Mecze gorszego Boga #2 Jazz Kings

W kronikach historycznych, dzisiejsze spotkanie między Jazz i Kings będzie opisywane jako kulminacja napięć w Batalii o Wigginsa na Zachodzie. Nieustraszone, choć przetrzebione odniesionymi ranami we wcześniejszych bojach, mormońskie oddziały specjalne Tyrone’a Corbine’a stanęły w szranki z Sakremencko Potężną Armią Mike’a Malone’a.

Obie ekipy stoczyły dotychczas 38 mniejszych bijatyk jednak zdaje się, że oszczędzały w nich siły, czekając na pokazanie prawdziwej siły dzisiejszej nocy, bo łącznie udało im się wyjść zwycięsko tylko z 8 (dla porównania Charlotte Bobcats wygrało 9 spotkań).

„Wieczór Cudów?”, „Czy ta noc odmieni historię?”, „Czy jutro będzie takie samo?”– pytały wszystkie lokalne gazety od Alaski po Puerto Rico- Utah Jazz miała szansę pierwszy raz od zeszłego sezonu wyprzedzić kogokolwiek w tabeli.

Nim rozbrzmiał pierwszy gwizdek pojawiła się wiadomość, że w dzisiejszej batalii zabraknie Derricka Favorsa. Marszałek Corbina spadł z konia i poczynania swoich towarzyszy (nie)doli będzie oglądał z obozu koszarowego w towarzystwie pielęgniarek. Pod jego nieobecność na pozycji Silnego Skrzydłowego wystąpi Jeremy Evans- gość o masie zbliżonej  do przeciętnego rozgrywającego ma wraz z Enesem Kanterem tworzyć mury obronne mormońskiej tablicy. Odliczanie do Cousins Show czas rozpocząć.

Pierwsza kwarta

Nie minęły dwie minuty a Cousins musiał usiać na ławce łapiąc dwa głupie faule, wyczynu pozazdrościł mu Jeremy Evans, który do wyrównania tego osiągnięcia potrzebował tylko 2 minuty więcej- wcześniej jednak zdołał pokazać, że potrafi wysoko skakać nie tylko podczas SDC i zablokował Thompsona- 6:2 dla Jazz a najlepszy gracz Kings na ławce- stawka na gospodarzy u bukmachera gwałtownie spadła. Świetnie w ofensywie sprawuje się Kanter ale Turek powinien przestać trenować zbiórki korzystając z taśm szkoleniowych Andrei Bargnaniego. 14:14 na tablicy kiedy Kanter zdobywa samobója przy próbie zbiórki i zostaje zmieniony przez Andris Biedrinsa. Łotysz poprawia zbiórki ale Sacramento wykorzystuje jego naturalny talent do airballi z linii rzutów wolnych i stosuje taktykę hack-a-Andris. Rzuty wolne Biedrinsa to prawdziwy fenomen i od przyszłego sezonu mają być traktowane jako straty żeby nie przedłużać niepotrzebnie meczu.

Wynik :24:23 dla Jazz

Biedrins z wolnych- 1/6

MVP pierwszej kwarty- Enes Kanter

 Druga kwarta

Pierwsze 3 minuty dla Jazz, po trafieniach Burksa i Richardsona Nutki uciekają na 5 punktów chociaż dali Kings zebrać 8 piłek w ofensywie. Jeremy Evans przebywał na boisku około minuty nim zdążył załapać kolejny faul i wrócił tam gdzie jego miejsce.  Gracze Jazz uważnie podpatrywali wczorajszą grę Portland i także trafiali za 3 jak w transie- Ryszard Jefferson dwa razy, Burks raz i Jazz odskakują na 10 punktów- 41:31. Gracze Jazz są zdezorientowani tym prowadzeniem i brak doświadczenia skutkuje niemal całkowitym odrobieniem strat przez Kings.  W tym fragmencie berło jest w rękach Derricka Williamsa, który do końca kwarty notuje uzbierał 7 punktów dzięki czemu drużyny ustępują miejsca czirliderką przy stanie 50:47 dla Jazz.

MVP2 kwarty- Richard Jefferson

Trzecia kwarta

Enes Kanter ma już trzy bloki co nie zdarzyło mu się od kiedy przestał chodzić w podstawówce na lekcje plastyki. Vasquez notuje kolejny bezbarwny mecz, nie wiem co się stało z tym chłopakiem ale od kiedy trafił do Kings jego gra w niczym nie przypomina tego co wyprawiał dla Nowego Orleanu. Mecz przejmuje Cousins, który zdobywa 13 punktów z rzędu dla Sacramento i Królowie obejmują prowadzenie 64:61. Końcówka kwarty to show w wykonaniu Thomasa, 60 numer draftu 2011 pokazuje wspaniałą wszechstronność trafiając kolejno 2 jumpery, rzut wolny i skutecznie drive’ując pod kosz. Dorzucił też faul przy fadeaway’u Haywarda i dzięki akcji 2plus1 Gordon utrzymuje Jazz przy życiu.

Wynik: 74:70 dla Sacramento

MVP trzeciej kwarty- Demarcus Cousins

Czwarta kwarta

 

Po jumperku Pattersona Sacramento wychodzi na najwyższe prowadzenie w meczu- 84:75 i kibice Nutek spuszczają głowy a Dennis Lindsay z ulgą wypuszcza powietrze. Wtem stała się rzecz ta z gatunku niesłychanych w Salt Lake City odkąd Jerry Sloan przeszedł na emeryturę. Nutki napędzane akcjami Burke, Burksa i Haywarda trafiają niemal wszystko za to Sacramento pudłuje niemiłosiernie. Dwa bloki z rzędu notują kolejno Hayward i Kanter- który sam nie może uwierzyć, że czterokrotnie udało mu się wyskoczyć w tempo i dopiero trafienie Cousinsa na 3 minuty przed końcem przerywa run 16:0 dla Utah. Końcówka czwartej kwarty to festiwal rzutów wolnych- z niewiadomych przyczyn Biedrinsa nie ma na parkiecie. Na 12 sekund przed końcem Jazz prowadzą 3 punktami ale piłka jest w posiadaniu gości. Richard Jefferson odpuszcza krycie McLemore’a i przejmuje krycie specjalisty od rzutów dystansowych- DMC-nie wierząc, że Ben potrafi rzucać za 3 i się gorzko rozczarowuje kiedy rookie z Sacramento pakuje czystą trójkę na 3 sekundy przed końcem. Ostatnie posiadanie należało jednak do Jazz. Generał Corbin wziął czas i rozrysował akcję, która miała dać zwycięstwo gospodarzom. Przebiegły plan Budynia skończył się wykorzystaniem ostatniej przerwy bo Jazzmani nie mogąc pojąć błyskotliwej strategii nie mogli wprowadzić piłki do gry. Po dodatkowych wskazówkach akcja skończyła się pół-jumperem pół-floaterem (?) Treya Burke’a i doprowadziła do dogrywki.

MVP czwartej kwarty- Trey Burke

Dogrywka

Fabuła dogrywki mogłaby stanowić kanwę niejednego dreszczowca. Tytuły takie jak „Dzieci z Bullerbyn” czy „Tupot małych stóp” w pełni oddają emocje i akcje tych szalonych pięciu minut. Jazz nie potrafili zdobyć punktu przez ostatnie 3 minuty i 40 sekund a w tym czasie Kings poprawili swój dorobek o 11 oczek dzięki czemu wygrali mecz 112:102.

MVP dogrywki- cały zespół Kings

Mecz w Salt Lake City mógł się podobać nie tylko czytelnikom Meczy gorszego Boga ale również postronnym obserwatorom. Spotkanie dalekie było od All Star Game 2000 ale i tak obie ekipy zgotowały kibicom przyzwoite widowisko zakończone dogrywką. Sacramento rozwiało nadzieje Nutek na odbicie się od dna i gracze Corbina wciąż są liderami wyścigu o Wigginsa.

Qcin

Fan słodkich buziek, miseczek DD, dobrych słodyczy i darmowych alkoholi. A! No i Utah Jazz skoro już musimy o NBA...

6 komentarzy

  1. Irek pisze:

    :D
    Rzuty wolne Biedrinsa to prawdziwy fenomen i od przyszłego sezonu mają być traktowane jako straty żeby nie przedłużać niepotrzebnie meczu.

    Odnośnie Utah. Oglądam mecze na streamach od 2 lat i ani razu nie zobaczyłem ich w akcji na żywo u siebie.

  2. Wojtek pisze:

    Przed „ale” stawiamy przecinek ;) przy myślniku stawiamy spację po każdej stronie, o ile nie jest łącznikiem ;)

    • Qcin pisze:

      dzięki! Zawsze miałem problem z przecinkami, ale z myślnikiem to przez nieuwagę bo nie miałem czasu na korektę ;)
      @melo- Wiem o mockach, te Wiggins to jest jako symbol tylko bo przyjęło się, że to ten, który zmieni oblicze ligi, tej ligi ;)

    • melo pisze:

      no ok to w sumie nawet nie była uwaga kierowana do ciebie tylko takie luźne spostrzeżenie na temat draftu, bo wkońcu grały dwie drużyny które bardzo mocno liczą na tych graczy.

  3. melo pisze:

    Kolejny dobry(zabawny) wpis, ale ostatnio tyle wazelinki jest pod twoimi artykułami że nie o tym chciałem napisać:)
    Nie oglądałem oczywiście jeszcze żadnego meczu NCAA w tym sezonie i do finału raczej nie będę, ale z ciekawości zerknąłem na staty głównych kandydatów do nr 1 w drafcie i na razie Jabari Parker jest lepszy dosłownie we wszystkim od Wigginsa więc może Andrew wcale nie jest takim pewniakiem do 1?
    http://espn.go.com/mens-college-basketball/player/_/id/67429/andrew-wiggins
    http://espn.go.com/mens-college-basketball/player/_/id/66562/jabari-parker

  4. siaraczek pisze:

    Promocja Wigginsa jest tak wielka, że i tak pójdzie z jedynką, przecież większość ekspertów widzi w Nim drugiego LeBrona, tylko jakaś poważna kontuzja może temu przeszkodzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *