Świetny mecz George’a, Clippers bez szans w Indianie

Postęp jaki wykonał Paul George w ciągu tego oraz poprzedniego sezonu jest naprawdę niesamowity. Praktycznie z miejsca wskoczył w rolę pierwszej opcji zespołu i stał się liderem Pacers, co zaowocowało zdobyciem statuetki za największy postęp w minionych rozgrywkach.

W tym sezonie George zrobił kolejny krok w rozwoju, jest jeszcze lepszym graczem, na jego pozycji tylko LeBron James i Kevin Durant są od niego lepsi (sorry, Carmelo Anthony), a do tego śmiało można już o nim powiedzieć, że to top5 koszykarzy w lidze. Prawdopodobnie w tym sezonie bardziej zasługuje na nagrodę za największy postęp niż rok temu, ale nigdy nikt nie dostał tej nagrody dwa razy z rzędu i w przypadku Paula pewnie będzie tak samo.

A szkoda. Choć i tak wydaje mi się, że jest duża szansa, że drugi rok z rzędu to zawodnik Indiany zostanie wyróżniony tą nagrodą, tylko, że tym razem powędruje ona do Lance’a Stephensona. Ten też rozgrywa fantastyczny sezon i pewnie po sezonie, po tym jak skończy mu się kontrakt, kilka klubów będzie chciało go przechwycić. Mam nadzieję, że im się to nie uda, bo Sir Lancelot pasuje do Pacers jak ulał.

Dzisiaj obaj ponownie byli najlepszymi graczami w swojej drużynie i poprowadzili Indianę do zwycięstwa. Tym razem wygrali na własnym parkiecie z Clippers, co było już ich 9 wygraną z rzędu w Bankers Life Fieldhouse, w czasie których pokonywali przeciwników średnią 20,6 punktami.

Pacers u siebie są naprawdę mocni, mają bilans 20-1, i jeśli uda im się zająć pierwsze miejsce na koniec sezonu i zapewnić sobie przewagę parkietu na całe play offy to ich szansa na mistrzostwo jeszcze bardziej wzrośnie. Zresztą Indiana to mój główny faworyt do zdobycia tytułu i wg mnie to właśnie oni będą w czerwcu cieszyć się z wygranej. Taki typ.

Clippers byli dla nich dzisiaj przeciwnikiem tylko przez połowę pierwszej kwarty, kiedy po wsadzie Blake’a Griffina prowadzili jeszcze 15-10. Następnie jednak Indiana wzmocniła defensywę, goście spudłowali 14 z kolejnych 15 rzutów – 3 bloki Roy’a Hibberta w tym czasie, a do tego Pacers zanotowali run 18-3 zakończony buzzer-beaterem George’a na koniec pierwszej ćwiartki i wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu.

Gospodarze później cały czas utrzymywali ok. 15-punktową przewagę i do przerwy wygrywali 57-41. W drugiej połowie musieli sobie jednak radzić bez Davida Westa, który został wyrzucony przez sędziów za coś takiego.

Serio, serio? Flagrant foul 2? Dałbym technika, może flagrant foul 1, ale nie wykluczenie. Reggie Miller był zawiedziony.

Ja też jestem.

Brak Westa był później lekkim problemem, ale nie dlatego, że zastępujący go Luis Scola grał źle, tylko dlatego, że Argentyńczyk i Hibbert w trzeciej kwarcie złapali po czwartym faulu, dzięki czemu Clippers udało się po trafieniu za trzy Jordana Crawforda zmniejszyć starty do 10 oczek. Na początku czwartej kwarty Pacers jednak zrobili run 15-2, wyszli na najwyższe w spotkaniu 22-punktowe prowadzenie i było po meczu.

Tą serię zakończył niesamowity, fantastyczny, widowiskowy i jeszcze parę innych wyrazów dunk George’a.

Wsad sezonu? Na pewno.

Jeszcze jedno. Kiedy gospodarze notowali decydujący o wygranej run grali wtedy small ball z Dannym Grangerem na czwórce i wyglądało to całkiem nieźle. Zobaczymy, czy Frank Vogel będzie częściej stosował to ustawienie w kolejnych meczach.

George w całym meczu rzucił dziś 36 punktów, trafiając 12 z 17 rzutów, w tym 5/6 za trzy. Zebrał do tego 6 piłek i był nie do zatrzymania dla obrońców Clippers. Dzisiejszy występ był już jego 6 w tym sezonie, kiedy zapisał na swoim koncie co najmniej 30 oczek i 27, kiedy przekroczył osiągnął granicę 20 punktów.

Bardzo dobry występ zanotował dziś również Stephenson, który flirtował z triple-double zapisując na swoim koncie 22 oczka, 12 zbiorek i 7 asyst. 11 punktów z ławki dodał C.J. Watson, a 12 Granger, który miał małe problemy ze skutecznością trafiając tylko 4 z 13 rzutów, ale z nim na parkiecie Pacers byli plus 16 – najwyższy wynik w drużynie.

Dla Clippers najwięcej rzucił Crawford, autor 22 oczek (7/18 z gry). 19 dołożył Griffin, ale trafił tylko 6 z 18 swoich rzutów, 10 Daren Collison, a double-double na poziomie 11 punktów i 17 zbiorek zanotował DeAndre Jordan. Tylko 4 z 17 rzutów, w tym 0/7 zza łuku, trafił J.J. Redick, kończąc mecz z 8 punktami na koncie.

Kolejny mecz obie drużyny zagrają w poniedziałek na własnym parkiecie. Clippers z Detroit Pistons, Pacers z Golden State Warriors.

Los Angeles Clippers – Indiana Pacers 92:106 (18:28, 23:29, 27:21, 24:28)

Liderzy zespołów:

Punkty: Crawford 19 – George 36

Zbiórki: Jordan 17 – Stephenson 12

Asysty: Griffin, Redick, Collison 4 – Stephenson 7

Przechwyty: Griffin, Jordan, Crawford 1 – George 3

Bloki: Jordan 2 – Hibbert 5

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

19 komentarzy

  1. majecha napisał(a):

    Nie mogę zapomnieć Pi-Dżi tego jak zawalił sprawę z LBJ w pierwszym meczu finałów wschodu :) Dał się ograć tak głupio, że na myśl przychodzi ustawianie meczów;)
    Swoją drogą, czy naprawdę Melo jest od niego gorszy? Fanem Carmello nie jestem ale George to nie jest zawodnik na 30 ptk/mecz w sezonie, Melo jest. Wiem, że ptk to nie wszystko ale wykręcać takie cyfry przez cały sezon trzeba umieć. Nie wystarczy wbrew obiegowej opinii ciskać 30 cegieł na mecz, potrzebna jest odpowiednia psychika i nastawienie. Myślę, że w ciągu dekady te umiejętności zdobywa max 10-15 graczy. Jacy to gracze dziś i 2-3 sezony temu? Durant, LeBron, Melo, Kobe, w drugim rzędzie wchodzących na podium i schodzacych z niego jeszcze Harden, Nowitzki, Aldridge, może George.

    • Dawid Ciepliński napisał(a):

      Tak, Melo jest gorszy. Przede wszystkim nie broni, a George jest produktywny po obu stronach parkietu, zarówno w ofensywie, jaki i w defensywie.

    • walt napisał(a):

      a w którym to sezonie melo rzucał 30 pkt/mecz? no właśnie, przecież nie miał takiego… poza tym melo to nie jest materiał na lidera mistrzowskiej drużyny, jak mu nie siedzi to koleś cegli na potęgę zamiast uruchomić swoich partnerów; jedyne co osiągnął to tytuł króla strzelców i mam wrażenie, że melo wolałby mieć kilka takich tytułów niż zdobyć mistrzostwo; gość jest nastawiony tylko na punktowanie

    • majecha napisał(a):

      Nigdy nie miał 30 ptk/mecz ale należy do najściślejszej czołówki punktujących ligi. W tym sezonie rzucają: Melo 44%, PG 46%, za 3ptk po 39%, z linii po 86%. Sorry ale mi to wygląda na całkiem wyrównaną dyspozycję rzutową. Jeśli zatem Melo strasznie cegli to zwróćcie uwagę, że George także miewa kiepskie mecze (coraz rzadziej). Typowym ceglarzem jest Rubio i Jennings. Obrona Carmello nie jest idealna ale trzeba pamiętać o tym, że nie jest ona jego głównym zadaniem – także po to był sprowadzony Chandler – by równoważyć „talent” defensywy i ofensywy w pierwszej piątce. Nie zgodzę się zatem, by aż tak polaryzować tych dwóch zawodników i wskazywać z całą pewnością, że PG jest lepszy od Anthonego. Top 3 ligi : LBJ, Durant, George??? Czy obiektywnie jest już aż tak dobry?

    • walt napisał(a):

      tak, ale tylko chciałbym zauważyć, że melo przeżywa już swój prime a george dopiero się rozkręca, także dopiero za jakieś 2-3 sezony zobaczymy ile PG może się jeszcze rozwinąć

    • majecha napisał(a):

      @walt

      Tak więc zgodnie z Twoją argumentacją PG jest już dziś lepszy bo się rozwija a Melo ma prime?
      Dla mnie jest lepszy ten, który rzeczywiste umiejętności ma na wyższym poziomie tu i teraz (w tej dyskusji Melo vs PG)
      ….oraz ten, który swoja obecnością daje więcej drużynie (tutaj np. obydwaj przegrają z Chrisem Paulem).Tutaj należy się zastanowić jak Indiana będzie grała bez PG a jak Knicks bez Carmello?

    • gd napisał(a):

      jestem ogromnym fanem Knicksów, ale P.George jest lepszy bo gra dla drużyny, a Melo dla siebie. Melo umie podawać, czy nawet bronić, ale mu sie nie chce bo myśli, że nadrobi to rzutami. Jak pare razy w tym sezonie grał zespołowo to Knicksi od razu lepiej wyglądali. Szkoda go bo sie marnuje, a to to przecież jedenz najlepszych punktujących ostatnich 10 lat.

  2. Barzay napisał(a):

    czyli że po syrenie kończącej połowę West uderza Griffina w głowę i to ma być ok? to ma być nie soft gra? to już było po czasie ? co to ma z twardą grą wspólnego? może w szatni powinien go uderzyć i to też by była twarda gra, ok rozumiem są inne przepisy teraz ale co niby ma Griffin zrobić? bić się z nimi na parkiecie? :D w jakim świecie żyjemy? jedyne co może zrobić to dobrze grać i to robi ( ja lubię twardą grę ale w walce, w grze, a nie cheap shoty), zawiść niektórych zżera o griffina
    A Lance to mam nadzieję że W PO tak grał nie będzie bo to są straty szczególnie z Miami jak siądą na nich. PG super dunk i tak powinni grać w NBA i teraz jest o czym mówić,Wall też co robi to masakra, niedawno pamiętam też zrobił 360 w meczu i komentatorzy się wystraszyli żeby nie było kontuzji, jakby już w NBA chłopak sobie nie mógł zrobić 360 dla fanów

  3. Łukasz1984 napisał(a):

    wsad George`a niczym Vince Carter :-)

  4. melo napisał(a):

    Paul George nadal jest kandydatem do MVP, mimo iż teraz lekko uciekł Durant, to na koniec znaczenie może mieć bilans zespołu, a tu Indiana na 99% będzie najlepsza a Thunder bez Russa nie wyglądają najlepiej. Paul George jest teraz bez wątpienia lepszy od Carmelo, ale z tym bronieniem, brakiem zaangażowaniem itd, to jestem pewien że nie oglądacie za często NYK, a żyjecie wg stereotypów bo tu od jakiś 2 sezonów jest ogromna zmiana.

  5. melo napisał(a):

    Offtop, myślicie że Lance jest już allstarem? bo mnie gość naprawdę imponuje, choć gra w taki streetballowy sposób.

  6. Boogie napisał(a):

    @Barzay

    zwróć proszę uwagę na początek całego zamieszania.

    West uderza w głowę Griffina po tym jak ten nadwyręża jego ramię nie dotykając nawet piłki…
    Sytuacja moim zdaniem co najmniej na faul (dla Griffina) o ile nie niesportowe zachowanie (mogło się nawet skończyć kontuzją łokcia).

    Pozdrawiam.

  7. amon napisał(a):

    Wg mnie nie i(narażę się niektórym) nigdy nie będzie all-starem. Uważam,że ten sezon to apogeum Lancelota. Poza tym jest to sezon przed podpisaniem kontraktu chyba?

  8. amon napisał(a):

    LeBron,Durant i Paul to dla mnie top3 NBA

  9. 2utakt napisał(a):

    Lebron, Durant , Love. na tę chwile. Czekamy na Kobusa :D

    • Adrian89 napisał(a):

      Zacznijcie oglądać mecze WOlves to przestaniecie pisać o love top 3- jak gość w top 10 się nie łapie nawet – ja go nawet w top 20 nie widze

  10. amon napisał(a):

    Co by nie mówić o Melo,to swój prime ma od 5-6 lat i go utrzymuje. Życzę tego George’owi

  11. cynik napisał(a):

    Niektóre gwizdki w tym meczu zdziwiłyby nawet ślepego. Trzech sędziów i żeby taką kichę odwalać? Może niektórzy są już za starzy na sędziowanie. Jest coraz gorzej.

  12. Zdzichh napisał(a):

    Tylko ten prime Melo ma bardzo niskie loty. Granie w przeciętnej/średniej drużynie i kręcenie w niej po 25 punktów wygląda pięknie, ale niektórzy to robią i walczą o pierścienie. Ktoś poruszy kwestię supportu, ale ten nie zawsze był zły, a wyniki są na tym samym poziomie. Więc tak – George jest lepszy, bo może i ma trochę mniej punktów, ale prowadzi drużynę do najlepszego bilansu, a nie dolne rejony PO i .500. I przede wszystkim potrafi wyniki z RS przekuć na PO i nawet poprawić grę w play-offach, a Melo nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *