Manu i Boris walczyli, Pop wyleciał, Aldridge wygrał

Gregg Popovich nie był zadowolony ani z postawy swoich podopiecznych, ani z decyzji arbitrów w trzeciej kwarcie i został usunięty z boiska. To dostarczyło Spurs dodatkowej energii, ale mimo heroizmów Ginobiliego i bardzo dobrej gry Diawa nie udało im się przełamać Trail Blazers.

Bohaterem gości był LaMarcus Aldridge (26 punktów, 13 zbiórek), który trafiał fantastyczne rzuty w kluczowych momentach spotkania będąc zupełnie nie do zatrzymania i momentami przypominając samego Dirka Nowitzkiego w najlepszych czasach.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Portland Trail Blazers 30-9 27 27 23 32 109
San Antonio Spurs 31-9 27 22 29 22 100

Wnioski ze spotkania

  • Manu Ginobili dał o sobie ponownie znać. Argentyńczyk zdobył najlepsze w tym sezonie 29 punktów ciągnąc zespół samotnie w trzeciej kwarcie (zdobył wszystkie 18 punktów SAS przez blisko 6 minut kończących odsłonę). To fantastyczny znak, ale martwią słabe występy Duncana (6/16) i Parkera (5/12) – bez ich pomocy nie wygra się meczu na szczycie.
  • LaMarcus Aldridge i Damian Lillard powinni znaleźć się w meczu gwiazd. Jeżeli zrobią to kosztem Duncana i Parkera – niech tak będzie.
  • Boris Diaw pod nieobecność kontuzjowanego Tiago Splittera stał się najlepszym „plastrem” na wysokich rywali. Wczoraj świetnie spisywał się w pierwszej połowie przeciwko Aldrige’owi (potem LaMarcus zaczął sobie z nim radzić i przeszedł na niego Duncan – ale nic to nie dało). Wcześniej błysnął pilnując choćby Nowitzkiego i Love’a. Dodatkowo  jest dziwnie skuteczny. Dziwnie – bo większość jego rzutów wygląda jakby miał zaraz stracić równowagę (ale są też rodzynki jak seria zwodów w trzeciej kwarcie po której Wes Matthews nie wiedział gdzie jest).
  • Parker wystąpił wczoraj, choć wielu dziennikarzy przewidywało, że dostanie wolne z powodu kontuzji golenia. Moim zdaniem stało się tak, ponieważ Spurs chcieli w końcu wyłapać swoje „signature win„. Nie udało się i ponownie drużyna Popovicha na tle czołowego zespołu wyglądała śednio.
  • Gdzie były problemy? W ataku brakowało rytmu (większość akcji wynikała z indywidualnych akcji lub dwójkowych zagrań, a nie jak to Spurs mają w zwyczaju z serii podań i zasłon). SAS albo próbowali grać zbyt szybko (błyskawicznie wychodzili z własnej połowy), albo zupełnie się zatrzymywali na atakowanej połowie. W obronie brakowało lepszego zastawiania na desce (praktycznie każda z 8 ofensywnych zbiórek PTB kończyła się punktami – w tym kluczowymi Matthewsa za trzy w końcówce meczu). Dodatkowo SAS nie radzili sobie z szybkim atakiem gości (16-3) czym dodatkowo irytowali swoich szkoleniowców.
  • Jasne, widać brak Greena (pewnie pomógłby opanować Matthewsa (6/7 z dystansu) i Splittera (Aldridge nie rzucałby nad nim z taką łatwością), ale mimo wszystko porażka może martwić fanów Spurs.
  • Inna sprawa – moim zdaniem Robin Lopez jest cichym bohaterem tego sezonu Trail Blazers. Jeżeli wymienia się zasługi graczy z Portland to zwykle jest na samym końcu, ale to gość który a) dał odpocząć Aldridge’owi w obronie i dzięki temu jest lepszy w ataku, b) robi to co ma robić i nie marudzi, c) jest w tym (obrona, zbiórki, bloki, dobitki i akcje pod samym koszem + pokazał wczoraj kilka dobrych manewrów chwaląc się pracą nóg prawie jak Brook) bardzo dobry.
  • Dwa humorystyczne wydarzenia z wczorajszego meczu. Na zdjęciu obok wpisu widzicie Patty’ego Millsa po tym jak został sfaulowany (rzucił się po piłkę) i wypadł za boisko, a Tim Duncan podnosi go za spodenki jedną ręką jak niemowlaka. Druga rzecz – po jednym z czasów mieliśmy popis rozpisywanych akcji. Najpierw Stotts rozrysował zagranie pod trójkę Matthewsa, a po chwili świetnie zalecenia trenera wykonali Ginobili i Belinelli odpowiadając tym samym z rogu.
  • Czy to nie był mecz, w którym Kawhi Leonard powinien zrobić więcej w ataku niż 3/4 z gry (7 punktów)?

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/IqcJ1oMS_tE]

Boxscore

Trail Blazers: Aldridge 26 (13zb), Batum 9 (9zb, 7ast), Lopez 8, Lillard 21 (8ast), Matthews 24 (6zb), a także Robinson 4, Freeland 0 (5zb), Williams 13, McCollum 4

Spurs: Duncan 13 (7zb), Diaw 14, Leonard 7 (9zb), Parker 12 (6zb), Belinelli 14, a także Bonner 0, Ayres 2, Mills 9, Green 0, Ginobili 29 (7zb, 5ast)

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

8 komentarzy

  1. blazers.pun.pl pisze:

    Pełna zgoda. Lopez jest X-factorem Blazers.

  2. eastz pisze:

    Już nawet nie ma co się łudzić, że LaMarcus Aldridge wystąpi w s5 na meczu gwiazd, bo wiadomo kto się w nim znajdzie tak niezasłużenie jak Wawrzyniak w Reprezentacji, ale to jest absolutny faworyt do All-NBA Team w pierwszej piątce.

  3. duncan_25 pisze:

    1. Parkerowi występ w meczu gwiazd jest potrzebny tylko po to, aby połechtać jego przerośnięte ego. Wczoraj powinien usiąść na ławce rezerwowej, a nie narażać się na ryzyko pogłębienia kontuzji. Ponadto w przekroju całego dotychczasowego sezonu, Francuz irytuje, bo zbyt często próbuje grać rolę bohatera/zbawiciela. Panie Parker zostaw pan najlepsze na playoffs !
    2. Z PTB zwykle przegrywamy, więc wczorajsza porażka niespecjalnie dziwi. Biorąc pod uwagę brak dwóch topowych defensorów i tak jest nieźle.
    3. Dla antyfanów Bonnera mam złą wiadomość. Niestety Matt może założyć maskę i grać ze złamanym nosem. Pupilek POPA jest jak Lenin- wiecznie żywy.
    4. Swoją drogą Baynes musi dawać nieźle ciała podczas treningów skoro nie łapie się do meczowej rotacji. Szkoda.
    5. Przypomnę wszystkim malkontentom, że to SAS nadal przewodzą stawce drużyn w KZ.
    6. Więcej zagrywek pod Leonarda. Nie można trzymać go tak krótko na smyczy. Kiedy ten gość ma nabrać pewności siebie i wiary we własne umiejętności jeśli nie daje się mu możliwości popełniania błędów?

    5.

  4. Triple eX pisze:

    Oceńmy jeszcze Popa, który dał się ponieść nie mając racji czym poważnie osłabił swoją ekipę… Lubię faceta, ale tym razem bił pianę IMHO bez sensu…

  5. amon pisze:

    Życzę sobie pojedynek PTB-Spurs w play-offs. Raz,że by to znaczyło conajmniej drugą rundę; dwa,że Spurs nie mają od dawna recepty na Blazers. Tak w ogóle,dla mnie wymarzony finał Indiana-Portland,superstarcie obrony z atakiem,tak jakby dobrej strony mocy ze złą(albo na odwrót,jak kto woli)

  6. mikee21 pisze:

    Ech Biedny LA , szkoda że go w s5 nie będzie , kosztem Howard’a :P . wziąłbym w ciemno , a co do samego meczu , to musze szczerze powiedzieć tak powinny wyglądać finały konferencji , WIdać w drużynie chemie i potwierdzam też że trener to najważniejsze ogniwo drużyny a nie „gwiazda” często nadużywane słowo . Umie się z chłopakami dogadać i trzymy ich w rydzach . GO Go traperzy smugi jak kto woli !!

  7. amon pisze:

    Jak patrzę na Terry Stottsa,to mam wrażenie,że to Adelman a.d.1990,tylko bez wąsa

  8. Autor pisze:

    Świetny mecz pełen walki. Dawno nie widziałem tak świetnego bardzo cenionego przeze mnie Manu. Zgadzam się, że mało dołożył Leonard. SAS mają naprawdę bardzo równy skład, gdzie wielu zawodników potrafi coś dołożyć, ale przy słabszym Parkerze brakuje takiego typowego lidera. Być może w PO będzie większa mobilizacja oraz mniejsze oszczędzanie się. A i dla mnie Duncan zagrał wcale nie najgorzej.
    Natomiast Blazers po raz kolejny pokazują jacy są mocni na pozycjach 1 i 2. Zarówno Lilliard jak i Matthews plus Mo naprawdę są momentami nie do zatrzymania. Matthews 6/7 za 3 plus 8 asyst Lilliarda i niezłe wejścia Mo z ławki. Aldridge oczywiście pełna mobilizacja i klasa sama w sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *