Ciekawostki statystyczne (51) – Christmas Day

Wszyscy chyba zgodzicie się ze mną, że tegoroczny Christmas Day w NBA był co najwyżej średni. Niestety, wszystko zniszczyły kontuzje (i koszulki) – wyobraźcie sobie, o ile lepsze mogłyby być wczorajsze mecze, gdyby zagrali w nich Derrick Rose, Luol Deng, Brook Lopez, Carmelo Anthony i Kobe Bryant.

Mnie nie pozostaje nic innego, jak tylko zrobić fajne, długie wydanie „Ciekawostek”, których swoją drogą dawno nie było. Zapraszam!

CHICAGO BULLS 95:78 BROOKLYN NETS

– Nowy Jork znów pokazał swoją siłę. Drużyny z Wielkiego Jabłka bożonarodzeniowe mecze przegrały łącznie aż 45 punktami, zarówno Nets, jak i Knicks mają teraz bilans 9-19. A skoro już jesteśmy przy Nets, sprawdźcie, jak wygląda ich „świetlana” przyszłość.

– Podobnie jak w pierwszej rundzie poprzednich play-offs, Bulls znów byli górą. Żeby wygrać na Brooklynie, wystarczy tylko trochę się starać i tak właśnie wyglądało zwycięstwo Chicago. Byki w trzeciej kwarcie zniszczyły gospodarzy 36:20 i było już po meczu. To nie pierwsza taka sytuacja w tym sezonie, Nets przegrali 18 z 28 trzecich kwart i mają w tej sytuacji bilans 1-17 (jeśli wygrywają 3Q: 8-2). Dla Siatek to już czwarta przegrana z rzędu, 5 z ostatnich 6 meczów, 7 z 11, 9 z 14, 14 z 20. Mógłbym postarać się o jakiś śmieszny i celny komentarz do tego, ale po co? Twarz Kevina Garnetta w zupełności wystarczy.

– Bulls wykorzystali słabość Nets dopiero w trzeciej kwarcie, choć mogli odjechać i skończyć ten mecz jeszcze przed przerwą. W drugiej odsłonie gospodarze trafili tylko 2 z 15 rzutów z gry, a między tymi dwoma celnymi rzutami minęło około 8 minut. 13,3% skuteczności to najgorszy wynik Nets w drugich kwartach ostatnich 10 lat. Poprzedni „rekord” to 15,8% (3-19 FG), notowany przez Siatki dwukrotnie w marcu 2008 roku (z Rockets i również z Bulls).

– Byki, które w tym sezonie miały problem nawet z przekroczeniem granicy 80 punktów, dziś dzięki swojemu zaangażowaniu oraz braku większego zainteresowania ze strony rywali (niestety, chwilami tak to wyglądało) rozegrały pod względem efektywności ofensywnej (109.4, ich średnia to 96.2) trzeci najlepszy mecz w tych rozgrywkach. Wystarczy spojrzeć na trzecią kwartę, w której koszykarze z Illinois rzucili aż 36 punktów. Sporo punktów goście zdobyli dzięki świetnej grze w obronie, zamieniając 20 strat Brooklynu na 20 punktów oraz zdobywając aż 16 oczek w szybkim ataku. Dopełnieniem tej klęski dla Nets było tylko 35,2% skuteczności z gry i voila! – mamy 78 punktów, najgorszy wynik Siatek w tym sezonie.

– Bulls mieli prawie tyle samo przechwytów (10), co Nets asyst (11).

Paul Pierce niedawno (18 i 20 grudnia) zaliczył dwa mecze, w których miał łącznie 51 punktów i 17-21 FG. Niestety, w dwóch ostatnich trafił tylko jeden z piętnastu rzutów. Kevin Garnett w tym oraz poprzednim spotkaniu miał tylko 5 celnych rzutów na 17 prób. Łącznie Pierce i KG w dwóch ostatnich meczach trafili 6 z 32 rzutów, aż żal na to patrzeć. Jeszcze nigdy w historii swojej współpracy (kolegami z zespołu są od sezonu 2007/08) nie zaliczyli dwóch kolejnych meczów z tak słabą skutecznością (18,8%). O skali ich regresu świadczy fakt, że poprzedni „rekord” w tej kategorii to 30,8% skuteczności 13 i 19 lutego br.

Deron Williams miał 18 punktów (6-10 FG) oraz 4 asysty, Mirza Teletović dołożył 17 oczek (7-11 FG) w 19 minut. 12 punktów zdobył Joe Johnson, jednak to nie w pierwszej piątce leżał problem – rezerwowi Nets trafili tylko 4 z 30 rzutów. Pierce był 1-8, Andray Blatche 1-11. Jedyną pozytywną rzeczą wydaje się być 13 zbiórek (rekord sezonu) w 20 minut Reggiego Evansa.

– Graczem meczu był zdecydowanie Taj Gibson, który zdobył 20 punktów (9-15 FG) i zebrał 8 piłek w 28 minut. W powrocie do swoich rodzinnych stron był niesamowity i wydaje się, że znów wraca do bardzo dobrej formy. W czterech ostatnich meczach trafił 61% rzutów z gry i zdobywał średnio 16.3 punktów i 5.8 zbiórek na mecz. W całym sezonie już po raz czwarty przekroczył próg 20 punktów, co w czterech poprzednich sezonach udało mu się pięć razy.

– Z zawodników Chicago warto również wyróżnić Jimmy’ego Butlera, który zdobył 15 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty, Carlosa Boozera z 14 oczkami i 6 zbiórkami, Mike’a Dunleavy’ego z 13/7 i Joakima Noaha z 10/8/3/2. Poza tym, nie dość, że Taj Gibson zagrał lepiej niż cała ławka Nets, to jeszcze dobry występ zaliczył inny rezerwowy – DJ Augustin zanotował 13 punktów i 5 asyst.

OKLAHOMA CITY THUNDER 123:94 NEW YORK KNICKS

– Jeśli nie chce Wam się czytać o tym meczu, mini-recap z niego zawierają w sobie twarze Mike’a Woodsona i Carmelo Anthony’ego, którego absencja ostatecznie rozstrzygnęła ten mecz jeszcze przed jego rozpoczęciem. Knicks przegrali to spotkanie różnicą 29 punktów i nikt jeszcze w historii zmagań NBA w dzień Bożego Narodzenia nie przegrał u siebie tak wysoko. Poprzedni rekord należał do Rockets, którzy rok temu wygrali w Chicago 120:97. W historii ligi rozegrano już ponad 200 bożonarodzeniowych meczów New York Knicks.

– Co ciekawe, Thunder zakończyli dziś serię 10 porażek na wyjeździe w Christmas Day. Trwała ona od 1967 roku, czyli praktycznie od momentu istnienia tej organizacji, znanej jeszcze jako Seattle Supersonics. Dzisiejsze zwycięstwo było więc pierwszym odniesionym na wyjeździe 25 grudnia w historii klubu.

– To trzecia porażka z rzędu w Madison Square Garden dla Knicks, którzy mają naprawdę żenujący bilans gier u siebie. Nie są godni takiej hali, skoro wygrali w niej tylko cztery z piętnastu meczów, co? Thunder wygrali 10 z 11 oraz 18 z 20 ostatnich spotkań. Pacers i Blazers mieli wczoraj wolne, więc Oklahoma skorzystała z okazji i znów zrównała się z nimi bilansem, wszystkie trzy drużyny są 23-5. Knicks… cóż, powiem tylko, że Thunder wygrali więcej meczów na wyjeździe (10-4) niż Nowojorczycy ogółem (9-19).

Russell Westbrook zdobył 14 punktów, zebrał 13 piłek i rozdał 10 asyst, notując swoje pierwsze triple-double w sezonie (siódme w karierze). Rozgrywający Thunder stał się również piątym graczem w historii ligi z TD w Christmas Day. Wcześniej udało się to Oscarowi Robertsonowi (cztery razy: 1960, 1961, 1963, 1967), Billy’emu Cunninghamowi (1970), Johnowi Havlickowi (1967) i LeBronowi Jamesowi (2010), ale tylko dwaj ostatni dokonali tej sztuki w meczu na wyjeździe.

– Swoje triple-double Westbrook miał już po trzech kwartach, co ciekawe – ostatnim elementem, którego brakowało mu do tego wyczynu, były.. punkty. Pod tym względem to nie był dla niego łatwy mecz, trafił zaledwie 5 z 15 rzutów, jednak spokojnie, ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie inni, domyślacie się zresztą, kto.

– To 163. triple-double zanotowane w sześciu ostatnich sezonach w całej NBA, jednak tylko pięć z nich wymagało mniej niż 30 minut gry. Dwa lata temu TD w tak krótkim czasie gry mieli Joakim Noah i Drew Gooden, w poprzednim sezonie – Kevin Durant, a w tym – Stephen Curry. Poza Westbrookiem i gwiazdą Golden State Warriors tylko jeden obrońca w ostatnim dziesięcioleciu zaliczył triple-double w mniej niż pół godziny – Steve Nash (2005).

Kevin Durant zdobył 29 punktów (10-16 FG, 4-6 3pt), zebrał 7 piłek i rozdał 6 asyst, prawdopodobnie bez żadnego wysiłku. Po pierwszej kwarcie miał 13 punktów na 5-5 FG, do przerwy rzucił łącznie 20 oczek. Standard. Szkoda, że przez kontuzję Anthony’ego nie było nam dane zobaczyć pojedynku dwóch najlepszych strzelców w NBA. Serge Ibaka znów był świetny, w 27 minut zdobył 24 punkty (10-14 FG), poza tym Knicks nie trafili żadnego z ośmiu rzutów bronionych przez niego. Reggie Jackson z ławki dołożył 18 punktów, Jeremy Lamb – 13.

– Po stronie Knicks tylko trzech graczy przekroczyło próg double-digits, ale cała trójka zdobyła ponad 20 punktów. To jednak bez znaczenia, skoro Thunder trafili prawie 54% rzutów z gry oraz 13 z 24 trójek – gospodarze w obu tych elementach byli zdecydowanie gorsi (42,2% FG, 6-23 3pt). Rzuty Carmelo w dużej mierze przejął JR Smith, ale skutki były do przewidzenia, zdobył 20 punktów, ale oddał aż 22 rzuty, z czego trafił tylko 8. Amare Stoudemire pobił rekord sezonu, zdobywając aż 22 punkty (10-16 FG, 27 min), oczko mniej na swoim koncie miał Tim Hardaway Jr. Można jednak było odnieść wrażenie, że te wszystkie punkty nie mają żadnego znaczenia. Po pierwszej kwarcie zwycięzca był już tylko jeden.

– Nets jak Nets, ale to Knicks zrobili największy krok w tył w porównaniu z poprzednim sezonem, obecnie mają o 33,8% gorszy procent zwycięstw niż przed rokiem (Nets -27,7%, Jazz -26,6%, Bucks -24,9%). I na koniec jeszcze jeden bilans, mający być może kluczowe znaczenie dla formy Knicks – są 0-7 w pomarańczowych koszulkach. Carmelo? A, tak – odkąd Anthony przybył do Nowego Jorku, Knicks bez niego mają tylko nieznacznie gorszy bilans (14-12) niż z nim (99-77).

MIAMI HEAT 101:95 LOS ANGELES LAKERS

– Trzeci mecz, w którym nie grała żadna drużyna z Nowego Jorku, był po dwóch poprzednich spotkaniach całkiem miłą odmianą. Lakers przez cały mecz walczyli, ale w końcówce Heat wystarczył jeden run, by zapewnić sobie szóstą wygraną z rzędu. To nie jedyna przedłużona seria, Miami wygrało 19. kolejny mecz z drużyną Konferencji Zachodniej (7-0 w tym sezonie) oraz piąte z rzędu starcie w Christmas Day. Ponadto Heat są już 5-0 z Lakers w spotkaniach rozgrywanych 25 grudnia. To wyrównany rekord NBA pod względem liczby kolejnych zwycięstw w dzień Bożego Narodzenia z jedną drużyną. Portland Trail Blazers w latach 1972-2007 wygrali wszystkie pięć świątecznych meczów z Seattle Supersonics. Od tamtej pory i przenosin tej drugiej organizacji do Oklahomy obie ekipy w Christmas Day jeszcze się nie spotkały. W sumie, z miłą chęcią obejrzałbym wczoraj mecz Portland-Oklahoma zamiast któregokolwiek meczu związanego z Nowym Jorkiem.

– Heat mieli ten mecz pod kontrolą, ale Lakers nie brakowało wiele do sprawienia świątecznej niespodzianki. Aż 36 z 79 ich rzutów pochodziło jednak zza linii trójek. Trafili 14 prób z dystansu, ale przegrali w pomalowanym 26-58 i w efekcie mieli o prawie 10% gorszą skuteczność z gry (41,8% do 51,2%). Heat w tym sezonie jeszcze ani razu nie wygrali tak wysoko statystyki punktów zdobytych w polu trzech sekund. LeBron James spoza trumny trafił tylko jeden z ośmiu rzutów, jednak wewnątrz niej nie pomylił się ani razu na sześć prób. Chris Bosh przystąpił do tego meczu ze średnią zaledwie 3.5 oddawanych rzutów z odległości max. 1,5 metra od kosza na mecz, jednak dziś w tej strefie miał aż 12 prób, wykorzystując 8 z nich. Został nam jeszcze Dwyane Wade, który aż 20 ze swoich 23 punktów zdobył właśnie z pomalowanego. To jego drugi najlepszy wynik w tym sezonie i czwarty spośród wszystkich obrońców. Z 10.9 punktów z pola trzech sekund na mecz Wade jest na pierwszym miejscu wśród guardów.

LeBron James miał 19 punktów, 8 zbiórek i 4 asysty (7-14 FG), ale dziś zdecydowanie lepiej wyglądali Chris Bosh (23 pkt, 11 zb, 9-18 FG) i przede wszystkim Dwyane Wade (23 pkt, 6 zb, 7 ast, 3 stl, 11-17 FG). Po raz siódmy w grudniu cała trójka trafiła ponad 50% swoich rzutów z gry. Pod tym względem będzie to najlepszy miesiąc od momentu zawiązania Big Three latem 2010 roku. Ray Allen trafił cztery z pięciu rzutów z dystansu i zdobył 12 punktów. Mario Chalmers miał 7 punktów, 6 zbiórek i 7 asyst.

– Lakers przegrali, ale Nick Young był w trzeciej kwarcie królem świata. Zdobył w niej 11 ze swoich 20 punktów (7-18 FG, 4-7 3pt) i to w tym swoim „Swaggy P” stylu. Szkoda, że nie dostał w końcówce piłki, bo jeśli którykolwiek gracz Jeziorowców miałby obrócić ten mecz, to tylko on. Przez chwilę był przecież lepszy od LeBrona! Po cztery rzuty za trzy trafili również Jodie Meeks (17 pkt) i Wesley Johnson (12 pkt). Pau Gasol, nie wiem kiedy, wykręcił 13 punktów i 13 zbiórek. Xavier Henry z ławki dorzucił 14 punktów. O punkt od double-double był Jordan Hill (9 pkt, 10 zb, 3 stl, 2-6 FG). Jordan Farmar wrócił do gry i wyszedł w pierwszej piątce po raz pierwszy w tym sezonie, ale miał tylko 3 punkty z 7 rzutów (0-4 3pt) i 2 asysty przy 4 stratach.

– Na to wszystko patrzył Kobe Bryant, który przerwał oczywiście swoją serię 14 kolejnych występów w dzień Bożego Narodzenia. To najdłuższa taka passa w historii NBA. Najdłuższa trwająca należy w tej chwili do LeBrona Jamesa (7).

HOUSTON ROCKETS 111:98 SAN ANTONIO SPURS

– W tym sezonie to drugie derby Teksasu, drugie rozegrane w San Antonio i drugie wygrane.. przez Rockets. Tak, dwie z czterech porażek na własnym parkiecie Spurs zawdzięczają właśnie Rakietom. To jednak nie wszystko – Ostrogi przegrały jak dotąd wszystkie sześć spotkań z elitą Konferencji Zachodniej (Blazers, Thunder, Clippers, Rockets). Niepokoi zwłaszcza postawa Spurs w obronie. Co prawda ich obrona utrzymuje się jeszcze w pierwszej piątce NBA, jednak dziś w pierwszej kwarcie gospodarze stracili aż 40 punktów, a w całym meczu 111. Ostatnio Thunder również rzucili im w odsłonie 40 punktów, a w całym meczu – 113. W pierwszych 16 meczach tego sezonu Spurs tylko raz pozwolili swoim rywalom na 100 oczek, jednak w 14 ostatnich spotkaniach granica ta padła aż 11 razy. Dziś Rakiety trafiły 52,3% rzutów z gry oraz 12 z 24 trójek.

– W szeregach San Antonio lepiej niż dobrze spisał się tylko Manu Ginobili, który w 24 minuty zdobył 22 punkty. Kawhi Leonard miał 13 punktów i 7 zbiórek, natomiast Tim Duncan spudłował 8 z 12 rzutów, jednak zanotował fajną linijkę 11 punktów, 14 zbiórek, 5 asyst i 6 bloków. Od 27 lat tylko dwóch graczy przed nim notowało 10pkt/10zb/5ast/6blk w spotkaniu z Houston – David Robinson (dwa razy: 1994, 1996) i Kevin Garnett (2003). Spośród tych trzech występów jedynie ten pierwszy (czyli mecz D-Roba z 1994) spełnia również kryterium 14 zbiórek. Był to też ostatni w całej lidze występ z linijką na poziomie 11pkt/14zb/5ast/6blk przy skuteczności z gry nie wyższej niż 33,3%. To piąty taki statline w karierze Duncana, więcej od 1985 roku mieli tylko Shaq, Hakeem i Robinson.

Tony Parker w poprzednim meczu z Toronto trafił 10 z 19 rzutów i wydawało się, że przełamał się po 15-37 z gry w trzech wcześniejszych spotkaniach. Nic z tego, dziś miał najgorsze w tym sezonie 6 punktów, trafił tylko 3 z 11 rzutów. Patrick Beverley leczy kontuzję, ale jest przecież Jeremy Lin (13 pkt, 8 ast)!

– Spurs może i wygrali starcie ławek 53-13, ale ich starterzy zdobyli tylko 45 oczek przy aż 98 pierwszej piątki Rockets, po prostu. Nie było pewne, czy James Harden zagra w tym meczu, ale nie dość, że zagrał, to jeszcze zniszczył Spurs w czwartej kwarcie. Zdobył w niej 16 punktów (6-7 FG) z 28 w całym meczu (11-16 FG, 3-3 3pt, 6 zb, 6 ast). Do Hardena należał koniec meczu, do Chandlera Parsonsa – jego początek. Skrzydłowy Houston trafił w niej wszystkie cztery rzuty za trzy (w ogóle Rockets zaczęli mecz od 11-14 z gry, wow!) i ostatecznie zdobył 21 punktów (8-14 FG, 5-9 3pt), 6 zbiórek i 6 asyst. Kolejny świetny występ zaliczyli także Terrence Jones (21 pkt, 14 zb, 3 blk) i Dwight Howard (15 pkt, 7-12 FG, 20 zb), który już po raz czwarty w tym sezonie przekroczył granicę 20 zebranych piłek.

– Z pierwszą kwartą, przegraną przez Spurs 25:40, wiąże się kilka ciekawych informacji. Po raz pierwszy w trenerskiej karierze Gregga Popovicha, który dziś prowadził Spurs w 677. meczu na własnym parkiecie, Ostrogi pozwoliły gościom na zdobycie 40 punktów w pierwszej kwarcie. Ostatni raz taki przypadek miał miejsce w 1990 roku, kiedy Spurs trenował jeszcze Phil Westphal. Tylko jeden trener w historii NBA miał dłuższą (trwającą od początku kariery) serię meczów u siebie bez takiego „wybryku”, to George Karl (790), który notabene komentował ten mecz dla stacji ESPN.

– Dla Spurs był to ósmy świąteczny mecz (bilans 4-4), jednak dopiero pierwszy rozegrany na własnym parkiecie.

LOS ANGELES CLIPPERS 103:105 GOLDEN STATE WARRIORS

– Ten mecz miał być i rzeczywiście był najbardziej wyrównany. Nie zabrakło jednak kontrowersji i przepychanek. Zostawmy je w spokoju, tu liczą się tylko statystyki. Tej nocy Warriors byli jedyną drużyną, która wygrała na własnym parkiecie. Co ciekawe, gospodarze wygrali jak dotąd aż 64% meczów Christmas Day.

– Dla Warriors to już czwarty w tym miesiącu mecz, w którym wygrali, choć po trzech kwartach mieli mniej punktów od swoich rywali. Ostatni tak obfity w podobne zwycięstwa miesiąc w Golden State miał miejsce w marcu 1991 roku (6 meczów).

Klay Thompson nie tylko zdobył 23 punkty (5 zb, 4 ast, 10-22 FG, 3-10 3pt), ale przede wszystkim zablokował Chrisa Paula na sekundę do końca meczu. Jego dzisiejszy występ był dla niego małym przełamaniem po niecałych 37% skuteczności w ośmiu ostatnich meczach. Granicę 20 punktów Thompson przekroczył po raz pierwszy od 9 grudnia. Stephen Curry miał 15 punktów, 6 zbiórek i 11 asyst, ale trafił tylko 5 z 17 rzutów z gry (2-10 FG przeciwko CP3). Harrison Barnes miał 14 punktów i 5 zbiórek, spudłował jednak 10 z 13 rzutów. Andre Iguodala trafił wszystkie trzy trójki (9 pkt, 4 zb, 4 ast), ale jego dwa pudła z linii rzutów wolnych w końcówce spotkania mogły mieć niewesołe konsekwencje. David Lee miał 23 punkty i 13 zbiórek (10-20 FG, 5 TO), Andrew Bogut zaliczył ich 10 i 14. To już dziesiąty kolejny mecz, w którym i Bogut i Lee przekroczyli granicę 10 zebranych piłek. Ostatnia taka seria miała miejsce w 1978 roku (Rich Kelley, Truck Robinson z New Orleans Jazz).

– Co ciekawe, Clippers przegrali to spotkanie mimo 49,4% skuteczności z gry swojej i 42,1% Warriors. Tak dużą różnicę Wojownicy zniwelowali jednak rzutami za trzy (10-24, Clippers tylko 4-18) oraz przewagą na tablicach (16-6 w ataku).

Chris Paul miał 26 punktów oraz 11 asyst, jednak zmarnował wszystkie trzy okazje na remis w ostatniej minucie spotkania. Blake Griffin zanotował 20 punktów, 14 zbiórek i 5 asyst, kto wie, o ile poprawiłby te liczby, gdyby nie wykluczenie za dwa przewinienia techniczne. Jamal Crawford zdobył 19 punktów, ale bardzo chciałby mieć 22 – to on spudłował rzut ostatniej szansy. Darren Collison z ławki miał 11 punktów w 18 minut, ale generalnie nie radził sobie z kryciem Curry’ego tak dobrze, jak Paul (Curry na Collisonie: 9 punktów, 3-5 FG). DeAndre Jordan miał 13 punktów, 13 zbiórek, 6 bloków i 6-6 z gry, tylko dwóch graczy od 1985 roku zanotowało taką linijkę – Mark Eaton (1992) i Dikembe Mutombo (1999).

Najlepsi

punkty: Durant (29)

zbiórki: Howard (20)

asysty: Curry, Paul (11)

przechwyty: Wade, J. Hill (3)

bloki: Duncan, Jordan (6)

straty: Howard, D. Lee (5)

3pt: Parsons (5)

FT: Paul, H. Barnes (7)

minuty: Curry (42:29)

Enbiejowy typer: 3/5, w sezonie 256/421

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *