Ciekawostki statystyczne (43)

CHARLOTTE BOBCATS 94:99 INDIANA PACERS

– Pacers są o krok przed wszystkimi i dziś zostali pierwszą drużyną w tym sezonie z 20 zwycięstwami na koncie. Dla porównania, w poprzednich rozgrywkach swój dwudziesty mecz wygrali dopiero 5 stycznia (20-14). 20 wygranych po 23 spotkaniach sezonu to najlepszy start w historii organizacji, poprzedni miał miejsce dokładnie 10 lat temu (20-7). Bobcats postawili dziś naprawdę trudne warunki i nie pozwolili Indianie na tak łatwą wygraną, jak 27 listopada (99:74), ale ostatecznie Pacers nie oddali swojej twierdzy i są już 11-0 na własnym parkiecie oraz 14-1 przeciwko drużynom Wschodu. Rysie nie wygrały w Indianie od 2008 roku, przegrywając tu 10 ostatnich spotkań oraz 14 z 15 ostatnich pojedynków z Pacers ogółem.

– Jak miażdzą w tym sezonie Pacers, każdy widzi, więc tym bardziej trzeba docenić postawę Bobcats. To najmniejsze rozmiary wygranej Indiany od 9 listopada (z Brooklynem), Pacers są jedyną drużyną w lidze, która w tym sezonie nie miała ani jednego spotkania rozstrzygniętego różnicą mniej niż 5 punktów.

Paul George zagrał słabo, miał 10 punktów, 4 zbiórki i 5 asyst oraz trafił tylko 2 z 12 rzutów z gry (1-6 3pt). Dziś Georgem był Lance Stephenson, autor 20 punktów, 11 zbiórek i 7 asyst przy skuteczności 9-14. W ciągu ostatnich 20 lat tylko dwóch graczy Pacers zanotowało 20/11/7 na skuteczności ponad 64% – David West (2012) oraz Rik Smits (1994). Stephenson po raz pierwszy w swojej karierze był najlepszym punktującym, zbierającym i asystującym swojego zespołu. Roy Hibbert dołożył 18 punktów, 11 zbiórek i 3 bloki. Środkowy Indiany w tym sezonie tylko raz nie miał na koncie ani jednego bloku (porażka z Thunder). Wśród graczy Bobcats najlepiej spisał się Al Jefferson, który w 28 minut miał 21 punktów i 9 zbiórek. To jego drugi w tym sezonie, ale też dopiero piąty w historii klubu występ na poziomie 21/9 w tak krótkim czasie.

CLEVELAND CAVALIERS 109:100 ORLANDO MAGIC

– Cavaliers pukają do ósemki Konferencji Wschodniej, ale ich dzisiejsze zwycięstwo w Orlando było dla nich dopiero drugą wygraną na wyjeździe w tym sezonie. Magic doskonale ich rozumieją, mają poza domem taki sam bilans (2-10). Tylko to jednak łączy obie drużyny, ponieważ Cleveland wygrało 5 z 6 ostatnich meczów, z kolei Orlando na 8 ostatnich spotkań zwyciężyli tylko raz.

– To drugi kolejny mecz dla Kyriego Irvinga z więcej niż 30 punktami na koncie, po 37 przeciwko Knicks dziś rozgrywający Cavaliers zdobył aż 31 punktów. Trafił 12 z 24 rzutów z gry, rozdał także 5 asyst. Po raz trzeci w karierze zaliczył serię dwóch spotkań, w których przekroczył granicę 30 oczek. Wszystkie miały miejsce w 2013 roku. 21 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty z ławki w 28 minut zanotował Dion Waiters, który w czwartej kwarcie rzucił aż 16 punktów. Inny rezerwowy, Anderson Varejao, zaliczył double-double, 10 punktów i 14 zbiórek.

Arron Afflalo powoli schodzi z poziomu all-star, ale też nie gra fatalnie, dziś miał 17 punktów (6-15 FG, 1-7 3pt), 4 zbiórki i 5 asyst. 17 punktów miał również Jameer Nelson (5 ast). Andrew Nicholson w 25 minut z ławki miał 12 punktów i 10 zbiórek (4-12 FG). Grał Tobias Harris, kwadrans, miał 10 punktów i 5 zbiórek.

– To jednak tylko support przed występem Victora Oladipo, który rozegrał jeden z najlepszych meczów w swojej krótkiej karierze, bardziej efektowne było chyba tylko triple-double przeciwko Michaelowi Carterowi-Williamsowi (który, jak pamiętacie, odwdzięczył się tym samym). Oladipo zdobył dziś 26 punktów (wyrównany rekord kariery), trafiając 9 z 13 rzutów (3-4 3pt, 5-5 FT), miał też 5 zbiórek, 4 asysty, 4 przechwyty i 3 bloki (też tylko 2 TO). 26/5/4/4/3? Wow. W ciągu ostatnich 20 lat tylko jeden rookie zaliczył taką linijkę, zresztą też w barwach Orlando – Penny Hardaway (1993). W tym sezonie to drugi taki występ, pierwszy należał do Kevina Duranta.

PHILADELPHIA 76ERS 100:108 TORONTO RAPTORS

– Raptors mimo wygrania pierwszej kwarty 36:21 wcale nie ustawili sobie tego meczu, Sixers doprowadzili nawet do remisu, jednak nigdy nie objęli prowadzenia i przegrali piąty mecz z rzędu. W dłuższe serie nie będę się bawił, tankowanie w pełni. Szóstki właśnie stały się najgorszą drużyną NBA w meczach na wyjeździe (1-10). Po takich meczach doskonale wiecie, skąd się biorą zwycięstwa w Atlantic Division.

– Toronto wygrało swój pierwszy w tym sezonie mecz przy utracie 100 punktów głównie dzięki startującym na pozycjach SG i SF Demarowi DeRozanowi i Terrence’owi Rossowi. Cieszy przede wszystkim świetny występ tego drugiego, który wskoczył do pierwszej piątki za Rudy’ego Gaya (o debiutantach za momencik) i w drugim meczu w nowej roli zdobył rekordowe w tym sezonie 24 punkty (10-16 FG, 4-7 3pt). Jego career-high jest lepszy tylko o dwa oczka. DeRozan przyzwyczaił już nas do występów w stylu dzisiejszych 27 punktów, dołożył też 5 zbiórek i 6 asyst. To właśnie ta dwójka powinna zyskać na odejściu Gaya najbardziej. Sumując, zdobyli oni 51 punktów na skuteczności 19-35. Reszta Raptors miała 57 oczek przy 20-47, i to licząc 8 celnych rzutów na 11 prób Amira Johnsona (17 pkt, 10 zb). Jonas Valanciunas (12 pkt, 13 zb) i Kyle Lowry (6 pkt, 11 ast) dobrze zbierali i asystowali, ale ze skutecznością było u nich słabo (razem 5 trafień z 19 rzutów).

– Pozyskani z Sacramento Kings Greivis Vasquez, Patrick Patterson i John Salmons zadebiutowali dziś w nowych barwach, wchodząc z ławki. Najlepiej wypadł ten pierwszy, który zdobył 12 punktów (5-7 FG) w 17 minut. Dwaj pozostali trafili tylko dwa z ośmiu rzutów i mieli też 8 punktów.

– Na czele Sixers stali Tony Wroten (23 pkt, 5 ast), który pobił rekord kariery w liczbie celnych rzutów za trzy (5) oraz Evan Turner ze świetną linijką 21 punktów, 10 zbiórek i 4 asyst. Obaj trafili aż 8 na 12 trójek, ale reszta zespołu – tylko jedną z jedenastu. Wroten, który przed tym meczem miał w karierze skuteczność z dystansu na poziomie 20,4%, dziś trafił więcej trójek niż w całym swoim debiutanckim sezonie.

– Wspomniałem już, że  Raptors odnieśli pierwsze w tym sezonie zwycięstwo w meczu, w którym jednocześnie stracili ponad 100 punktów, ale warto też wiedzieć, że przerwali dziś serię aż 21 porażek w takich sytuacjach. Była to najdłuższa trwająca seria w lidze, teraz jest to 14 przegranych Orlando Magic.

WASHINGTON WIZARDS 99:101 ATLANTA HAWKS OT

– Co by o Wschodzie nie mówić, jest słaby, ale na pozycjach 3-11 bardzo wyrównany. Wizards, którzy jeszcze niedawno zajmowali trzecie miejsce w konferencji, przegrali trzy mecze z rzędu (łączną róznicą 7 punktów, dwa razy po dogrywce) i spadli na ósmą lokatę. Dziś ranił ich głównie jeden gracz, Al Horford z Atlanty, która wygrała trzy z czterech ostatnich meczów i dołączyła do Heat i Pacers (to tak ładnie brzmi) jako jedynych drużyn Wschodu z dodatnim bilansem. Podkoszowy Hawks rozegrał dziś jedno z najlepszych spotkań w całej swojej karierze, wyrównując jej rekord w liczbie zdobytych punktów (34) i zbierając 15 piłek (6 w ataku, 15-23 FG). Przede wszystkim jednak uratował swój zespół od blamażu po utracie 15-punktowej przewagi w czwartej kwarcie, najpierw trafił na 5.5 sekundy do jej końca dwa rzuty wolne na remis, by w dogrywce skończyć mecz buzzer-beaterem. To jego drugi game-winner w tym sezonie, wcześniej wygrał mecz z Mavericks. Jak więc widzicie, to była noc Horforda, nie tylko ze względu na zimną krew w crunch, ale też na same statystyki.

– Ostatnim graczem, który zanotował 34/15 na skuteczności 65%, był Zach Randolph, w grudniu ubiegłego roku. Dla Hawks to pierwszy taki występ do 1992 roku (Kevin Willis). Horford po raz drugi w swojej karierze, i w barwach Atlanty zarazem, zanotował 30/15 oraz dwa przechwyty. Tylko trzech graczy w historii organizacji miało więcej niż jeden taki mecz (John Drew 9, Dominique Wilkins 5, Josh Smith 3).

Kyle Korver, pamiętamy, trafił 4 na 8 trójek (16 pkt) i przedłużył swoją serię, już każdy wie jaką, do 92 spotkań. Jeśli chodzi o Wizards, Marcin Gortat miał 12 punktów, 10 zbiórek oraz 6 asyst (rekord kariery). Jeszcze lepiej spisał się Trevor Booker, autor 24 punktów (dwa oczka od rekordu kariery, 12-19 FG) i 14 zbiórek, oba te wyniki to jego nowe rekordy sezonu. Zbyt nieskuteczni byli jednak Martell Webster i przede wszystkim John Wall, pierwszy zdobył 15 punktów i 8 zbiórek, ale poza 7-7 z linii spudłował aż 8 z 12 rzutów z gry, natomiast Wall zanotował co prawda double-double (13 pkt, 11 ast), ale na 22 rzuty trafił zaledwie sześć. W ciągu ostatnich czterech lat tylko jeden Czarodziej wyczarował przy tak wielu próbach skuteczność gorszą od 30%. Nick Young. Ale przecież nawet Michaelowi Jordanowi zdarzyło się kiedyś w Waszyngtonie 5-26 z gry.

NEW YORK KNICKS 86:90 BOSTON CELTICS

– To nie był co prawda ogromny blow-out na skalę historyczną, jak 114:73 w Nowym Jorku sprzed pięciu dni, ale Celtics znów wygrali z Knicks. Ich bilans 11-14 jako pierwszy w Dywizji Atlantyckiej powoli przestaje wyglądać bardzo źle, Nowojorczycy też osiągnęli swój cel, wbrew tym, którzy krytykowali ich za fatalną grę w Madison Square Garden. No to teraz Knicks są tak samo słabi u siebie, jak i na wyjeździe (w obu 3-8), a w całej lidze mniej zwycięstw mają tylko Bucks. Amare Stoudemire (18 pkt, 5 zb, 7-9 FG) kontynuuje swoją dobrą passę, ale dwóch najlepszych strzelców zespołu gości, Carmelo Anthony i Andrea Bargnani, którzy rzeczywiście zdobyli razem aż 48 punktów, trafili tylko 18 z 46 rzutów z gry. Ciekawostka dnia dotycząca Knicks: Pablo Prigioni po raz pierwszy w tym sezonie oddał rzuty wolne. To w ogóle był dziwny mecz, skoro JR Smith miał tylko jeden rzut z gry (ostatni raz w marcu 2012 roku).

– Zupełnie nieudany występ zaliczył Jordan Crawford, który jest jedną z rewelacji sezonu i będzie w gronie kandydatów do MIP, ale nie dziś (0-8 FG, 0-5 3pt, 2 pkt, 6 ast). Dobrze poradzili sobie za to inni gracze Celtics, z Jaredem Sullingerem (19 pkt, 6 zb, 3 ast, 6-9 FG) i Courtneyem Lee (18 pkt, 6-8 FG, 3-3 3pt, 19 min) na czele. Szczególnie ten ostatni rozegrał bardzo dobry mecz, zwłaszcza, że w poprzednim skompletował 6 fauli w 14 minut, nie zdobywając ani jednego punktu.

– Napisałem, że bilans Celtics jako lidera Atlantic Division powoli przestaje wyglądać bardzo źle, ale na dzień dzisiejszy jeszcze niestety tak właśnie wygląda. W historii NBA tylko trzy zespoły przed nimi prowadziły po 25 meczach w swojej Dywizji z tak słabym bilansem. Dość niedawno, bo w sezonie 2006/07, taki start mieli Nets (11-14), w sezonie 1975/76 w takiej sytuacji byli Pistons (11-14), ale nikt nie przebił jeszcze Bullets z 1971/72 (10-15). Tylko trzem drużynom udało się wygrać dywizję z ujemnym bilansem, to właśnie Bullets z 1971/72, a także Hawks z 1956/57 i Bucks z 1975/76.

– Knicks popełnili dziś tylko 7 strat przy 16 Celtics, ale to już ich druga w tym sezonie porażka w meczu, w którym mieli o 9 TO mniej od swoich rywali. Dwa takie mecze przegrała poza nimi tylko jedna drużyna – Hawks.

BROOKLYN NETS 99:103 DETROIT PISTONS

– Pistons przerwali serię trzech porażek, mimo której utrzymali piąte miejsce w konferencji (Wschód), Nets powoli podnoszą się z dna, ale po dzisiejszej porażce mają bilans 8-15. Dziś szczególnie zabrakło im kontuzjowanego Brooka Lopeza, ponieważ w świetnej dyspozycji był front-court Detroit. Greg Monroe miał 22 punkty (10-18 FG) i 11 zbiórek, Andre Drummond – 22 punkty (8-11 FG), 13 zbiórek i aż 6-8 z linii. To ważne, szczególnie, że środkowy Pistons w poprzednich meczach tego sezonu trafił tylko 30 z 80 osobistych, a dziś miał serię sześciu celnych z rzędu w drugiej kwarcie, kiedy zdobył aż 16 punktów. Tłoki miały tylko dwa przechwyty (najgorszy wynik w sezonie), ale ten należący do Drummonda był jego setnym w karierze.

– Nie był to jedyny milestone w tym meczu, najważniejszym jest 14000 zbiórek Kevina Garnetta, który przekroczył tą granicę jako 10. gracz w historii NBA. Zdecydowanie lepiej pisać o tym, niż o kolejnym nieudanym występie KG (4 pkt, 8 zb, 2-8 FG), który trafia w tym sezonie 36,7% rzutów (nigdy wcześniej nie zszedł poniżej 46%). Josh Smith (10 pkt, 6 zb, 6 ast, 3-13 FG) rozegrał zaś swój 700. mecz w karierze.

– Nie tylko świetna postawa podkoszowych była kluczem do wygranej dla Pistons – świetnie spisali się także rezerwowi Kyle Singler i Rodney Stuckey, którzy rzucili razem 33 punkty (12-21 FG). Brandon Jennings niestety zakumplował się ze Smithem i trafił tylko 3 z 14 rzutów. Po stronie Nets najlepiej spisali się ci, co wczoraj (w meczu z Clippers) – Andray Blatche zaliczył 20 punktów i 12 zbiórek z ławki, Deron Williams dodał 22 punkty i 9 asyst. Od powrotu po kontuzji notuje 20.7 punktu i 6.7 asysty na mecz przy skuteczności powyżej 55% z gry i prawie 42% za trzy. Za dzisiejszy mecz trzeba też wyróżnić Mirzę Teletovicia, który w 24 minuty rzucił 17 punktów na 6-10 z gry i 5-6 za trzy (rekord kariery).

– Pistons, jak na drużynę ze Wschodu przystało, mają w tej chwili ujemny bilans 11-13, ale są 9-4, kiedy zatrzymują rywali poniżej setki. Monroe i Drummond są pierwszym duetem Pistons z 20/10 w jednym meczu (bez OT) od 1997 roku (Grant Hill, Jerome Williams).

MEMPHIS GRIZZLIES 98:104 NEW ORLEANS PELICANS

– Grizzlies są niestety w dołku, z bilansem 10-12 zajmują 12. miejsce na Zachodzie. Jeszcze wczoraj mieli serię 17 zwycięstw w meczach, w których trafili przynajmniej połowę rzutów, ale także to im odebrano. Dokładniej, odebrali im to Pelicans, którzy nie są już lepsi tylko od Kings i Jazz, ale wreszcie mają dodatni bilans (11-10). Niedźwiedzie są 0-6 z drużynami swojej dywizji. Pelikany są jedną z tylko czterech drużyn od 2009 roku, które w ciągu 21 pierwszych meczów sezonu ani razu nie miały spotkania z przynajmniej 18 stratami. Dziś gospodarze popełnili ich tylko sześć.

– Dwie z nich należały do Erica Gordona. Napisałem to chyba jako pierwszy w całym Internecie, bo Gordon zdobył 25 punktów, trafiając aż 10 z 12 rzutów (3-3 3pt). Tylko obwodowych starterów z pozycji 1-2 w historii organizacji miało lepszą skuteczność z gry (min. 10 prób) – David Wingate (1992, 10-11 FG) i Muggsy Bogues (1994, 10-11 FG). Jrue Holiday dodał 20 punktów i 12 asyst na 50% skuteczności z gry, bez straty. Tej sztuki dokonało przed nim tylko trzech graczy Hornets/Pelicans w historii klubu, Chris Paul (trzykrotnie, 2006, 2007 i 2011), Jamal Mashburn (2001) i Larry Johnson (1995).

Mike Conley miał 18 punktów i 7 asyst, Zach Randolph dodał 13 punktów i 12 zbiórek, ale Marca Gasola wciąż brakuje, i to bardzo. Pocieszenie stanowi kolejny świetny występ Dominatora Jona Leuera, który zdobył 19 punktów (8-10 FG) i zebrał 8 piłek w pół godziny. Podsumujmy, na sześć ostatnich meczów Leuer tylko raz nie przekroczył progu double-digits, notując w trakcie tej serii średnio 16 punktów i 8 zbiórek. 54,2% z gry, 45,5% za trzy.

– Choć Grizzlies w całym meczu mieli aż 50% celnych rzutów, przegrali głównie przez… skuteczność. W trzeciej kwarcie, w której zdobyli zaledwie 11 punktów przy 27 Pelicans, trafili tylko 4 z 20 rzutów.

LOS ANGELES LAKERS 97:122 OKLAHOMA CITY THUNDER

– Lakers z Kobe Bryantem przegrali jak dotąd wszystkie trzy spotkania, ale dziś grali z Thunder w Oklahomie, więc nie mogli zrobić wiele. Maszyna OKC wygrała piąty mecz z rzędu (najdłuższa trwająca seria zwycięstw w lidze) i – podobnie jak Pacers, których pokonała – jest 11-0 na własnym parkiecie. Póki co, pierwsza trójka Zachodu, czyli Blazers, Spurs i Thunder, idzie łeb w łeb. Lakers są w tym alternatywnym Top 3 konferencji, z Kings i Jazz, choć ich bilans 10-12 wcale nie jest taki zły, to wciąż play-offy po drugiej stronie USA.

– Thunder rozegrali swój najlepszy mecz w tym sezonie, bijąc jego rekordy w liczbie punktów w pierwszej kwarcie (38), połowie (66) oraz meczu (122). A przecież nie mieli jakiejś nadzwyczajnej skuteczności z gry (47,5%).

– Wszyscy patrzyli na to, co zrobi Kobe Bryant, który wcielił się w rolę podstawowego rozgrywającego w obliczu kontuzji Steve’ów Blake’a i Nasha oraz Jordana Farmara. Zatem, Bryant miał aż 13 asyst, ale tylko 4 punkty (2-6 FG) i aż 7 strat (15 punktów OKC). Wiadomo, że to jeszcze nie jest to, to dopiero szósty w jego karierze mecz, w którym jako starter zdobył nie więcej niż cztery punkty. Najlepszym strzelcem Lakers był dziś Nick Young (17 pkt), ale mógł być nim tak naprawdę ktokolwiek. Aż czterech graczy Thunder miało więcej punktów niż on.

Kevin Durant zabrał ze sobą pojęcie ‚efektywność’ na jeszcze wyższy poziom, w 31 minut gry (więcej przecież nie było potrzebne) miał 31 punktów, 8 zbiórek, 5 asyst i 4 przechwyty przy skuteczności z gry na poziomie 10-13! KD po raz 232. w karierze (licząc PO) trafił w jednym meczu przynajmniej 10 rzutów, ale wcześniej tylko raz miał lepszą skuteczność od dzisiejszego 76,9%. To było w styczniu 2010 roku, kiedy w spotkaniu z Heat Durant trafił 14 z 18 rzutów. W ciągu ostatnich 28 lat tylko jeden gracz zaliczył 31/8/5/4 (nie uwzględniając skuteczności, bo tu Durant byłby bezkonkurencyjny) w czasie krótszym niż 31 minut – Mark Aguirre (1987). Ostatnim, który zaliczył taką linijkę na skuteczności wyższej niż KD, był Amare Stoudemire (2008), a przed nim – Reggie Lewis (1992).

– Ciekawa sprawa, Thunder wygrali pierwszą kwartę 38:28, a trzy kolejne takim samym wynikiem – 28:23. W erze zegara 24 sekund to dopiero czwarta taka seria, po Milwaukee-Philadelphia (1954), Baltimore-Boston (1964) i Clippers-Pistons (grudzień 2012).

Serge Ibaka miał 19 punktów i 10 zbiórek (8-13 FG) w 25 minut jako pierwszy gracz Thunder od 2008 roku (Chris Wilcox). 19 punktów mieli również Reggie Jackson oraz Russell Westbrook (8 zb, 12 ast), który po raz czwarty z rzędu był bardzo blisko triple-double. Kręcił w tych meczach średnio 21.5 punktu, 11.3 asysty i 7.5 zbiórki.

CHICAGO BULLS 91:90 MILWAUKEE BUCKS

Mike Dunleavy trafił game-winnera za trzy przeciwko swojej byłej drużynie, ale nie to jest najistotniejsze. Przede wszystkim, pamiętajcie, obie drużyny przekroczyły granicę 90 punktów! Słaba ironia, ale Bulls w trzech ostatnich meczach nie wyszli nawet poza 78, Bucks – poza 82. Trzy dni temu pojedynek tych drużyn zakończył się wynikiem 78:74 dla Milwaukee, dlatego dzisiejszy mecz traktujmy jak run’n’gun.

– Bulls wygrali siedem ostatnich meczów w Milwaukee, co więcej, na osiem ostatnich pojedynków tych drużyn zawsze wygrywali przyjezdni. Nie szukajcie w box-score’ach obu drużyn większych ciekawostek z wyjątkiem trzech zawodników. Dla Bucks 17 punktów w 19 minut z ławki rzucił Gary Neal (5-9 FG), ostatnim, dokonał tej sztuki w barwach Bucks był.. Dunleavy (marzec 2012), John Henson (6-9 FG) zanotował zaś 15/8/3/2/4 jako trzeci gracz Milwaukee od 15 lat (Andrew Bogut, Jamaal Magloire). Na osobny akapit zasługuje jednak Joakim Noah.

– Środkowy Bulls rozegrał swój najlepszy mecz w sezonie, będąc świetny we wszystkim. Zdobył 21 punktów (10-15 FG), zebrał 18 piłek (9 w ataku), rozdał 5 asyst, miał po 3 przechwyty i bloki. W dwóch pierwszych elementach pobił rekordy sezonu. Ostatnim graczem z 21/18/5/3/3 był Dwight Howard (2009), uwzględniając jeszcze skuteczność – Kevin Garnett (2003). KG był również ostatnim, który zaliczył taką linijkę w zaledwie 35 minut, zrobił to w 2000 roku. Tylu punktów, zbiórek, asyst i tak dalej nie miał żaden Byk od 1992 roku (Scottie Pippen).

MINNESOTA TIMBERWOLVES 110:117 SAN ANTONIO SPURS

– Meksykanie mają czego żałować, to właśnie te drużyny miały ze sobą zagrać 4 grudnia, jednak mecz ten przełożono z powodu dymu-wszędzie. Kevin Love dominował, ale Spurs trafili aż 31 z 41 rzutów w pomalowanym, a ogółem mieli aż 55% skuteczności (Wolves 43%). Jak zwykle załatwili sprawę głębokim składem, ale jeśli Tony Parker (29 pkt, 6 ast, 13-24 FG) rozegrał aż 35 minut – nie było żartów. Francuz pobił dziś swój strzelecki rekord sezonu, tak samo jak Kawhi Leonard (19 pkt, 6 zb, 5 ast, 8-11 FG, 3-5 3pt). Manu Ginobili w 25 minut z ławki zanotował 20 punktów (6-10 FG) oraz 9 asyst – to jego drugi taki występ w karierze. Od 1985 roku tylko czterech rezerwowych dokonało tej sztuki – Robert Pack (dwukrotnie, 1993 i 1995), Andre Miller (2013), Tim Hardaway (2002) i Jay Humphries (1994).  Tim Duncan miał 12 punktów, 14 zbiórek, 8 asyst (wyrównany rekord sezonu) oraz 3 bloki. Spurs są 18-4, wraz z Thunder o pół kroku.

– Kevin Love nie poprowadził Minnesoty do zwycięstwa, ale w ofensywie nie mógł zrobić więcej niż 42 punkty (rekord sezonu, oczywiście), 14 zbiórek, 15-27 z gry i 8-9 za trzy! Czy Wy to widzicie? Love pobił rekord kariery w liczbie celnych trójek i wyrównał rekord organizacji należący do Stephona Marbury’ego (1997). To pierwszy występ od 1985 roku (podejrzewam, że również w całej historii NBA, ale nie mam danych) z 42 punktami, 14 zbiórkami oraz 8 trafieniami z dystansu. Damy innym szanse i zabierzemy z tego punkty, ale w tym okresie nikt nie miał też tylu zbiórek i tylu celnych trójek. To piąte 42/14 w historii organizacji, trzecie należące do Kevina Love – poza nim sztuki tej dokonali jeszcze Tony Campbell (1990) i Kevin Garnett (2005).

Nikola Peković miał 18 punktów i 11 zbiórek, 15/4/8/4 zanotował Ricky Rubio (5 TO).

UTAH JAZZ 103:93 DENVER NUGGETS

– Nuggets radzą sobie w tym sezonie całkiem dobrze, mają siódmy bilans na Zachodzie, ale jednej rzeczy już raczej nie powtórzą. Dziś przegrali na własnym parkiecie po raz trzeci w tym sezonie, przerywając serię sześciu zwycięstw u siebie, a to był dopiero dziewiąty mecz w Denver. Tyle samo porażek w Pepsi Center Nuggets mieli… w całym poprzednim sezonie. Dziś przegrali z Jazz (3-10 na wyjeździe, 6-19 ogółem, 15. miejsce na Zachodzie), choć ci są lepsi, niż ich bilanse. Utah rozpoczęło ten sezon od 1-14, by na dziesięć ostatnich meczów wygrać aż pięć. Jest coraz lepiej, świetnie kontrolują tankowanie.

– Dokładnie 30 lat temu doszło do najbardziej obfitego w punkty meczu w historii NBA. Pistons pokonali Nuggets po trzech dogrywkach 186:184, dlatego gracze pierwszej piątki Denver, z tej okazji, zdobyli tylko 36 punktów przy 84 starterów Jazz. Randy Foye i Ty Lawson, obrońcy Nuggets w ich wyjściowym ustawieniu, nie zdobyli nawet punktu.  Oczywiście, gospodarze nadrobili to ławką (57-19), ale różnica była zbyt duża. Jordan Hamilton miał 17 punktów (6-8 FG), Timofiej Mozgow – 13 (7 zb), Andre Miller – 11 (7 ast).

– Jeśli chodzi o gości, każdy gracz pierwszej piątki miał dwucyfrówkę, warto wyróżnić Derricka Favorsa (19 pkt, 6 zb, 3 ast, 4 blk, 9-13 FG) oraz Treya Burke’a (10 pkt, 10 ast, 3-12 FG), ale największe brawa należą się zdecydowanie Gordonowi Haywardowi. Były gracz Butler zdobył rekordowe w tym sezonie 30 punktów oraz 13 zbiórek, miał też 5 asyst przy 11-18 z gry bez straty. Tylko jeden gracz Jazz od 1985 roku miał taki stat-line, oczywiście to Karl Malone (1995, 2000).

SACRAMENTO KINGS 107:116 PHOENIX SUNS

– Debiut Rudy’ego Gaya wypadł naprawdę dobrze, uwierzycie, że miał 24 punktów z 12 rzutów? Trafił osiem z nich, a także 8 na 9 osobistych. Po raz pierwszy (!)  w tym sezonie miał skuteczność lepszą niż 50%. Bardzo dobrze po raz kolejny wypadł również Isaiah Thomas, autor 29 punktów (11-20 FG) i 6 zbiórek, choć też tylko dwóch asyst. DeMarcus Cousins mimo słabej skuteczności (5-16 FG) zaliczył kolejny świetny stat-line, miał 15 punktów, 16 zbiórek, 5 asyst i 5 przechwytów w 34 minuty jako pierwszy gracz od przynajmniej 28 lat. Pomijając czas gry, w ciągu ostatnich 10 lat zrobił to tylko Gerald Wallace (2012). W Sacramento to pierwsza taka linijka od 1999 roku (Chris Webber).

– Kings zagrali dobrze i w wielu przypadkach mieliby spore szanse na wygraną, ale nie dziś. Nie, jeśli Eric Bledsoe i Goran Dragić robią 57 punktów na 21-30 z gry, 6-9 za trzy oraz 9 zbiórek i 11 asyst. Bledsoe (28 pkt, 11-16 FG, 5 zb, 8 ast, 3 stl, 2 blk) pobił rekord kariery, Dragić (29 pkt, 10-14 FG, 4-5 3pt) był od niego o trzy punkty. To dopiero trzeci przypadek w historii organizacji, by obaj starterzy na pozycjach obrońców w jednym meczu mieli 65% skuteczności z gry przy min. 12 próbach. Po raz pierwszy stało się to w 1985 roku (Kyle Macy, Jay Humphries), dziesięć lat później taki mecz mieli Kevin Johnson i Dan Majerle. Biorąc pod uwagę całą NBA, jako ostatni zrobili to Nick Young i John Wall, w lutym 2012 roku. Wracając jeszcze do samego Bledsoe, jest on pierwszym graczem Suns od 25 lat (K. Johnson) z 25/5/8/3/2.

HOUSTON ROCKETS 116:112 GOLDEN STATE WARRIORS

– Warriors w dwóch ostatnich meczach u siebie odrobili 27 punktów straty z Raptors i 18 z Mavericks, ale dziś – choć wyszli z 13 punktów straty nawet na prowadzenie – nie zdołali pokonać Rockets. To był naprawdę dobry mecz, choć Klay Thompson i Stephen Curry trafili razem tylko 2 z 12 trójek. Jedna z nich miała zresztą miejsce już w samej końcówce, kiedy wynik był już rozstrzygnięty. Curry miał 20 punktów, 9 asyst, ale też 5-12 z gry, 6 strat i 6 fauli. Thompson zanotował 15/5/5 przy zaledwie 6-17 z gry. Warriors (6-22 za trzy) trzymali się jednak w grze dzięki świetnej postawie tych wyższych graczy.

– Gospodarze wygrali na tablicach 56-32, zbierając aż 19 piłek w ataku. To ich pierwszy mecz od 1995 roku, w którym mimo równie wysokiego zwycięstwa na deskach przegrali. Dziś te zbiórki na atakowanej tablicy, zwłaszcza w czwartej kwarcie, doprowadziły do remisu, ale znowu – nie wpadło kilka trójek, które normalnie by wpadły. David Lee miał 23 punkty (8-13 FG) oraz 10 zbiórek, to jego setny mecz z rzędu, w którym przekroczył próg 10 oczek. Jeśli chodzi o trwające serie, ustępuje tylko Jamesowi i Durantowi. Harrison Barnes (9-13 FG) zdobył 20 punktów i zebrał rekordowe w tym sezonie 12 piłek. Andrew Bogut również miał double-double złożone z 10 punktów i 11 zbiórek (5-7 FG), a świetne wejście z ławki zaliczył Marreese Speights, który w niecałe 16 minut miał 16 punktów oraz 9 zbiórek, w tym aż osiem w ataku. To on był gwiazdą come-backu Golden State, ale ostatnie pięć minut przesiedział na ławce. Mimo wszystko pobił swoje rekordy sezonu w liczbie punktów i zbiórek, a ostatnim graczem z 8 zbiórkami w ataku w 16 minut był Witalij Potapienko (2001). W ciągu ostatnich 25 lat tylko dwóch graczy zanotowało w tak krótkim czasie 16/9 – Nazr Mohammed (2010) i Marty Conlon (1994).

– Nie spodziewałem się, że Rockets w back-to-back po porażce w Portland będą w stanie zdobyć Oracle Arena, a jednak tak się stało. Doceńmy przede wszystkim Dwighta Howarda, który miał 18 punktów i 11 zbiórek, ale przede wszystkim trafił 5 z 6 rzutów z gry, w tym jedyną trójkę (3-42 w karierze) oraz wszystkie 7 rzutów wolnych. Tylko raz w swojej karierze był przy tylu próbach z linii bezbłędny, chodzi o 8-8 z 2005 roku, jeszcze w barwach Magic. Najwięcej punktów dla Houston zdobyli dziś James Harden (26 pkt, 9 ast, 9-22 FG) oraz rewelacyjny Chandler Parsons (23 pkt, 9-14 FG). Patrick Beverley miał 16 punktów z tylko 9 rzutów.

Najlepsi

punkty: Love (42)

zbiórki: Noah (18)

asysty: Bryant (13)

przechwyty: Cousins (5)

bloki: Henson, Hawes, Favors (4)

straty: Bryant (7)

3pt: Love (8)

FT: Curry, Henry (9)

minuty: K. Thompson (45:02)

Enbiejowy typer: 8/13, w sezonie 205/340

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *