Kiedy myślisz, że wszystko idzie w dobrą stronę nagle wszystko się sypie…

NY_Knicks_logoZnacie to uczucie, kiedy patrzycie na tabele Konferencji Wschodniej i szukacie tam wzrokiem ekip z Filadelfii czy też z Orlando, aż tu nagle dopada Was zdziwienie na widok niemal na samym dnie drużyny New York Knicks? Przyznam się, że mnie ono dopada za każdym razem kiedy analizuje zestawienie sił i cały czas pytam sam siebie: Co do cholery takiego stało się w Nowym Jorku???

Ponad rok temu kiedy mijał równo miesiąc od początku rozgrywek. Knicks mieli bilans 15-5 wygrywając na starcie sześć kolejnych spotkań. Wielu widziało w nich wówczas potencjał zbliżony do ekipy, którą zmontował tu w latach 90-tych legendarny Pat Riley. Twarda, bezpardonowa koszykówka  okraszona błyskiem geniuszu Carmelo Anthony’go oraz uzupełniona doświadczonymi graczami pokroju Jasona Kidda wydawała się być strzałem w dziesiątkę. Pieczę nad tym wszystkim sprawował Mike Woodson, który postrzegany był jako swoisty zbawiciel po czasach Mike D’Antoniego.

W minionym sezonie Knicks byli najlepszym teamem Atlantic Division. Do Play off awansowali z drugiego miejsca i nawet fakt, że polegli w drugiej rundzie z Indianą Pacers nie zachwiał wiary kibiców Knickerbockers, że w tym zespole wszystko idzie w dobrą stronę. Dawno już przecież nikt nie widział tak dobrego sezonu w wykonaniu ekipy z MSG.

Po miesiącu rozgrywek obecnego sezonu wszystko chyba wraca do punktu wyjścia. Pamiętacie czasu, kiedy w Nowym Jorku po parkiecie biegał gruby Eddie Curry, który bardziej zasłynął tym, że boi się duchów niż grą w koszykówkę. Albo czy pamiętacie obrażonego na cały świat Stephona Marbury’ego, który własny interes przekładał nad dobro drużyny i nie potrafił wyściubić nosa ponad swoje rozbudowane do niesamowitych rozmiarów ego. Należy też przypomnieć występy Steve Francisa, który zaliczał właśnie kolejne fazy swego upadku, czy też coacha Isiaha Thomasa, który w żaden sposób nie potrafił poradzić sobie z tą bandą rozkapryszonych graczy.

I tutaj nagle trafiamy w sedno. Otóż dziś Nowy Jork, a dokładniej Knicks to ponownie zbieranina „kapryśnych dam”, które myślą o wszystkim tylko nie o koszykówce…

Najpierw Melo całkiem przypadkowo na początku sezonu wspomniał mediom o chęci spróbowania sił na rynku wolnych agentów w przyszłym lecie. Dziennikarze szybko temat podłapały i zaczęły się dywagacje na temat jego ewentualnej gry w Lakers i takie tam inne pierdoły… Zgadza się – zwykłe bzdury, zwłaszcza dla Mike’a Woodsona, któremu właśnie jego lider najwyraźniej strzelił w plecy i to nie ze zwykłego pistoletu na kapiszony, ale Magnum. Uczynił to zresztą z gracją godną samego Harry Calahana – zatem z iście hollywodzkim rozmachem idealnie pasującym do Miasta Aniołów.

Przekaz dla samego trenera Knicks oraz dla włodarzy, ale przede wszystkim dla kibiców był prosty – mam Was gdzieś, albo się o mnie postaracie, ale pójdę sobie gdzie indziej. Wasz ruch.

I teraz na chwilkę pozwolę sobie cofnąć się do tych Knicksów z lat 90-tych… Przypominacie sobie, żeby John Starks, Patrick Ewing, Charles Oaklay czy w późniejszych czasach Alan Houston lub też Larry Johnson chlapnęli coś tak głupiego? Oni dali by się pokroić za swoją drużynę. Nowy Jork kochał ich z całego serca i oni tak samo kochali ten zespół, to miasto.  Nawet Latrell Spreewell, który tak słodko przytulał P.J Carlesimo w Oakland pobytu w Nowym Jorku nie zamieniłby na nic. A ciśnienie na wynik w latach 90-tych było o wiele większe, a więc presja z jaką zmagali się ówcześni Knicks byłą ogromna. To miejsce stawia wymagania – jeśli nie jesteś częścią tego wszystkiego, albo po prostu nie chcesz być – nie poradzisz tu sobie. To jasne!! Tutaj nawet Jeff Van Gundy łapał za nogi wielokrotnie większego i cięższego od siebie niejakiego Zo Mourninga! Bo walczył wraz z drużyną!!! Był częścią tej ekipy i każdy dawał z siebie wszystko co mógł i jeszcze trochę coś ponad to!

[youtube=http://youtu.be/uoTTCeLhLDA&w=585]

CARMELO ANTHONYZatem jeśli ktoś, kto ma być ponoć symbolem tej drużyny i jej absolutnym liderem, mówi coś takiego to coś tu tak najzwyczajniej nie gra…  Chyba, że ze mną jest coś nie tak… Myślę jednak, że Melo pokazał, że za Knicksów nie ma zamiaru oddawać serducha i bardziej skupia się na własnej karierze – nie ważne czy tutaj czy w jakiejś innej drużynie. Nawet nie jestem w stanie porównać tego do postawy Marbury’ego. Fakt był on samolubem, ale urodził się w tym mieście, wychował się w tym mieście i miał wsparcie nowojorskiej ulicy. W pewnym sensie mimo wszystkich tych złych zachowań kibice pragnęli się z nim utożsamiać i widzieli w nim właściwą osobę we właściwym miejscu. Nie mam tu na myśli meanstreamowych tez, ale odczuć nowojorskich osiedli, na których dorastał młody Steph. On w taki swój wysublimowany sposób był w ekipie Knicks tzw „Ghetto Fabolous”. Melo natomiast kompletnie nic nie łączy z tym miastem, ani mentalnie, ani sportowo. Jedyna symbioza jaka aktualnie istnieje na linii Anthony – Knickerbockers to wielomilionowy kontrakt, który chyba nie zaspakaja mimo wszystkich tych zer samego koszykarza.

Oczywiście wina słabych wyników podopiecznych Woodsona nie leży jedynie po stronie samego Melo. Drugą baleriną, która najwyraźniej nie chce się nadwyrężyć walcząc na parkiecie jest J.R Smith. W zeszłym sezonie dawał z siebie niemal wszystko co mógł. Ok – można balować na dzień przed meczem play off – zdarza się najlepszym, ale wcześniej na serio mu zależało. Pytanie jednak na czym bardziej? Na sukcesie drużyny New York Knicks czy też na nowym kontrakcie, który to podpisał po zakończeniu poprzednich rozgrywek.  Jeśli oglądaliście jakikolwiek mecz NYK w tym sezonie to sami wiecie co można powiedzieć o występach Smitha. TOTALNE DNO!!! Aktualnie w niczym nie przypomina zawodnika z poprzedniego sezonu. Ok pamiętam – miał kontuzje, wraca do siebie, ale w jego grze nie ma żadnego zaangażowania! Wydaje mu się, że rywale przestraszą się jego tatuaży i położą się przed nim na parkiecie ze strachu?? Nic z tego… Słaba postawa Smitha to kolejna przyczyna nowojorskiej tragedii, którą aktualnie obserwujemy.

Mike D'Antoni Tyson ChandlerInnym czynnikiem są kontuzje. najbardziej bolesna jest utrata Tysona Chandlera, który jako tako trzymał defensywę Knicks. Bez niego wszystko się tutaj posypało i najzwyczajniej nie bronią. Gra bez defensywy na Wschodzie nie przejdzie. Kenyon Martin już dawno nie jest graczem, którego znamy z czasów Nets czy też Nuggets. Niestety sponiewierany zdrowotnie Amare Stoudemire zapewne także już nigdy nie będzie sobą… Dziś to już raczej wrak zawodnika, który zachwycał swoją grą w Phonix Suns. Na nim już raczej potęgi Knicks się nie oprze i teraz pytanie? Czemu Knicks nie chcą go wytransferować. Nie jest wprawdzie winą samego gracza jego niezdolność zdrowotna do gry w pełnym wymiarze, ale coś trzeba z tym zrobić. Tymczasem jesteśmy świadkami całkowitej indolencji transferowej Steve’a Millsa.

Po pierwsze zmarnowano tu letni okres transferowy. Przyznam się, że uważałem przyjście Rona Artesta aka MWP za dobry krok, ale sam Ron Ron nie wystarczy. Może być tu dobrym uzupełnieniem i zwiększeniem konkurencji w rotacji drużyny, ale niczym więcej. Zbyt łatwo moim zdaniem Knicks odpuścili Copelanda, który odszedł do Pacers. Całkowicie nie rozumiem pozbycia się Steve Novaka. Może nie jest to jakiś wybitny gracz, ale w Nowym Jorku znalazł swoje miejsce w NBA i był niezwykle ważnym ogniwem układanki Woodsona. Tymczasem Masaj Ujri zakpił sobie z Millsa wysyłając mu w miejsce Novaka…

No dobra sami wiecie, że Knicks dostali Andreę Bargnianiego – a więc postać, której Raptors z negatywnym skutkiem chcieli się pozbyć już od ponad trzech czy też czterech lat. Jeleni znaleźli dopiero na Manhatanie… Bo niby jakim wzmocnieniem jest środkowy, który nie potrafi zbierać, rozciąga grę w sytuacji, gdzie w Knicks jest dziura w strefie podkoszowej i ucieka na dystans bojąc się konfrontacji z silniejszymi fizycznie graczami??? Nie trzeba być specem od kosza, żeby wiedzieć, że to zwykła parodia… W taki o to sposób Mills ma swoją wersję Dirka Nowitzkiego… No cóż… ( a może to zemsta za Landry Fieldsa… – teorii spiskowych może być wiele :) )

Brakuje mi tutaj też doświadczonych graczy. W zeszłym roku był tu Kurt Thomas, Marcus Camby, Sheed Wallace, Jason Kidd – Ci gracze byli najbogatszym źródełkiem tryskającym doświadczeniem w lidze. A teraz?  Chyba jedynie  Kidd nadal dobrze pracuje dla Knicks, gdyż okazał się prawdziwym koniem trojańskim na ławce trenerskiej rywali zza miedzy – Nets. Dzięki jego „zdolnością” trenerskim  Knicks nie są jedynym pośmiewiskiem z Nowego Jorku… dzielą ten tytuł do spółki z teamem z Brooklynu.  Zatem Jason zdejmuje poniekąd presję z młodszych graczy Knickerbockers  pokroju Hardaway’a czy Shumpert’a.

Dla tego ostatniego presja to słowo klucz w bieżących rozgrywkach. Chłopak co chwila słyszy, że gdzieś zostanie wytransferowany. Każde kolejne doniesienia mediów wysyłają go do innego klubu. Przyznacie, że to mało komfortowa sytuacja dla gracza, który właśnie stracił zaufanie trenera i stara się je odzyskać. Jest to mało motywujące i raczej już z niego pożytku w tym zespole nie będzie. Zresztą jeśli ktoś daje Ci wyraźnie odczuć, że już jesteś niepotrzebny to zaangażowanie samoistnie spada. To akurat normalny symptom i nie ma w tym żadnej winy samego gracza. To klub nie potrafi mu stworzyć właściwych warunków do odzyskania formy…

Spokojnie jednak fani Knicks!!! Nie ma co się zamartwiać. Otóż nigdy nie jest tak źle jakby się wydawało. Otóż biorąc pod uwagę jak słaba jest Konferencja Wschodnia istnieje spore prawdopodobieństwo, że Woodson zbierze całe to towarzystwo w garść i jakimś cudem przemkną się oni do fazy play off.

Druga opcja wydaje się być jeszcze bardziej perspektywiczna, chociaż ze sportowego punktu widzenia na pochwałę nie zasługuję. Nie od dziś wiadomo, że przyszłoroczny draft będzie bardzo mocno obsadzony i kilka perełek można z niego wyłowić. Przy ewentualnym pozbyciu się Carmelo Anthony’ego można pozyskać gracza pokroju all star. Zatem istnieje tu perspektywa zbudowania silnej ekipy w dość krótkim czasie. Szansa oczywiście jest, ale pytanie czy są chęci…

Może jednak okazać się, że kiedy myślisz, że wszystko się sypie nagle zaczyna wszystko rozwijać się w dobrym kierunku. Dziś w szklance z napisem New York Knicks mamy szklankę do połowy pustą, ale być może tak na prawdę jest ona do połowy pełna. Główny problemem jest zagadka – jak tutaj skutecznie kolejne krople? Z pustego Salomon też nie naleje…  tym bardziej do dziurawej szklanki…

Na koniec dla pokrzepienia serc…

[youtube=http://youtu.be/PJm-aCirm5A&w=585]

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

50 komentarzy

  1. Szerszeń pisze:

    Pieczę nad tym wszystkim sprawował Mike Brown, który postrzegany był jako swoisty zbawiciel po czasach Mike D’Antoniego.

    Mike Brown ? :D

    • Paweł Kołakowski pisze:

      to przez te podobne fryzury :D oczywiście Mike Woodson :) już poprawione – THX

  2. amon pisze:

    Od lat fenomenalny team….eeeee,sorry,fenomen w nba. Podkradają innym zespołom zawodników,skład wydaje się mocny i…kupa. Może to big city lights osłabiają dobrych,wydawałoby się graczy. Tu trzeba paru ludzi z pomyślunkiem i charakterem,charyzmą,jak Ewing,Oakley i kogoś,kto wezmie wszystkich ostro za ryj,jak Pat Riley….Eeeehh. Jak dobrze,że nie lubię NYK.Poczytajcie pomysł Qcina w artykule „A gdybym był GMem”,też może by pomogło…A propos Q,gdzie są dalsze części tego obiecującego felietonu?

  3. Krzychair pisze:

    Knicks nie maja picku w przyszłym drafcie- wszystko oddali…

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Handel Handel ;) Amare, Smith, Shump – jest kogo wymieniać i walczyć o picki :)

    • Krzychair pisze:

      no jedynie w ten sposób – tylko kto odda pick w zapowiadanym jako najsilniejszy od lat drafcie.. ;-)

  4. Paweł Kołakowski pisze:

    Bobcast, Hawks, Cavs – może Waszyngton, a kto wie – nawet Nuggets. Kings też raczej będą chcieli dodawać doświadczonych graczy do składu…

    • Adrian696 pisze:

      powaznie?? Denver majac w perspektywnie Wigginsa lub Parkera wezma Shumperta? Smitha???
      NIKT za nich nie odda picka w Top14 – nie w tym drafcie, nawet poza Top15 w mockach sa takie prospekty, ze oddawanie ich za zawodnikow rzucajacych jak we wczorajszym meczu 0 z6 lub 1 z 7 to miraz

    • Paweł Kołakowski pisze:

      poważnie :) Nuggets nie będą mieli w perspektywie Top 10 ;) Knicks nie będą tankowali dla Nuggets :) chyba, że dla siebie :) albo uda im się wyciągnąć Farieda, o którego walczą…
      wszystko w rękach Millsa!

    • Adrian696 pisze:

      straszny optymista z Ciebie – wiem ze wschód jest kosmicznie słaby, ale w Denver GM nie jest autystyczny idiota, zeby brac pod uwage oddanie czegokolwiek za cokolwiek z NYK
      jak dojdzie do takiej wymiany – pod Twoim tekstem wpisze 100 razy MIAŁES RACJE ;)

    • Paweł Kołakowski pisze:

      To nie tyle optymizm co przekonanie, że Mills musi stanąć na głowie jeśli chce popchnąć tą drużynę do przodu. Życie płata różne figle. Pamiętasz jak Morey uparł się na Howarda – chciał go wyjąć jeszcze z Orlando – wówczas nikt nie wierzył, że Howard w swym prime time zagra w trykocie Rox. Czasem trzeba mieć szczęście ;)
      Im niżej upadnie NY tym lepszy wynik dla Nuggets, ale myślę, że pod Knicks znajdą się Magic, Bucks, Cavs, może nawet powalczą o te Play off.
      Knicks strasznie napalili się na Farieda i nie jest to tajemnica. Gdyby ująć to w trójstronną wymianę miałoby to ręce i nogi… i może jeszcze NYK zyskaliby jakiś pick… może Hawks, może Bobcats… tego nie wiem, ale nie jest to niewykonalne :)

    • Adrian696 pisze:

      a czy to juz Mills strezlił te wymianke z Bargnanim ??
      bo ja jakos w tego goscia nie wierze… moze nie tyle w niego – co w ten zasob ludzki jakim dysponuje do wymian…

      zgadzam sie ze w NBA nie ma niewykonalnych wyniam, potrzebny jest tylko odpowiednia okolicznosc, ale ta okolicznoscia na pewnoe nie ejst tak silny draft

    • Lanfaust pisze:

      Adrian masz rację w NBA nie ma niewykonalnych wymian, ale w NYK trejdowalny jest jedynie schumpert i ewentualnie Hardaway (ale tego to nie ma po co) Kniks wypikowali się na amem.

      Stat jest trejdowalny tylko na gorsze kontrakty (G.Wallace). Melo i Candler to jedyna szansa na PO, Bargnaniego nikt nie weźmie (chyba, że za jeszcze większy szrot), MWP nie ma sensu trejdować bo płaca mu Lakersi (zresztą nie wiem czy można) Smith (no comments), Felton to samobójstwo, bo ma w miarę dobry kontrakt, a nie znajda nikogo lepszego na tę pozycję.
      nikt nie da picku w pierwszej rundzie, wątpliwe jest czy dostaną nawet w drugiej. Można co najwyżej wymienić szrot na inny szrot, ale to też nie bardzo.

      Autor- Hawks nie po to spuścili Smitha, żeby brać g…., po co im Schumpert gdy Korver gra życiówkę, a Williams wraca po kontuzji??
      Bobki – za kogo?? na sg mają Hendersona , wzięcie jego kontraktu przez Kniks to byłaby głupota. zresztą bobcats nie muszą się pozbywać tego kontraktu, więc nie dadzą picków
      Wash- kogo moga potrzebować z NYK???? mają 1 (wall) 2 (Beal) 3 (Potter Ariza) 4 (Nene) 5 (Gortat)
      ewentualnie szukali by 4 (tam mają bookera i Seraphina), ale nie łykną przepłaconego, nie umiejącego bronić schootera (Bargs) ani Amare (bo nie tankują)
      Den – plotki o wymianie schumperta za Farieda padły bo Knicks nie mieli czego dorzucić

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Akurat Josh Smith sam chciał odejść z Hawks – Myślę, że Bobcats, Hawks, a może nawet Kings wzięliby Chandlera z pocałowaniem ręki – poza tym są też trójstronne wymiany, a więc opcji na pozyskanie picków jest wiele. Za Amare pick z 2 dziesiątki mozna załapać, a nazwiska Robinson III, Doug McDermott czy Aaron Gordon są bardzo rozwojowe…
      Rockets poprzedniego lata zdobyli trzy picki w drugiej dziesiątce – Lamb, White, Jones – których mieli użyć jako taryfa przetargowa za Howarda – ostatecznie Lamb poszedł za Hardena – kto się spodziewał transferu brodacza? Morey dokonał cudu
      Jak Mills sobie wszystko ułoży to można wszystko ogarnąć… Pytanie czy jest na tyle kumaty co choćby D’Allesaandro, Morey, Ujiri.

    • Lanfaust pisze:

      „Akurat Josh Smith sam chciał odejść z Hawks” – był zastrzeżonym więc chcieć to sobie mógł.

      Chandler za pick??? A kim mają grać ten sezon na centrze??? Poza tym Tyson nie rozegrał nigdy 82 meczów, a ostatnio (a w zasadzie całą karierę) trapią go kontuzje. To najwartościowszy zawodnik NYK . Spójrz co się dzieje gdy go nie ma.

      Amare za pick w 1 rundzie 8/

      Nigdy nie myślałem, że przeczytam coś takiego u autora artykułu na koszykarskim portalu. Zakładałem minimum wiedzy o koszykówce NBA.
      Słyszałeś o czymś takim jak CBA ???? widziałeś jakikolwiek mecz Amare od 2 lat??? Jak sobie wyobrażasz taki deal??
      Spójrz za jaki szrot (poza Vazqezem) poszedł Gay, a wyobraź sobie że jest on kilka razy lepszy niż Amare ( a przede wszystkim zdrowy).

      Widziałeś za kogo Rockets zdobyli te picki??? Jordan Hill +przejecie kontraktu Fishera, Lowry (miał świetny sezon i był wtedy Player of the week ), Za przejście o dwa picki z 14 na 12 musieli oddać Dalamberta i wziąć na pokład 3 graczy i dorzucić pick w 2 rundzie, gdzie draft był nieporównywalnie słabszy, a drużyny nie liczyły się jeszcze z nowym CBA
      wskaż mi takich graczy w roosterze Knicks.

    • Lanfaust pisze:

      poza tym nie tylko Lamb poszedł za Hardena, ale Hou musiało dorzucić Martina , dwa pierwszorundowe picki i jeden drugorundowy. Dzięki temu mają Adamsa

    • Adrian696 pisze:

      po co Bobcats Chandler skoro maja Jeffersona??
      po co Hawks Chandler skoro maja Horforda??
      po co Kings Chandler skoro maja Cousina??

      Za Amare czyli 45 mln w dwa lata pick?? z 2 dziesiatki?? to jakas równoległa rzeczywistosc…. komu i po co taki kontrakt?? gdy moze wyciagnac z draftu zdrowego i perspektywicznego zawodnika??? za Aamre to mozna dostc co najwyzej jeszcze gorsze bo dłuzsze kontrakty, z tym ze zdrowych zawodnikow….

      no Huston rzeczywiscie pozyskalo picki, ale w słabym drafcie – teraz polowa ligi tankuje… po co komu Amare z kosmicznym kontraktem jak sam moze wyciagnac Gordona i płacic mu dziesiec razy mniej??? z tym, ze Gordon po złamaniu nogi juz takim prospectem nie jest i w mockach ciagle spada

      NYK ma tak niewiele do zaoferowania, ze ja perspektyw na wymiany za pierwszorundowe picki widze dwie – oddanie Melo ale chyba tylko Lakersi i Dallas, moga go przejac z nadzieja ze go podpisza po sezonie, nikt inny nie zaryzykuje oraz Chandler i znow podobna lista zespołów plus OKC, ale to beda raczej picki w 3 dziesiatce (LAL chyba swoj nawet komus oddało choc jest chroniony do 20 numeru)- jest jeszcze Hardaway Jr, no ale jego NYK wymieniac nie bedzie, bo po co…
      reszta jest niewymienialna na picki ponizej 20 numeru

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Już od grudnia zeszłego roku domagał się wymiany i Ferry szukał mu możliwości odejścia… więc chcieć jednak sobie mógł :) i z tego korzystał – każdy wiedział, że nie zostanie w Hawks – z niewolnika nie ma pracownika.
      Rockets zdobyli sobie picki bo mieli pomysł i kombinowali ;) to należy do obowiązków GM…

  5. Dawid Ciepliński pisze:

    Piszesz, że „Nie od dziś wiadomo, że przyszłoroczny draft będzie bardzo mocno obsadzony i kilka perełek można z niego wyłowić. Przy ewentualnym pozbyciu się Carmelo Anthony’ego można pozyskać gracza pokroju all star. Zatem istnieje tu perspektywa zbudowania silnej ekipy w dość krótkim czasie.”, ale chyba zapomniałeś, iż Knicks swój pick oddają w przyszłym roku do Nuggets za transfer, w którym pozyskali Melo. Chyba, że masz na myśli transfer Anthony’ego za pick w pierwszej rundzie? Tego raczej nikt nie zrobi, wiedząc, że Carmelo latem może opuścić zespół i zostać z niczym, a draft ma być przecież wyjątkowo silny i tanim kosztem można wzmocnić się bardzo dobrym zawodnikiem.

    • PaKo pisze:

      Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pozyskać kolejny pick za kogoś z wymienionych wyżej graczy – nie mam na myśli transferu Melo :) tylko kogoś z pozostałych graczy wymienionych wyżej. Sam Melo ewentualnie zwolni miejsce w Salary Cap na kogoś znaczącego z FA. Cavs, Kings, Wizards, Bobcats już raczej mają dość budowania składu o kolejnych rookies i chętniej pozyskają ogranych już graczy. Picki 7-15 są jak najbardziej do wyciągnięcia. Kwestia skuteczności Millsa i tyle… i obrania konkretnej drogi.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      pisząc „pozbywając się Melo miałem na myśli odpuszczenie jego nowego kontraktu…” oczywiście jako jedną z opcji… Picki można mieć za Amare, Chandlera, Shumperta – Mills musi coś podziałać – od tego jest :)

    • Lanfaust pisze:

      „Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pozyskać kolejny pick za kogoś z wymienionych wyżej graczy – nie mam na myśli transferu Melo :)”

      tutaj odpowiedział Ci Adrian. Nic poza tym, że pozostali GM-owie nie są autystycznymi idiotami

  6. melo pisze:

    No z tym że Melo nic nie łączy z NY to raczej się mylisz. Carmelo urodził się w Big Apple, gdy miał iść do
    Collegu wybrał Syracuse aby nie ruszać się z NY a było wiele wyższych rangą uczelni które go chciały. Z Syracuse wygrał rozgrywki NCAA, a w stanach to wielkie wydarzenie. Odchodząc z Denver sam sobie tak naprawde wybrał Knicks. A słowa które powiedział były po to aby władze organizacji zdały sobie sprawę że mają dać mu prawdziwą drużynę zdolną do walki o coś wielkiego. LBJ czy Kobe też nie mówią że na 100% dograją kariery w obecnych klubach. To zwykła zagrywka aby wywalczyć maksymalny kontrakt i dobrych partnerów w drużynie. Myślę że przed sezonem Anthony nie brał na poważnie możliwości opuszczenia NY, bo teraz mogło się sporo zmienić.

    • PaKo pisze:

      punkt widzenia dobrze zapowiadającego się gracza i gwiazdora NBA są zgoła odmienne i uważam, że Carmelo bardziej interesuje się swoją nowa umową niż wyjściem z kryzysu drużyny. Brak tu pewnej lojalności – a może ma dość…

    • melo pisze:

      No ok ale to samo można powiedzieć o prawie każdym graczu. Wymienie tych najbardziej rozpoznawalnych i tych których nie wyobraża się w innych klubach LBJ,Wade,Kobe,Love,Gasol wszyscy wymienieni oprócz Kobasa który już podpisał, ale on również do niedawna sam mówił że dopiero zobaczy co się stanie i wysłucha wszystkich ciekawych ofert. A Autor pisze że Carmelo ma gdzieś Knicks i o jakimś strzale w plecy Woodsona w takim razie Wade i LBJ to samo zrobili Heat. takie czasy że ważniejszy jest kontrakt i możliwość walki o mistrza niż bezgraniczna lojalność wobec klubu i Melo nie jest tu wyjątkiem.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Problem w tym kiedy to powiedział, ani Howard, ani James nie informowali rok przed wygaśnięciem kontraktu o tym, że będą szukali najlepszej finansowo umowy – bo taki jest cel tego wszystkiego. Melo woła do wszystkich GM’ów – za rok jestem wolny więc walczcie o mnie! Gdyby powiedział to po sezonie – ok – to naturalna kolej rzeczy, a tak nikt nie wie co za rok będzie z Knicks – jak tu budować drużynę jak nie wiesz na czym stoisz – zamęt wkradł się już na samym początku i stąd słaba postawa drużyny. Co ma powiedzieć trener? Ciężko w takiej sytuacji to wszystko poskładać. Trochę to dziwne tym bardziej, że nie wiele Melo tu osiągnął i mógłby powalczyć o coś więcej niż tylko o kolejny lukratywny kontrakt… Zazwyczaj najpierw się o coś walczy, a potem siada do rozmów, a nie na odwrót…

    • melo pisze:

      A gdzie Carmelo powiedział że szuka tylko i wyłącznie najwyższej umowy??? Na moje oko to że dostanie maxa od kogo będzie chciał jest pewne, a właśnie Knicks jako obecny klub mogą dać mu najwięcej, więc to nie kontrakt będzie decydował tylko to kto da mu najlepszą drużynę, a to chyba dobrze o nim świadczy??? Jak to Lebron nie mówił??? Doskonale pamiętam, zapewne nawet na waszej stronie była wypowiedź Lebrona że narazie nie myśli o FA bo dopiero w 2014 zobaczy kto i co ma mu do zaoferowania, Howarda nie ruszajmy bo on za to dużo mówił o LA a potem się na nich wypiął.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Widzę, że obaj dostrzegamy tą różnicę „LeBron nie myśli o rynku FA” a Melo już myśli (na samym początku tego sezonu) i to odbija się na wynikach Knicks. Podam przykład Pierce’a, który nigdy by się nie ruszył z Celtów, – Melo chce być symbolem NYK – nie takimi wypowiedziami. Z całym szacunkiem, ale Nowy Jork to wyjątkowe miejsce dla koszykówki. Ktoś kto go tu ściągnął widział w nim symbol nie tylko drużyny, ale i miasta. Co taka wypowiedź znaczy z ust lidera w NY na samym początku sezonu??? Postaw się na miejscu trenera i kolegów z drużyny… Weź pod uwagę sam aspekt sportowy. I wtedy łatwo można wywnioskować, że być może chodzi tu teraz o $. Melo zareklamował się, chciał rozgłosu medialnego i go ma – tyle, że sama drużyna Knicks na tym cierpi – kwestia dotyczy całej drużyny, a nie samego Carmelo.
      Gdyby powiedział to po sezonie nie odbiłoby się to na Knicksach, a tak na 100 % ma wpływ na grę drużyny.
      Ani Howard, ani James nie zapowiadali na starcie rozgrywek, że już są myślami przy nowym kontrakcie. Przecież to kompletna głupota!!! Mało to profesjonalne.

    • Kkkk pisze:

      Dokładnie Melo jest z NY, co nie zmienia faktu, że jako fan NYK wcale mi nie będzie szkoda jak odejdzie, to nie jest zawodnik, który będzie w stanie dać drużynie pierścień, jest dobry ale na takie Denver gdzie może kręcić swoje liczby. Niech odchodzi, a najlepiej może jakaś wymiana jeszcze w tym roku z udziałem Melo, wymienić Woodsona na Hollinsa i za 3 lata bezie się można bić o czołowe lokaty.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Gdyby istniała jakakolwiek nić powiązania z klubem z racji jego pochodzenia to chyba raczej powiedziałby, że zależy mu, aby pozostać w NY za wszelką cenę.
      Zgodzę się, że sam sobie wybrał Nowy Jork przy transferze z Denver i w tej decyzji zapewne miejsce pochodzenia odegrało sporą rolę, ale w aktualnej sytuacji nie ma najmniejszego znaczenia…
      Nie zrozumcie mnie źle – Ewing czy Starks byli symbolami tej drużyny. Ludzie pukali się w czoło widząc King Konga w koszulce Sonics. Marbury urodził się i wychował w tym mieście – on był w inny sposób związany z tym miastem – z nim utożsamiała się nowojorska ulica – a z Melo… po takich wypowiedziach mało kto będzie się z NY utożsamiał, gdyż aktualnie przeciętny kibic nie wie, czy jego pupil chce się sam utożsamiać z NYK…
      Carmelo postanowił kierować swoją karierą bardziej jak biznesman niż koszykarz…
      za dużo w tym wszystkim szumu, a za mało efektów w postaci sportowych wyników…

    • melo pisze:

      To chyba kwestia interpretacji bo w mojej opinii wypowiedzi i jednego i drugiego oznaczają dokładnie to samo, Lebron poprostu użył mniej kontrowersyjnych słów(lepszy PR’owiec) a do wypowiedzi Carmelo za dużo dopowiadacie. Obaj nie powiedzieli że za wszelką cenę chcą zostać ani że odejdą a to że zostaną FA jest oczywistą oczywistością po prostu przyjdzie lato 2014 w którym każdy „poważny” gracz zrezygnuje z opcji w kontrakcie i zobaczą jak będą wyglądać składy ich ekip a jeśli nie będą mieli odpowiednich zawodników w drużynie to zastanowią się nad odejściem. Nie zaskoczyło mnie to że użyłeś jako przykładu Pierca a nie Garnetta :) (nie wiadomo jak by wyglądała reakcja Paula gdyby nagle mu sprzedali Rondo i bick ticketa) Bo właśnie na przykładzie KG dobrze widać że ty możesz chcieć zostać w drużynie ale kiedy nie ma perspektyw gry nawet w PO szybko możesz zmienić zdanie.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Równie dobrze mogłem użyć przykładu Garnetta. On był zarówno symbolem T-Wolves jak i Bostonu. Z Celtami zdobył upragnione mistrzostwo. Melo w NY nic nie osiągnął!!! a już myśli o nowym kontrakcie… dla wszystkich będzie lepiej jak zacznie myśleć o dobrych wynikach z Knicks. Chce tylko przypomnieć, że on niedawno do Knicks przyszedł… To nie jest tak, że tu nie ma z kim grać i gra w NY od 10 lat z z samymi ogórkami wokół siebie. Więc nie ma co porównywać go do LBJ’a, Pierce’a, Garnetta, czy nawet płaczącego w LAL Kobe’go, który chciał grać na Plutonie. Tutaj chodzi tylko o kasę.

    • melo pisze:

      Zupełnie się z tobą nie zgadzam bo jak już wspomniałem jeśli chodzi o kasę to nawet nie myślał by o opuszczeniu Knicks i nie musi się w ten sposób reklamować bo i tak wiadomo że dostanie maxa. To się w końcu zdecyduj czy jednak ma z kim grać czy nie bo teraz zaprzeczyłeś temu co pisałeś w artykule… Tak był symbolem i z obu klubów zwiał. Z Minnesoty odszedł bo nie miał szans walczyć o nic wielkiego(czyli obecnie Knicks) a z Celtics odszedł bo się drużyna rozpadła(czyli obecnie to samo jest w Knicks).

    • melo pisze:

      Możesz mówić że kochasz klub, możesz to sprytnie przemilczeć a możesz powiedzieć wprost bez owijania w bawełne, to co wszyscy wiedzą i to co jest nieuniknione, żaden topowy zawodnik nie będzie chciał grać w drużynie z dolnych rejonów tabeli.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Po pierwsze nigdzie nie napisałem, że w NYK grają słabi gracze, a co za tym idzie Melo ma z kim grać – tylko musi im sie chcieć – sam swoim postępowaniem nie wpływa na to, żeby specjalnie mobilizować kolegów do lepszej gry. W NYK większość ma wszystko gdzieś…
      I nie mów mi, że nie widzisz różnicy między Garnettem, który spędził w Minneapolis 12 lat. Odszedł do Bostonu, gdzie walczył i oddawał serducho, zdobył majstra – sportowo nie narzekał jak nie szło, że może odejdzie, a może nie… To Ainge oddał Garnetta z Piercem i dobrze o tym wiesz ;)
      Poza tym ile lat ma dziś KG a ile Melo – w karierze koszykarza nadchodzi taki czas, że staje się on już tylko kimś do pomocy…

    • melo pisze:

      miałem już to olać bo widzę że nikt nikogo nie przekona do swoich racji ale czytając że nie widzisz zaangażowania Melo w grę postanowiłem napisać ostatni komentarz w tej sprawie. Carmelo zbiera w tym sezonie 10 piłek na mecz-najwięcej w Knicks, gra średnio 39 min na mecz(więcej niż Kobe w poprzednim gdzie to się strasznie poświęcał dla drużyny) w meczach które grane są do końca na „styku” zawsze gra ponad 40 min(czas zaniżają mecze takie jak z Celtics gdzie po połowie wiadomo kto wygra). Może nie oglądasz zbyt często Knicks bo ja tak i to co zauważyłem od poprzedniego sezonu to zaczął bronić. Nigdy nie będzie nawet solidnym obrońcą ale jeśli śledzisz jego karierę to pod tym względem zmiana jest niesamowita. Tylko on i Chandler na prawde się starają po obu stronach parkietu.

      Garnett wszyscy wiemy że mógł zablokować ten transfer więc po co mówić że zakończy karierę jako Celt jeśli za chwilę odchodzi do Nets??? może jednak bardziej kocha walkę o mistrzostwo niż Celtów??? Ja wolę żeby nie obiecywał niczego czego nie może zrobić…
      „Poza tym ile lat ma dziś KG a ile Melo – w karierze koszykarza nadchodzi taki czas, że staje się on już
      tylko kimś do pomocy…” -Przychodzi tez czas kiedy rozbrzmiewa ostatni dzwonek do tego aby jako lider walczyć o mistrzostwo i chcesz mieć jak najlepszych pomocników do zrealizowania tego celu…

    • Paweł Kołakowski pisze:

      no ok – niech to będzie wspólny punkt wyjścia na nasze spojrzenia :)
      Zgadzam się, że Melo w trakcie nowego kontraktu będzie już po 30-tce i to jego ostatnia taka umowa.
      Mi chodzi po prostu o to, że przez pryzmat Knicksów nie jest to korzystna sytuacja. Pisałem o Knicksach, a nie o tylko o Melo. Nie odbieraj mojego tekstu jako jakiś atak na jego osobę, ale jako pokazanie pewnych czynników, które wpływają na fakt, że Knicks są nisko w tabeli… a nie powinni być tu, gdzie dziś są… Knicks to uznana marka w NBA

  7. melo pisze:

    Ja wstrzymał bym się ze zwolnieniem Woodsona, nigdy niebyłem zwolennikiem szukania winnych w osobie trenerów tym bardziej jeżeli dany trener od 2008r ma około 65% wygranych a pracując w Hawks i dostając taki burdel po D’antonim to chyba świetny wynik. Wiem że teraz wygląda to tak jakby Mike nie wiedział co się dzieje ale w mojej opinii wszystkiemu winny jest GM i to on powinien wylecieć jako pierwszy a zaraz po nim kilku zawodników. Winą Woodsona oczywiście może być to że nad nimi nie panuje tylko pytanie czy jakikolwiek coach będzie w stanie to zrobić z takim składem.

  8. Apapap pisze:

    Wszyscy się podniecają draftem 2014, a 2015 też będzie niczego sobie. Zwłaszcza jeśli chodzi o graczy wysokich. Ponadto nie sądzę, żeby w okolicach pick-u 15-30 były jakieś mega gwiazdy w 2014. Draft jest silny, ale skorzysta z tego 7-10 drużyn. NYK musi się odbudować poprzez sensowna politykę transferową w następnych 2 latach. W 2015 schodzą kontrakty STAT-a, Bargnaniego, Chandlera. Będzię można się pokusić o jakąś gwiazdę z wolnych agentów i pick w drafcie. No chyba że Melo dostanie pierdyliard dolarów w nowej umowie.

  9. brooklynite pisze:

    A jak sie przedstawiaja szanse na zdobycie LeBrona do Knicks? King James z Heat osiagnal juz wszystko co chcial, NY to najwiekszy prestiz wiec to by bylo niesamowite posuniecie z jego strony. Bylby gwiazdorem, liderem, filarem. Graczem ofensywnym i defensywnym czyli tym, kogo Knicks szukaja od lat.. Moze Miami wzieloby Melo+ STAT za LeBrona? (Salary sie chyba zgadza;))

    • Apapap pisze:

      Ja bym zatankował w następnym sezonie. W tym sprzedał wszystko co mam za picki w tym lub następnym drafcie. Zwłaszcza Melo i Chandlera (póki mają jakąś wartość). I zapolował na nowego Ewinga w 2015 roku (J.Okafor, M.Turner??). Silver na pewno da #1 w 2015. NY musi mieć silna drużynę dla dobra całej NBA.

    • manek pisze:

      haha, Melo i Stat za LBJ-a, dawno lepszego żartu nie słyszałem, a salary by się nie zgadzało nawet po dołożeniu Flasha;) Melo + Stat = 43,2 mln, LBJ + Flash 37,6 mln;)
      Świetny art, tęskno mi się trochę zrobiło za Knicks z lat 90, wtedy stali się moją ulubioną ekipą, King Kong, Oaklay, Starks, Harper, Smith, Mason, Doc Rivers, a potem Larry Johnson, Allan Houston, Spree – to były czasy…

  10. Marcin pisze:

    Ja cofnę się nawet troszkę dalej. Myślę, że błędem Knicks było oddanie połowy składu za Melo w momencie kiedy wiadomo było, że sam zainteresowany w następnym sezonie i tak wyląduje w Big Apple. Były by picki, byłby szerszy skład a co za tym idzie możliwość dalszych wymian. To był moim zdaniem duży błąd. W tym momencie Chandler i Stat są „poskładani”, tankować też nie ma sensu. Druga sprawa to sam Melo. Kiedyś myślałem, że to zawodnik który popchnie zespół do przodu, poprzez swoją grę podniesie poziom partnerów z zespołu. Teraz już wiem, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Jestem w stanie tu i teraz powiedzieć, że Carmelo nie zdobędzie ani jednego pierścienia! Chyba, że w wieku 35 lat grając w jakimś contenderze za minimum dla weterana (choć na to pewnie też za wielkie ego). Pomysł może trochę karkołomny ale nie wiem czy w tym całym obecnym syfie w NY najlepszym rozwiązaniem nie było by odejście Melo (LA?), wytransferowanie Smith’a, Amare (nawet za Humphriesa) i budowanie wszystkiego od początku. Z drugiej strony najgorsze jest to, że nie ma chyba w obecnym składzie ani jednego zawodnika w oparciu o którego można było by rozpocząć tę budowę. Ciężka sytuacja, tym bardziej gdy zdamy sobie sprawę kto i w jaki sposób zarządza ładnych parę lat całą organizacją…..

  11. rzepik pisze:

    na miejscu GM’a poczekałbym do draft lottery i spróbował opchnąć Chandlera albo Melo za picki a najlepiej to i jednego i drugiego..
    Nie wiem czy dobrze kombinuje ale np. Chandlera z kimś opchnąć za jakiś szrot do zwolnienia i pick w okolicach 10 a samego Melo może nawet za pick #1 ?

    Taka błyskawiczna przebudowa ale czy w ogóle możliwa?

  12. cynik pisze:

    Oglądałem wczorajszy mecz Knicksów. Powiedzieć o ich grze nijaka byłoby duuuużym komplementem. Tak naprawdę to NY jest drużyna przeciętną. Zeszłoroczny sezon był ponad to co soba reprezentują. Szli na takiej fali. Najgorsze jest, że w przeciętność popadł sam Carmelo. W zeszłym roku był przecież jednym z kandydatów do MVP. A Smith to gra jakby robił łaskę. Ma kontrakt, więc ma wszystko w d…Szkoda trochę Woodsona, ale iwedział w co sie pakuje.

  13. melo pisze:

    Sam mam wielkie wątpliwości(z sezonu na sezon większe) czy Anthony może poprowadzić drużynę jako lider do tytułu, ale chyba nikt o zdrowych zmysłach go nie sprzeda za wybory dopóki będzie szansa na jego zatrzymanie i w drugą stronę nikt nie odda pick’a bez pewności zatrzymania Carmelo na dłużej. To wciąż top 10 ligi. Teraz gra przeciętnie bo wystarczy go podwoić i wygrasz mecz, bo reszta nic sama nie wykombinuje, ale to wciąż nie gwiazda ale MEGA gwiazda NBA.

  14. aaa pisze:

    pawel nikt nic nie wezmie od knicks a napewno nikt nie odda picku z pierwszej 30tki ny nie maja kim handlowac poza imanem bo nikt nie wezmie jr,a stata czy chandlera bo maja za wysokie kontrakty ktorych nie sa warci za melo tez nikt nie da picku zeby bylo smieszniej bo to nie gracz wokol ktorego da sie zbudowac mistrzowska druzyne

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Melo w maju będzie miał 30 lat – na pewno gdyby odszedł do innej drużyny to nie będzie dalekowzroczna polityka :) Na swoim poziomie pogra 4 max 5 lat.
      Patrząc realnie pozostanie dla niego będzie najlepszą opcją patrząc przez pryzmat sportu. Akurat uważam, że Chandler jest wart swego kontraktu, bo mało dobrych graczy pod kosz gwarantujących dobrą obroną oraz potrafiących walczyć pod atakowanym koszem.
      Z tymi pickami nie byłbym taki pewien ;) kto myslał, że numerem jeden draftu będzie Anthony Bennett?

  15. GM pisze:

    Nie wiem (bo nie czytalem wszystkich) czy ktoś już to poruszył, ale nieśmiało poinformuje, że Carmelo Anthony urodzil się w… Nowym Yorku. W tekści jest kawałek…: „Melo natomiast kompletnie nic nie łączy z tym miastem, ani mentalnie, ani sportowo. Jedyna symbioza jaka aktualnie istnieje na linii Anthony – Knickerbockers to wielomilionowy kontrakt, który chyba nie zaspakaja mimo wszystkich tych zer samego koszykarza.”
    Troche dyskwalifikujące to dla całego tekstu.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Owszem już ktoś o tym napomknął, ale nie napisałem, że się nie urodził w NY :) chociaż w przeciwieństwo do Stepha (z którym go porównuje w tekscie, żeby nie było) dorastał się w Baltimore, ale mniejsza z tym…
      Miejsce urodzenia nie nic tu do rzeczy, bo gdyby miało to chyba raczej stwierdziłby, że „na razie skupia się na grze w Knicks” Zatem mentalny związek odpada…, sportowo jakoś mało widać zaangażowanie w grę – nie gra rewelacyjnie…
      A tekst nie jest o samym Melo tylko raczej ogólnie o Knicks…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *