Telegram z Enbiej – 26/12/13 – dwie dogrywki w Cleveland, jedna w Portland, derby Teksasu i nowy rekord Hardena

(16-13) Atlanta Hawks 127 – 125 Cleveland Cavaliers (10-18) [2OT]

Aż dwie dogrywki mieli okazję obejrzeć fani w Quicken Loans  Arena i musieli być zadowoleni z widowiska jakie zobaczyli. Obie ekipy szły kosz za kosz, oglądaliśmy 12 zmian prowadzenia i 17 remisów, a najwyższa przewaga obu ekip wynosiła 7 punktów.

Był to bardzo ważny mecz dla Kyriego Irvinga, który w poprzednim starciu z Hawks spudłował wszystkie 9 rzutów z gry i skończył mecz z dorobkiem 0 punktów. W tym już w pełni się zrehabilitował, skończył mecz z 40 punktami, a 16 z nich zdobył podczas obu dogrywek. Jednak to nie on był bohaterem spotkania, przyćmił go nieco Jeff Teague. Rozgrywający Jastrzębi zdobył 34 punkty i rozdał 14 asyst.

Obaj gracze rozegrali pasjonujący pojedynek w dogrywkach, ale to Teague trafił dwa najważniejsze rzuty tego wieczoru – najpierw doprowadził do drugiej dogrywki, a potem trafił równo z końcową syreną rzut na zwycięstwo.

Podczas trwania pierwszej dogrywki kontuzji barku (wybicie) doznał lider gości Al Horford. Tego samego barku przez który musiał pauzować przez pół roku w ostatnim sezonie. Dzisiaj powinniśmy dowiedzieć się więcej na temat stanu centra Hawks.

Wracając do wydarzeń boiskowych to w na otwarcie OT 8 punktów dla Hawks zdobył Paul Millsap i to on utrzymał Hawks w grze. Potem 5 punktów zdobył Teague i udało się doprowadzić do drugiej dogrywki. Tam dużo lepszy start mieli Cavs, którzy byli +5, ale Hawks nadrobili to za sprawą trójek Pero Antica i Kyle’a Korvera, dla którego był to już 98 mecz z co najmniej jedną trafioną trójką. Kyrie cały czas walczył o wygraną, ale sam on to było nieco za mało i w efekcie Jeff Teague przesądził o zwycięstwie Jastrzębi.

Najlepsi gracze: Kyrie Irving (40 punktów, 9 asyst), Anderson Varejao (8 punktów, 17 zbiórek), Tristan Thompson (22 punkty) – Jeff Teague (34 punkty, 14 asyst), Paul Millsap (20 punktów, 11 zbiórek), Kyle Korver (20 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst)

(12-16) Memphis Grizzlies 92 – 100 Houston Rockets (20-11)

James Harden został pierwszym graczem w historii, który zdobył 27 punktów w meczu, trafiając tylko 2 próby z gry. Brodacz, aż 25 razy stawał na linii i trafił 22 próby. Dla Grizzlies była to 8 porażka z rywalem z Southwest Division, do tego dodajmy, że mają z nimi bilans 0-8.

Po stronie gości świetny mecz rozegrał Zach Randolph z 23 punktami i 17 zbiórkami, ale nie otrzymał wystarczającego wsparcia od partnerów. Tylko dwóch innych graczy przekroczyło 10 punktów, a 12 oczek Jamesa Johnsona było drugim wynikiem po stronie Grizzlies.

Miśki miały ten mecz wyłożony na widelcu, ale stracili 10 punkową przewagę w 4 kwarcie i ostatecznie przegrali. Przez 3 kwarty udawało im się robić to co zakładali, czyli zatrzymać rywali na jak najmniejszej liczbie punktów i pozwolili na jedyne 66 punktów Rakietom. W ostatnich 12 minutach Rockets dużo śmielej zaczęli sobie poczynać w ofensywie, zdobyły 34 punkty, głównie za sprawą Hardena, ale też bardzo duży udział miał przy tym Jeremy Lin.

Najlepsi gracze: Zach Randolph (23 punkty, 17 zbiórek), Mike Conley (11 punktów, 6 asyst), James Johnson (12 punktów, 5 zbiórek) – James Harden (27 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst, 22/25 z linii), Jeremy Lin (18 punktów, 6 zbiórek), Chandler Parsons (15 punktów, 11 zbiórek, 5 asyst)

(23-7) San Antonio Spurs 116 – 107 Dallas Mavericks (16-13)

Spurs zbili ławkę rywali 49-28 i to okazało się decydujące w tym meczu. Kluczową rolę odegrał w tym Danny Green, który rzucił 22 punkty na skuteczności 7/7 z gry i 5/5 za trzy. Po stronie rezerwowych Mavs 20 punktów zdobył Vince Carter, ale jedynym wsparciem jakie otrzymał był autor 8 oczek Samuel Dalembert.

Goście  rozegrali spotkanie bardzo mądrze, 42 razy stawali na linii osobistych (wykorzystali 32 próby) i cały czas trzymali Mavs na bezpiecznym dystansie. W końcówce pierwszej kwarty udało im się wyjść na 7 punktowe prowadzenie i przez cały mecz je utrzymywali.

Na każdy zryw Mavs udało się znaleźć odpowiedź. Gdy w 4 kwarcie gospodarze zanotowali serię 10-0 i byli tylko -3, kluczowe punkty rzucił Tim Duncan. Mimo, że Mavs wyglądali zdecydowanie lepiej w ostatniej ćwiartce meczu, Spurs dzięki bardzo mądrej grze przetrwali i zwyciężyli w derbach Teksasu.

Najlepsi gracze: Danny Green (22 punkty, 7/7 z gry, 5/5 za trzy), Tony Parker (23 punkty), Tim Duncan (21 punktów, 13 zbiórek) – Monta Ellis (23 punkty, 6 asyst), Dirk Nowitzki (25 punktów, 5 zbiórek), Vince Carter (20 punktów)

(20-11) Los Angeles Clippers 112 – 116 Portland Trail Blazers (24-5) [OT]

Trail Blazers mają bilans 14-1 w meczach, które kończą się różnicą mniejszą niż 10 punktów i wygrali również dzisiaj. Grający bardzo trudnego back-to-backa Clippers nie dali rady zwyciężyć w Portland, ale postawili bardzo mocny opór rywalom.

Przez cały mecz wynik oscylował w granicach remisu. Przy stanie 76-73 weszliśmy w ostatnią kwartę, gdzie Clippers mieli okazję, żeby złamać rywali, bo byli lepszą drużyną. Dzięki serii 11-0 udało im się wyrównać stan spotkania na niecałe 5 minut przed końcem.

W crunch time szalał Chris Paul, ale jego popisy nie wyprowadziły Clippers na bezpieczne prowadzenie. Na 5.8 sekundy przed końcem za trzy trafił Nicolas Batum, dzięki czemu doprowadził do dogrywki. W niej świetnie zagrał LaMarcus Aldridge, zdobywając 7 punktów. Na 20 sekund przed końcem na 3-punktowe prowadzenie Blazers wyprowadził Damian Lillard trafiając 2/2 z linii. Po chwili osobistego spudłował Jamal Crawford i Clippers wysłali na linię Wesleya Matthewsa. Ten nie zaprzepaścił szansy i wyprowadził swoją drużynę na +4 i ostatecznie Trail Blazers zwyciężyli w tym świetnym spotkaniu.

Najlepsi gracze: Chris Paul (34 punkty, 16 asyst), Blake Griffin (35 punktów, 11 zbiórek), Jamal Crawford (21 punktów) – LaMarcus Aldridge (34 punkty, 10 zbiórek), Wesley Matthews (19 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst), Nicolas Batum (19 punktów, 7 zbiórek)

6 komentarzy

  1. Cosmo111 napisał(a):

    Cavs – Hawks świetny mecz.
    Teaque – zdecydowanie za mało mówi się o nim i o całej Atlancie w tym sezonie, co można zrozumieć (mało medialna drużyna itp.), ale fakty są takie, że to kolejny sezon postępów tego gracza i na mnie przynajmniej (a oglądałem mecz wczoraj, z Heat i LAL – uprzedzam, nie nie jestem ich fanem) zrobił świetne wrażenie. Najwyższe średnie punktów, asyst, wreszcie zaczął też wykorzystywać swoją szybkość, co skutkuje zdecydowanym wzrostem liczby FT/mecz, do tego współpraca z wysokimi bardzo dobrze wygląda. Taka trochę uboga wersja D-Rose’a, bo styl gry mają bardzo podobny….

    Druga sprawa – ani słowa o urazach Carrolla i przede wszystkim Horforda, a to duży błąd. Oba wyglądały jednak dość poważnie. A przynajmniej takie były reakcje graczy, no i obaj na boisko już nie wrócili…

    Co do Cavs to ciężko coś powiedzieć. Nie ogarniam Browna i tych jego rotacji i ciągłych eksperymentów ze składem. Jeśli z piątki starterów trzech gra mniej niż 20 minut (a mówimy jednak o meczu z dwoma dogrywkami, a więc 58 minut gry) no to cholera jasna coś jest nie tak. Rozumiem, że Waiters się może nie dogadywać z Irvingiem, ale w takim razie może lepiej wstawić Jacka do s5? Teraz wchodzi z ławy i mu nie idzie, a wszyscy wiemy, że potencjał ma spory. Dwa, czemu mu nie idzie? Bo tak jak Waiters „zabierał” grę Irvingowi w s5, tak z ławki zabiera grę Jackowi (bo niemal zawsze są razem na boisku). No nie ogarniam, a może to raczej Brown nie ogarnia…

    Co do meczu PTB – LAC..
    Nie wiem, niby ekipa z Kalifornii się wzmocniła kadrowo, niby strzelb jest dosyć, ale wciąż ilekroć przychodzi do cięższego meczu to grę ciągnie tylko Cp3 i Blake. No może jeszcze Jamal stara się swoje dorzucić, ale reszta jakoś nagle zmienia się w statystów trochę. Tak było za Del Negro i tak na razie (co mnie dziwi) jest też za Doca (choć już mniej). Przy takiej kadrze to bench mob powinien być głównym atutem, a nie liczenie, że Cp3 wykręci 30-5-15 i wygra im mecz…

  2. GPRbyNBA napisał(a):

    Świetne zawdy Greena.
    Czemu jest tak mało o Hardenie? Jestem bardzo ciekawy jak doszło do tej ciekawej statystyki.
    Faulowali go za 3, na koniec meczu, Hak a Harden czy co?

    • Cosmo111 napisał(a):

      Z tego co oglądałem drugą połowę to po prostu nie dawali sobie z nim rady przy penetracjach. Lin w sumie mało grał z piłką, niemal cały czas była w rękach Brodacza, który co chwila się wpierdzielał pod kosz i nie mieli na niego recepty. Zresztą ogólnie dziwny mecz ze strony sędziów, 30 fauli Grizzlies, technik dla Z-Bo, który po meczu otwarcie powiedział, że to nie było spotkanie pięciu na pięciu tylko pięciu na ośmiu (pewno za to karę dostanie)

    • GPRbyNBA napisał(a):

      dzienks

  3. Autor napisał(a):

    Teague faktycznie świetny mecz 14 astyst ! i 34 pkt. ale Hawks brakuje zmienników na walkę poważne cele.
    Brodacz jest z każdym meczem lepszy i w większym stopniu staje się liderem z prawdziwego zdarzenia. Jak nie niszczy trójkami to rzutami osobistymi. Jak ma dzień to nie da się go zatrzymać z tym jego specyficznym stylem. Przy odpowiedniej pomocy ze strony reszty ekipy Rakiety są niesamowicie groźne. Grizzlies zredukowali „trójki” Rakiety więc Ci szli po łatwe punkty za „2”. Łatwość rzucania uważanych za zadaniowców graczy Rakiet jest na razie niedoceniana, ale u nich nawet ludzie z ławki Brooks, Casspi, Garcia są w stanie odpalić rakiety w nieoczekiwanym momencie. Mnie gra rakiet bardzo się podoba, bo lubię mecze z dużą ilością ciekawych akcji, a na Rakiety trzeba naprawdę ustawić niezłą defensywę, żeby ich naprawdę zatrzymać.
    Clippers w kolejnym meczu pokazują, że o poważne cele to oni nie zagrają, jeśli czegoś nie zmienią. W kolejnym meczu meczą się niemiłosiernie i momentami nie za bardzo wiedzą co grać, a wtedy gra Paul o czym coraz większa liczba ekip wie. Jak Clippers nie są postawieni pod ścianą to ich gra jest płynna. Po ścianą nagle zaczynają się gubić. Portland trochę na własne życzenie dali się dogonić na dogrywkę. Aldridge był trochę niewidoczny w dużej części meczu. W dogrywce odpalił jako lider. Jednak oni mają ludzi, którzy potrafią wziąć odpowiedzialność na plecy. To im wróży spore sukcesy. W tym meczu długi czas grę ciągnął Matthews. W końcówce genialnie zagrała Batum. Tego brakuje Clippersom, którzy są za bardzo jednowymiarowi.

  4. marcusC napisał(a):

    gdyby nie Chris Paul to by Clipersi dostali z 15-20 stoma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *