Niezbyt udany początek roku dla lidera Cavs

cleveland_cavaliers_logo-1024x768Spotkanie pomiędzy Cleveland Cavaliers i Indianą Pacers miało niezbyt fortunny finisz dla ich lidera – Kyrie Irving’a. Doznał on urazu kolana i pierwszy dzień nowego roku spędzi pełen obaw na badaniach rezonansem magnetycznym. Z pewnością nie tak planował początek 2014 roku.

Do urazu kolana doszło w trzeciej kwarcie meczu w Bankers Life Fieldhouse w Indianapolis. W trakcie wejścia pod kosz zawodnik stracił rytm dwutaktu i jakby panowanie nad swymi nogami, które ustawione w nienaturalny sposób,  spowodowały upadek. Właśnie w tym momencie ucierpiało lewe kolano rozgrywającego Kawalerzystów. Pomimo kręcenia nosem personalu medycznego Kyrie powrócił do gry jeszcze w czwartej spotkania, jednak nie udało mu się pomóc kolegom i ekipa z Ohio poległa 76-91 zdobywając tylko 10 punktów o czwartej odsłonie rywalizacji.

Niezbyt optymistycznie brzmiał też komentarz samego zawodnika odnoszący się do całego wydarzenia:

„I thought the worst had happened. My left knee is pretty weak right now. I was falling all over the place. I didn’t have my legs under me… I’m still hoping that there’s nothing wrong, just something slight, if anything at all. Just hoping for the best.”

Obecnie zatem fani zespołu z Cleveland mocno wstrzymują oddech czekając na diagnozę lekarzy, która orzeknie jaka czeka najbliższa przyszłość gwiazdora ich zespołu. Jeśli dodamy do tego wszystkiego perypetie z Andrew Bynum’em kibice Kawalerii nie przeżywają ostatnio najlepszego okresu…

Warto przypomnieć, że w ostatnich dwóch latach Irving łącznie opuścił 38 gier.Zresztą kontuzje często się łapią młodego gracza urodzonego w Melbourne. Miał on już w przeciągu swej kariery złamany nos, szczękę, złamany palec, zwichnięte ramię i narzekał na problemy z kolanami. Już w czasach uniwersyteckich rozegrał tylko 11 spotkań jako „freshman” w barwach Duke z powodu kontuzji stopy. Poprzedni tydzień zmagał się dodatkowo z grypą, która znacznie osłabiła jego organizm. Sporo tego wszystkiego jak na 21 letniego chłopaka…

W obecnych rozgrywkach gracz ten notuje średnio 21 pkt i 6,1 asysty na mecz.

[youtube=http://youtu.be/TrHxXA1_z6A&w=585]

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

32 komentarze

  1. ptb pisze:

    dlatego bralbym w ciemno Lillarda zamiast Kyrie, choc umiejetnosciami Irwing > Lillard

    • Zdzichh pisze:

      A jakimi umiejętnościami Irving przewyższa Lillarda? Dryblingiem i grą jeden na jeden. Ale to nie streetball. Rzutowo lepiej wypada Lillard. A szczególnie w clutch (chociaż Irving też jest dobry). Prowadzenie drużyny? Obaj w tym tytanami nie są. Mi się bardziej podoba gra w tym względzie Lillarda, ale jak ktoś uważa, że Irving lepiej dowodzi drużyną to można to zaakceptować, bo w tym względzie są podobni. Obrona – chyba lepiej Lillard mimo wszystko. Lillard gorzej przy wejściach pod kosz, ale jak mówiłem – im dalej od kosza tym bardziej Lillard niż Irving chociaż i tak ten drugi rzuca lepiej niż Wall. Z tej całej trójki to wg mnie Lillard>Wall>Irving. Ale w lidze jest hype na Kyrie’go. Z jednej strony słusznie, z drugiej nie. Słusznie bo potencjał ma spory, a także arsenał zagrań ofensywnych przeciwko obrońcy. Ale z PG są lepsi (wg mnie tak, ale niewiele mimo wszystko) albo co najmniej równi mu, a są ciągle w jego cieniu. Po kilku game winnerach nagle hype na Lillarda, który też jest znakomitym graczem. A Wall? Najmniej o nim, a jeśli chodzi o obronę, kierowanie zespołem, a także wejścia pod kosz jest lepszy od tej dwójki. Ale on ma nadal bardzo niepewny rzut, więc to trochę psuje dla mnie jego wartość. I z tej trójki może być najlepszy, bo ma podstawy, a rzut się też poprawia. Lillard za to gra w PTB, gdzie się go ceni, a przy okazji może pograć o PO. A Irving? Trafił do szkodliwej organizacji, co już ma na niego wpływ. A jeszcze tam zostanie bardzo długo. Więc w przeciągu lat z tej trójki może skończyć najgorszej.

  2. ptb pisze:

    choc jestem wielkim fanem Lillarda i Portland to chyba jednak na tą chwile Kyrie. Aczkolwiek tak jak mówie kontuzje, opuszczanie kilkunastu-kilkudziesięciu meczy w tak młodym wieku i nastawienie głównie na wsłasne staty i akcje u Kyriego wiec gdybym mial wybor bralbym Lillarda. Ponadto Lillard jest typem gracza który bazuje głownie na rzutach wiec nawet przy groznej kontuzji (odpukac) odnalazlby sie na boisku. Jego gra nie opiera sie na wjazdach pod kosz, szybkosci, fizycznosci, tak jak to ma miejsce u Rose, irvinga itd Wiec mysle ze przed nim sweitlana przyszlosc, a jak utrzyma taka dyspozycje za trzy przez nastepne 15 lat to moze przeskoczy Allena , hehe ;D

  3. amon pisze:

    Ciekawa wymiana poglądów. Dla mnie,jako fana Portland budujące jest porównanie Damiana do obu nr-ów 1 draftu. Irving i Wall mają może większy talent,ale to Lillard ma to coś w głowie,tą jordanowską mentalność.Może ktoś też tak uważa? Jak nie,proszę mnie wyprowadzić z błędu…Co do Kyriego,należy mieć nadzieję,że to nic poważnego i zagra w następnym meczu

    • blazers.pun.pl pisze:

      Pewnie, że ma zimną, żeby nie powiedzieć lodowatą głowę. W dogrywkach 16/19 FG czy jakoś tak. W osobistych w końcówkach też się nie myli. Jest najlepszy gdy jest to najbardziej potrzebne.

    • ptb pisze:

      też tak uważam… Lillard ma to coś co go wyróżnia. Przed sezonem tak sobie własnie myslalem ze ten sezon bd najwazniejszy bo pokaze czy bedzie to ddrugi Tyreke czy wskoczy na wyzszy level no i jak narazie pnie się w górę. Mega mi sie podoba jego podejscie, mentalnosc i podejmowanie decyzji w kluczowych momentach ( ah.. te trójki z prawie polowy boiska )

  4. boston fan pisze:

    Ale przeciez irving i lilliard zgłaszali się do draftu w innych latach więc te całe wasze rozważanie kogo powinni brac cleveland są bezsensu

  5. Cosmo111 pisze:

    W przypadku Irvinga brałbym jednak jedną poprawkę.
    Wall ma Nene czy teraz Beala, Lillard ma LA, Batuma, Matthewsa (który notabene kolejny sezon kręci mi zajebiste cyferki w fantasy, mocno niedoceniany koleś), a kogo ma Kyrie?? Nikogo kto byłby REALNĄ bardzo groźną opcją w ataku.
    Varejao to nie jest żaden mocarz, Thompson to też co najwyżej średniak, jak się gra z Cavs to cała obrona jest podporządkowana pod Irvinga, co jednak na oko trochę mocniej komplikuje mu życie niż pozostałej dwójce. Padło zdanie, że on jest nastawiony na własne statsy. Jak oglądałem ostatni mecz Cavs vs Celtics to łatwo to byłem w stanie zrozumieć, po prostu Kyrie nie ma tak zbytnio z kim grać. Cavs wyglądają obecnie tak: Irving + stado zadaniowców z innych drużyn (Jack z GSW, Clark z LAL itd), brakuje zaś kogoś kto z jajem wziąłby piłkę i go wspomógł (może Waiters, ale o jego charakterku już krążą legendy).
    To Kyrie tam jest alfą i omegą i łatwo zrozumieć ostatnie wbiegnięcie kibica Cavs z napisem na koszulce „Nie odchodź Kyrie” – w końcu i Irving zacznie mieć tego dość, jak drużyna będzie stała w miejscu.
    Nie twierdzę tu, że to on jest z tej trójki najlepszy, ale jakby dołożyć mu drugiego zawodnika z wyższej półki (choćby teraz Pau Gasola, w końcu były przebąkiwania o wymianie z LAL) czy nawet Turnera (o nim też mówiono) to i Kyrie miałby więcej miejsca na boiska i z większa swobodą mógłby czarować.
    Co do pozostałej dwójki to w tym sezonie obaj poczynili spore postępy, na Lillarda jest mały hype (gamewinnery, wyniki drużyny) , ale też on z całej trójki gra tej chwili w najsilniejszym teamie. Wyniki zespołowe czy sympatyzowanie z jakimś klubem raczej na ocenę poszczególnych graczy wpływać nie powinny.
    Dla mnie na tę chwilę, mimo słabszej gry na dystansie najlepszy jest Wall, głównie ze względu na bardzo solidną obronę i chyba największy atletyzm. Dalej stawiam Irvinga, ale Lillard jest tuż za nim, też się dobrze rozwija i zdecydowanie prezentuje największą dojrzałość na boisku.

  6. kokos pisze:

    Lillardzik poprawi selekcje rzutów i wjazdy pod kosz i moze nie będzie tak efektowny jak Kyrie, Westbrook czy też Paul ale z takim rzutem, zimną krwią i mentalnością jest to meterial nawet na top 5 graczy ligi w najbliższych 2-3 latach

  7. amon pisze:

    Czyly zasadniczo-pobieżnie się zgadzamy,że Damian ma to coś

  8. amon pisze:

    Sam fakt,że w artykule o Kyrie wszyscy piszą o Lillardzie…to już coś świadczy

  9. Cosmo111 pisze:

    Jeszcze coś o czym sporo osób zapomina, a może po prostu o tym nie wie. Dużo się pisze o rozwoju tych graczy, o tym, że Lillard jest najbardziej dojrzały, ale warto przypomnieć, że choć Kyrie jest w lidze dłużej to jest o 2 lata od niego młodszy. Baa, Lillard jest nawet starszy od Walla, a wszystko przez to, że na uczelni Weber State grał aż 4 lata. Tam był mózgiem ekipy, tam „okrzepł”, bo to do niego zawsze należały najważniejsze akcje i od niego zależały losy drużyny, praktyki miał więc delikatnie mówiąc sporo. Więc jeśli ktoś wysuwa argument, że Damian jeszcze się rozwinie to ja dodam: „Spokojnie, dajmy też czas Irvingowi. Zobaczymy gdzie on będzie za dwa lata”. Doświadczenie też swoje robi….

  10. woy pisze:

    Irvinga jednak cechuje kruchość i tendencja do łapania kontuzji. Niestety to może być ten decydujący aspekt w dalszej fazie kariery.

  11. Zdzichh pisze:

    Lillard z całej tej trójki faktycznie jest najlepszy w końcówkach. A może i najlepszy w lidze. Nie boi się. I może właśnie to wynika z tych 4 latach w college’u? Bo jak gracz na uczelni spędza rok, czy góra dwa to nie przejmuje tam aż takiej odpowiedzialności. Ma duży bufor bezpieczeństwa, że jak nie wyjdzie mu to odpowiedzialność się bardziej rozmywa. A w przypadku Lillarda i gry na PG oraz 4 lata na uczelni to ostatni sezon na pewno był najbardziej odpowiedzialny za drużynę. Nie oglądałem go w NCAA, ale może dobrze przepracowane 4 lata zabierają kilka lat z NBA, ale za to uczą koszykarza mentalnie do gry lepiej niż rok w college’u?

    Lillard ma jeszcze jedną ważną cechę – często zaczyna ze słabą skutecznością, ale nie szkodzi to drużynie. Ale jak trzeba gonić, albo budować przewagę to lepiej dzieli się piłką oraz lepiej rzuca. Coś na zasadzie, że na początku pozwala sobie na więcej, ale rezygnuje z tego jak widzi, że mecz może być zagrożony. To bardzo ważna cecha, bo niektórzy nawet w końcówkach nie potrafią grać dla drużyny, a dla swoich cyferek lub sławy.

    Irving na pewno ma wielkie możliwości. Ale czy byłby w stanie pokierować ekipę do sukcesów w PO? Mam wątpliwości. Lillard teraz często przejmuje mecze w PTB i widać, że go to nie przeraża grać przeciwko najlepszym. Wall nie jest wyborny w końcówkach, ale ma Beala, a na przestrzeni całych meczów prezentuje się na najlepszego PG z tego grona. Ale też czasem przesadza z grą pod siebie razem z Bealem. Ale on mógłby się nadawać do gry z Bealem i bardzo dobrym PF/C (jak Aldridge/Love/M.Gasol/Horford) i byliby jednym z faworytów w konferencji. A co z Irvingiem? Ciągle mam wrażenie, że nie potrafiłby grać z kimś ważniejszym od siebie. Nie wiem, czy potrafiłby grać drugie skrzypce jak Lillard w PTB. A Irving sam otoczony zadaniowcami to granica PO w słabej konferencji, czego teraz jesteśmy świadkami. Irving z tego trio wygląda na najbardziej przekonanego o swoich umiejętnościach lidera i prowadzenia ekipy. Dlatego nie wiem, czy powoli nie wpada w pułapkę swojej pewności siebie. I nie będzie chciał drugiego all stara, bo straci na tym. Coś na zasadzie Melo, czyli znakomity gracz w ataku, ale nie lubiący towarzystwa innych. I chciałby coś wygrać w tej lidze, ale najlepiej jako lider, dominator w ataku, a reszta niech tyra w obronie, dostarcza piłkę i trafia jak im się poda. A Irving statystyki może i poprawia (ale już nie w tym sezonie), ale wpływu na drużynę nie, mimo że przy takiej mizerii na Wschodzie oraz całkiem niezłym składzie powinien to zrobić. Wiem, że wiele zależy od „supportu”, który to Lillard ma z nich zdecydowanie najlepszy, ale Cavs personalnie to na pewno ekipa na 5-6 miejsce w konferencji, a póki co są daleko za PO. Czy to wszystko wina Browna? Oby, bo jego wymienić można. I oby Cavs to w końcu zrobili. Ale Irving na kilka lat w Cavs utknął, a to toksyczna organizacja dla graczy. Co roku spadają do wysokiego picku, co roku nadzieje przed sezonem są wielkie, ale po kilkunastu słabych meczach zapada decyzja o tankowaniu. Ile potrzebują draftów, aby zebrać odpowiednio dużo talentu? Tym bardziej, że ten talent jest. A jak nie pasuje dany zawodnik to sporo graczy Cavs ma niezłą wartość i można pohandlować i szukać kogoś bardziej potrzebnego do ekipy. I co? Za miesiąc znowu zaczną tankować, wyciągną znowu kogoś z wysokim pickiem i znowu dadzą ciała za rok? Czy może liczą, że jak spadną do 3-4 picka to wybiorą kogoś z czołówki draftu – Randle czy Embiid? Jeśli tak to powodzenia w marnowaniu kolejnego roku. A znając Cavs i tak wybiorą źle. Bo z tak wysokimi pickami to bardziej niż na potrzeby powinno się patrzeć na talent. A oni potrzebowali trójki to wzięli Bennetta, bo MCW, czy Burke, albo Oladipo grają PG/SG, gdzie są Irving i Waiters. No i co? Trzeba było ich brać i handlować, a nie wybrać fatalnego gracza, bo SF nie mamy. Dlatego tam nigdy nie będzie dobrze. I wcale to nie wynika z faktu, że Cleveland to zadupie dla Amerykanów. Bardziej chodzi o idiotyczną organizację, która nie wie sama czego chce. I to nie rok, czy dwa, ale od czasu odejścia Jamesa.

    A jeśli chodzi o „młodych” PG to podoba mi się trochę starszy od tej trójki – Teague. Z roku na rok postępy. Rzuca za 3 nadal średnio, ale jest atletyczny, szybki, niezły w dryblingu, dobrze rozgrywa i podaje. Na pewno od tej trójki lepszy nie jest, ale chodzi o to, że czasem warto mieć gracza mniej medialnego, czy tak dobrze rokującego, ale za to potrzebnego drużynie. A Teague w Hawks odnajduje się naprawdę wspaniale i gra na bardzo wysokim poziomie. A mało kto to docenia. Teague ma w Hawks Millsapa i Horforda (ale już kontuzja), a reszta graczy (także Korver, Carroll czy Williams) to gracze zadaniowi z konkretnymi umiejętnościami potrzebnymi tej drużynie. I co? Skład mocniejszy od Cavs? Personalnie na pewno nie, ale znacznie lepiej poukładani. Dlatego te cyferki co kręci Irving póki co są imponujące, ale nie mają aż takiego znaczenia dla drużyny. Wielki wpływ na to ma skład drużyny, ale bez przesady – Cavaliers na pewno nie mają ekipy na tak niskie miejsce. Powinni być spokojnie w okolicach Wizards. A jeszcze kilka porażek i Cavaliers znajdą się w TOP3 ligi od dołu. Jeśli chodzi im o draft to idzie im nieźle, ale chyba mieli o PO walczyć, a nie o Parkera/Embiida/Smarta/Wigginsa/inny gracz, który pójdzie wysoko w loterii draftowej.

    Wiem, że mocno odbiegałem od tematu, ale gra Cavs to wielki problem. Jeśli wynika z mentalności Irvinga (chęć bycia niekwestionowanym liderem) to może zostać jak Melo, czyli bardzo dobry gracz, ale z łatką gracza z którym nic nie wygrasz. A jeśli wynika z idiotyzmu właścicieli Cavs (znacznie bardziej się skłaniam do tej wersji) to gra tam przez 6-7 lat też będzie miała wielki wpływ na samego Irvinga. Ale czy pozytywny to nie wiem. Dlatego możemy się spierać o talent, umiejętności, czy podatność na kontuzje, ale czynnik w postaci zespołu jest również ważny. I tutaj Lillard czy Teague mają przewagę nad Wallem (Wizards do niedawna było pośmiewiskiem ligi) i Irvinga, bo PTB i Hawks to obecnie „zdrowe” organizacje na parkiecie i poza nim. I gra w takim środowisku lepiej służy rozwojowi niż męczarnie z Bennettem, Waitersem i zachciankami Bynuma.

  12. amon pisze:

    Zdzichh,chyba fan Cleveland? Pojechałeś…i słusznie po strategii Cav’s. Odnośnie powiedzenie,że od czasów LBJ…nie mieli wyboru i wybrali najlepszego( słudznie),a wcześniej też bez szału. A pamiętam wspaniałych cavs Larry’ego Nance’a,Dougherty’ego,Ehlo i młodego Brandona(pózniej),że o M.Price nie wspomnę(a propos,kiedy enbiej all-time draft?…rezerwy)…dobra,idę do pracy…hej

    • Zdzichh pisze:

      Fan? Raczej coś przeciwnego. Jestem zdumiony po prostu, że idioci pracują nie tylko w Knicks. A strategia Cavs? W sumie istnieje. Spadają do TOP5 draftu, biorą przeciętnego gracza, który i tak przebić się nie może. A niektórzy wybierają z niższymi numerami i robią z graczy lepszy użytek. Po LBJ wybrali Kyrie. I to ostatnia ich dobra decyzja. Potem samo pasmo mniej lub bardziej idiotycznych ruchów. Od 2011 roku mieli 4 picki w TOP5. Irving to dobry ruch, T.Thompson to też nie najgorsza decyzja, ale zaraz za nim był Valanciunas w drafcie, Walker, K.Thompson, Leonard czy Vucevic są teraz lepsi. Rok później wybór Waitersa przy czym po nim jest co najmniej 5 graczy, którzy są lepsi lub już wkrótce będą. Ale w 2013 roku przeszli samych siebie biorąc Bennetta.

      Ale mniejsza z tymi wyborami. Teraz znowu kroczą drogą po wysoki pick. I kogo wezmą? W TOP 5 pójdzie Parker, Embiid, Smart, Wiggins, Randle. Stawiam, że jak im Parker, Wiggins i Randle przejdą koło nosa to pocelują w Hooda albo innego SF. Akurat w graczy na tę pozycję draft jest bogaty. Więc jak trafią nawet do TOP 6-7 to nie da się źle wybrać chyba. Ale jak okaże się, że skończą na 10-12 miejscu? Tutaj się nie zdziwię jak znowu wybiorą kogoś źle. To Cavs. Tutaj to jest możliwe mimo, że w drafcie jest kilkunastu solidnych graczy, a przynajmniej tak się o nich mówi. Ale co jak spadną na to właśnie 10-12 miejsce i trafią nawet gracza solidnego, ale nie kolejnego franchise’a? Znowu rok tankowania po gwiazdkę? I do kiedy to? Niedługo potem zacznie Irving narzekać i chcieć odejść i znowu powód do tankowania? W tej drużynie nikt nie bierze odpowiedzialności za wynik, bo zawsze można zacząć tankować. A po drugie Irving jest u nich uwiązany na lata. Dlatego coraz głośniej się mówi o zmianach w loterii draftowej, co byłoby wg mnie rozsądne. Ponadto możliwe, że zrobią porządek z możliwością wyrównywania ofert przez macierzysty klub. Bo w ten sposób fatalna organizacja jaką jest Cleveland może Irvinga trzymać do 30-stki prawie.

      I ja nie mam nic przeciwko budowaniu ekip przez draft. Są poszczególne przypadki gdzie drużyna w ciągu 2-3 lat wyciągała kilku graczy i zbudowała rewelacyjne drużyny. Ale czy to nie dziwne, że od lat powtarzają się te same zespoły? Choćby Kings, Bobcats, Cavs czy nawet Wizards? One wyciągają „teoretycznie” najlepszych graczy z draftu i psują ich, niszczą. A ekipy wybierające pod koniec pierwszej, albo na początku drugiej to solidne ekipy, które wyszukują kto jest im potrzebny i jak go dostosować do ekipy. Tam są dojrzali gracze, którzy uczą ich etyki pracy, a także poprawiają ich umiejętności. A jeśli jedyną strategią kilku ekip jest tankowanie, wybór z wysokim pickiem i dalsza fatalna gra i powtórzenie schematu to widać, że te przepisy są chore. Bo niektórzy nie potrafią się nauczyć niczego. Dlatego metoda Zacha Lowe’a byłaby optymalna. Zero tankowania ekip, bo po co? Ilość porażek nie zmienia niczego. Z góry wiesz kiedy wybierasz. A ponadto zniknie wymówka na słabe prowadzenie ekipy i potem ogłaszanie, że tankujemy po pick (znowu). Może to powtarzam po raz któryś, ale bezmyślność i idiotyczne decyzje niektórych zespołów powodują, że nie da się inaczej. Bo sami Cavs patrząc na to, które mieli picki i jacy gracze byli dla nich dostępni (wiadomo, że nie każdy wypali, a niektórzy wyskoczą nieoczekiwanie, ale w tych słabych drużynach nikt na ogół nieoczekiwanie nie wyskakuje, a większość to wręcz odwrotnie – zawodzi) to teraz powinni być w półfinale konfy patrząc na siłę Wschodu. A znowu tułają się w okolicach 24-25 bilansu w lidze. A do TOP 3 już mają bliziutko. Serio potrzebują tego draftu, żeby ich drużyna dostała się choćby do PO? Jeśli tak to na miejscu fanów Cavs byłoby mi wstyd za dyrektorów, właścicieli i trenerów. Jakiś normalny właściciel z tych picków, potencjału i talentu zrobiłby ekipę co najmniej na granicy PO, a w takim sezonie jak ten to nawet na półfinał konfy. Taka Atlanta nie ma wiele talentu, ani wybornych graczy, ale na te PO się łapią. A jak teraz wszyscy dołują to wejdą zapewne nawet do półfinału konferencji. Skoro Atlanta może czy Bobcats z Wizards to Cleveland powinno to zrobić na kompletnym luzie, a skończą zapewne pod koniec ligi.

    • Elwood pisze:

      Fajna rozprawka Zdzichh, dobrze się czytało. Też się często zastanawiam nad ideą tankowania. O ile sezon czy dwa z rzędu jestem w stanie zrozumieć bo różne sytuacje się zdarzają typu odejście gwiazdy lub kontuzje i wtedy zamiast szarpać się o 1 rundę PO lepiej odpuścić i przegrupować szeregi. Ale niektóre zespoły typu Cavs robią to notorycznie i ja się dziwię kibicom że jeszcze tam przychodzą na mecze bo ileż można czekać na koniec tej mitycznej przebudowy ?

    • Woy pisze:

      Price-Ehlo-Wilkins-Nance-Daugherty (co to były za czasy kiedy trzech Kawalerzystów gościło w ASG 1993) :-) Marka Price bardzo ceniłem, za IQ, a jego rzut zza łuku był dla mnie klasyką.

  13. amon pisze:

    Do redakcji: proszę,przestawcie czas,bo już pomyślałem,że się spózniłem…ssstresik;-)

  14. sasoo pisze:

    jedna Refleksja… QCIN – wcielaj się teraz w Gma Cavs :) chyba że juz było, bo skleroza noworoczna jeszcze mnie nie opuscila

  15. amon pisze:

    Zdzichh,z tym fanem to ironia była,napewno zauważyłeś. Fajnie i obszernie wyłuskałeś to,co również mi leży na wątrobie. Częściej udzielaj się na forum enbiej:)

  16. amon pisze:

    Przyłączam się do prośby Sasoo. Qcin,dawaj Cavs…już się zastanawiam ,jaki walniesz tytuł z motywem przewodnim;-)

  17. amon pisze:

    Do tego John”Hot Rod” Williams. Pamiętasz 148-80 (chyba) z Miami? Do meczu Indiany z Portland był to rekord ligi

  18. amon pisze:

    Chyba mi się pomyliło…jaki był wynik Indiana-Portland ok. 10 lat temu,128-64??

  19. amon pisze:

    O Bożżże,sprawdziłem…124-59,o Bożżże…dzień wcześniej ptb pojechali bulls z Jordanem

    • blazers.pun.pl pisze:

      Chyba z tej radości ostro sobie popili tamtej nocy.

  20. amon pisze:

    Hehe,zwłaszcza,że wesołą ekipkę mieli…Rasheed,Rider,Stoudamire,B.Grant.Jak to było? Portland Jail Blazers?

  21. Wi-Fi pisze:

    Słuszne uwagi,drużyny w NBA powinny walczyć o playoff,a nie o numer jeden w drafcie.

  22. Adrian89 pisze:

    Zgadzam się co do draftu. Jednak tutaj przewija się fakt że Portland jest tak dużo silniejszą kadrowo ekipą od Cavs. A to w sumie chyba jednak nie prawda. To że gra wszystko trener poukładał i chemia jest fajna to jedno. Ale jednak przed sezonem nikt nie mówił o tym że Portland jest takie silne. Ba Cavs byli pewniakiem do PO mieli być na 5 miejscu -6 wschodu. A Portland w większość prognoz plasowali się na 10-12 miejscach na zachodzie. Więc jednak skład kadrowy tak dużo lepszy nie jest.

  23. Woy pisze:

    Wiadomo jednak było, że Lillard – bez kontuzji – będzie się piął wysoko a jego akcje dwójkowe nabiorą tempa. Można było liczyć na postęp drużyny po dojściu obwodowych jak Wright, Williams czy przy pozyskaniu Lopeza (pod kosz do pomocy L.A.). Oczywiście dzisiejszy wynik to MEGA zaskoczenie.
    P.S. liczyłem na rozwój Meyersa Leonarda.

  24. amon pisze:

    Racja,ja dalej liczę,podobnie jak na Willa Bartona…o C.J.u wspominałem. W następnym sezonie Leonard wyprzedzi Freelanda w walce o minuty.Tak myślę…co do cavs,niech zostawią Kyrie,Thompsona i Jacka,a reszta wpiz…u

    • Cosmo111 pisze:

      W pi**u to niech Brown idzie… rotacji nie potrafi ustawić, gra też niepoukładana, do tego na przykład totalnie odstawił Karaseva. Widziałem go i w młodzieżówkach i w Triumphie i na Uniwersjadzie, gdzie rywalizował z Kanadą, w przygotowaniach mieli też sparing z USA, wiadomo, goście z NCAA, a spokojnie wygrywał z nimi rywalizację. A już na pewno jest graczem lepszym niż Dellavedova… (swoją drogą Australijczyk mnie zaskoczył, dotychczas za największego anty-atletę w NBA miałem Chrisa Quinna, ale nie wiem czy obrońca Cavs by z nim nie przegrał…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *