Przegląd wydarzeń z NCAA

Kiepski występ Andrew Wigginsa, niesamowity Embiid, seria trójek Kyle’a Andersona oraz błysk geniuszu Andrew Harrisona. Tak mniej więcej wyglądał wczorajszy dzień rozgrywek uczelnianego basketu zza oceanu. Zapraszam na przegląd wydarzeń z NCAA, który co jakiś czas (mniej lub bardziej regularnie) będzie gościł na naszej stronie.

Jeśli zapoznaliście się już z dzisiejszym „Telegramem z Enbiej„, który przygotował dla Was Mateusz Babiarz to znakomitym uzupełnieniem koszykarskiej wiedzy, będzie porcja wyników najciekawszym (moim skromnym zdaniem) spotkań z parkietów NCAA.

Zaczynamy!!!

Uniwersytet Kentucky w pełni zrehabilitował się za środową porażkę z Arkansas (po dogrywce ulegli rywalom 85:87) i wczoraj we własnej hali, która mieści się w mieście Lexington, pokonał pewnie Tennessee Volunteers 74:66.

Bohaterem spotkania był Andrew Harrison, który swoimi 26 pkt najbardziej przyczynił się do wygranej swojego zespołu. Co ciekawe jeden z dwójki bliźniaków grających dla Wildcats 10 oczek zdobył z linii rzutów wolnych (10 na 10 w całym meczu), a cała ekipa gospodarzy na 24 wykonywane rzuty osobiste chybiła tylko raz (za sprawą Aarona Harrisona).

Zadowolony z siebie może być także Julius Randle, który trafił pierwszą trójkę w tym sezonie. Oczywiście jeszcze większą radość sprawiła mu zapewne wygrana, a sam zawodnik okrasił ją 18 pkt.

Wśród gości wyróżnił się Jarnell Stokes, który rzucił rywalom 20 pkt oraz zebrał 15 piłek i obiektywnie trzeba stwierdzić, że wyraźnie zdominował w tym elemencie zarówno Randle jak i środkowego „Kotów” – Willie Cauley-Steina. Wspomniana dwójka razem miała tylko 5 zbiórek. Niestety nie okazało się to kluczowe dla wyniku i to podopieczni Johna Calipariego schodzili z parkietu Rupp Arena w lepszych nastrojach

TENNESSEE VOLUNTEERS – KENTUCKY WILDCATS 66:74 (32:34, 34:40)

 

Mimo znakomitej formy, jaką zaprezentował nam we wczorajszym starciu pomiędzy UCLA i Utah Kyle Anderson, jego zespół przegrał z ekipą z Salt Lake City 69:74.  Rozgrywający gości z Kalifornii zaliczył 28 punktów, z czego aż 15 po celnych rzutach za 3 pkt. Wyczyn tym bardziej godny podziwu, że w sumie oddał w całym meczu pięć prób zza łuku. Oznacza to oczywiście, że ani razu się w tej materii nie pomylił.

Nie wystarczyło to na zespół Utes, w którym prym wiódł wczoraj skrzydłowy Jordan Loveridge. Gracz ten po spotkaniu legitymował się 17 pkt oraz 9 zb. Pragnę jednak podkreślić, że role w ataku gospodarzy były podzielone po równo . Świadczy o tym fakt, że trzech graczy ze stanu Utah zdobyło po 12 oczek. Takie o to zbilansowanie ofensywy zaowocowało wygraną.

Po tym spotkaniu obie ekipy legitymują się identycznym stosunkiem wygranych do porażek – 14-4. W tabeli wyżej jest jednak UCLA ze względu na lepszy bilans z rywalami z Pac-12.

Bardzo zadowolony po meczu był szkoleniowiec gospodarzy i były gracz NBA – Larry Krystkowiak, który udzielił następującej wypowiedzi po zakończeniu zawodów:

„It’s always nice when you can learn a lesson and not lose a game. We’ve learned some lessons in these close games, but it’s not good medicine.”

UCLA BRUINS – UTAH UTES 69:74 (26:36, 43:38)

 

Jabari Parker poprowadził uczelnię Duke do wysokiej wygranej nad North Carolina State. W starciu z Wolfpack uzbierał 23 pkt grając 26 minut. Dobrą zmianę dał także Rasheed Sulaimon, który po wejściu z ławki zaliczył 13 pkt oraz 6 asyst.

„Diabły” cały czas kontrolowały przebieg wydarzeń na parkiecie w Cameron Indoor Stadium i dało to możliwość Mike’owi Krzyżewskiemu na szersze przejrzenie kadry zespołu. Łącznie na parkiet wyszło aż 13 graczy z ekipy gospodarzy, w tym ten o jakże swojsko znaczącym nazwisku Todd Zafirovski :) – on jednak zbytniej furory nie zrobił, gdyż był w grze przez niecałą minutę…

Mającemu jednak z pewnością polskie korzenie trenerowi Blue Devils brakuje już tylko dwóch wygranych, aby stać się drugim obok Jima Boeheima (Syracuse) coachem z liczbą ponad 900 wygranych odniesionych z ta samą uczelnią.

Dla pokonanych 23 pkt rzucił T.J Warren.

NORTH CAROLINA STATE WOLFPACK – DUKE BLUE DEVILS 60:95 (32:45, 28:50)

 

Niewątpliwie najciekawszą rywalizacją ze wczorajszych spotkań była ta pomiędzy Andrew Wigginsem i Marcusem Smartem.

W bezpośrednim starciu lepszy okazał się zawodnik Oklahomy, ale jego „Kowboje” przegrali z Kansas Jayhawks 78:80.

Decydująca akcja meczu przy stanie 78:80 należała do gości. Niemal z ostatnią syreną rzut za trzy punkty chciał oddać Le’Bryan Nash, ale został on bezlitośnie zablokowany przez kryjącego go Franka Masona i to Jastrzębie mogły dopisać do swego bilansu kolejne zwycięstwo.

Trzeba jednak przyznać, że gospodarze mieli sporo szczęścia, gdyż po 20 minutach meczu prowadzili 17 pkt. Druga połowa nieomal nie odmieniła wyniku meczu i gracze z Oklahomy mogą żałować, że Nash tak łatwo dał powstrzymać się na finiszu spotkania. Wygrana była na wyciągnięcie ręki, chociaż do przerwy byli daleko za rywalami.

Trzy punkty jak na kogoś, kto ma być już za pięć miesięcy numerem jeden draftu to trochę mało, a właśnie taki dorobek był autorskim osiągnięciem Andrew Wigginsa. Trzeba jednak przyznać, że ten mecz ewidentnie mu nie wyszedł i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Młodym graczom wahania formy się zdarzają, bo jak wyjaśnić fakt, że w poniedziałkowym starciu z Iowa State ten sam gracz rzucił 17 oczek?

Zadowolony może być natomiast Joel Embiid, któremu do triple double zabrakło jedynie dwóch bloków. Pochodzący z Kamerunu środkowy zanotował 13 pkt, 11 zb i 8 razy blokował rzuty oponentów (zgadza się, osiem!!!). Był najbardziej uniwersalnym zawodnikiem w swym zespole i prawdziwym dominatorem pod koszem. Mówię Wam drodzy czytelnicy, miejcie oko na tego gościa, bo to talent w najlepszym wypadku na miarę samego Hakeem Olajuwona (i nie myślę tu tylko o afrykańskich korzeniach obydwu).

Marcus Smart wypadł o niebo lepiej niż Wiggins i w draftowych rankingach z pewnością jego akcje poszły w górę, nawet mimo przegranej. Zakończył mecz z 16 pkt i 10 zbiórkami. Wielkich fajerwerków jednak nie było, ponieważ na sześć prób za trzy nie trafił ani razu, a z gry na 14 rzutów tylko trzy znalazły drogę do kosza…

Innym graczem, którego warto obserwować pod kątem tegorocznego naboru jest Markel Brown. Skrzydłowy Cowboys dodał do dorobku swej drużyny 15 pkt z czego 5-9 za 3 pkt. Najlepszym strzelcem pokonanych był rezerwowy Phil Forte III – autor 23 pkt (7 celnych trójek na 10 oddanych rzutów).

OKLAHOMA STATE COWBOYS – KANSAS STATE JAYHAWKS 78:80 (30:47, 48:33)

 

Lepiej wczoraj wiodło się innej drużynie z Oklahomy, a dokładnie Oklahoma Sooners. Team ten po bardzo zaciętym i interesującym meczu wygrał z Baylor Bears i odniósł 14 zwycięstwo w bieżącym sezonie. W przypadku Baylor niepokojący jest fakt, że było to 3 niepowodzenie w czwartym spotkaniu z zespołem z konferencji Big 12).

W zespole Niedźwiedzi na wyróżnienie zasłużył środkowy Isaiah Austin, który prawdopodobnie przystąpi w tym roku do draftu NBA. Ukończył on spotkania z liczbą 12 pkt oraz 9 zb. Najskuteczniejszy jednak w obozie pokonanych był Kenny Cherry (16 pkt).

Buddy Hield ukoronował swój wczorajszy występ 19 pkt, a Cameron Clark dodał do dorobku Sooners 14 oczek. Warto też wspomnieć o tym jednym, ale ważnym punkciku, który zdobył z linii osobistych Jordan Woodard (w sumie 10 pt). Był on o tyle istotny, że został trafiony na 9 sekund przed końcem i przypieczętował wygraną gości. A po trójce wspomnianego Austina chwilę wcześniej było naprawdę nerwowo w końcówce.

OKLAHOMA SOONERS – BAYLOR BEARS 66:64 (24:30, 42:34)

 

Pamiętacie kto został wybrany z numerem pierwszym draftu w 1994 roku?

Zgadza się. Był to Glenn Robinson.

Bardzo podobną ścieżką kariery zmierza aktualnie jego syn Glenn Robinson III, chociaż zapewne tak wysokiego numeru mieć nie będzie (eksperci wróżą mu miejsce w trzeciej dziesiątce) . Wczoraj bardzo pomógł swej drużynie uniwersyteckiej, Michigan Wolverines pokonać notowanych wyżej Wisconsin Badgers. Przez nieco ponad pół godziny gry syn sławnego ojca zdobył dla Rosomaków 14 oczek.

Najlepszym strzelcem zespołu z Michigan był jednak Nik Stauskas, który konto gości powiększył o 23 punkty. O trzy punkty mniej od Stauskasa zdobył Caris LeVert, trafiając jednocześnie wszystkie trzy oddane rzuty zza łuku.

Aż czterech graczy z wyjściowego składu Badgers rzuciło ponad 10 pkt. Najskuteczniejszym z nich okazał się John Gasser, który w swych statystykach pomeczowych miał wpisane 16 pkt (4-5 za 3 pkt). Najlepszym zbierającym w obozie pokonanych był Sam Dekker (10 zb).

Na koniec jeszcze jedna sprawa, jak już jesteśmy przy podobieństwach…

pamiętacie może kto wybierał z pierwszym numerem Robinsona w 1994 roku?

Odpowiedź jest prosta – Milwaukee Bucks. W tym roku zresztą także mają ogromne szanse na jedynkę, gdyż z bilansem 7-32 są czerwoną latarnią ligi. Zatem kibice Kozłów pamiętajcie, że jeśli któryś z rodziny Robinsonów przystępuje do draftu… wiedzcie, że coś się dzieje!

MICHIGAN WOLVERINES – WISCONSIN BADGERS 77:70 (43:38, 34:32)

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. amon napisał(a):

    Embiida śledzę od początku sezonu i wcale niedziwi mnie jego skok w mockach. Rzeczywiście jest to talent na miarę Olajuwona,zwinny,skoczny, często stosujący zwody w stylu wielkiego Akima. Nie zdziwi mnie,jak pójdzie z #1, tak jak Olajuwon 30 lat temu. Pamiętacie,kto poszedł wtedy z trójką…Aby tamten draft się sklonował,potrzebny jest też bust z #2, który będzie jego drużynie wypominany przez 30 lat:)

  2. Cosmo111 napisał(a):

    Utah Utes, taka mała uwaga :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *