Ryan Anderson z poważnym urazem

Czarna seria sezonu 2013-14 wciąż trwa. Z gry wciąż odpadają największe gwiazdy NBA – Derrick Rose, Kobe Bryant, Chris Paul, Al Horford, Rajon Rondo, Marc Gasol czy Russell Westbrook. Pech chciał, że kolejny rok z rzędu plaga kontuzji dotyka również zespół z Nowego Orleanu, tym razem ofiarą padł jeden z najważniejszych zawodników drużyny Pelicans – Ryan Anderson.

Silny skrzydłowy podczas starcia z Geraldem Wallace’m w meczu z Celtics padł na parkiet, z którego wstać już nie potrafił samodzielnie. Został wyprowadzony na noszach do szatni, a następnie kilka nocy spędził w jednym z bostońskich szpitali, gdzie przeprowadzano szereg badań. Po kilku dniach informacja, która została wypuszczona przez zespół nie okazała się być najlepsza. Zawodnik doznał przepukliny krążka międzykręgowego, co może oznaczać dla niego nawet koniec sezonu.

Taka kontuzja to jeden z najgorszych urazów dla wysokich zawodników, po którym już bardzo ciężko dojść do siebie i grać regularnie na swoim dawnym, bardzo wysokim poziomie.

Oficjalne stanowisko klubu określiło stan Ryana Andersona na czas nieokreślony, ciężko więc stwierdzić kiedy zespół będzie chciał wprowadzić gracza z powrotem do gry. Przerwa wobec przepukliny krążka międzykręgowego może trwać niecały miesiąc (choć to bardzo niebezpieczne) aż po pół roku. Ta druga opcja wydaje się znacznie bardziej odpowiedzialna.

Walczący o PlayOffs, New Orleans Pelicans zajmują aktualnie 11. miejsce w Konferencji Zachodniej i wciąż mają szansę aby wysunąć się w tabeli ponad takie zespoły jak Dallas Mavericks, Denver Nuggets, Minnesota Timberwolves czy Phoenix Suns.

Nie ulega jednak wątpliwości, że strata tak ważnego zawodnika jak Ryan Anderson dla zespołu Monty’ego Williamsa to ogromny cios, który może doprowadzić do tego, że Pelicans o fazę posezonową mogą wkrótce już się nie liczyć. Ryno był najważniejszym dodatkiem – rozciągającym grę – przy Tyreke’u Evansie, Ericu Gordonie czy Jrue Holiday’u.

Ostatni rok to dla 25-latka bardzo ciężki okres. Jeszcze przed rozpoczęciem kampanii 2013-14 jego ukochana dziewczyna popełniła samobójstwo, a dziś dowiedział się o możliwości, że nie wybiegnie już w tym sezonie na parkiet.

Silny skrzydłowy wystąpił w tym sezonie w 22 spotkaniach podczas których średnio notował 19.8 punktu i 6.5 zbiórki, trafiając 44% z gry i 41% z dystans w 36.1 minut. Ryno był najlepszym strzelcem swojego zespołu i spędzał na boisku najwięcej czasu.

6 komentarzy

  1. Krzychair napisał(a):

    szkoda, bo się pelikanom fajny sezon zapowiadał, miejmy nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i dobrej formy.

  2. cynik napisał(a):

    A co z JJ Redickiem?

  3. amon napisał(a):

    To może jednak pójdzie ten trejd z Houston za Asika…na poważnie,szkoda chłopa. O jego dziewczynie nie wiedziałem,ale sezon miał( jakgrał) świetny

  4. amon napisał(a):

    A z zawodników,których prześladują w tym sezonie można by sklecić niezły team,nawet na majstra. Jak pech,to pech

  5. Bernardo napisał(a):

    No to wychodzi na to, że zawodnicy są albo źle przygotowani fizycznie do sezonu albo przeciążeni na treningach, bo takiej plagi kontuzji czołowych zawodników nie pamiętam od 17 sezonów. Te 20-6.5 Pelicans będzie bardzo trudno załatać, tym bardzie, że to zawodnik podkoszowy a jednocześnie rozciągający grę dla wszystkich. Według mnie mają już z głowy PlayOff. Nie wiem co będzie dalej ale to dopiero około 1/3 sezonu przecież…Wszyscy się sypią.

  6. Paweł. napisał(a):

    Prawda jest taka że Rose, Bryant, Westbrook dopiero wrócili do gry po wcześniejszym urazie i to w dodatku albo wrócili za szybko albo grali z jakimś urazem. Inna sytuacja z Derrickiem.
    Horford, B.Lopez – im odnowił się uraz a Rajon Rondo i Marc Gasol po prostu złapali pechową kontuzję.

    Szkoda ale NBA to NBA rozegrać 82 mecze na bardzo wysokim poziomie w ciągu 6 miesięcy – nie ma szans żeby nie obeszło się bez kontuzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *