Pacers za mocni dla Nets

Brooklyn spotkaniem z Indianą rozpoczął ciężką trzy meczową serię wyjazdową, w trakcie której zmierzy się jeszcze z San Antonio Spurs i Oklahomą City Thunder. Wyrwanie choćby jednego zwycięstwa byłoby dużym sukcesem, ale szanse na to są bardzo niskie i ciekawe czy po ewentualnych trzech porażkach właściciel zespołu będzie miał jeszcze cierpliwość zarówno do trenera, jak i generalnego managera drużyny.

Jeszcze w pierwszej połowie dzisiejszego pojedynku, spotkanie było bardzo wyrównane. 5 razy na tablicy wyników odnotowano  remis, a prowadzenie zmieniało się 8-krtonie to na korzyść jednej, to na korzyść drugiej drużyny.

Warto podkreślić, że koszykarze obu zespołów trafiali na wysokim procencie, Pacers – 54 proc., Nets – 50 proc. i jak gospodarze potrafili utrzymać dobrą dyspozycję strzelecką w drugiej części meczu, tak rzuty gości nie wpadały już tak często.

Przyjezdnych, co często zdarza im się w tym sezonie, pogrążyła trzecia kwarta. Właśnie wtedy Indiana zanotowała run 11-3, w czasie którego Nets 4-krotnie stracili piłkę w 5 kolejnych posiadaniach, odskoczyła na 11 punktów i już do końca meczu spotkania utrzymywała przewagę.

Goście co prawda próbowali jeszcze walczyć, ale nie byli w stanie zbliżyć się na mniej niż 7 oczek, a ponadto  czwartej ćwiartce defensywa miejscowych zatrzymała ich na tylko 15 punktach i 5 trafionych rzutach na 14 prób (35,7 proc.).

Dodatkowo Pacers w ostatniej części spotkania powiększyli jeszcze swoją przewagę i kiedy Paul George trafił pullup jumpera na nieco ponad 2 minuty do końca, zrobiło się plus 16 i było już po meczu.

Dla gospodarzy tradycyjnie najwięcej rzucił George, autor 24 punktów, trafiając 9 z 13 rzutów z gry, w tym 3 z 6 za trzy. Oprócz niego cała pierwsza piątka zanotował podwójną zdobycz punktową. David West dodał 10, Roy Hilbert 11, George Hill 21, a Lance Stephenson po raz kolejny flirtował z triple-double na 23 oczka, 9 zbiórek I 7 asyst.

8 punktów zdobył w swoim czwartym meczu po powrocie po kontuzji Danny Granger i co ciekawe, kiedy trafił lay up w pierwszej kwarcie, to były jego pierwszy trafiony rzut spod kosza w tym sezonie. Wcześniej spudłował 10 takich prób. 30-latkowi brakuj na razie skuteczności, bo do tej pory trafił tylko 8 z 31 rzutów (25,8 proc.), z czego 6 z 14 za trzy i 2 z 17 za dwa.

Najskuteczniejszy w zespole Nets był Paul Pierce, który rzucił 18 punktów z 14 rzutów. 17 dodał Mirza Teletovic, 14 Deron Williams, a 10 z ławki Alan Anderson. Tylko 9 oczek, 4/12 z gry, zdobył Joe Johnsona, a jedynie 2 punkty z 5 rzutów Kevin Garnett.

Gościom brakowało przede wszystkim kogoś pod koszem, bo przegrali walkę na tablicach 28-41, a wobec kontuzji Brooka Lopeza i braku z powodów osobistych w drugim kolejnym meczu Andray’a Blatche na centrze musiał wyjść Garnett.

Kolejny mecz obie drużyny zagrają we wtorek. Nets zmierzą się na wyjeździe z San Antonio Spurs, natomiast Pacers podejmą u siebie Cleveland Cavaliers.

Brooklyn Nets – Indiana Pacers 91:105 (27:29, 29:29, 20:28, 15:19)

http://youtu.be/KKOhkMa63_E

Liderzy zespołów:

Punkty: Pierce 18 – George 24

Zbiórki: Garnett 7 – Stephenson 9

Asysty: Williams 6 – Stephensons 7

Przechwyty: Pierce  3 – George 3

Bloki: Williams 2 – Hibbert, Mahinmi 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

3 komentarze

  1. Autor pisze:

    Wobec problemów wielu ekip z kontuzjami, jak na razie Pacers wydają się mocni jak diabli. Nets nawet szli z nimi cios za cios przez pewien moment. W drugiej kwarcie wyszli na prowadzenie nawet 6 punktami, ale wtedy pociąg Pacers odjechał a Nets zostali na dworcu :)
    Natomiast Bosh ograł Blazers to jest hit dnia :O

    • karawka pisze:

      i dlatego jest to potwarz dla Trail Blazers. Jakoś w meczu z Thunder Pacers zmiękła rurka… Wiadomością dnia jest to że Oklahoma wraca na miejsce numer 1.

  2. Adrian89 pisze:

    Ja bym nie przesadzał z dramatyzowaniem przegranej Portland. Bosh ograł rok temu Spurs a oni i tak byli piekelnie mocni. A Miami grało bez Wade’a i Jamesa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *