Lakers nie dali rady Heat

Nie było świątecznego cudu w Los Angeles, choć nie oznaczało to wcale, że w Staples Center zabrakło emocji. Po dwóch dość jednostronnych wcześniejszych spotkaniach, w których Bulls pokonali Nets, a Thunder przejechali się po Knicks, koszykarze Lakers jak równy z równym walczyli z zawodnikami Heat, pomimo tego, że z góry byli skazywani na porażkę. I choć ostatecznie przegrali, to nikt nie może im odmówić ambicji, woli walki i zaangażowania, a do sprawienia niespodzianki wcale dużo nie brakowało.

Gospodarze od początku sprawiali kłopoty przyjezdnym. W pierwszej kwarcie udało im się nawet wyjść na najwyższe w meczu, 10 punktowe prowadzenie po runie 11-0, które utrzymywali do połowy drugiej ćwiartki.

Wtedy 10 z rzędu kolejnych oczek dla Heat rzucił Chris Bosh, który wcześniej spudłował 6 kolejnych prób z gry. Przez dwie minuty ten trzeci w z Big 3 Miami był nie do zatrzymania dla Lakers i rzucił ponadto 13 z ostatnich 15 punktów gości w tej części meczu, i na przerwę Heat schodzili prowadząc 51-46. Te dwa pozostałe punkty były autorstwem LeBrona Jamesa, który zdobył je w najbardziej efektownej akcji wczorajszego Christmas Day.

Wcześnie, w pierwszej kwarcie również popisał się efektownym wsadem i również po asyście Dwyane’a Wade’a.

W drugiej połowie Heat próbowali odskoczyć, ale Jeziorowcy za każdym razem odrabiali straty. Szczególnie gorący był Nick Young. Swaggy P, który wcześnie rzucił tylko 3 punkty, trafiając tylko 1 z 8 rzutów z gry, w trzeciej kwarcie dał prawdziwy popis. Zdobył 11 oczek, trafiając 4 z 5 prób z gry, w tym nawet akcję trzy plus jeden i co ciekawe wszystkie oczka rzucił, kiedy krył go jeden z najlepszych obrońców lidze – James, w tym trójkę sprzed twarzy na zakończenie trzeciej kwarty, dzięki której miejscowi zmniejszyli stratę do tylko dwóch oczek przed ostatnią ćwiartką.

Pierwsze minuty ostatniej części spotkania były jeszcze wyrównane do stanu po 83. Wtedy jednak kluczowy run zanotowali Heat rzucając 9 punktów z rzędu i wychodząc na prowadzenie 92-83. Co prawda gospodarze zbliżyli się jeszcze na tylko 4 oczka, po celnym rzucie wolnym Jodiego Meeksa, ale to było już wszystko na co było ich stać tego wieczoru, tym bardziej, że na nieco ponad minutę do końca Mario Chalmers zebrał piłkę w ataku po własnym niecelnym floaterze i Heat mieli kolejne 24 sekundy na rozegranie akcji, które zamienili na punkty Wade’a.

Zrobiło się wtedy plus 6, dwóch kolejnych trójek nie trafili Meeks oraz Jordan Farmar i wynik celnymi osobistymi ustalił James.

Najwięcej punktów dla Miami zdobyli Bosh i Wade, po 23. Ten pierwszy zebrał także 11 piłek, a ten drugi był szczególnie skuteczny w czwartej kwarcie, kiedy rzucił 8 oczek i rozdał 3 ze swoich 7 asyst w całym meczu. 19 punktów z 14 rzutów zanotował James, z czego 10 w pierwszej ćwiartce. LeBron był dzisiaj słabo dysponowany na półdystansie i dystansie, skąd trafił tylko 1 z 8 rzutów. W pomalowanym był za to w 100 proc. skutecznym – 6/6. 12 punktów, trafiając 4 z 5 trójek zdobył Ray Allen.

W Lakers najskuteczniejszy był Young, który zdobył 20 oczek z 18 rzutów. 17 dołożył Meeks, rzucając 4-krotnie zza łuku na 10 prób, 14 z ławki dodał Xavier Henry, 12 Wesley Johnson, a double-double na poziomie 13 punktów i 13 zbiórek Pau Gasol. Tylko 3 punkty, 1/7 z gry i 4 straty zanotował powracający do gry po kontuzji Farmar.

Dla Heat było to już 5 zwycięstwo z Lakers podczas Christmas Day, 7 w tym sezonie z drużynami z Konferencji Zachodniej, a 19 z rzędu licząc również poprzedni sezon regularny.

W Los Angeles z powodu kontuzji nie mógł zagrać podczas Świąt po raz pierwszy od 1997 roku Kobe Bryant i szkoda, że go zabrakło, bo wtedy ten pojedynek mógł być jeszcze lepszy. Na koniec jednak nie zabrakło przyjacielskiej pogawędki z James i Wadem.

lebron-wade-kobe

Miami Heat – Los Angeles Lakers 101:95 (21:27, 30:19, 25:28, 25:21)

http://youtu.be/gM9lHLVtKoo

Liderzy zespołów:

Punkty: Bosh, Wade 23 – Young 20

Zbiórki: Bosh 11 – Gasol 13

Asysty: Wade, Chalmers 7 – Gasol, Meeks 3

Przechwyty: Wade 3 – Hill 3

Bloki: Allen, Andersen 1 – Hill 3

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

21 komentarzy

  1. Kubas pisze:

    Taka ciekawostka, James miał 7/14 FGM-A, 7/7 z pomalowanego i 0/7 z poza:) Natomiast Wade konsekwentnie pracuje na nowy kontrakt.

    • Dawid Ciepliński pisze:

      Nie do końca. Z pomalowanego był 6/6, z poza 1/8 :)

    • Kubas pisze:

      Racja, nie wziąłem pod uwagę jump shota równo z syreną na koniec 1 kwarty:)

  2. LBJ pisze:

    hhehehe….Young sponiewierał Lebronka jak szmaciarz konia!
    Kolejny mecz LBJ gdzie wszystkie punkty zdobyte zostały dzieki mięśnią. Bez tej góry mięśni Lebron to przeciętniak czy Wam sie to podoba czy nie.

  3. Darkside pisze:

    Cała zabawa w forum dyskusyjne polega na tym, że można mieć inne zdanie i „pięknie się różnić” ;)
    @ LBJ , większość grających w NBA to góry mięśni, muszą mieć silne, wytrzymałe ciała gdyż inaczej nie daliby rady grać 82 meczy w sezonie i jeszcze PO.
    A sam LeBron / mimo że gościa od chwili przejścia do Realu z Miami nie trawię / jest koszykarzem bardzo dobrym.
    Można mieć do niego różne zastrzeżenia / np. to, że czasem unika odpowiedzialności za drużynę / dlatego nie nazwę go wybitnym / jak np. Jordana, Magicka , Birda/ ale nie można odmówić mu ogromnych umiejętność. Ma jeszcze czas, i kto wie, może za chwilę będzie wybitny.

  4. Kopek pisze:

    Nie no Young wczoraj dał popis swoich tańców przed James’em aż LBJ’a zamurowało. Bardzo fajny mecz!

  5. hades pisze:

    Widzę że macie podniete jak LBJ coś nie wyjdzie itp bo poszedł do Miami oj to przykre a miał grać w Cavs do końca kariery w której nic nie osiągnał i by tak było bo Miami to prawie jak Cavs tylko po prostu lepszych zawodników jako partnerów i nadal Lebron jest liderem bo w Cavs nie miał z kim grać. Przykro mi że w tej chwili Lebron jest najlepszy koszykarzem na świecie i nie które argumenty są załosne dzięki miesniom zdobywa punkty no dobre a koszykówka to co piłka nożna jest tu trzeba mieć siłę żeby sie uwolnić od przeciwnika , przepchać sie pod koszem to nie jest piłka nożna gdzie każdy pada jak piorun przy małym kontakcie

    • Darkside pisze:

      Można oceniać różnie LBJ , nie on pierwszy nie on ostatni / vide. Drexler/ ale byli też tacy zawodnicy jak Ewing, Miller, Stockton którzy byli wierni barwom jednego klubu i za to można ich cenić.
      Moja negatywna ocena przejścia LBJ do Realu z Miami nie zmienia mojej oceny jego jako koszykarza.

    • barcelowicz pisze:

      2 znaki interpunkcyjne w 7 linijkach tekstu – zajebiście się to czyta, świetnie się rozumie. Szał pał

    • pokier pisze:

      Skąd bierze się ten swojski ból dupy, gdy tylko pojawia się temat Miami? Mecz był ciekawy, ale zamiast podzielić się wrażeniami lepiej wylewać żale/pomyje na zawodników i siebie nawzajem…

      @Darkside Nie wiem, co rozumiesz przez wierność barwom w kwestii Ewinga – z tego co wiem karierę skończył w Orlando, po drodze zaliczając Seattle. Co prawda został przehandlowany, ale jednak barwy Knicks nie był jedynymi jakie reprezentował.

    • Darkside pisze:

      @pokier
      I to jest różnica pomiędzy Ewingiem i LBJ, Ewing został oddany a LBJ sam wybrał.

  6. Ervinius pisze:

    Haters gonna hate – tyle w temacie Lebrona, który aktualnie gra na nieosiągalnym dla nikogo w lidze poziomie. Fakt, Young zagrał na Lebronie jeden dobry mecz, gratuluje – nie można mu tego zabrać, ale to wciąż tylko jeden dobry mecz. Jeszcze jedno, czy góra mięśni nie jest jednym z aspektów, które mogą kreować wybitnego gracza?

  7. Woy pisze:

    Jak już porównuje dwie dyscypliny i galaktycznych to Knicks z Ewingiem zrobili to co Real z Hierro.poza tym wczoraj o wygranej zdecydowały pebetracje i ucieczkiza plecy Wadea oraz sświetna kwarta Bosha.w sumie mecz poziomem zaskoczył i przekroczył moje oczekiwania.na biegunie słabości znajduje się zmotywowany Pau Gasol.obrona w jego wykonaniu to farsa…

    • Darkside pisze:

      Obecnie sport to kasa i sukces osiągają / najczęściej / zespoły z kasą, ja jednak wolę cieszyć się sukcesem teamów bazujących na budowaniu a nie kupowaniu, choćby taka Indiana czy Portland.
      Droga którą wybrało Miami to w pójście na łatwiznę i niekoniecznie musi się to wszystkim podobać.

  8. Autor pisze:

    „Jeszcze jedno, czy góra mięśni nie jest jednym z aspektów, które mogą kreować wybitnego gracza?”
    LOVE pokazał Griffinowi, że nie :)
    Lebron to wybitny gracz, bo takim jest każdy lider ekipy, który zdobywa tytuły. Natomiast to czy Lebron jest tak niesamowitym graczem jak MJ, Bird, Magic odpowie między innymi ten sezon a pewnie i następny sezon. Tym razem jest kilka ekip z niesamowicie mocnymi pierwszymi piątkami, jak Indiada, Portland, Houston plus OKC z coraz bardziej głodnym Durantulą i Westbrookiem.
    Jeśli Heat zdobędą tytuł, dzięki Lebronowi to można go będzie porównać do wymienionych wyżej, a jeśli nie to będzie nadal wybitnym graczem, ale nie legendarnym.

  9. hades pisze:

    A no wiadomo MJ, Bird, Magic sami grali w drużynach i zdobywali tytuły jasne żadnego wsparcia i takie tam gdybanie nie ma sensu. A czemu by Heat miało nie zdobyć w tym roku mistrzostwa? A pod koszem są słabi jakoś w tamtym sezonie dali rade teraz też dadzą. Tylko Indiana może im pokrzyżować plany nie widze jakoś innej drużyny

  10. amon pisze:

    Zgadzam się z Darkside’m w 100%. Też kibicuję takim zespołom,a Miami,Boston,oraz teamy z Los Angeles i Nowego Jorku,od paru lat nie cierpię. Wybierzcie se dziady w drafcie dobrze,a nie po 4-7 latach zabieracie innym gwiazdeczki. Co do LeBrona,to dla mnie już jest legendą( trudno,co zrobić)

    • hades pisze:

      Ja jakoś w NY gwiazd nie widze Melo gra tam od 2,5 roku i to jest jedyna gwiazda która zagościła w NY od czasów kiedy NY coś znaczyło w NBA . Wybrać dobrze w drafcie to też nie jest łatwa rzecz a słaba drużyna od razu nie stanie sie mistrzem bo przyjściu gwiazdy z collegu

  11. amon pisze:

    N.Y. Knicks troche z rozpędu wymieniłem… Z drugiej strony,załóżmy-czysto hipotetycznie,że po tym sezonie wielka gwiazda( troszke na wyrost napisze,że LeBron James) ma propozycje od np. Portland( powiedzmy ok.55-27,ciekawy,dobrze prowadzony młody team), lub Knicks( no te 30-52,sodoma i gomora). Gdzie pójdzie taki zawodnik??? Chyba do N.Y.,prawda?

    • hades pisze:

      Lebron zrobił jak zrobił ta szopka była nie potrzebna mógł od razu gadać gdzie idzie a nie. Ale co miał zrobić grać do końca kariery w Cavs w której by nic nie osiągnął , Irving też ucieknie z Cavs to kwestia czasu. Po prostu gwiazdy lubią miasta medialne, ale Lebron w takim Portland by było ciekawe ale raczej nie możliwe. Ja bym chciał Lebrona w NY bo im kibicuje bo z Melo to my możemy pomarzyć o mistrzostwie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *