Trzy dogrywki w Orlando, Bulls lepsi od Magic

Bulls, jak to sami ładnie nazwali mieli się reorganizować, a nie przebudowywać i jak na razie idzie im to całkiem nieźle. Mają bilans 4-1 od momentu transferu Luola Denga i wcale nie wygląda, by mieli odpuścić walkę o play-offy. Dziś pokonali na wyjeździe po trzech dogrywkach Magic i to był bardzo dobry mecz. Dużo emocji, fajnych zagrań, dobrych indywidualnych występów.

Bulls już w pierwszej kwarcie wyszli na najwyższe w meczu 10-punktowe prowadzenie po trafieniu Carlosa Boozera. Magic szybko jednak zniwelowali przewagę, a prawdzie emocje zaczęły się dopiero w drugiej połowie.

Gospodarze prowadzili już w trzeciej ćwiartce 15 punktami po akcji coast-to-coast Kyle’a O’Quinna.

Przyjezdnych to nie podłamało i po runie 11-4 na starcie ostatnich 12 regulaminowych minut doprowadzili do wyrównania po trójce D.J. Augustina. Dalej gra toczyła się punkt za punkt i kosz za kosz, a kiedy Bulls w końcówce zanotowali serię 9-2 i wszyli 4-punktowe prowadzenie na nieco ponad minutę do końca wydawało się, że mają ten mecz w garści.

Magic jednak udało się wyrównać za sprawą Tobiasa Harrisa i Jameera Nelsona. Pierwszy dobił piłkę po niecelnym rzucie zza łuku Victora Oladipo, a drugi trafił daleką dwójkę, tuż sprzed linii za trzy punkty nad Joakimem Noah na 11 sekund do końca. Bulls wzięli jeszcze czas, ale nie udało im się rozegrać akcji i mieliśmy dogrywkę.

W dodatkowym czasie gry walka ponownie była wyrównana. Na ponad minutę do końca Harris miał szansę wyprowadzić Orlando na 4 oczka przewagi, ale trafił tylko jednego z dwóch wolnych. Okazało się to kluczowe, ponieważ przez następną minutę obie drużyny nie potrafiły znaleźć drogi do kosza. Dopiero Mike Dunleavy swoim rzutem z dystansu na 13 sekund przed zakończeniem dogrywki doprowadził do remisu. Co prawda za trzy trafił potem jeszcze Nelson, ale zrobił to już po czasie i rzut nie mógł zostać uznany.

W drugiej dogrywce goście prowadzili już 3 punktami po dobitce Noah. Następnie wyrównać stan meczu próbował Glen Davis, ale jego próba zza łuku okazał się niecelna i Bulls stanęli przed szansą na objęcie co najmniej 5-punktowego prowadzenia. Po tym Orlando by się już nie podniosło. Rzut Noah okazał się jednak niecelny, piłkę zebrali gospodarze i od razu próbowali doprowadzić do remisu. Oladipo nie mógł jednak znaleźć sobie dobrej pozycji do rzutu, podał do niepilnowanego Davisa, który tym razem się nie pomylił. Trafił z dystansu, co jest jego dopiero trzecią celną trójką w tym sezonie i na tablicy wyników pojawił się wynik po 119. Bulls mieli jeszcze okazję na wygranie tego meczu, ale trójka z roku Dunleavy’ego okazała się niecelna.

W trzeciej dogrywce lepsi okazali się już koszykarze Chicago. Magic po wejściu pod kosz Oladipo prowadzili już 125-122, ale to były już ich ostatnie punkty, jakie zdobyli w tym meczu. Do końca spotkania spudłowali kolejnych 6 rzutów i popełnili jedną stratę. Natomiast goście najpierw za sprawą Noah, a następnie Tony’ego Snella wyszli na jednopunktowe prowadzenie, które potem powiększył jeszcze Jimmy Butler trafiając pewnie dwa wolne na 0,4 sekundy do końca spotkania, po tym jak rzut za trzy na zwycięstwo Davisa został zablokowany przez Butlera i goście faulowali, by utrzymać się jeszcze w meczu.

Najlepiej dla Bulls zagrał dziś Noah, który zapisał na swoim koncie double-double na poziomie 26 oczek (rekord sezonu) i 19 zbiórek. Rozdał do tego 6 asyst. 23 punkty dodał Boozer, 21 Bulter, 11 Dunleavy, a 15 Snell i Augustin. Ten ostatni zanotował również 9 asyst.

W zespole gospodarzy, którzy przegrali już 9 mecz z rzędu, najwięcej rzucił Oladipo, autor 35 punktów, co jest jego nowym rekordem kariery. Rozdał do tego 8 asyst, ale popełnił też 8 start.

31 oczek dołożył Nelson plus 10 asyst, 17 Davis, 12 O’Quinn, 22 Harris, który zebrał również 16 piłek.

Kolejny mecz obie drużyny zagrają w piątek. Bulls na wyjeździe z Washington Wizards, z kolei Magic u siebie z Charlotte Bobcats.

Chicago Bulls – Orlando Magic 128:125 3OT (26:20, 20:29, 27:31, 28:21, 10:10, 8:8, 9:6)

Liderzy zespołów:

Punkty: Noah 26 – Oaldipo 35

Zbiórki: Noah 19 – Harris 16

Asysty: Augustin 9 – Nelson 10

Przechwyty: Noah, Butler, Snell 2 – Oladipo 3

Bloki: Noah, Bulter 2 – O’Quinn 3

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

8 komentarzy

  1. GPRbyNBA napisał(a):

    Końcówka meczu była genialna. Dawno nie oglądałem tak fajnego meczu :-)
    Jednak mecz ten może ich sporo kosztować. Stracili sporo sił.
    Butler grał ponad 60 minut. Oby nie było zmęczenia materiału.
    Dobry mecz Augustina i Snella.

  2. VDL napisał(a):

    Ladny mecz teraz ostatnio grali Grizzlies z Thunder;) tego niestety nie widzialem:(

  3. melo napisał(a):

    Zwycięzców się nie sądzi, ale Boozer w 28 min 1 zbiórka, a Hinrich w 26 min 1 asysta…
    Butler grał 60 min, oby to się nie odbiło na jego zdrowiu, bo Thibs strasznie śrubuje minuty swoich najlepszych graczy i przewlekłe problemy zdrowotne w Chicago mogą nie być spowodowane tylko pechem.
    W Orlando jest GLEN Davis a nie Dale ale to tak na marginesie…

    • Dawid Ciepliński napisał(a):

      Oczywiście, że Glen :) już poprawione, dzięki :)
      nie wiem skąd mi się ten Dale wziął, przecieć on już dawno na emeryturze :)

  4. Autor napisał(a):

    Wreszcie Tibs postawił na Augustine a nie jak w poprzednim meczu na Hinricha i Byki grały naprawdę na wysokim poziomie. Widać, że Augustine jest zaangażowany w grę i mu zależy, co po Hinrichu nie widać w żadnym występie. Mam nadzieję, że z Wizards znów będzie grał więcej Augustine. Plus fenomenalny występ Noah 26/19 !!! Szkoda tylko, że Butler, Snell oraz Boozer grają tak bardzo w kratkę.
    Magicy zaskoczyli mnie naprawdę niezłą postawą i koszykówką, zwłaszcza poczynania Nelsona i Harrisa mi się podobały.

  5. Autor napisał(a):

    Z tymi minutami to bym nie przesadzał po odejściu Denga. Deng grał średnio 37.5 minuty, ale Bulter to tak wyszło w tym meczu, bo jego średnia to 34.2 minut, więc to wcale nie jest jakiś kosmos. Wade grywa średnio 33.6 i daje radę przy tych wszystkich kontuzjach, które wciąż łapie.
    Butler musiał tyle grać, bo za bardzo nie miał zmiennika. Martin nie grał w tym meczu.
    Trzy dogrywki przełożyły się na to, że w pewnym momencie Tibs grał tymi, którzy dawali mu punkty, czyli Butler, Noah 48 minut, Gibson 42 minuty i Augustine 40 minut. Problem leży w tym, że w tym meczu Tibs miał praktycznie 8 graczy do sensownej gry oraz wspomnianą 4, która grała w non-stop w najważniejszych momentach.

  6. melo napisał(a):

    Jimmy już w poprzednim sezonie w PO robił niesamowite minuty. Problem w tym że Butler i Noah nie mają zmiennika na poziomie NBA(ok, jest Snell ale to tylko 3 zawodników na SF/SG), i tak może wyglądać reszta sezonu. Faktycznie obok Thibsa powinienem dopisać nazwisko GM’a bo to głównie on mu załatwia taki skład.

  7. Autor napisał(a):

    Niestety po oddaniu Denga słabo wyglądają pozycje SF/SG. Noah nie ma zmiennika niestety. Nazr to niestety jakaś porażka plus jakieś problem z paluchami ma. W tym sezonie Tibs daje mu grać średnio 7.6 minut, czyli to jest pikowanie w dół, ale wiadomo facet ma 36 lat. Noah dodatkowo jak jest na boisku daje niesamowicie dużo mentalnie Bykom. To jest „walczak” jakich mało. Zaangażowanie w grę 20 na 20. Takich graczy ze świeczką się szuka.
    Gdyby Boozer nie grał w kratkę to może Tibs bardziej rotowałby Gibsonem za Noah, a Boozer gra w kratkę nawet w przeciągu jednego meczu, co sprawia, że Gibson w wielu meczach musi robić za PF, bo inaczej nie dałoby radę grać.
    Ja mam nadzieję, że ten Martin wróci i będzie dawał kilka, kilkanaście minut sensownych zmian. To wspomoże pozycje SG/SF. Ten Martin ma łatwość rzutu a do drużynowej defensywy da się go dopasować, bo widać, że nie jest jakimś kołkiem.
    Dla motywacji zespołu dobre może być to, że Rose będzie jeździł z ekipą na mecze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *