Oddanie Denga to nie koniec transferów Bulls

Po poniedziałkowo-wtorkowej wichurze jaka przeniosła Luola Denga z Chicago do Cleveland nie milkną echa całej wymiany z udziałem bezrobotnego już Andrew Bynuma. O ile Luol już wybrał koszulkę z numerem ‚9’ wśród Cavaliers, o tyle Andrew rozgląda się za nowym klubem i być może zaraz zacznie wybrzydzać. W Windy City skoncetrowano się na totalnej przebudowie pozwalającej zespołowi zwolnić jak najwięcej miejsca w salary cap oraz odmłodzeniu składu polegającego również na przechwyceniu kolejnych wyborów w drafcie. Efekt zmian jest również pożądany jeśli strenicy teamu myślą o głośnych, letnich zakupach.

Ostatnie doniesienia z różnych stron NBA mówią, że cała przebudowa 2014 na jednej wymianie na pewno się nie zakończy i Gar Foreman oraz John Paxson pójdą za ciosem, by przy kolejnych wymianach znów zaoszczędzić nieco grosza a i być może ugrać jakieś picki.

Pierwszy kierunek prowadzi do Oakland, gdzie miejscowi Wojownicy już zarzucili sidła na weterana na pozycji rozgrywającego, Kirka Hinricha (4 mln USD za ostatni rok). 33-latek notuje w tym sezonie średnie 7,8 pkt i 4,7 as , ale traci swoją szybkość z każdym dniem przez kolejne przebyte urazy (kostek i pachwin). W Warriors miałby z kolei wejść w rolę zmiennika dla Stephena Curry, momentami mogącego występować w parze z gwiazdą GSW i stałby się kimś na wzór (niezastąpionego dotychczas) Jarretta Jacka. Wiadomo też, iż Mark Jackson nie do końca jest zadowolony z usług Toney’a Douglasa i spekuluje się, że to właśnie ex obrońca Rockets i Knicks miałby wziąć udział w całej wymianie z Bulls. Obok Douglasa Warriors będą zmuszeni oddać jeszcze jednego gracza, zarabiającego co najmniej 1 mln USD (w składzie GSW mamy takich graczy jak Festus Ezeli czy Nemanja Nedović).

Drugi kierunek prowadzi do Houston, gdzie miejscowi Rockets polują na dystansowego strzelca Mike’a Dunleavy. Skrzydłowy, który przybył w lato 2013 z Milwaukee Bucks przydałby się Rakietom przy rozciąganiu strefy obronnej rywala i momentami wspierałby ofensywne możliwości zespołu opierającego się na indywidualnych akcjach Jamesa Hardena. Gra Dunleavy’ego miałaby również dać więcej miejsca Dwightowi Howardowi, który w ostatnim czasie radzi sobie nienajlepiej w ataku. 33-letni skrzydłowy notuje w tych rozgrywkach 10,7 pkt i 3,9zb na mecz, przy 39% skuteczności zza łuku. Jeśli Bulls przystaliby już na wymianę z udziałem swojego shootera to w zamian musieliby przyjąć na pokład jednego bądź dwóch z rezerwowych Rockets. Daryl Morey na dziś chętnie pozbyłby się Donatasa Motiejunasa, ale wydaje się , że Bulls woleliby przyjąć krótsze kontrakty  zawodników niż trzyletni Litwina. W mojej opinii Chicago mogłoby znów pozyskać (tańszego już dziś) – Ronnie Brewera (1,1 mln USD za sezon) – za którego niegdyś płacili trzy razy więcej. Być może Brewer byłby w stanie zapełnić lukę w obronie, powstałą wskutek oddania do Cavs Luola Denga i dzielić rolę defensywnego stopera wraz z Jimmym Butlerem. W końcu Bulls musieliby się zdecydować na wzięcie gracza pokroju Omri Casspi lub Francisco Garcii, którzy mogliby w pewnym stopniu wpłynąć na zagrożenie ofensywne Chicago i wypełnić coraz uboższy roster Bulls. 

Na koniec nasuwa się pytanie, czym jeszcze zaskoczą swoich fanów włodarze byczej drużyny?

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

11 komentarzy

  1. GPRbyNBA pisze:

    Cóż. Na tą chwile Byki mają chyba najgorszą ławkę w lidze.
    Mają tylko 7 niezłych zawodników + Snell.
    Licząc dodatkowo ciągłe kontuzje (w tym z przemęczenia) robi się wręcz dramat.

    • Regis pisze:

      Z tą najgorszą ławką to gruba przesada, tacy T’Wolves to na ławce nie mają nawet pół wartościowego gracza. Problemem Bulls od lat jest krótka ławka i te wymiany nic tu nie zmieniają, ani na plus ani na minus. Po sezonie amnestia na Boozerze i będzie sporo kasy na uzupełnienie ławki.
      Na dziś to oni sami chyba nie wiedzą, czy tankować czy bić się o Play-off (raczej nie mieliby z tym problemów na słabym wschodzie), ew. wymiany powinni robić dopiero kiedy odpowiedzą sobie na to jedno zaje…., ale to zaje… ważne pytanie.

  2. Paweł Kołakowski pisze:

    Garcia jest nie do wyjęcia z Houston – to jest druga po Hardenie postać w szatni Rox.

    Motiejunas jak najbardziej i Brewer raczej też.

  3. twkarol pisze:

    Nie wiem czy jest większy sens zatrudniania Dunleavego. Casspi calkiem niezle radzi sobie na dystansie w tym sezonie. Roznica jakościowa bylaby pewnie niewielka.

  4. cmg pisze:

    Co ten szef i forman wyprawiaja jak tak dalej pójdzie to thibs sam odejdzie

  5. saturn pisze:

    Mam nadzieję, że GM Chicago wykaże się większą inteligencją i Hinricha odda za coś bardziej wartościowego w jakiejś trójstronnej wymianie. Bo to co chcą przehandlować Wojownicy, to nie jest nic sensownego dla Chicago. Chyba tylko, po to, żeby dalej handlować.
    Co innego Houston. Motiejunas to chłopak, któremu sytuacja z Howardem i Asikiem całkiem zabrała miejsce w zespole i szansę na rozwój. Ten chłopak ma potencjał żeby grać zarówno jako C ale równie dobrze jako PF. Potencjał, choć oczywiście nie wiadomo na ile może się rozwinąć.
    Nie do końca rozumiem po co zwalniać Mike’a Dunleavy. żeby przyjmować w jego miejsce podobnego, ale mniej skutecznego Izraelczyka. Bo młodszy i tańszy? Może Woy lepiej nam to wytłumaczy. Brewer i Garcia to chyba także strata czasu.

    Ale to co napisał Regis. Chicago ma bardzo ważny dylemat przed sobą:
    1. Skupić się na przebudowie i machnąć ręką na ten sezon, oszczędzać chłopaków i darować sobie PO, które mimo wszystko są chyba osiągalne nawet w tak okrojonym składzie
    2. Ogrywać młodych graczy, którzy ostatnio mieli mniej minut na grę, testować ich potencjał, a tym samym pokazać całemu środowisku i potencjalnym przyszłym Bykom (free agentom), że warto dołączyć do Chicago.
    Jestem bardzo ciekaw jaką drogą pójdzie Tibs. Ja osobiście dałbym pograć Augustinowi, Snellowi, Butlerowi i Gibsonowi w PO, żeby pokazali na co ich stać jak da się im więcej czasu na grę.

  6. Autor pisze:

    Trudno oceniać decyzje Byków, bo faktycznie gracze robią im na złość. Augustine naprawdę nieźle się prezentuje i wnosi więcej na parkiecie niż Hinrich. Noahowi czasami włącza się liderowanie mentalne. Gibson potrafi z Noah opanować kosz. Snell z ławki potrafi dać ciekawe zmiany i zamiast przegrywać jak leci oni potrafią zaskoczyć sobie Hawks.
    Zgadzam się, że jako wielki fan Byków, po tak długim czekaniu na człowieka jakim był Rose i takim pechu, że włodarze chyba nie mają pomysłu co chcą robić.
    Tankować czy iść na PO. Jak iść na PO to z kim i po co? Ponadto oni zaczynają przebudowę chyba na podstawie wiary, która w sporcie się nie sprawdza. Ja tam sobie mogę uznawać, że Rose wróci jako, powiedzmy druga strzelba zespołu, „super” rozgrywający, ale włodarze klubu muszą myśleć racjonalnie. Ja na razie nie widzę, co niby ta wymiana ma dać i pod kogo jest ta cała przebudowa budowana. No, chyba że pójdą po Love. Tibs nauczy go bronić i razem z Noah stworzą zaporę nie do przejścia pod koszem i nawet z oszczędzającym się w sezonie Rose’em zrobią zniszczenie w PO.
    To są, jednak moje mrzonki, ale Ci ludzie zarządzają organizacją, kasą, u nich mrzonki napawają mnie strachem przed 5 latami posuchy moich Byków.

    • Zdzichh pisze:

      Czy Love da się nauczyć obrony? Nie wiem. Niektórzy nie dostrzegają innych aspektów i twierdzą, że pod jakimś trenerem się ktoś wszystkiego nauczy. Jest kilka czynników, które to determinują. Coach jest tylko jednym z nich. Dlaczego wielu czołowych graczy jest też co najmniej dobrymi obrońcami? Po pierwsze chodzi o zaangażowanie, czyli coś, co każdy może poprawić. Po drugie o altetyzm gracza. James, czy Durant z ich wzrostem, długością rąk, siłą, szybkością mogą bez problemu bronić dobrze. A co jak gracz atletyczny nie jest? Albo nie jest tak atletyczny jak ścisła czołówka ligi? Zostaje mu inteligencja, spryt, wyczucie. Najlepiej jak to się ma od razu jak np. Avery Bradley. Widać po nim, że to naturalnie potrafi. A co jeśli ktoś ma tego mniej, albo w ogóle nie potrafi? Musi obserwować innych, przyswajać wiedzę, wdrażać w życie na treningach i w meczach grając przeciw najlepszym. Ale powiedzmy szczerze – jest bardzo mało prawdopodobne żeby z niezbyt atletycznego, wysokiego białego, który do tej pory się obijał w „d” wyrósł topowy obrońca. Na pewno stać go, aby nie mijali go jak tyczki, ale Love tytanem obrony nigdy nie będzie. Za późno na to w jego przypadku. Poprawić się w obronie musi i to pewne, ale nie tak wiele żeby z kimkolwiek stwarzał duet nie do przejścia. Już prędzej to Noah byłby liderem w defensywie (jak Howard w Magic), a reszta postara się dołożyć ile może.

      I jeszcze jedno – trenerowi znacznie łatwiej nauczyć drużyny obrony zespołowej niż indywidualnej. Tutaj działają pewne schematy, przekazania graczy po zasłonach, odpowiedzialność za swoje miejsce na parkiecie. I tutaj Boozer też gra nieźle. Tutaj nie zaniża poziomu Bulls. Ale 1 na 1? Tutaj nadal jest słabym obrońcom z czego rywale korzystają. Więc czy Thibs go nauczył obrony? Raczej zmusił do grania w obronie dla zespołu, ale nadal jest takim przeciętnym obrońcą jakim był kiedyś. Może brzmi to dziwnie, ale najłatwiej wytłumaczyć na przykładzie dwóch akcji – PG rywali dostaje zasłonę od swojego PF. Boozer ma przykazane, albo zmieniać krycie, albo uwalniać się jak najszybciej i biec do swojego (pewnie w zależności od rywala, wyniku, sytuacji). I robi to dobrze, bo taki schemat dał mu trener. Ale jak PF rywali zagra na nim izolacje tyłem do kosza to szanse, że realnie przeszkodzi rywalowi nadal są niskie. Dirk, Durant (coraz częściej PF), Melo, Bosh, LMA to na nim mogą kręcić w ataku znakomite wyniki.

  7. saturn pisze:

    Love to najskuteczniejszy PF w lidze w obecnym czasie. Oczywiście nie jest efektowny, ale efektywny i co podkreśla trener pracowity i dążący do celu. Często ciemnoskórym zawodnikom tego brakuje.
    Przez to, że gra w jakieś prowincjonalnej Minnesocie to jest graczem bardzo niedocenianym. Jak trafi kiedyś do lepszego zespołu, z aspiracjami na mistrza to zostanie bardziej doceniony.
    Jest drugim, albo trzecim (to się stale waha) strzelcem w lidze i pierwszym albo drugim zbierającym w NBA. Jest groźny pod koszem, a do tego ma coraz lepszy rzut z dystansu. Żaden inny PF w lidze nie może się z nim równać jak chodzi o to w jakim miejscu na parkiecie jest groźny. Brak atletyzmu (choć widać, że nad tym pracuje, bo jest ciut lepiej) nadrabia bardziej inteligentną grą i przeglądem sytuacji. Niesamowicie rozciąga obronę przeciwnika, bo płynnie przechodzi z grania z 3 na 4. Pod tym względem tylko Sir Charles Barkley był lepszy.
    Oczywiście defensywnie nie jest liderem, ale cała masa strzelców nie jest. Jakoś nie widzę, żeby Melo postawiony na przeciwko Duncana, czy Griffina był lepszym stoperem na nich. Po za tym lepiej, żeby za takimi facetami jak Duncan gonili Noah albo Gibson, a najlepszy strzelec drużyny biegał za kimś mniej groźnym ofensywnie.
    Upolowanie Love’a do Chicago to byłby niesamowity ruch. Dlaczego? Bo Love to jedyny PF, który może skutecznie grać w zespół z drugim PF na parkiecie, a to daje niesamowitą przewagę na tablicach. Zwyczajnie sam się przestawia często na pozycję SF w której dobrze się czuje. Wsadzenie Love’a w miejsce Boozera to byłoby znaczące wzmocnienie. Nie wiem, może Melo byłby lepszym pomysłem, ale ja postawiłbym na Love-a ze względu na to, że przy braku Rose’a może być prawdziwym liderem. Zgranym z zespołem i współpracującym z trenerem. Melo to moim zdaniem większy indywidualista. Myślę, że Melo jest właśnie w swoim Prime, a dla młodszego o 4 lata Love’a to dopiero nadejdzie. To też ważne dla klubu.

  8. Autor pisze:

    @Zdzichh
    Z tą dominacją pod koszami to chodziło mi o punkty Love’a i jego zbiórki na atakowanej i bronionej tablicy plus szukanie gracza podaniami przez Noah {tak jak z Gibsonem – z Love byłoby pewnie lepiej} plus jego zbiórki i obrona. Dodając do tego tak jak napisałeś zaangażowanie w obronie Love i nauczenie go zespołowej gry defensywnej to po prostu byłaby niesamowita moc.
    @saturn
    Ja też marze właśnie o Lovie. Melo cenię. Myślę, że spokojnie jest w tanie ciągnąć ekipę z dobrą defensywą. Jednak właśnie ten Prime. Z Love jest ten plus, że jak wróci Rose to jest czas, żeby ten jeden sezon obaj się ograli w jednej ekipie walcząc powiedzmy o półfinał a może finał PO. To daje też szansę, żeby ten jeden a może dwa sezony Rose doszedł do siebie plus ewentualnie przystosował do trochę innego grania z jego strony, gdy to będzie konieczne.

  9. saturn pisze:

    Woy
    Cieszę się, że się rozumiemy w sprawie Love’a :)
    Jednak sprawa Rose’a bardziej mnie martwi. Nie znam nikogo, kto miałby zoperowane oba kolana i reprezentował po operacjach chociaż podobny poziom sportowy, co przed….
    Oczywiście można z niego zrobić kogoś pokroju obecnego Allena, czyli strzelbę dystansową, ale obawiam się że dawny Derrick już nie istnieje. Bardzo lubię tego chłopaka i życzę mu jak najlepiej, ale Byki potrzebują dobrego Point Guarda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *