Konkurs: „Mój Dream Team” vol.9

Autor: Dawid Duchnowski

„Dream Team” to synonim zwycięstwa. Słysząc te dwa słowa od razu w naszych głowach pojawia nam się obraz Michaela Jordana wykonującego wsady po podaniach Pippena. Widzimy Charlesa Barkleya rozpychającego wszystkich pod koszem, albo Johna Stocktona klepiącego pick ‘n’ rolle z Karlem Malone’m. Dominacja. Można by rzec, najwspanialsza drużyna wszechczasów. Jednak nie dla mnie.

Postanowiłem podejść do tematu mojego Dream Teamu w nieco inny sposób. Zwyciężanie to nie tylko wygrywanie spotkań, oddawanie zwycięskich rzutów równo z syreną kończącą mecz, czy miażdżenie rywala 50-cioma punktami. Zwycięzcy istnieją także poza boiskiem. Zwycięzcy to koszykarze, którzy mimo licznych przeciwności zrealizowali swój sen – dotarli do NBA, a nawet osiągnęli w tej elitarnej lidze pewne sukcesy. Oto moja wyjściowa piątka:

Jimmy Butler – na boisku znany ze swojej żelaznej obrony, miał bardzo trudne życie. Do 13 roku życia był wychowywany przez matkę, bo ojciec opuścił rodzinę, gdy Jim był jeszcze niemowlakiem. Wkrótce matka wyrzuciła go z domu, gdyż nie podobał się jej wygląd syna. Jimmy, odrzucony przez rodzinę nastolatek mógł skończyć tragicznie. Bieda, brak autorytetów, strach. Typowe dzieciństwo handlarzy narkotyków, czy płatnych zabójców. Młody Butler wziął się jednak w garść. Poznał kolegę, Jordana Leslie, z którym łączyła go miłość do koszykówki. Miał szczęście, bo rodzina Jordana przygarnęła małego Jima do siebie. Trudne życiowe doświadczenia wzmocniły Butlera. Jego wytrwałość i siła przyniosły efekty na treningach. Etyka pracy, dyscyplina i odporność na ból sprawiły, że udało mu się trafić do najlepszej ligi świata.

Jeff Green – wszechstronny skrzydłowy, którego kariera w pewnym momencie zawisła na włosku. Był grudzień 2011 roku. Po długim lokaucie cała drużyna Celtics była podekscytowana nadchodzącym powrotem na boisko. Jeszcze tylko sesje zdjęciowe, wywiady i… badania lekarskie. Te ostatnie zmroziły krew w żyłach Jeffa Greena. Wykazały, że gracz ma tętniaka aorty i będzie musiał przejść poważną operację. Rozpacz, łzy, stracony sezon i obawa o zdrowie, a nawet życie. Podczas operacji serce Jeffreya przestało bić na 90 minut. Istniało prawdopodobieństwo śmierci na stole operacyjnym. Szczęśliwie jednak operacja się powiodła. Jeff wracał do zdrowia, w międzyczasie kończąc studia (uzyskał dyplom z angielskiego i teologii).Po roku znowu ujrzeliśmy Greena w zielonym trykocie, a dzisiaj wraz z Rajonem Rondo jest przyszłością drużyny z Massachusetts.

Greg Stiemsma – znany głównie ze swoich bloków, Greg przeżywał bardzo trudny okres w swoim życiu. Podczas drugiego roku na uniwersytecie w Wisconsin gracz cierpiał na depresję. Leżał całymi dniami w łóżku. Nie rozmawiał z nikim, nie oglądał telewizji, a co gorsza – opuszczał kolejne treningi. Jego przyszłość nie wyglądała różowo. Z pomocą przyszedł mu trener Henry Perez-Guerera, który wraz z psychologiem pomógł wyjść Gregowi z dołka. Stiemsma wrócił do gry, skończył studia i po kilku latach spędzonych w Europie trafił wreszcie do wymarzonej NBA.

Thomas Robinson – choć na boisku dużo jeszcze nie osiągnął, to poza nim jest wielkim zwycięzcą. Miał 19 lat, gdy w ciągu jednego miesiąca stracił babcię, dziadka i matkę. Jego życie przewróciło się do góry nogami. Thomas mógł się załamać, płakać i oskarżać Boga o swój los. Jedyną bliską osobą, jaka mu została była 7-letnia wówczas siostra. To dla niej wziął się w garść. Po tych wszystkich tragicznych wydarzeniach , Thomas zaliczył świetny sezon na uczelni w Kansas i trafił do NBA, wybrany z piątym numerem przez Sacramento Kings. Nie tylko spełnił swoje dziecięce marzenie, ale przede wszystkim zapewnił swojej siostrzyczce bezpieczną przyszłość.

Magic Johnson – zazwyczaj oceniamy go jako jednego z najlepszych koszykarzy w historii, lidera Lakersów za czasów Showtime, 5-krotnego mistrza NBA, 3-krotnego MVP finałów i tak dalej i tak dalej… Z całą pewnością Magic wiele osiągnął na parkiecie, ale poza nim także wiele zrobił. W 1991 r. ogłosił całemu światu, że jest chory na AIDS. Wielu wróżyło mu wówczas koniec kariery i poważne problemy zdrowotne. Tymczasem Magic nie dość, że pokonał chorobę, to jeszcze wrócił do gry na wysokim poziomie, grając m.in. w All-Star Game, czy na pamiętnych Igrzyskach Olimpijskich w 1992. Oprócz tego, Johnson oznajmiając publicznie o swojej chorobie zmienił sposób myślenia wielu ludzi o niej. Dotychczas AIDS kojarzyło się głównie z prostytutkami oraz homoseksualistami, wywodzącymi się z obszarów o złych warunkach higienicznych. Po tamtej konferencji prasowej, ludzie zaczęli postrzegać AIDS jako potencjalne zagrożenie dla każdego. Rozpoczęły się kampanie społeczne przeciw wirusowi HIV, w których zresztą sam Magic zawsze chętnie uczestniczył.

Być może moja drużyna nie byłaby najbardziej popularną drużyną na świecie. Z pewnością nie byłaby najlepszą drużyną jaka kiedykolwiek grała w koszykówkę. Mogę jednak z czystym sumieniem stwierdzić, że byłaby to drużyna prawdziwych zwycięzców, którzy swoją wolą walki i charakterem przyćmiliby nie jeden wsad Jordana, czy rzut Larry’ego Birda.

2 komentarze

  1. Qcin pisze:

    Czekałem na inne spojrzenie na temat i w końcu się doczekałem :)

  2. Kopek pisze:

    Fajne podejście do tematu i można się wiele dowiedzieć bo powyższych graczy znam tylko historię Magica. Leonard też stracił ojca w wieku 14 lat i potem miał ciężkie lata, nigdy się nie zagłębiałem w jego życie prywatne pamiętam tylko jak Wojtek z canal+ mówił w trakcie finałów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *