oczy, ale zaangażowaniem i wolą walki chcą dotrzeć do play offs).

KONFERENCJA ZACHODNIA:

1. WZLOTY: PORTLAND TRAILBLAZERS (30-9)

Ciężko nie polubić tak świetnie grających Damiana Lillarda i LaMarcusa Aldridge’a. Do najlepszych występów nawiązują również Wes Matthews i Nicolas Batum, a Terry Stotts może liczyć na wsparcie pozyskanych poprzedniego lata – Robina Lopeza i Mo Williamsa. Blazers trzykrotnie dotychczas bili rekord klubu co do skuteczności lub ilości celnych rzutów zza łuku. Pierwsza ofensywa NBA ze 109.1 zdobytego punktu na mecz, druga zbierająca ekipa ligi z przeciętną 46.7 zb na mecz oraz 24.6 as na mecz to trzecia najwyższa średnia jakiegokolwiek zespołu przy podaniach. Jeden mecz mniej wygrany od wicemistrzów NBA ! – kto by przypuszczał?

2. Po SPADKU powolny WZLOT: Utah Jazz (14-27)

Jeśli przenieślibyśmy Salt Lake City na Wschód to przy w/w bilanse, Nutki walczyłyby dziś o play offs. Gracze Ty’a Corbina dostali swojego wymarzonego lidera na obwodzie, Trey’a Burke’a (przypomnę, że na starcie sezonu pauzował kilka tygodni a teraz notuje 14pkt i 7as na mecz) i ich organizacja gry oraz skuteczność ataku uległy małej poprawie. Ponadto Jazz odnieśli 6 wygranych na wyjeździe i potrafili wyraźnie ograć OKC Thunder, Denver Nuggets oraz Detroit Pistons. Nutki zbliżają się do progu 20. wygranych oraz podnoszą swoje morale dość wyraźnie. Dobrze też, iż Jazz nie polegają już tak wyraźnie na osobach podkoszowych – Kantera i Favorsa – przenosząc ciężar ataku na obwód i plecy Burke’a.

3. Po WZLOCIE powolny SPADEK: Houston Rockets (26-15)

To nie Dwight Howard daje iskrę ofensywie Rakiet, a James Harden – nawiązujący do Hakeema Olajuwona – w trzech kolejnych meczach z 37pkt. Zespół może liczyć na solidne uzupełnienie przy osobie Chandlera Parsonsa i radzi sobie w ataku z coraz mocniejszym Terrencem Jonesem. Przechodząc w cyferki, Rox spadli ze zdobyczami punktowymi i są już tylko piątą ofensywą NBA, jako zbierający są na 7 msc. wśród wszystkich ekip i bronią dopiero jako 19. team ligi. Na koniec warto dodać, że bez kontuzjowanego Blake’a Beverly nie tylko spada poziom defensywy ale również częstotliwość dzielenia się piłką (25. drużyna NBA). Strech – four nadal nie widać…a Omer Asik ciągle jest przeceniany na rynku transferowym przez Daryla Morey’a.

4. UPADKI głównie zdrowotne: New Orleans Pelicans (15-23)

Wcześniej realnie rzecz biorąc – ekipa – walcząca o awans do ósemki. Na dziś mały szpital z rzucającymi się ubytkami w składzie przy Jrue Holiday’u i Ryanie Andersonie. Bolączką numer jeden Monty’ego Williamsa jest niski poziom defensywy (27 msc. w lidze). Żeby ją poprawić wypadałoby pozyskać defensywnego stopera na obwód oraz realne wparcie pod koszem dla Anthony’ego Davisa. Niedobre dla ofensywy drużyny jest szachowanie osobami Erica Gordona i Tyreke’a Evansa. Pierwszy SG potrafi przypomnieć o sobie z najlepszej strony (tej dystansowej), drugi SG potrafi przypomnieć, że parę lat temu wybierany był Debiutantem Roku. Razem za często jednak nie grają, bo ani Gordon nie jest jedynką, ani Evans trójką…Pytanie na dziś, czy w trzecim sezonie z N.O. – Team ich coach przekroczy granicę 82. zwycięstw w sezonie zasadnicznym (48 przed tym sezonem, a dziś 63) ?

5. WZLOTY: Rising Suns (wschodzące Słońca, 22-17)

Główny kandydat do COTY – Jeff Hornacek – na razie aż tak mocno nie cierpi ze względu na stratę kontuzjowanego Erica Bledsoe. Horny polega na Goranie Dragicu, Markieffie Morrisie i Geraldzie Greenie, a ci w zamian nadal walczą o play offs. 10-ty atak ligi bardzo niechętnie dzieli się piłką (30. czyli najrzadziej grający ze sobą zawodnicy NBA). Ratunkiem na kontuzję głównego obwodowego Suns ma być drugi angaż Leo Barbosy. 10-3 był topowym bilansem grudnia na Zachodzie i dzięki niemu Suns zachowują przewagę w konferencji nad siłami Grizzlies oraz Nuggets. Szybka gra, miła dla oka oraz zaangażowanie młodych zawodników, m.in. walczących o wyższe kontrakty to recepta na sukces teamu Arizony.

6. SPADEK: L.A. Lakers (topiący się w jeziorze przeciętności , 15-25)

Nie ma Kobego nie ma wygranych. Nie ma Nasha i Blake’a nie ma lidera na rozegraniu. Nawet rewelacyjny w pierwszych 2 miesiącach Xavier Henry potłukł się i pauzował w kolejnych meczach. Dobrze na osobę Paua Gasola nie wpływają spekulacje na temat jego wymiany przed All Star Weekendem. Jeziorowcy w ostatnich 10 spotkaniach wygrali tylko 2. Zespół potrzebował wzmocnień z D-League jak Kendall Marshall oraz Ryan Kelly. Obaj potrafią zaskoczyć rywala, ale na pewno nie zaprowadzą L.A. do play offs…Lakers to 29. defensywa NBA czyli jak na Mike’a (no-D!) – Antoniego przystało.

Bez zmian i na huśtawce:  Sacramento Kings (którzy ciągle uczą się jak skutecznie bronić oraz nie potrafią zagrać skuteczniej w kilku spotkaniach z rzędu -> Cousins i Thomas na pierwszym planie i nierówna reszta). Minnesota T’Wolves (ciągle kulejące w obronie Wilki, z kłócącym się z kolegami K. Love) oraz Denver Nuggets (pasmo porażek, zwycięska passa i tak w kółko).

C.D.N.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

3 komentarze

  1. Qcin pisze:

    musiałem być na niezłym rauszu tak optymistycznie widząc przyszłość Bucks :)

  2. Autor pisze:

    BULLS !!! :)

  3. tyrone _nesby pisze:

    Milwaukee Schmucks…niepojęte, jak można było dać Larry’emu Sandersowi 11mln za sezon?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *