Rozkład Jazdy, Christmas Day: Bulls @ Nets, czyli David Stern ma świąteczny ból głowy.

Hej Hej tu NBA!

25.grudnia to zawsze uczta dla fanów koszykówki spod znaku NBA. W tym roku jednak splot nieszczęśliwych zdarzeń, złych wyborów i po prostu…pecha sprawił, że w pierwszych 3 meczach dostajemy pojedynki „zgranych płyt”, drużyn w rozsypce, bądź też wielkich rozczarowań. Mógłbym przytoczyć jeszcze kilka epitetów, ale…mamy Święta, więc nie idźmy tą drogą :)

Na otwarcie wieczoru (18:00) przyszykowano dla nas: Chicago Bulls (10-16) @ Brooklyn Nets (9-18)

David Stern wybierając tą parę przed sezonem liczył, na twardy pojedynek kontenderów (istnieje takie słowo w języku polskim?) we wschodnim stylu. Taki przedsmak Play Off na oczach całego kraju i sporej części kibiców z Europy. Pojedynek tego co Wschód ma najlepsze do zaoferowania…

Dzisiaj, 3 miesiące później, rzeczywistość wygląda całkiem inaczej. Obie drużyny jawią się jako jedne z największych rozczarowań początku sezonu, a ich szanse na zaistnienie w maju i czerwcu oscylują wokół spektakularnego sweepu z rąk Pacers lub Heat. Jeśli obie drużyny w ogóle się tam dostaną…

I Brooklyn i Chicago mają aktualnie tragiczny bilans zwycięstw do porażek, odpowiednio 9-18 i 10-16. Zwróćcie proszę uwagę, żę te osiągnięcia nie pozwalają na załapanie się do „ósemki” w nawet tak beznadziejnej konferencji wschodniej. Od kilku dobrych lat powtarzany jest frazes o słabym wschodzie, ale w tym roku nabiera on jeszcze większej mocy. Wschód to D-Conference ligi…

Co takiego się stało, że w pierwszym meczu wieczoru występują drużyny z tak mizernymi bilansami?

netsinaction3Zacznijmy od gospodarzy. Wydawało się, że wszytko idzie w dobrym kierunku. Przyzwoity poprzedni sezon z gwiazdami w składzie, skory do inwestycji, nawet tych dużych właściciel drużyny Michaił Prokhrov, mocno zaangażowany w rozwój Jay-Z, wielkie poparcie kibiców w NY. Cały ten enturage stanowił kapitalne podłoże do stworzenia czegoś specjalnego. Trzeba było zrobić – tylko i aż – następny krok… Na Brooklynie zdecydowano się nie robić jednego kroku, postanowiono, że to będzie bieg, a konkretnie sprint, bo gracze na których postawiono (Garnett, Pierce, Terry) to zawodnicy, którzy wygrywali wiele biegów, uzyskując świetne czasy, ale teraz są już na ostatniej prostej. Zapomniano tylko o jednej, jakże kluczowej kwestii – do sprintu potrzebne jest młode, zdrowe ciało, głód wygrywania i werwa. „Big Ticket” „The Truth” i „Jet” to zawodnicy świetni, utytułowani i potrafiący wygrywać końcówki meczów w pojedynkę. Ale powiedzmy sobie szczerze „Czasu nie oszukamy”. Cała trójka plus Deron Williams (niech Bóg trzyma w opiece jego kostki) i Joe Johnson przezimują do wiosny (zapewne w kiepskim stylu) i wtedy gdy sezon zacznie wchodzić w kluczową fazę wskoczą na jedno z ostatnich miejsc gwarantujących start w Play Off. Z jednej strony lepiej mierzyć się z Indianą lub Miami już na starcie, mając tego paliwa w baku więcej, a z drugiej nie ma na świecie takiej mieszanki oktanów, która napędziłaby te sfatygowane ciała do prędkości pozwalającej pobić kogoś z dwójki faworytów. Jakby tego było mało na dniach gruchnęła wiadomość o poważnej kontuzji Brooka Lopeza, który jako jedyny potrafił dominować w ataku. Złamana kość śródstopia i koniec sezonu, to jak wyrok dla podopiecznych Jasona Kidda. I w tym miejscu kolejne rozczarowanie. Inteligentny, jeden z najlepszych rozgrywających w dziejach ligi, schodzący z parkietu, to wydawało się idealny kandydat do objęcia drużyny chcącej włączyć się do walki o prymat na Wschodzie. Tak, młodość jest atutem i brak doświadczenia w autorskim prowadzeniu drużny nie jest dyskwalifikującym argumentem. Jeszcze raz odniosę się hegemonów tej konferencji: Erik Spoelstra, Frank Vogel. Niestety Jason Kidd jedyne czym się do tej pory wykazał, to żałosne próby aktorskie. Nie będę już wracał do szczegółów afery „kubkowej”. Efekt tego wszystkiego jest taki, na przełomie roku Brooklyn jest zagubiony, rozczarowany, bez lidera i lepszych widoków na przyszłość…

W Chicago startowali do sezonu z takimi samymi nadziejami, jeśli nie większymi, niż w Nowym Yorku. Derrick Rose w końcu zdrowy, reszta składu scementowana poprzednimi rozgrywkami, gdzie po stracie lidera poradzili sobie lepiej niż wszyscy im wróżyli. To miał być ich sezon. To miał być sezon pod znakiem wielkiego powrotu Derricka Rose’a! Niestety wyszło całkiem inaczej. Zanim tegoroczne rozgrywki zdążyły się na dobre rozpędzić MVP 2011 rozwalił swoje drugie kolano (tym razem łąkotka) i mamy powtórkę z rozrywki „out for season”. Kibice Bulls mają depresje i ja osobiście również bardzo żałuję całej tej sytuacji, ponieważ jest to dramat świetnego sportowca i skromnego człowieka. Trzymam za niego kciuki, za jego kampanię 2014. Jest iskierka nadziei, że powstanie jak Feniks z popiołów i pojawi się jako lider drużyny w maju/czerwcu’14. Wątpię, ale kto wie. This is America… Kolana Rose’a to nie jedyny problem fanów Chicago. Od początku sezonu z kontuzjami zmagają się Loul Deng i Jimmy Butler. Kirk Hinrich też nie jest w stanie fizycznie wytrzymać grania po 30+ min w każdym meczu, skutkiem czego włodarze Bulls sięgnęli po D.J. Augustina jako wsparcie PG. Efekt tych wszystkich zdarzeń jest podobny jak na Brooklynie: wielkie rozczarowanie, brak lidera i teraz w Chicago bardziej zastanawiają się nad przyszłością, niż nad wygrywaniem. A jest nad czym myśleć. Co dalej z Dengiem i jego nowym kontraktem? Co dalej z kontraktem Boozera, czy jest sens go trzymać? Czy Rose będzie jeszcze w stanie wrócić na poziom MVP? Dużo pytań i to kluczowych. Aktualna sytuacja, to katastrofa. „Byki” nie doczekały się wygranych w dwóch kolejnych meczach od… 18.listopada. Naprawdę nie będę zdziwiony jeśli Chicago postanowi poświęcić ten sezon dla młodej gwiazdy w nadchodzącym drafcie…

Dużo problemów w obu teamach, jednak jestem przekonany, że obie drużyny wyjdą dzisiaj maksymalnie zmobilizowane i będziemy świadkami dobrego meczu. D-Will najprawdopodobniej będzie dowodził drużyną Nets, a Paul Pierce zrobi wszystko aby zamazać wrażenia z ostatniego meczu, gdzie nie zdobył punktu i został wyrzucony w 3kw za brutalny faul na Georgu Hillu.  Z kolei Jimmy Btler powinien wrócić do drużyny Bulls i spodziewajmy się dobrego występu z jego strony, pod nieobecność Denga (wątpliwe aby wystąpił, ponieważ nie trenuje od kilku dni z powodu dolegliwości ścięgna achillesa).

Własny parkiet i mimo wszystko większe osłabienie po stronie Bulls, każą stawiać w roli faworytów graczy Jason Kidda.

Typ na ten mecz…

Noah J.(Chi) (12.5) -> „+”

 

3 komentarze

  1. Adrian89 pisze:

    Markom takim jak Bulls nie przystoi tankować. Szczególnie że gorsi niż 76-ers czy Jazz być nie będą. Poza tym ich skład nie jest aż taki tragiczny. A z kolei do po brakuje im niewiele. W obliczu słabej formy ekip z nowego jorku czy cavs , szanse rosną. A w Playoff wszystko zaczyna się od zera przyznam że nie zdziwie się jak bulls sprawią niespodziankę. A tego że nie dostaną sweepa ani od pacers ani od heat to jestem pewien

  2. mun23 pisze:

    Po III Q Bulls zdrowo leją Nets. Ale nie ma się co dziwić skoro Nets mają dwóch coachów…

  3. Autor pisze:

    Byki urządzili sobie świąteczną masakrę. Augustin coraz lepiej. Teraz rzeź rozpoczyna Durantula i spółka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *