Żelazna defensywa kluczem do wygranej Pacers

PacersIndiana Pacers kontynuują świetną serię meczów we własnej hali. Minionej nocy gościli oni Toronto Raptors, którzy to po odejściu Rydy’ego Gaya całkowicie odmienili swe obliczę (oczywiście na lepsze). Wizyta w Bankers Life Filedhouse całkowicie jednak się nie udała podopiecznym Dwayne’a Casey’ego, gdyż ulegli oni rywalom 79:86.

Oczywiście faworytami do wygranej byli gospodarze, którzy pewnie przewodzą Konferencji Wschodniej. Toronto jednak w ostatnim czasie prezentuje bardzo dobrą formę i ewidentnie po roszadach w składzie znaleźli się na fali i znacznie poprawili swój bilans. Mimo ujemnego stosunku wygranych do porażek zajmują pierwszą pozycję w Atlantic Division, a zatem gdzie walczyć o jeszcze lepszą reputację jak nie w jaskini lwa? Mecz w Indianapolis zapowiadał się na prawdę ciekawie.

W ekipie przyjezdnych nie mógł wystąpić Tyler Hansbrough, który narzeka na problemy z kostką. Jego absencja o tyle ujęła nieco smaku tej rywalizacji, że w poprzednich latach biały podkoszowy był graczem właśnie Pacers.

Już na samym początku spotkania goście zaskoczyli drużynę Pacers i szybko objęli prowadzenie 7:0. Następnie za sprawą skutecznej grze Kyle’a Lowry’ego oraz DeMara DeRozana przez długi czas udało się korzystny wynik utrzymać. Dopiero na trzy minuty przed końcem pierwszej odsłony, gdy swoją serię punktową kończył George Hill, na tablicy wyników mieliśmy remis. Przez kolejne 180 sekund gospodarze zdominowali przeciwników i odskoczyli łącznie na 7 pkt. Najwyraźniej nieudany początek strasznie poirytował ambitnych zawodników Vogela.

Kolejna odsłona to początkowo bardzo dobra gra duetu Paul George i Danny Granger, która szybko powiększyła dystans dzielący obie ekipy (+10). Po kilku minutach do głosu znowu zaczęli dochodzić Raptors. Świetną zmianę dał Patrick Patterson, który w trakcie drugich dwunastu minut rzucił 9 pkt. Jego zespół zaliczył run 11:2 i zniwelowali przewagę  oponentów do ledwie jednego punktu. Niestety w połowie tej ćwiartki mecz strasznie obniżył poziom. Indolencja ofensywna obu zespołów zalała boisko i kibice nie mogli zbytnio cieszyć się tym, co w tym okresie gry widzieli.  Team ze stanu Indiana ma szczęście, że w swych szeregach posiada Roy’a Hibberta. Systematycznie ciułał on punkciki po rzutach osobistych, a to po indywidualnych akcjach punktował Lance Stephenson. W tej o to ospałej atmosferze doszliśmy do momentu, kiedy obie ekipy zeszły do szatni na przerwę. Czas na mocną kawę, Pacers prowadzą 44:36.

Po przerwie znacznie bardziej aktywny był Paul George. Po pierwszych dwóch kwartach miał on na swym koncie tylko dwa punkty. W samej trzeciej odsłonie jego konto powiększyło się o 9 oczek. Doskonałe wejście w drugą połowę miał również Roy Hibbert, który był czołową postacią zarówno w ataku jak i w obronie. Niestety w barwach zespołu z Toronto nie było żadnego koszykarza, który mógłby się przeciwstawić bezpośrednio środkowemu Pacers. Przewaga Indiany rosła, a Raptors wydawali się być coraz bardziej bezradni. Starał się jak mógł szarpać DeRozen, ale tylko jemu udawało się przebijać przez twardą defensywę przeciwników (17 kolejnych punktów zdobytych przez jego drużynę). W pewnym momencie prowadzenie zespołu prowadzonego przez trenera Vogela sięgnęła nawet 17 pkt i wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty.

Czwartą kwartę rozpoczęliśmy od wyniku 71:58 dla Indiany. Patrząc na przebieg zdarzeń na parkiecie można by odnieść wrażenie, że  obie strony grają na czas. Jednak w tym leniwym trybie gry lepiej wypadali goście, którzy pod przykrywką znudzenia niespodziewanie tracili w pewnym momencie tracili już tylko 10 pkt (76:66). Nie wywołało to jakiegoś gwałtownego przebudzenia w obozie gospodarzy i ich przewaga nadal topniała. Znowu bardzo dobrze grał Patterson. Także Kyle Lowry może powiedzieć, że poprawił swą grę w końcowej fazie meczu i wszedł na swój normalny poziom. Na dwie minuty przed końcem po punktach Pattersona (celna trójka) było już tylko 77:83. Oznaczało to, że będziemy mieli nerwową końcówkę. Finisz spotkania przyniósł jednak serię rzutów osobistych i niecelnych rzutów z gry. Nie należała ona do najlepszych jakie widziałem i raczej gracze obu stron w pełni zdają sobie też sprawę z tego, że raczej się nie popisali. Pacers pokazali bardzo dobrą grę w obronie i to był element, który przyniósł im wygraną w rywalizacji z Raptors 86:79.

Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o defensywę to ekipa z Indianapolis pokazała się z bardzo dobrej strony. Toronto zaliczyło występ z najmniejszą liczbą zdobytych punktów, grając na ledwie 37 %.  Bardzo zadowolony z takiego stanu rzeczy był Frank Vogel, o czym świadczy jego pomeczowa wypowiedź:

„Our guys buckled down and had a great defensive performance”

Niestety nie wiele dobrego mógł powiedzieć o ofensywie swego zespołu. Zresztą obie ekipy całkowicie zawiodły w tym aspekcie w dzisiejszym meczu. Różnica polega jednak na tym, że poczynania w ataku Raptors były skutecznie powstrzymywane przez gospodarzy, a Pacers pod koszem rywali spisywali się najzwyczajniej słabo. Trafili tylko jeden rzut za 3 pkt na 11 prób (9% skuteczności!!!) , zaliczyli 15 strat (rywale tylko 9), skuteczność z gry na poziomie 42%. I tylko zbiórki, które niejako są potwierdzeniem dobrej gry obronnej Indiany, wypadają wyraźnie na ich korzyść (53:36)

Roy Hibbert zaliczył 22 pkt, 8 zb oraz trzy bloki. Dobre zawody zaliczył także Lance Stephenson, którego łupem padło 13 oczek. Tyle samo punktów rzucił Danny Granger, który był też autorem jedynego celnego rzutu za trzy w ekipie gospodarzy.

Wygrana nad Raptors była trzecim kolejnym sukcesem dla zespołu Pacers.

W Raptors liderem był DeMar Derozen, który zapisał na swym koncie 28 pkt oraz 6 asyst. Na mnie osobiście jednak większe wrażenie zrobił występ Patricka Pattersona. Były gracz Kings i Rockets zaczął mecz jako rezerwowy, a zakończył go z 20 pkt (2/3 za 3 pkt) i z 6 zbiórkami. Tym samym absolwent uczelni Kentucky rozegrał swoje najlepsze spotkanie w tym sezonie. Szkoda tylko, że zakończone porażką.

 

TORONTO RAPTORS (16-17) – INDIANA PACERS (28-6) 79:86

(15-22, 21-22, 22-27, 21-15)

D. DeRozen 28 pkt, P. Patterson 20 pkt, K. Lowry 16 pkt – R. Hibbert 22 pkt, D. Granger oraz L. Stephenson po 13 pkt.

 

[youtube=http://youtu.be/_Gk6wkpYke0&w=585]

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. Kamil pisze:

    trochę ten pociąg zaczyna tracić impet. Zwłaszcza ofensywnie.

  2. Paweł. pisze:

    Bardzo trzeba pochwalić sztab medyczny jak i samego trenera Pacers za to jak przygotowują Grangera. Nie jest on od razu rzucany na głęboką wodę tzn. nie wychodzi w pierwszym składzie i gra po 30 minut. Kiedyś był liderem Pacers więc wydawałoby się że mogłoby tak być. Wchodzi na kilkanaście minut w meczu i jak na razie tyle mu potrzeba.
    Pozostaje mieć nadzieję że nie będzie tego samego z Bryantem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *