Ciekawostki statystyczne (45)

DETROIT PISTONS 101:96 INDIANA PACERS

– Pistons dostali w nagrodę od losu back-to-back przeciwko dwóm najlepszym drużynom tego sezonu, wczoraj przegrali po dogrywce z Blazers (Lillard!), jednak dziś niespodziewanie pokonali Pacers w Indianie, zdobywając halę Bankers Life Fieldhouse jako pierwsi w tym sezonie. Tak, to pierwsza porażka Pacers na własnym parkiecie i została nam już tylko jednak niepokonana u siebie drużyna – Oklahoma City Thunder (12-0). Tymczasem Blazers, którzy wczoraj pokonali Pistons, dziś skorzystali na ich zwycięstwie, wskakując na pierwsze miejsce w lidze z bilansem 21-4 (Indiana 20-4).

Josh Smith wczoraj miał 31 punktów przy 12-16 z gry, dziś przeciwko najlepszej defensywie NBA zdobył 30 punktów (13-29 FG). Co się dzieje? J-Smoove dopiero po raz drugi w swojej karierze zdobył 30 punktów w dwóch meczach z rzędu (pierwszy raz miał miejsce w marcu 2012 roku). W tym sezonie, po 24 meczach, tylko trzech graczy przed nim rzuciło Indianie tak dużo punktów – Durant, Anthony i Gay. Dziś to właśnie Smith poprowadził Detroit do wygranej przerywającej ich serię 10 porażek w Indianapolis.

Ostatnimi zawodnikami, którzy rzucili przynajmniej 30 punktów w wygranej przerywającej trwającą od początku sezonu serię przynajmniej 10 zwycięstw u siebie rywali, byli Kevin Garnett i Latrell Sprewell w 2003 roku, kiedy ich Timberwolves pokonali Kings. Pistons po raz czwarty w swojej historii przerwali czyjeś 10-0 (przynajmniej) u siebie, wcześniej w podobnych okolicznościach wygrywali w Bostonie (2007), Los Angeles (Lakers, 1978) i Rochester (1950).

Paul George i Roy Hibbert trafili razem tylko 6 z 26 rzutów z gry. Pierwszy w trzech ostatnich meczach miał tylko 27% skuteczności. Dziś MVP Pacers był Lance Stephenson, który po raz pierwszy w swojej karierze zdobył 20 punktów w dwóch kolejnych meczach. Dziś miał ich 23 (career-high), dzięki trafieniu aż 9 z 14 rzutów. Ponadto miał też 7 zbiórek i 6 asyst.  Nie pomogła także świetna zmiana Luisa Scoli (18 pkt, 8-11 FG, 20 min).

LOS ANGELES LAKERS 100:114 ATLANTA HAWKS

Kobe Bryant miał 8 punktów i 6 asyst przy 5 stratach, trafił tylko 4 z 14 rzutów i żadnej z 5 trójek. Ciężki powrót. W pięciu meczach aż trzy razy nie dobił nawet do progu 10 punktów. Choć sezon tak naprawdę dopiero się dla niego zaczął, już jest trzecim najgorszym w jego karierze pod względem liczby meczów bez double-digits. W dwóch pierwszych sezonach – 1996/97 i 1997/98 – Kobe nie osiągnął tej granicy w 46 i 14 spotkaniach (na 71 i 79), w kolejnym (1998/99) także zdarzyło mu się to trzykrotnie (na 50). Ale teraz to dopiero pięć meczów, po których Bryant ma 12.4 ppg, 6.8 apg, 4.2 rpg, 40% z gry, 2-15 za trzy i średnio aż 6 strat. Poczekajmy.

– Kobe Bryantem był dziś Nick Young, który zdobył 23 punkty, trafiając 7 z 14 rzutów z gry i aż 5 na 7 trójek. Jeszcze bardziej efektywny był Jordan Hill, który w 29 minut zdobył 21 punktów i zebrał 9 piłek, trafiając wszystkie 8 rzutów z gry bez straty. Ostatnim graczem z 8-8 z gry i zerem strat był Tony Allen (styczeń 2012), ostatnim, który dołożył do tego jeszcze 21/9, był Shaquille O’Neal (2004). Moim osobistym faworytem mimo nieco innych statystyk pozostaje jednak Tim Duncan z 2010 roku, który w 14 minut miał 17 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst, też na 8-8 z gry bez straty. Warto to przypomnieć, bo prawdopodobnie długo nie miałbym na to okazji.

– Hawks pokonali trzech graczy Lakers z double-digits aż szóstką. Najlepiej spisał się Al Horford (19 pkt, 11 zb, 5 ast, 9-17 FG), double-double miał również rozgrywający Jeff Teague (17 pkt, 10 ast). Paul Millsap zanotował 18/9/2/4, ale doceńmy też świetną grę rezerwowych. Każdy z czwórki zmienników Atlanty miał swój niemały wkład w to zwycięstwo, nawet Lou Williams, który był 2-8 z gry, ale rozdał aż 8 asyst. Mike Scott miał 14 punktów (5-6 FG) w 13 minut, 9 punktów w 17 minut zdobył Shelvin Mack, Elton Brand w takim samym czasie zaliczył 8 punktów, 7 zbiórek i 3 bloki.

Paul Millsap zakumplował się z Kyle Korverem (3-8 za trzy, seria trwa) i trafił aż 15 trójek w ostatnich 10 meczach, dziś 2-4. Co ciekawe, w 554 poprzednich meczach Sapa w karierze trafił on tylko 36 rzutów z dystansu.

MINNESOTA TIMBERWOLVES 97:101 BOSTON CELTICS

– Celtics pokonali Timberwolves u siebie po raz dziewiąty z rzędu, seria ta sięga jeszcze sezonu 2004/05. Czasy się zmieniają, dziś pogromcą Wilków był Jared Sullinger, który spisał się świetnie z 24 punktami, 11 zbiórkami i 5 asystami. Trafił 7 z 14 rzutów z gry i 9 z 11 wolnych. Cieszy zwłaszcza jego aktywność w dostawaniu się na linię, w żadnym z 17 poprzednich meczów nie oddał więcej niż czterech rzutów osobistych. Jego dzisiejsze 24 punkty to drugi wynik w karierze (rekord – 26), natomiast 5 asyst oraz właśnie 9 celnych i 11 oddanych rzutów wolnych to jej nowe rekordy. Można więc śmiało powiedzieć, że był to jego najlepszy mecz w NBA, zwłaszcza, że wygrał pojedynek z samym Kevinem Love. Ten miał co prawda więcej punktów i zbiórek (27/14), ale trafił tylko 9 z 26 rzutów (2-11 3pt).

– Wolves mieli szansę na wygranie obu meczów z Celtics w tym sezonie, dokładnie miesiąc temu pokonali ich na własnym parkiecie, jednak przez dzisiejszą porażkę po raz kolejny nie udało im się wyciągnąć 2-0 z Bostonem. Ostatni raz zrobili to 13 lat temu.

– Poza Sullingerem tylko dwóch graczy Celtics zdobyło ponad 10 punktów, jednak nie dość, że Avery Bradley rzucił ich 19 (9-17 FG), a Jordan Crawford 15, to jeszcze ich bezpośredni rywale, startujący dziś na pozycjach obrońców w Minnesocie Ricky Rubio i Corey Brewer, trafili łącznie tylko 3 z 20 rzutów. Upiekło się więc Brandonowi Bassowi i Jeffowi Greenowi (razem 3-16 FG).

PHILADELPHIA 76ERS 94:130 BROOKLYN NETS

– 76ers w poprzednim meczu pozwolili Blazers na 21 celnych trójek, by dziś pozwolić Nets na 21 celnych trójek. To oczywiście pierwszy taki przypadek w historii NBA. Szóstki straciły więc w drugim meczu z rzędu 130 punktów, co w lidze zdarzyło się po raz ostatni w kwietniu 2011 roku (Wolves), a w Filadelfii – w 1994 roku. To ich siódma porażka z rzędu i aż boję się myśleć, co stanie się w ich kolejnym meczu, znów przeciwko Nets, ale tym razem na własnym parkiecie. Brooklyn jest już 9-15 i oficjalnie wraca do gry.

– 21 trafień za trzy to oczywiście nowy rekord organizacji Nets. Blazers dokonali tej sztuki dwa dni wcześniej, ale w całej historii NBA to dopiero siódmy taki przypadek. Z tego trzy miały miejsce w meczach z Sixers. Dziś Siatki miały jeszcze lepszą skuteczność (60%) z dystansu niż przedwczoraj Portland. Jednocześnie mieli tylko 58% z linii rzutów wolnych, o ironio. Po raz pierwszy w historii ligi zdarzyło się, by przy min. 25 próbach za trzy i osobistych drużyna miała przynajmniej 60% zza łuku i mniej niż 60% z wolnych. Co więcej, Nets po raz pierwszy od 2009 roku trafili ponad 60% rzutów z gry (dokładniej 60,3%). Sixers, ta obrona..

Joe Johnson zdobył 37 punktów (7 zb, 5 ast, 13-24 FG), trafiając 10 z 14 rzutów za trzy. W trzeciej kwarcie miał aż 29 punktów, wyrównując rekord NBA w liczbie celnych trójek w jednej kwarcie (8) należący do Michaela Redda (2002). W 3Q sam pokonał Sixers, którzy zdobyli tylko 25 punktów. Siedem asyst miał w niej Deron Williams (13 pkt, 13 ast), który w marcu tego roku pobił rekord ligi, trafiając w pierwszej połowie meczu z Wizards 9 rzutów za trzy. To piętnasty w historii NBA występ z min. 10 trafieniami zza łuku, pierwszy właśnie od wspomnianego marca. Co więcej, Johnson rozegrał dziś tylko 30 minut! Tylko jeden gracz trafił tyle trójek w krótszym czasie, Donyell Marshall (2005), współrekordzista ligi w tym elemencie (12 trójek w 28 minut), wraz z Kobe Bryantem.

Mirza Teletović wyszedł w pierwszej piątce po raz pierwszy w swojej karierze. Miał 11 punktów i 5 zbiórek. Warto również wspomnieć o kolejnym bardzo dobrym występie Andraya Blatche’a (20 pkt, 5 zb, 25 min, 8-12 FG).

UTAH JAZZ 94:117 MIAMI HEAT

– Typowy mecz Heat, ale niecodziennie bije się rekord organizacji w skuteczności z gry (63,4%). Poprzedni został ustanowiony w 1997 roku, kiedy Miami trafiło w meczu z Suns 63,2% rzutów. Co ciekawe, po pierwszej połowie Heat dziś przegrywali, ale po przerwie rozwiali wszelkie wątpliwości, wygrywając dwie ostatnie kwarty 70:44. LeBron James znów był o zbiórkę i asystę od triple-double (30/9/9), a Wielka Trójka z Miami miała dziś łącznie aż 77 punktów (rekord sezonu). Dwyane Wade trafił 9 z 14 rzutów z gry (9-10 FT) i zdobył 27 punktów, Chris Bosh miał 20 (8-13 FG). Dopiero po raz drugi w erze wspólnych występów wszyscy gracze Big Three mieli przynajmniej 20 punktów i 60% skuteczności z gry. Pierwszy taki mecz miał miejsce w marcu ubiegłego roku z Raptors.

– Dla Jazz aż 31 punktów (rekord kariery), 7 asyst, 4 przechwyty i 12-17 z ławki w 34 minuty zanotował Alec Burks. I teraz, uwaga – ostatnim graczem z 31 punktami na 70% z gry, 7 asystami i 4 stealami w jednym meczu był Ty Lawson (grudzień 2012), ostatnim zawodnikiem, który dokonał tej sztuki w barwach Utah był John Stockton (1993), wracając do całej NBA, ostatnim, który zrobił to jako rezerwowy, był Nate Robinson (2009), a ostatnim, który miał taką linijkę w mniej niż 34 minuty, był Dwyane Wade (2006).

– Całkiem dobrze spisali się podkoszowi, Derrick Favors miał 17 punktów (8-12 FG) i 7 zbiórek, a Enes Kanter w 17 minut z ławki zaliczył 14/8. Po drugiej stronie parkietu działy się jednak rzeczy niewyobrażalne, tymczasem Trey Burke i Gordon Hayward połączyli siły w 3-16 z gry i 1-8 za trzy.

– Heat wygrali 17 ostatnich meczów z drużynami Konferencji Zachodniej, to druga najdłuższa seria tego typu w historii NBA.

WASHINGTON WIZARDS 102:101 NEW YORK KNICKS

Bradley Beal wrócił, i to w wielkim stylu. Zdobył 21 punktów i zebrał 7 piłek w pół godziny, przede wszystkim jednak na 5.5 sekundy do końca dał Czarodziejom prowadzenie i w konsekwencji zwycięstwo. Marcin Gortat miał tylko 9 punktów (4-14 FG), 7 zbiórek i 4 asysty, ale to był mecz dla niższych graczy. Beal, John Wall (20 pkt, 6 zb, 8 ast, 7 TO), a przede wszystkim Martell Webster (30 pkt, 9-13 FG, 6-8 3pt), który – gdyby nie Joe Johnson – byłby najlepszym snajperem dnia. Tylko raz w swojej karierze zdobył więcej punktów (34 w marcu).

– To pierwsze zwycięstwo Wizards w Madison Square Garden od 2006 roku. Od tamtej pory przegrali w Nowym Jorku 10 meczów z rzędu. Była to najdłuższa seria zwycięstw Knicks na własnym parkiecie przeciwko jednej drużynie od 2000-2004 (Hawks).

Carmelo Anthony miał 32 punkty na 12-20 z gry, 5 zbiórek, 3 asysty i 4 bloki. JR Smith wrócił do siebie, oddał 16 rzutów z gry, trafił 6 i skończył mecz z 18/4/6. Młody Tim Hardaway trafił 5 z 6 rzutów i zdobył 14 punktów.

ORLANDO MAGIC 83:82 CHICAGO BULLS

– Bulls znowu to zrobili, dobrze, że chociaż wyszli za osiemdziesiątkę. Już wypadli z Top 8 Konferencji Wschodniej i nie wygląda wcale na to, by mieli się tam szybko znów zameldować. United Center na 11 meczów została zdobyta aż pięć razy, jeszcze niedawno była to twierdza nie do zdobycia. Czasy się jednak zmieniają i wygrywają tu nawet tankujący Magic z bilansem 3-11 na wyjeździe. Luol Deng zwiększa swoją wartość, dziś zdobył 26 punktów i zebrał 8 piłek (8-16 FG), ale tylko on i Mike Dunleavy (14 pkt, 5-9 FG) mieli dobrą skuteczność. Jak trafiała reszta? No to pomyślcie sobie, że nawet z nimi skuteczność z gry Bulls nie przekroczyła nawet 35%. Jimmy Butler trafił tylko 1 z 11 rzutów, Carlos Boozer 3 z 10, Taj Gibson 1 z 7.

Arron Afflalo zdobył 23 punkty, 8 zbiórek i 4 asysty. Trafił 8 z 14 rzutów i wraca na poziom all-star. Czy nim zostanie? 21.6 ppg, 4.7 rpg, 4.0 apg, obrońca, Konferencja Wschodnia. Po double-double zanotowali Glen Davis (14/11) i Nikola Vucević (10/11), Victor Oladipo dziś trafił tylko 3 z 12 rzutów i miał 8 punktów oraz 5 asyst bez straty. Co więcej napisać o takim meczu?

SAN ANTONIO SPURS 92:115 LOS ANGELES CLIPPERS

– Stawiałem w tym meczu na Clippers, ale nigdy bym nie przypuszczał, że to będzie aż taki blow-out. Clippers jeszcze nigdy w swojej historii nie pokonali Spurs tak wysoko, jak dziś. Na 40 ostatnich pojedynków tylko sześć zakończyło się zwycięstwem drużyny z Miasta Aniołów. Mimo tej wygranej Clippers wciąż tracą do Spurs (3. miejsce na Zachodzie) aż trzy mecze.

– Głębia składu Spurs dziś nie podziałała, Manu Ginobili miał 16 punktów (8-11 FG), Tim Duncan 17/11/5, ale poza nimi tylko Kawhi Leonard miał dwucyfrówkę na koncie (12 pkt, 8 zb, 6-11 FG). Goście przegrali dziś niemal w każdym elemencie gry, od skuteczności przez liczbę trójek i wolnych aż po straty. Zwłaszcza to ostatnie mogło szczególnie zaboleć Ostrogi, jako najlepiej asystująca drużyna w lidze nie powinni mieć 20 asyst i aż 22 strat (rekord sezonu).

– Clippers trafili 11 z 23 trójek, od startu poprzedniego sezonu są 19-2 w meczach, w którym mają przynajmniej tyle celnych rzutów z dystansu. Nie zawiedli dwaj liderzy zespołu, Blake Griffin miał 27 punktów (8-14 FG, 11-15 FT) i 9 zbiórek, a Chris Paul zanotował 23/8/7/4 przy 8-13 z gry. Jared Dudley i Willie Green zdobyli razem 25 punktów na 7-10 za trzy.

Najlepsi

punkty: J. Johnson (37)

zbiórki: Love (14)

asysty: Deron Williams (13)

przechwyty: Paul, Burks, Millsap (4)

bloki: Anthony (4)

straty: Wall (7)

3pt: J. Johnson (10)

FT: Griffin (11)

minuty: Anthony (42:01)

Enbiejowy typer: 4/8, w sezonie 220/362

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *