Telegram z Enbiej – 27/12/13 – Knicks znów przegrywają, zwycięstwa Jazz i Kings

(14-17) Detroit Pistons 92 – 109 Orlando Magic (9-20)

Orlando Magic wygrali pierwsze domowe spotkanie w tym miesiącu. Magicy od początku aż do samego końca kontrolowali wynik i mogą pochwalić się wreszcie bilansem powyżej 30% zwycięstw.

Kluczem do sukcesu okazał się występ na poziomie All-Star, Arrona Afflalo, który zdobył dzisiaj 23 punkty i zrobił to na znakomitej skuteczności 9/11 z gry. Niezłe zawody rozegrał również Victor Oladipo – career-high 11 asyst i 16 punktów, przy tylko jednej stracie. Jeden z pierwszych bardzo dobrych występów od powrotu na parkiet po kontuzji zapisał na swoim koncie Tobias Harris – zdobywca 16 punktów i 10 zbiórek.

Josh Smith coraz bardziej przekonuje ekspertów ligi, że jest zawodnikiem bardzo przecenianym, a jego transfer do Detroit Pistons jest jednak niewypałem. Dzisiaj zaledwie 5 punktów będąc zaledwie 2-13 z gry. Ciekawy statline zaprezentował też Kentavious Caldwell-Pope, który w niemal 24 minuty nie zdobył żadnej asysty, żadnej zbiórki i nie był w stanie nawet zapunktować.

Najlepsi: Arron Afflalo (23 punkty, 9-11 FG), Nikola Vucević (20 punktów, 11 zbiórek), Victor Oladipo (16 punktów, 11 asyst), Tobias Harris (16 punktów, 10 zbiórek) – Brandon Jennings (21 punktów, 8 asyst)

(6-23) Milwaukee Bucks 93 – 104 Brooklyn Nets (10-19)

Powrót na boisko po kilkunastu tygodniach Larry’ego Sandersa nie pomógł zespołowi z Wisconsin na odniesienie dopiero siódmego zwycięstwa w tegorocznej kampanii. Lepsi okazali się tym razem Brooklyn Nets, którzy postawili bardzo mocno na small-ball. Wyszli piątką Williams-Livingston-Johnson-Pierce-Garnett, a dużo minut na środku dostał też Teletović.

Spotkanie zupełnie bez historii. Siatki Jasona Kidda od początku przejęli to spotkanie i nie wypuścili już wyniku. Nieźle zaprezentowali się Paul Pierce i Kevin Garnett, ale dzięki wynikowi dostali kilkanaście minut wolnego.

Do zwycięstwa Brooklyn poprowadzili rezerwowi – zmuszeni do grania jak starterzy – Shaun Livingston i Mirza Teletović. Kolejne rozczarowujące zawody rozegrał natomiast Deron Williams, który jest chyba w swoim najgorszym sezonie w karierze.

Po stronie Milwaukee oprócz powrotu Sandersa (10pkt, 7zb, 2blk + 6 fauli w ponad 20 minut) jedynym pozytywem był jeszcze Giannis Antetokounmpo – Greek the Freak miał 16 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki.

Najlepsi: Shaun Livingston (20 punktów, 6 asyst), Mirza Teletović (19 punktów, 6 zbiórek) – Giannis Antetokounmpo, Khris Middleton (15 punktów, 8 zbiórek)

(12-15) Toronto Raptors 95 – 83 New York Knicks (9-20)

W meczu zagrać nie mógł Carmelo Anthony, ale New York Knicks po pierwszych trzech kwartach mieli praktycznie wygrane spotkanie.

Nieźle spisywał się wówczas Tim Hardaway, który w zastępstwie za Melo i m.in. Imana Shumperta dostał pokaźną liczbę minut na parkiecie – zdobył 15 punktów. Oprócz niego przyzwoicie zagrali też Beno Udrih – 15 punktów i 10 asyst. Rzuty ograniczył dzisiaj J.R. Smith (7-15 z gry) i wyglądało to całkiem nieźle – miał 17 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst, a 18 „oczek” i 12 zbiórek dołożył Andrea Bargnani.

To by było jednak na tyle jeżeli chodzi o New York Knicks. Jeszcze-zespół Mike’a Woodsona odniósł 20 porażkę w sezonie i jest 4-12 u siebie, w mecce koszykówki Madison Square Garden po fatalnej czwartej kwarcie. Toronto Raptors dowodzeni przez DeRozana i Valanciunasa zupełnie zdominowali NYK i zatrzymali ich na 12 punktach w 12 minut, sami zdobywając aż 29.

Dinozaury wyjechały z Nowego Jorku jako czwarty najlepszy zespół Konferencji Wschodniej (bilansem byliby niżej, zasady dotyczące dywizji, której Raps są liderem). Co ciekawe Raptors są już 8-7 na wyjazdach, za to u siebie w Toronto przegrali 8 spotkań z 12.

Ile jeszcze potrwa „Knicks Basketball” Mike’a Woodsona?

Najlepsi: Jonas Valanciunas, DeMar Derozan, Kyle Lowry (15 punktów, 11 asyst) – Andrea Bargnani, J.R. Smith, Beno Udrih, Tim Hardaway

(12-14) Washington Wizards 98 – 120 Minnesota Timberwolves (14-15)

To był idealny pokaz sił Wschodu w starciach z Zachodem. Rezultat takiego pojedynku – niby-równych bilansem – ukazany powyżej. Washington Wizards zostali zmiażdżeni w Minneapolis, prawdziwy blowout. Marcin Gortat został totalnie zdominowany przez duet Peković-Love i Randy Wittman postanowił dać Polakowi tylko 24 minuty.

Najbardziej Wizards nie powinna jednak boleć sama porażka, która wciąż pozwala bowiem cieszyć się miejscem w pierwszej ósemce Konferencji. Zespół z Waszyngtonu stracił bowiem na jakiś czas Bradleya Beala, którego koledzy z zespołu musieli znosić z parkietu do szatni z powodu kontuzji.

Marcin Gortat: 8 punktów, 7 zbiórek w 24 minuty

Najlepsi: John Wall (26 punktów, 7 asyst) – Kevin Love (25 punktów, 11 zbiórek), Nikola Peković (18 punktów, 10 zbiórek), J.J. Barea (17 punktów, 4 asysty, 8-10 z gry w 19 minut)

(14-14) Denver Nuggets 89 – 105 New Orleans Pelicans (13-14)

Dwa równe zespoły, które walczą o 8 miejsce na Zachodzie spotkały się dzisiaj w Nowym Orleanie. Było to bardzo ważne starcie dla obu ekip. Przed meczem podano informację, że po stronie Nuggets ostatecznie z gry wypada Kenneth Faried, a dla Pelicans nie zagrają Eric Gordon i Jason Smith.

Spotkanie jednak bez większych historii. New Orleans Pelicans od początku objęli prowadzenie, a Denver Nuggets nie udało się zbliżyć do gospodarzy na mniej niż 6 punktów (taka przewaga utrzymała się też swoją drogą przez jedynie kilkanaście sekund). Jest to o tyle dziwne, bowiem Pelikany radzić sobie musiały również przez dłuższy czas bez Anthony’ego Davisa i Jrue Holidaya, którzy mieli problemy z faulami. Mimo tego ten pierwszy w 28 minut miał 17 punktów, 7 zbiórek i 4 bloki, a Jrue w 29 minut zdobył 17 punktów i 8 asyst i totalnie zdominował Ty Lawsona gdy był na boisku.

Najlepszy występ zanotował dzisiaj jednak kolejny raz Tyreke Evans. Rookie of the Year z Sacramento prezentuje formę równą sprzed kilku lat kiedy to sięgał po wspomnianą statuetkę. Zanotował 19 punktów, 10 asyst i 7 zbiórek – było bardzo blisko drugiego triple-double w sezonie. Evans w ostatnich czterech spotkaniach notuje blisko 19 punktów, 10 asyst i 8 zbiórek.

Denver Nuggets przegrali piąte spotkanie z rzędu, a kolejny raz poniżej 30% z gry zagrał Ty Lawson. Zespół Briana Shawa przeżywa duży kryzys.

Najlepsi: Tyreke Evans, Anthony Davis, Jrue Holiday, Ryan Anderson (16 punktów, 10 zbiórek) – Wilson Chandler (22 punkty, 9 zbiórek), J.J. Hickson (16 punktów, 10 zbiórek)

(13-17) Los Angeles Lakers 103 – 105 Utah Jazz  (9-23)

Jeżeli Utah Jazz wygrywają to robią to zawsze w dobrym stylu, po emocjonującym spotkaniu i wygrywają – mimo wszystko – z dużymi klubami. Dziewiątą wygraną w tym sezonie odnieśli przeciwko Los Angeles Lakers, ale nie przeszkadza im to w byciu wciąż najgorszą ekipą Konferencji Zachodniej na który zaszczyt tak bardzo pracują.

Spotkanie było wyrównane przez wszystkie 48 minut, a zadecydowały dosłownie ostatnie sekundy. Początkowo bardzo ważne punkty z linii rzutów na remis zdobył Jordan Hill. Mieliśmy na tablicy wyników 103 – 103. Wówczas blisko 20 sekund na rozegranie akcji mieli Jazzmani – piłkę w swoje ręce dostał bardzo dobry tej nocy Gordon Hayward. Spudłował po wejściu pod kosz. Przy całym zamieszaniu Robert Sacre i Jordan Hill nie przypilnowali jednak Derricka Favorsa, popełniając błąd niczym debiutanci. Favors bez większego wysiłku zgarnął piłkę i wpakował ją do kosza na 2 sekundy przed końcem spotkania. Szansę na wygranie spotkania mieli więc jeszcze Lakersi. Wyprowadzona piłka została dostarczona do Jodie’go Meeksa, który jednak spudłował rzut niemal 5 metrów za linią trzypunktową.

„Myślę, że to mój pierwszy game-winner. Znakomite uczucie, ale gramy znów jutro więc trzeba o tym szybko zapomnieć i przygotować się do następnego meczu.” – mówił po wygranej z Lakers, ucieszony Derrick Favors.

Najlepsi: Chris Kaman (19 punktów, 10 zbiórek), Nick Young (21 punktów), Jordan Farmar (16 punktów, 7ast, 7zb) – Gordon Hayward (24 punkty, 5 zbiórek, 9 asyst), Derrick Favors (18 punktów, 14 zbiórek)

(22-7) Miami Heat 103 – 108 Sacramento Kings (9-19) [OT]

Heat liczyli, że uda im się przywieźć wygraną z Sacramento dając jednocześnie odpocząć Wade’owi, Allenowi i Andersenowi. Cousins, Gay i Thomast mieli jednak inne plany.

Prowadzeni przez nich goście nie tylko odrobili 17 punktów straty z pierwszej połowy, ale także doprowadzili do dogrywki, w której byli już zdecydowanie lepsi od ekipy Spoelstry.

Jakby tego było mało, prowadzący w tym meczu Heat LeBron James nabawił się kontuzji pachwiny i jego status przed kolejnym spotkaniem jest niepewny.

Najważniejsze statystyki: Kings zdominowali strefę podkoszową (60 do 38) i robili gości na desce (51 do 35).

Najlepsi: LeBron James (33 punkty, 8 zbiórek, 8 asyst), Chris Bosh (18 punktów, 7 zbiórek) – DeMarcus Cousins (27 punktów, 17 zbiórek, 5 asyst), Rudy Gay (26 punktów), Isaiah Thomas (22 punkty, 7 zbiórek, 11 asyst)

Rafał Kamieński

Prawdopodobnie największy fan New Orleans Pelicans w Polsce. Uwielbia twardą obronę i shooterów urywających się jej po zasłonach. Tęskni za czasami Alexa Fergusona w Manchesterze United. Twitter - @rkamienski pelicans.pl

1 Odpowiedź

  1. hades pisze:

    Kumacie że zmiana trenera w NY i tak gówno da jak tylko Melo gra na tym samym poziomie całe rozgrywki bo Smith i tak musi oddać milion rzutów zeby zdobyć więcej niż z 10 punktów, Felton tez gra gorzej niż rok temu Shumpert ma przebłysk raz na miesiąc ta drużyna już nic nie ugra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *