Shumpert i Melo zaskoczyli Spurs

200px-NewYorkKnicksNie usłyszycie tego zbyt często w tym sezonie, ale New York Knicks zagrali wczoraj tak jakby po prostu bardziej zależało im na zwycięstwie. To spowodowało, że wściekły po meczu Popovich powiedział, że jego zawodnicy byli „soft”.

Powracający po kontuzji kostki Carmelo Anthony uzbierał 27 oczek, ale prawdziwym bohaterem meczu był Iman Shumpert. Mający wielkie problemy w tym sezonie ze skutecznością obrońca w końcu złapał oddech. Wczoraj trafił 10/13 z gry, 6/8 z dystansu i zakończył mecz z rekordem kariery – 27 punktów.

Co jeszcze bardziej istotne, zdobył dwa najważniejsze punkty dobijając niecelny rzut Melo i dając zespołowi Woodsona dziesiątą wygraną w sezonie.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
New York Knicks 10-21 26 26 29 24 105
San Antonio Spurs 25-8 25 22 28 26 101

Wnioski ze spotkania

To był klasyczny mecz-pułapka. Spurs zdemolowali Knicks podczas ostatniego pojedynku tych zespołów w Nowym Jorku (120-89) i wydawało im się, że wczoraj będzie równie łatwo. Z tą różnicą, że wówczas wychodziło im wszystko, a NYK wyglądali jak najgorsza drużyna ligi. Wczoraj natomiast podopieczni Woodsona walczyli twardo przy biernej postawie SAS i to musiało skończyć się porażką – nikogo w NBA nie można lekceważyć.

Już kilka pierwszych akcji spotkania mogło zaniepokoić fanów Spurs. Zamiast tradycyjnej szybkiej gry podaniami mieliśmy sporo gry 1na1 i problemy z wchodzeniem w ofensywne sety (zwykle gra przyspieszała dopiero przy 12-14 sekundach na zegarze). Kłopoty w ataku były tym bardziej irytujące, że przeciwko NYK nie trzeba na nowo wymyślać prochu – wystarczy wyciągnąć spod kosza Chandlera i zagrać akcję z jedną porządną zasłoną (drużyna Woodsona ma wielkie problemy z rotowaniem w obronie, a praktycznie każde minięcie obrońcy kończy się łatwymi punktami przy obrońcy).

Przypuszczam, że gdyby Knicks szybko zbudowali kilka-kilkanaście punktów przewagi, to Spurs by się przegrupowali i ostatecznie odnieśli zwycięstwo. W grze utrzymywał ich jednak Marco Belinelli (zdobył pierwsze 10 punktów meczu), a później wynik oscylował wokół remisu lub kilku oczek na korzyść miejscowych (dopiero końcówka połowy dała +5 NYK).

Po zmianie stron obraz gry się nie zmieniał. Spurs cały czas w grze utrzymywał Belinelli przy wsparciu zwłaszcza Ginobiliego, ale Knicks zaczynali powoli uciekać. Po punktach Udriha na niecałe 4 minuty przed końcem trzeciej kwarty mieli nawet 11 punktów przewagi, ale wiadomo było że SAS czeka jeszcze przynajmniej jeden zryw.

Po zbliżeniu się na około 5 punktów musieliśmy czekać do ostatnich minut meczu by dowiedzieć się kto wygra. Czekał nas mini-pojedynek Belinelliego z Shumpertem. Kolejna trójka Włocha na 2:50 przed końcową syreną sprawiła, że na tablicy było już tylko 96-94. Po chwili punkty dołożyli Leonard i Duncan i wydawało się, że Knicks nie uda się już podnieść.

Nic z tych rzeczy. Teraz czekała nas odpowiedź Melo, a po chwili trójka Shumpa i znów było +3 dla gości. Błyskawicznie po czasie trafił Belinelli, ale ostatnie słowo należało do Shumperta, który dobił niecelny rzut Anthony’ego z powietrza. To był „dagger” i po chwili Knicks mogli się cieszyć z zasłużonej wygranej.

Nie wyciągałbym z tego meczu długofalowych wniosków. Jak przypomniał jeden z beat-writerów Spurs – w zeszłym roku po 33 spotkaniach SAS mieli dokładnie taki sam bilans. Jasne, w ich grze jest wiele do poprawy – no ale cóż, ile drużyn w lidze chciałoby mieć problemy przy 25-8?

Jeżeli ten mecz coś zmieni to zdecydowanie poprawi koncentrację zespołu. Popovich po raz drugi w tym sezonie solidnie zrugał zespół przed kamerami (poprzednio po porażce z Rockets). Spodziewam się teraz zdecydowanie lepszego spotkania vs Clippers.

Co do Knicks to w zasadzie moim zdaniem najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze – możliwe że udało się odbudować psychikę Imana Shumperta, który jest absolutnie kluczowym elementem tegorocznej układanki Woodsona (obrona, rozciąganie gry, ścięcia i mentalne wsparcie osamotnionego w swoich wysiłkach Chandlera). Po drugie – nie wiem jak Woody to zrobił ale ograniczył J.R. Smitha do zaledwie 5 rzutów z gry co dało też poniekąd szansę zabłyśnięcia innym (nie było całej masy głupich rzutów przez ręce).

Chapeau bas Knicks.

Filmowe podsumowanie spotkania

Boxscore

Knicks: Bargnani 10, Anthony 27 (12zb), Chandler 4 (6zb), Udrih 7 (7ast), Shumpert 27 (6zb), a także Stoudemire 11, Martin 4, Murry 5, Hardaway Jr. 3, Smith 4 (5zb)

Spurs: Duncan 9 (7zb), Leonard 8, Splitter 6 (5zb), Parker 12 (7ast), Belinelli 32 (5zb), a także Ayres 2, Bonner 9, Diaw 0, Mills 8, Green 4, Ginobili 11 (12ast)

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

4 komentarze

  1. oxlade napisał(a):

    jak Melo dostaje wsparcie od innych to Knicks mogą pokonać każdego. Im mniej rzuca J.R Smith tym lepiej dla wszystkich :)

  2. majecha napisał(a):

    Belinelli był w gazie. Mam nadzieję, że Spurs zajdą daleko w tym sezonie, bo co jakiś czas widzę, że Timmy już nie ten sam i za długo nie pograją w tym składzie.

  3. Mario napisał(a):

    Titanic Divison w natarciu. Trzeba było iść do buka i postawić na Knicks, Nets i 76ers….

  4. hades napisał(a):

    Shumpert dopiero w styczniu zagrał dobry mecz nie spodziewałem sie wygranej NY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *