Wyrównani Pistons przerwali serię Heat

Siedmiu graczy Mo Cheeksa zaliczyło minimum 10 punktów by przerwać imponującą serię 10 kolejnych wygranych Miami Heat. Pozbawieni odpoczywającego kolejny raz Dwyane’a Wade’a gospodarze nie potrafili odnaleźć rytmu przez całe spotkanie i przegrali w pełni zasłużenie.

Najlepszym graczem przyjezdnych był Greg Monroe, który trafił 8/10 z gry i zakończył wieczór z 16 punktami, 6 zbiórkami i 5 asystami.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Detroit Pistons 8-10 28 26 28 25 107
Miami Heat 14-4 18 25 25 29 97

Przebieg spotkania

Heat wprowadzili w miejsce Wade’a do pierwszego składu Jamesa Jonesa licząc na to, że strasząc rzutami z dystansu będzie wyciągał mocnych pod koszem Pistons i tym samym zrobi więcej miejsca na wejścia. Już szybko okazało się, że ten plan nie był efektywny. Nie dlatego, że goście bronili w jakiś niesamowity sposób (raczej celowo odpuszczali obwód, zapychając strefę pomalowaną), ale dlatego że Heat po prostu pudłowali z dobrych pozycji (pierwsza trafiona trójka dopiero w 10-tej próbie).

W tym czasie pod drugim koszem zdecydowanie więksi i silniejsi Pistons szybko zdobywali przewagę. Bardzo dobrze w zawody wszedł Caldwell-Pope, a podopiecznym Cheeksa nie przeszkadzały nawet dwa szybkie faule Andre Drummonda.

Prowadzenie przyjezdnych zaczęło przekraczać 10 oczek, a kolejne dobre minuty dawali Singler i Stuckey (ten drugi jest najlepszym strzelcem zespołu wchodząc z ławki). Podobać się mógł też zrównoważony Monroe (oddaje tylko rzuty, które wie że potrafi trafiać, nie forsuje gry pod siebie). Co ciekawe, grając bardzo krótko Drummond i tak potrafił uzbierać dwucyfrową liczbę zbiórek w pierwszej połowie – po prostu dominował pod obiema obręczami.

Jedynym pozytywem dla trenera Spoelstry była postawa Michaela Beasley’a, który kolejny raz w tym sezonie wszedł i dostarczył iskrę z ławki rezerwowych. Wczoraj jako jedyny wśród gospodarzy potrafił regularnie trafiać z dystansu, a dodatkowo po tym jak gracze Pistons zaczęli do niego dobiegać, mijał ich i wchodził pod kosz. 23  punkty (9/16 z gry, 3/3 z dystansu) dobrze pokazują o co chodzi.

Nierówno grał James. Niewidoczny w pierwszej kwarcie (2 punkty), 14 w drugiej, 4 w trzeciej, 3 w ostatniej. Biorąc pod uwagę, że za każdym razem gdy grał pick-and-roll z Boshem kończył z Drummondem na nim (a z łatwością mógł go mijać – co kilka razy zrobił z powodzeniem) to powinien zakończyć mecz z grubo powyżej 30 punktami.

Pasywny był również Bosh, który nawet nie próbował atakować obręczy i decydował się jedynie na rzuty z półdystansu lub dystansu.

W tej sytuacji równo grający Pistons byli po prostu tego wieczora zbyt trudnym rywalem. Siedmiu graczy z minimum 10 punktami. 51.3% skuteczności z gry. Dominacja na desce -> 46-34 i 60 punktów w pomalowanym (przy 48 miejscowych).

Oczywiście, nie wszystko w drużynie z Mo-Town było tak cudowne. Kolejny raz przeciętnie grał Josh Smith (7/21 z gry, 0/4 z dystansu). Przynajmniej dobrze, że nieźle grał w defensywie, ale zabawne jest to, iż nawet komentatorzy Heat dziwili się dlaczego oddaje tak wiele złych rzutów (np. trójki, których po prostu nie trafia).

Ciężko jest po tym meczu wyciągnąć długofalowe wnioski. Z jednej strony można powiedzieć, że atletyczne drużyny z potężnym środkowym (jak np. Pacers) są problemem dla Heat.

Z drugiej strony, wczoraj po prostu cały zespół zagrał źle. Okazja do rewanżu już za 4 dni w Detroit. Wtedy powinno być ciekawiej.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/6KuWueajgPs]

Boxscore

Pistons: Monroe 16 (6zb, 5ast), Smith 15, Drummond 10 (18zb), Jennings 15 (5ast, 7str), Caldwell-Pope 10, a także Harrellson 0, Jerebko 7, Singler 18 (5zb), Stuckey 16

Heat: Battier 2, James 23 (5zb, 6ast, 6str), Jones 0, Bosh 14 (6zb), Chalmers 6 (6ast), a także Andersen 8, Lewis 0 (6zb), Beasley 23, Cole 9, Allen 12

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

12 komentarzy

  1. kaliber pisze:

    Brawo! I tak trzymać! GO PISTONS

  2. basket pisze:

    pistons !!

  3. pokier pisze:

    Mimo beznadziejnej postawy Heat spotkanie oglądało się całkiem przyjemnie. Porażka nie dziwi, bo tego typu spotkania zdarzają się Miami cały czas, gdy ciężko zauważyć w zespole chęć do gry. Oprócz dobrej postawy Michaela wyróżniłbym także Norrisa Cole’a, który poprowadził run ławki w czwartej kwarcie.

    A defensywę Heat można podsumować sparafrazowanymi słowami MJ: There’s no „D” in Miami.

  4. barcelowicz pisze:

    Szkoda mi w tej sytuacji Rose’a i Byków. Noah, Booz i Gibson daliby Heat wycisk pod koszami, Deng z Butlerem mogliby uprzykrzac życie Bronkowi, a Rose…
    Kiedy do dobrej dyspozycji wracają Boozer i Deng, to okazuje się że Derrick jest out, a Noah notuje najsłabsze cyferki od 4-5 lat.

    Jeśli Oden nie będzie w stanie grać choćby po 15 min na wysokim poziomie, LBJ nie będzie grał kosmosu i będzie miał średnie wsparcie od 2/3 Big Three to nie widzę Heat Three-Peat. Coraz więcej drużyn wie jak zagrać z Miami i ma przede wszystkim ku temu środki (czyt. przewagę siły i wzrostu pod koszem).

    • pokier pisze:

      Mecz otwarcia z Bulls widziałeś? Bo z tego co piszesz wnioskuję że nie.

  5. Krzychair pisze:

    Nie wiecie jak wyglada sytuacja z Odenem? kiedy zacznie grać regularnie i czy wogóle?

    • Henryk pisze:

      Na którymś plotkowym portalu przeczytałem ostatnio, że Spoelstra powiedział ostatnio że powoli i wygląda na to że najwcześniej pojawi się po all-star game i w tym sezonie liczą na 8-10 minut,

  6. Henryk pisze:

    Ja bym tak nie dramatyzował, pierwsza porażka Heat po 10 meczach a niektórzy już wyciągają wnioski że nie ma szans na 3-peat! Problemem wg mnie to jest ich koncentracja, bo mecze na Wschodzie ich raczej w ogóle nie mobilizują, bo i tak będą mieli bilans między 57-65 i finał konferencji pewny (w 95%) a później ciężko im będzie włączyć wyższy bieg na PO. Tymczasem Detroit powoli i mozolnie dobijają do 50% i pewnie na koniec sezonu nawet przekroczą, ale co robi Smith?! Myślałem, że w Motown się zmieni. W końcu Jennings wygląda przyzwoicie.

  7. twkarol pisze:

    Gre Miami mozna ocenic jednym slowem – pasywnosc. Rozumiem ze ciezko sie zmobilizować grając wiekszosc spotkań ze słabszymi zespolami, ale takich spotkań nie mozna odpuszczać z jednego prostego powodu – rozstawienie w play-off. Pacers są cholernie mocni, a gdy uzyskają przewagę parkietu w best of seven to jedyne three peat jakie osiągnie Miami to trzy złowione pstrągi w posezonowej przerwie. LeBron na chwile obecna nie gra jak mvp. Rzuca skutecznie lecz jego odpowiedzialność za wynik i gre nie sa współmierne do jego możliwości. Gorzej gra w obronie, Malo zbiera i asystuje, popełniając przy tym mnostwo strat. W takich meczach jak dzis powinien dominować bo bez Wadea ma obowiązek ciągnąć caly zespól.

  8. Szerszeń pisze:

    ma ktos akcje gdzie Jennings zabral pilke Jamesowi ?

  9. LBJ pisze:

    kolejna wtopa przez kloca. Słabiuuuutko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *