Tyreke Evans prowadzi swój zespół do wygranej w Sacramento

New Orleans Pelicans zakończyli swoją serię 4 porażek z rzędu po tym jak na wyjazdach musieli uznać wyższość ekip Warriors, Nuggets, Clippers oraz Blazers. Ofiarami Pelikanów padła była drużyna Tyreke’a Evansa – Sacramento Kings, którzy przegrali na własnym terenie 113 – 100. Rookie of the Year z Sacramento rozegrał przeciwko swoim kolegom z ubiegłego sezonu najlepsze spotkanie w barwach New Orleans – zanotował 25 punktów, 12 asyst i 6 zbiórek.

Spotkanie przez wszystkie pierwsze trzy kwarty wyglądały bardzo podobnie. Pels atakowali obręcz niższymi zawodnikami rozbijając obronę Kings, a po drugiej stronie to samo robił DeMarcus Cousins. Świąteczną rózgę dostać musi za dzisiejszą taktykę Monty Williams. Coach z Luizjany postanowił przesunąć Anthony’ego Davisa do krycia Jasona Thompsona (dzisiaj 0 punktów), a przeciwko jednemu z najlepszych centrów NBA ustawił Ryana Andersona. Nie wróżyło to nic dobrego.

Snajper i najlepszy strzelec Pelicans jako, że do najlepszych obrońców nie należy został totalnie zdominowany przez roślejszego Cousinsa. W pierwszej połowie zdobył 16 punktów, 6-8 z gry i zebrał 10 piłek. Mało tego, Ryno tak niecodziennie bardzo zaangażowany w defensywę miał zaledwie 2 „oczka” i załapał kilka szybkich przewinień.

Bardzo dobrze w ekipie Mike’a Malone’a zagrał kolejny raz Isaiah Thomas. Malutki rozgrywający znów przypominał momentami Chrisa Paula, oddawał świetne pull-up’y z 6-7 metra i atakował agresywnie obręcz, gdzie nawet Davis i jego zasięg ramion nie potrafił mu przeszkodzić. Skończył mecz z 21 punktami, 5 asystami i 5 zbiórkami.

Znakomicie wyglądał natomiast Eric Gordon, który być może gdyby nie kontuzja(? – upadł bardzo mocno na plecy/bark/biodro, będąc na wysokości powieszonej siatki) i zaledwie 20 minut w meczu mógłby zdobyć blisko 30-40 punktów. W zaledwie 1/3 godziny miał bowiem 17 „oczek”. Jedyne co można mu podczas jego gry na parkiecie zarzucić to niezbyt dobra obrona na Marcusie Thorntonie, który wybuchowo podreperował ofensywę swojego zespołu z ławki i mecz zakończył z 19 punktami.

W drugiej połowie duet Evans-Holiday kontynuował jednak swoje dzieło i w trzeciej kwarcie utrzymywali swój zespół w grze. Jrue Holiday (dzisiaj 17pkt, 10ast, 5zb) trafił w sumie dwie „trójki” i popisał się kilkoma niezłymi zagraniami, ale prawdziwe show przed swoimi fanami urządził Tyreke Evans. Znakomicie przedzierał się pod kosz, a gdy miał możliwość dogrania do lepiej ustawionego kolegi robił to bardzo dobrze. Dzięki niemu to Anthony Davis i nowo pozyskany Alexis Ajinca zakończyli kilka akcji góry. To właśnie takiego zawodnika za czasów jego pierwszego sezonu w NBA chcemy oglądać. Jeżeli utrzyma swoją aktualną formę to, kto wie, może jeszcze powalczyć nawet o nagrodę dla najlepszego rezerwowego ligi.

„Tyreke to jeden z najlepszych zawodników przedostających się pod kosz, wiedzieliśmy o tym. Jest piekielnie ciężki do zatrzymania i tak było również dzisiaj” – mówił gwiazdor Kings, DeMarcus Cousins.

Nie tak dobre jak zawsze zawody rozegrał jednak Jednobrew. Przy centrze zespołu Shaquille’a O’Neala, Anthony Davis nie potrafił rozwinąć skrzydeł tak jak robi to praktycznie codziennie. Tężyzna i siła Cousinsa przyczyniła się do tego, że Davis nie zablokował żadnego rzutu, a sam musiał pogodzić się z dwoma „czapami”, co jemu akurat bardzo rzadko się zdarza. Zagrał jednak skutecznie z linii wolnych i skończył rywalizację z 21 punktami i 11 zbiórkami.

Niezbyt ładne spotkanie zrobiło nam się w czwartej kwarcie. Poza tym, że Tyreke Evans wyprowadził swój zespół na ponad 10 punktów, czego Kings nie potrafili już odrobić to sędziowie gwizdali bardzo często i dosyć kontrowersyjnie. Przez to z gry po zaledwie 14 minutach wypadł Alexis Ajinca (6pkt, 3zb), a z pięcioma faulami usiąść na ławce musiał też Ryan Anderson (w sumie 8pkt, 6zb). Wszystko to na DeMarcusie Cousinsie (24pkt, 14zb), który bardzo ucieszył się z faktu problemów Pellies. Jednak zbyt szybko, bowiem sam kilka sekund później złapał piąty faul co przyczyniło się już kompletnie do zdetronizowania Sacramento.

Na wyróżnienie zasłużył dzisiaj Al-Farouq Aminu. Nigeryjski „The Chief” w 26 minut zapisał na swoim koncie 8 punktów i 8 zbiórek. Co jednak ciekawe, jego punkty zdobywane były na półdystansie, ba, trafił nawet drugą „trójkę” w sezonie. Poza tym zatrzymał Rudy’ego Gay’a na 2-12 z gry, który zdobył 11 punktów. Rudy stracił też aż 6 piłek, z czego co najmniej połowa była skutkiem znakomitej obrony Aminu. Najlepszy zbierający w lidze niski skrzydłowy kolejny raz udowodnił, że jest również świetnym defensorem – poza Rudym, wiele problemów mieli z nim Paul George i przede wszystkim Carmelo Anthony.

New Orleans Pelicans kończą swój wyjazdowy trip z bilansem 1-4 i wracają do siebie, do Luizjany. Terminarz nie pozwala im jednak cieszyć się zbyt szybko – ich następne starcia to spotkania z Nuggets, Rockets, Blazers i Timberwolves. Piekielnie ciężko będzie ekipie Monty’ego Williamsa wydostać się z tej gorszej części Konferencji Zachodniej.

Sacramento Kings po dzisiejszej porażce umocnili się na przedostatnim miejscu, a następne mecz z Heat, Spurs i Rockets coraz bardziej utwierdzają nas w twierdzeniu, że SAC powinno coraz bardziej skupiać się na „tankowaniu”.

Rafał Kamieński

Prawdopodobnie największy fan New Orleans Pelicans w Polsce. Uwielbia twardą obronę i shooterów urywających się jej po zasłonach. Tęskni za czasami Alexa Fergusona w Manchesterze United. Twitter - @rkamienski pelicans.pl

3 komentarze

  1. Megel pisze:

    Fajna relacja, ale liczba bledow porazajaca.

  2. Szerszeń pisze:

    Teraz 3-1 to jest minimum, jesli walka o PO ma byc z udzialem z NOP. Denver i Twolves to pewnie beda najprawdopobniej bezposredni rywale ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *