Konkurs: „Mój Dream Team” vol.11

Autor: Dede

Dream Team – Drużyna Marzeń. MJ, Magic, Larry i inni. To są zawodnicy, którzy osiągnęli w koszykówce bardzo wiele. Jest również wielu zawodników, którzy mogli to osiągnąć, lecz przeciwności losu nie pozwoliły im zrealizować swoich MARZEŃ. Moją drużynę będą stanowić zawodnicy, których wielkość i wymawianie jednym tchem z trójką wspomnianą wcześniej to niestety niedoścignione marzenia, które legły w gruzach przez kontuzje, czy inne tragiczne wydarzenia.

1) Rozgrywający: #1 Anfernee Deon „Penny” Hardaway

Wybrany z 3. numerem w drafcie z roku 1993. Przez wielu ogłaszany następcą Magica Johnsona. Grając z Shaquille’m O’Nealem w drużynie z Orlando był gwiazdą, jednak był ‘tym drugim’. Po odejściu Shaq’a do Los Angeles dostał możliwość prowadzenia Magic w pojedynkę. Niestety, wtedy przyszły kontuzje, które zahamowały niezwykle obiecującą karierę i zgasiły gwiazdę Penny’ego.

2) #30 Rzucający obrońca: Leonard Kevin „Len” Bias

Legenda uniwersytetu Maryland. Wybrany jako drugi w 1986 roku przez Boston Celtics, zaraz za plecami Brada Daugherty’ego. Przez wielu określany był jako lepiej zbudowany James Worthy ze skocznością samego Michaela Jordana. Innymi słowy – LeBron James w czasach, gdy właściwy LeBron robił jeszcze w pieluchy. Rozgłos przed jego przyjściem do ligi był bardzo podobny, jednak z tą różnicą, że… Len Bias nigdy nie zagrał w NBA.

W noc po drafcie NBA zmarł na atak serca wywołany przedawkowaniem kokainy. Przedłużenie dynastii Celtów, pojedynki z Jordanem, statuetki MVP, Hall Of Fame… Wszystko to pozostanie marzeniami, które nigdy się nie spełnią.

3) Niski Skrzydłowy: #35 Reginald „Reggie” Lewis

Po okrucieństwie, jakim była strata Biasa, kolejna nadzieja z uniwersytetu Maryland pojawiła się w Bostonie. Wyrastając u boku Larry’ego Birda i Roberta Parish’a, Lewis miał przejąć schedę po utytułowanych kolegach i prowadzić Celtów do kolejnych mistrzostw. Ofensywna bestia, która była nie do zatrzymania w dwutakcie, a także dobry defensor, o czym przekonał się sam Michael Jordan, który w meczu playoffs w 1991 roku został zablokowany aż 4-krotnie.

Niestety – Boston po raz kolejny został ograbiony. Po zakończeniu sezonu 1992/1993, podczas jednego z treningów, Reggie Lewis upadł na parkiet i niestety już nigdy nie powstał. Podobnie jak w przypadku Bias’a, przyczyną był atak serca, jednak w tym przypadku był on wywołany niewykrytą na czas wadą tego organu. Po nim jednak nie przyszła kolejna nadzieja. Celci popadli w marazm, a dawną świetność odzyskali w sezonie 2007/2008.

4) Silny skrzydłowy: #44 Eric „Hank” Gathers

Skrzydłowy uniwersytetu Loyola. Postrach pod obiema obręczami oraz niesamowity atleta, o którym koledzy mówili, że mógłby przebiec przez ścianę, strzepać kurz i pobiec dalej. Shaquille O’Neal w swojej autobiografii opisuje problemy, jakie jego LSU napotykało grając z drużyną Gathersa. Świetny materiał na gwiazdę NBA. Miewał jednak problemy z sercem, a dokładniej dokuczała mu nierówna praca serca. Przypisany mu lek ograniczał jego możliwości, więc postanowił zmniejszać jego dawki. Niestety za tą nierozwagę zapłacił najwyższą cenę.

Zmarł na atak serca podczas meczu, w marcu 1990 roku. Podobnie, jak w przypadku Biasa, możemy się tylko zastanawiać, jak wielkim graczem mógł być, gdyby tylko dostał szansę gry w NBA.

5) Środkowy: #12 Maurice Stokes.

Wybrany z drugim numerem w roku 1955 przez Rochester Royals (teraz Sacramento Kings). Jeden z pierwszych czarnoskórych zawodników w historii NBA, jeden z największych talentów wczesnej NBA oraz pierwszy zawodnik, który stanowił ‘potrójne zagrożenie’, tj. punkty, zbiórki oraz asysty. Zwany Magiciem przed Magiciem, lub też Karlem Malonem z finezją. W swojej karierze notował średnio 16,4 punktów, 17,3 zbiórek i 5,3 asyst, do tego w każdym sezonie swojej zawodowej kariery został wybierany do Meczu Gwiazd. Niektórzy sobie pewnie pomyślą „To jakieś brednie, przecież bym o nim słyszał”. Żeby sprostować, Maurice Stokes zagrał w zawodowej lidze tylko 3 sezony. Z racji swojego koloru skóry, był niemiłosiernie okładany na boisku, jednak z powodu ogromnej determinacji niczego sobie z tego nie robił i dalej grał swoje. Aż do pewnego czasu.

12 Marca 1958 roku Cincinnati Royals (przenieśli się z Rochester) grali z Minneapolis Lakers. Podczas jednej z walk o zbiórkę, Stokes upadł na parkiet uderzając się bardzo mocno w głowę. Stracił przytomność, dopiero sole trzeźwiące pozwoliły go wycucić. 3 dni później, pomimo problemów ze zdrowiem, wybiegł na parkiet w swoim pierwszym meczu posezonowym. Po zdobyciu 12 punktów i 15 zbiórek, wsiadł wraz z drużyną do samolotu. Tam zaczęły się problemy. Upadek w meczu z Lakersami spowodował guza w mózgu, który zaczął napierać na czaszkę z powodu wyższego ciśnienia w samolocie. Wszystko to doprowadziło do encefalopatii, która poskutkowała paraliżem całego ciała młodego zawodnika. Resztę życia Stokes spędził w szpitalu, mając ogromne problemy z mówieniem, chodzeniem jak i wszystkimi innymi czynnościami potrzebnymi do normalnego życia. Do końca życia pozostał przy nim jego przyjaciel z drużyny, Jack Twyman. W roku 2004, 34 lata po śmierci Stokes’a, został on wprowadzony do Naismith Basketball Hall Of Fame.

Moja drużyna jest zagadką. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, co ci zawodnicy by osiągnęli, gdyby ich życie potoczyło się inaczej. Mogli być przeciętnymi zawodnikami, ale równie dobrze mogli zostać supergwiazdami, które liga zapamiętałaby na zawsze. Tego nigdy się nie dowiemy, a wyobrażenia o potencjalnej świetności tych zawodników pozostanie w sferze marzeń.

5 komentarzy

  1. aaaaaaaaaaaaaa pisze:

    DO REDAKCJI: kiedy można spodziewać się wyników?

  2. KuTi pisze:

    Właśnie bo do 24 trwał konkurs, a nic nie ma napisane odnośnie wyników.

  3. woy pisze:

    Panowie, mamy jeszcze prace do publikowania, także spokojnie. Rozstrzygnięcie i sonda będzie przed nowym rokiem.

    • franz_ferdinand pisze:

      Kiedy można spodziewać się rozstrzygnięcia?

      i co z naszym draftem Woy? mamy piątek a ostatni wybór był w poniedziałek…

  4. Woy pisze:

    Dziś najprawdopodobniej wyniki. Wybory draftu zależą tylko i wyłącznie od Was, a ostatnio bardzo zwolniliście tempo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *