Mecze gorszego Boga #9 Niedźwiedzi Tłok w pomalowanym

Od kontuzji Marca Gasola, Memphis Grizzlies, w niczym nie przypominają ubiegłorocznych finalistów swojej konferencji. Wraz z odejściem Lionela Hollinsa i zwolnienia lekarskiego dla młodszego z hiszpańskich braci, Niedźwiadki popadły w ligową przeciętność i już tylko niepoprawni optymiści wierzą, że są w stanie zagrać w Play-Offach.

Detroit Pistons pomimo wstydliwie słabego Wschodu, oraz zakontraktowaniu latem dwóch okołoallstarowych graczy w osobach Brandona Jenningsa i Josha Smitha, a także widocznemu rozwojowi drugoroczniaka Andre Drummonda, również nie spełniają przedsezonowych oczekiwań. Rok 2013 pożegnali serią 3 porażek z rzędu i po niemal tygodniowej przerwie, ponownie wybiegną na boisko tym razem pragnąc przełamać wstydliwą passę zwycięstwem u siebie z gośćmi z Memphis.

Dla obu zespołów jest to debiut w MgB, ale wziąwszy pod uwagę ostatnie osiągnięcia zarówno Pistons jak i Grizzlies niewykluczone, że nie będzie to jedynie incydentalny występ tych drużyn.

Pierwsza Kwarta

Początek meczu nie należał do najbardziej fascynujących rozpoczęć sezonu. Detroit skutecznie zdominowało grę w pomalowanym skąd zdobyli wszystkie swoje punkty, a Memphis odpowiadało rzutami z midrange w wykonaniu byłego gracza Tłoków- Tayshauna Prince’a. 6:4 po pierwszych 3 minutach dla gospodarzy i póki co Niedźwiadkom brakuje pomysłu na pokonanie skoncentrowanej pod koszem obrony Pistons. Josh Smith miał swój moment w meczu, najpierw zablokował Koufosa a potem trafił jumpera z 6 metrów. Andre Drummond może i rzuca wolne na mniejszej skuteczności niż średnio utalentowany grenadier celujący w rozpędzonego kirasjera, jednak jego hulkowa siła sprawia, że w pomalowanym przepycha lepiej od polskiego hydraulika nad Loarą. Frontcourt Grizzlies bez Gasola jest groźny jak wysterylizowany amstaff w kagańcu i z połamanymi nogami, na szczęście dla gości Jon Leuer pomimo swojej bargnianowskiej postawy obronnej w ataku trafia z półdystansu i Pistons mimo prowadzenia 25:18 przegrywają pierwszą ćwiartkę 28:27 niemała w tym zasługa Josha Smitha, który po obiecującym początku wrócił do swojej standardowej skuteczności. Pistons potrzebują jego rzutów z midrange’u jak Somalijczycy otwarcia KFC w Mogadiszu- cóż, że efektownie wyglądają jak korzystają z nich wyłącznie goście.

Druga kwarta

Rozpoczęła się od kolejnego trafionego rzutu z półdystansu w wykonaniu Leuera, na który próbował odpowiedzieć Greg Monroe, ale jego layup był udany jak transfer Andre Bynuma do 76ers. John Leuer is on fire! Trójeczka byłego gracz Bucks sprawia, że Niedźwiadki uciekły na 7 punktów. Po tej kwarcie w The Palace zostanie wywieszona koszulka Leuera, Jon jest niesamowity po skutecznej egzekucji wolnych ma już 14 punktów i w pojedynkę ciągnie grę Memphis. Obie drużyny prezentują dziś bobcatsowe rozwiązania ofensywne przez co na boisku panuje chaos, z którego wyłonił się Smith i po udanym spindrivie (jest w ogóle coś takiego?) zmniejsza prowadzenie Grizzlies do jednego punktu. John Leuer show trwa w najlepsze, najmniej utalentowany z podkoszowych występujących na boisku najpierw w hghlitghowy sposób zebrał piłkę na atakowanej tablicy, po czy pewnie wykorzystał oba wolne. W ostatniej akcji pierwszej połowy w końcu z dobrej strony pokazał się Ed Davis, który wykorzystując podanie Princa z impetem pakuje piłkę do kosza. 56:51 dla gospodarzy, a najlepszymi zawodnikami na boisku byli Greg Monroe (15p/7r) oraz John Leuer (16p/7r). Brandon Jennings ma już 9 asyst a Andre Drummond do 11 punktów dołożył 11 zbiórek (w tym 6 w ofensywie) i jeśli tylko więcej czasu na treningu poświęci na ćwiczenie rzutów wolnych to w niedługim czasie ma szanse stać się najlepszym centrem ligi. Bobcats, Kings, Cavs- on mógł być wasz.

Trzecia kwarta

Trzecia ćwiartka rozpoczęła się lepiej dla gości, którzy po udanym wjeździe pod kosz Prince’a zmniejszyli straty do jednego punktu czym pokazali, że nie zamierzają dać za wygraną jak co druga Miss America. Coraz lepiej wygląda Kosta Koufos, po 4 punktach z rzędu w wykonania byłego gracza Jazz Memphis ponownie wychodzą na prowadzenie 63:62. Niedźwiadki zorientowały się, że Detroit z dala od kosza są niebezpieczni jak DeAndre Jordan na linii rzutów wolnych i całą swoją obronę skoncentrowali na pomalowanym, dzięki czemu szybko odskakują na 73:65 bo rzuty z dystansu dają Tłokom mniej niż ateista na tacę podczas niedzielnej mszy. Końcówka kwarty to dalszy popis bezradności gości, którzy nie są w stanie zdobyć punktów, przez co Grizzlies za sprawą Conleya kończą tę część wynikiem 28:11 i prowadzą w meczu 79:67 Świetnie sprawuje się Zach Randolph, który prócz 14 punktów zebrał również 16 piłek.

Czwarta kwarta

Po świetnym podaniu od Z-Bo i udanej akcji 2and1 Eda Davisa Niedźwiadki prowadzą już 15 punktami i pewnie część fanów z Detroit zaczyna odczuwać brak Rodneya Stuckey’a, który mimo wszystkich swoich ograniczeń, wnosił trochę świeżości do mocno pasywnej koszykówki Pistons. 86:70 dla gości a ja spodziewałem się o wiele lepszego basketu w wykonaniu Detroit. Smith postanowił zmniejszyć straty rzutem zza łuku, ale jedyne co się obniżyło po tej próbie to- i tak nie za wysoka- skuteczność Pistons za 3. Wspaniały airball Josh, Korver już dzwoni po wskazówki. Bayless trafia z dystansu i na 7 minut przed końcem spotkania pachnie blowoutem- 93:72. Pistons poruszają się po parkiecie w żółwim tempie, niestety dla gospodarzy nie wszystkie wyścigi z zającem kończą się jak w bajce Krasickiego i o ile niedźwiedzie nie zapadną w zimowy sen to Detroit przedłuży serię przegranych do 4. Słabo śledzę w tym roku wyniki Memphis, ale podejrzewam, że ostatni raz 100 punktów na 5 minut przed końcem przekroczyli w sparingu z Maccabi Hajfą, na szczęście dla nich Detroit jest dziś nad wyraz uprzejme i po jumperze Prince’a udało im się przekroczyć tę barierę. Na boisku melduje się mój ulubiony lider bez umiejętności- Jonas Jerebko. Na 4 minuty przed końcem wesoła koszykówka w wykonaniu obu zespołów, a Jon Leuer z 20 punktami szaleje jak Orkan Ksawery. Jon Leuer w 21 minut zdobył 23 punkty i jest swoistym beneficjentem kontuzji Gasola. Na boisku zameldował się nawet Seth Curry, ale zagrał jak brat JR Smitha i w 245 sekund zanotował Op/Or/Oa/O strat/O fauli/O rzutów itd.

Koniec meczu, 112:84 dla Memphis, które w drugiej połowie urządziło herodowską rzeź na gospodarzach, którzy na tle Niedźwiadków wyglądali jakby dopiero co zostali dokoptowani z Fort Wayne Mad Ants.

MVP meczu- Jon Leuer i Zach Randolph (choć i Ed Davis po niemrawym początku w drugiej połowie zasłużył na słowa uznania).

Qcin

Fan słodkich buziek, miseczek DD, dobrych słodyczy i darmowych alkoholi. A! No i Utah Jazz skoro już musimy o NBA...

9 komentarzy

  1. amon pisze:

    Hehe…misie pomyliły tłoki z łososiami

  2. brawler pisze:

    Nooo Qcin, artkuł bardzo dobry, ale nie myl nazwisk. Ed to Davis a nie „Davies”.

  3. amon pisze:

    Qcin,te twoje porównania. Masz gotowce,czy tak Ci szybko umysł działa,jak czołgi Guderiana we Francji 1940?;))))

    • Qcin pisze:

      nuda na boisku, kawa na biurku, Michał Wiśniewski na słuchawkach- oto ojcowie tych porównań ;)

  4. amon pisze:

    Keine grenzen…lalala

  5. amon pisze:

    Tak na poważnie,ta część MgB obok poprzedniej wg mnie najlepsza. Ale dawno nie było nic o Sashy Gray;)

  6. Adrian89 pisze:

    Ja uważam że jednak obie ekipy nie nadają się do tej konwencji – są za dobre.

    • Qcin pisze:

      obie poniżej 50% zwycięstw no i dzisiaj to chyba mimo wszystko najsłabsza para.
      Plus to, że z obserwacji wyszło mi, że mecze Memphis cieszą się najmniejszą popularnością ze wszystkich;)
      Europejska godzina również nie była bez znaczenia ;)
      I- po fakcie- poziom meczu wcale nie odbiegał od innych spotkań z tego cyklu ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *