25 punktów Bosha, pewne zwycięstwo Heat nad Sacramento

heatCzwarte kolejne zwycięstwo odnieśli koszykarze Miami Heat dzięki wygranej we własnej hali nad Sacramento Kings 122:103. Do sukcesu najbardziej przyczynił się Chris Bosh, który rzucił rywalom z Kalifornii 25 punktów, a także dołożył do swego dorobku 8 zebranych piłek.

Początek spotkania to rywalizacja na linii Sacramento KingsChris Bosh. Podkoszowy Heat zdobył przez pierwsze sześć minut meczu aż 12 punktów, ale mimo to jego drużyna nie potrafiła zdobyć większego prowadzenia w tej części meczu. W zespole Kings skutecznie punktował Jason Thomsposn i to za sprawą aktywności ofensywnej tego gracza widzowie w American Airlines Arena oglądali wyrównane widowisko. Heat zaczęli odskakiwać z wynikiem dopiero po monstrualnym dunku LeBrona Jamesa nad pierwszoroczniakiem Ben McLemorem. Zresztą to co zrobił z rookie w tej akcji król James jest dość trudne do opisania słowami. Wręcz „zgwałcił go” koszykarsko… zresztą zobaczcie sami

[youtube=http://youtu.be/fiA2Y43XguI&w=585]

Z pewnością trudno było się pozbierać McLemorowi po czymś takim, ale udało mu się. Z podniesionym czołem wstał z kolan i był w dalszej części bardzo ważnym ogniwem podopiecznych trenera Mike’a Malone’a. Zresztą pozbierała się cała ekipa Króli, którzy po chwili słabszej gry ponownie doprowadzili do remisu. Niestety bardzo mizernie funkcjonowała defensywa zespołu z Sacramento. Rywale wchodzili w nią jak w masło i kończyli mnóstwo akcji wsadami. Po jednym z kontrataków piłkę do kosza wsadził nawet Ray Allen, a uczynił to pierwszy raz od 10 lutego 2011 roku. Dla gości na szczęście dobrze spisywali się ich gracze w ataku i dzięki akcjom DeMarcusa Cousinsa czy Isaiah Thomasa to właśnie oni prowadzili po 12 minutach 36:33.

Na początku kolejnej kwarty Kings szybko rzucili rywalom cztery punkty i odskoczyli w sumie na siedem oczek. Najwyraźniej strasznie rozsierdziło to ekipę z Florydy, gdyż Ci zafundowali im w ramach odwetu serię 12:0 i w mgnieniu oka (niecałe trzy minuty) odzyskali prowadzenie. Lepiej nie pytajcie jak wyglądała organizacja gry w obronie zespołu z Kalifornii, ale jednocześnie bardzo dobrze spisywali się w defensywie podopieczni Erica Spoelstry. To właśnie ona była kluczem do przeprowadzenia szybkich akcji ze strony Miami Heat, za którymi rywale nie nadążali wracać pod broniony kosz. Co ciekawe mimo takiego obrotu spraw zawodnicy Kings cały czas pozostawali w grze mimo bezustannej wymiany ciosów. Heat większość akcji kończyli po wsadach, dobitkach – co mogło ewidentnie irytować graczy z Sac-Town, ale jednocześnie potrafili oni zachować spokój i zimną krew, aby odpowiedzieć rywalom punktami po drugiej stronie parkietu. Najlepszym dowodem na to jest ten nieszczęsny Ben McLemore, który został tak upokorzony przez Jamesa w pierwszej odsłonie.  Tymczasem absolwent  uczelni Kansas wziął się w garść i po 24 minutach miał na swoim koncie 10 punktów. Cała ekipa przyjezdnych pokazywała bardzo skuteczny basket, kiedy to byli w posiadaniu piłki. Słabsze ostatnie dwie minuty drugiej ćwiartki, w których Heat zdobyli siedem punktów nie tracąc żadnego zadecydowało o tym, że na przerwę gospodarze prowadzili 67:61.

Podobny wynik utrzymywał się przez pierwszą część kolejnej części spotkania. Bardzo aktywne w tym okresie czasu było trio Dwayne WadeLeBron JamesChris Bosh. Ewidentnie widać  było, że starają się brać odpowiedzialność za wynik i pragną ostatecznie odskoczyć z większą przewagą, która zagwarantował by im spokojniejszy finisz meczu. Inne spojrzenie na tą kwestię miał jednak Cousins, który był wprost nie do zatrzymania dla kryjących go zawodników z Miami. Niestety dla dzielnie spisujących się Kings końcówka trzeciej odsłony pokazała, że najzwyczajniej nie wytrzymali tempa narzuconego przez oponentów. Miami zaliczyło kolejny run 17:5 na pomiędzy 31 i 36 minutą rywalizacji. Tym samym czwarta kwarta startowała od wyniku 98;82 dla gospodarzy.

W ostatniej odsłonie zawodnicy „Żaru” urządzili sobie kolejne konkursy wsadów, a zwłaszcza aktywny w tej dziedzinie był Chris Andersen. Całkowicie posypała się ekipa Kings zarówno w obronie (choć tu przez całe spotkanie było strasznie słabo) jak i w ataku. Mario Chalmers swoimi kolejnymi akcjami po których to systematycznie punktował starał się udobruchać Jamesa, który to tak straszliwie skrzyczał biedaka w poprzedniej potyczce z Indianą Pacers. Warto tez wspomnieć o dobrej grze McLemora, który mimo niekorzystnego rezultatu mógł się bardzo podobać. Nie odpuszczał i widać, że był bardzo zdeterminowany, aby zmazać skazę jaką został naznaczony przez gwiazdora Heat.

Ostatecznie Miami wygrywa z Sacramento Kings 122-103 i jest to już ich 18 zwycięstwo z rzędu nad drużyną z Konferencji Zachodniej. Do wyrównania rekordu Bostonu brakuje im już tylko dwóch zwycięstw. (kolejne dwa mecze Miami zagra z Atlantą i LA Lakers)

Oba zespoły zagrały na bardzo dobrej skuteczności. O ile w przypadku Heat, którzy aż 70 pkt zdobyli z pomalowanego pola taki fakt nie powinien dziwić (61,4 %), to w przypadku Kings, którzy zaliczyli 58% trafionych rzutów ze wszystkich oddanych może o tyle dziwić, że przecież przegrali oni różnica 19 punktów. Ostatni raz coś takiego zdarzyło się w 1986, kiedy to Suns grając na 61% skuteczności przegrali 100-119 właśnie z Kings.

W zespole Heat najskuteczniejszym graczem był Chris Bosh. Po spotkaniu może się on pochwalić zdobyczą 25 pkt oraz 8 zbiórek. LeBron James uzbierał 18 oczek, a Dwayne Wade miał ich w sumie 20.

W ekipie Kings najlepszym strzelcem został DeMarcus Cousins, który zaaplikował drużynie przeciwnej 27 punktów, a także zebrał 8 piłek. McLemore był autorem 20 punktów z czego 12 zdobył rzutami za trzy (4 na 7). Lekko zawstydzony po meczy bardzo komplementował rywali ze zwycięskiej drużyny mając jednocześnie świadomość, że nadal wszyscy widzą przelatującego nad nim LeBrona Jamesa:

„It’s a great learning experience for me as a rookie going out there and playing the great wings out there,” McLemore said. „D-Wade especially and Ray Allen, a great shooter, and especially LeBron, it was a great challenge for me.” – mówił po meczu

SACRAMENTO KINGS (7-18) – MIAMI HEAT (20-6) 103-122

(36-33, 25-34, 21-31, 21-24)

D, Cousins 27 pkt, B. McLemore 20 pkt, R. Gay 14 pkt – Ch. Bosh 25 pkt, D. Wade 20 pkt, L. James 18 pkt

[youtube=http://youtu.be/RWxyvl_2qbk&w=585]

a po meczu w ekipie Miami…

[youtube=http://youtu.be/cgs8z46qwDY&w=585]

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

7 komentarzy

  1. Mr.Frodo pisze:

    A to nie był faul ofensywny. Przecież McLemore zdążył się ustawić

    • Celesti1721 pisze:

      Przecież królowi takich rzeczy się nie gwiżdże.

    • zdzichuspodbloku pisze:

      McLemore stał na linii podkoszowej

    • Celesti1721 pisze:

      Jeżeli mówiąc „linia podkoszowa” masz na myśli półkole podkoszowe to nie ma to żadnego znaczenia. Żeby atakujący mógł sobie bez konsekwencji szarżować na stojącego obrońcę musiałby on stać obiema stopami wewnątrz półkola podkoszowego. Jeżeli chociaż czubkiem jednego buta obrońca stoi na linii kiedy przyjmuje szarżę to jest to normalny faul ofensywny…

  2. Mario pisze:

    Obrona Sacramento to jest ewenement, który nie powinien mieć miejsca w NBA…

  3. Mario pisze:

    Czyli wychodzi na to, że kolejna „wielka” akcja Lebrona, której tak naprawdę być nie powinno – klasyka.

  4. Cosmo111 pisze:

    Nawet podczas All Star Game chyba trudniej wejść pod kosz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *