Mały Nate znów wielki

18 punktów Nate’a Robinsona w czwartej kwarcie przy wsparciu innych zmienników Briana Shawa wystarczyło by ograć nierównych Raptors. Niski rozgrywający kolejny raz udowodnił, że w lidze ciężko jest znaleźć równie wybuchowego strzelca co on.

Trener Nuggets mógł być zadowolony z postawych swoich rezerwowych, którzy łącznie zdobyli aż 72 punkty przy zaledwie 16 u gospodarzy.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Denver Nuggets 10-6 25 22 29 36 112
Toronto Raptors 6-10 31 14 27 28 98

Przebieg spotkania

Dwane Casey jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zmodyfikował S5 by uniknąć kolejnego słabego startu spotkania. W miejsce Amira Johnsona na parkiecie zameldował się Tyler Hansbrough, a otwierające minuty potwierdziły, że był to bardzo dobry wybór. Co prawda twardy skrzydłowy nie imponował statystykami, ale sprawił że jego koledzy grali zdecydowanie lepiej i bardziej agresywnie, a to od razu przełożyło się na wynik.

Raptors szybko zaczęli wykorzystywać przewagę wzrostu i siły Jonasa Valanciunasa nad J.J. Hicksonem, a po chwili włączyli się również gracze obwodowi by zacząć grać inside-out. W ten sposób w ciągu kilku minut zbudowali 15 punktów przewagi i wydawało się, że spotkanie zakończy się zanim Nuggets w ogóle się ockną.

Shaw zaczął wprowadzać zmiany. Na parkiecie znaleźli się Nate Robinson i Andre Miller, ale chyba najważniejszą decyzją pierwszej połowy było wprowadzenie i utrzymanie na parkiecie Mozgova. Rosjanin poprawił obronę, grę na tablicy + dobrze prezentował się w ataku (zdecydowana i twarda gra, dużo akcji kończonych z góry).

Raptors wytrzymali jeszcze pierwszy zryw gości i po zmniejszeniu przewagi do 4 oczek znów odskoczyli na 10 po dwóch celnych rzutach z dystansu. Z biegiem czasu zespołowa koszykówka Nuggets zaczynała jednak przejmować mecz. Z dobrym zespołem nie da się wygrać grając prawie same izolacje.

Bardzo dobre minuty gościom dawał Kenneth Faried, który skakał do każdej zbiórki (6 w ataku i 6 w obronie), a na przełomie kwart wynik zaczął oscylować wokół remisu.

W trzeciej odsłonie znów mogło się spodobać to co zrobił Shaw. Młody trener zadbał o to by utrzymywać się w grze, jednocześnie cały czas w zapasie miał parę Miller + Robinson, która już szykowała się na ostatnią kwartę.

Poza tym na osobną zmiankę zasłużyły ofensywne zbiórki obu zespołów (po 14, Valanciunas – 8, Mozgov – 7, wspomniany Faried – 6) i to jak w kontrze grają Raptors. Jeżeli piłkę dostanie Gay, to zachowuje się lepiej niż kotwica. Nie poda, zadrybluje się na śmierć i w najlepszym wypadku skończy się na faulu rywala.

Czwarta kwarta była już popisem Nuggets. Szalał Robinson i Arthur (bezbłędny, 7/7 z gry). Po chwili dołączył się jeszcze Miller, a z drugiej strony walkę próbował podjąć Ross, ale ostatnie słowo należało do Nate’a i Shawa.

Nieszablonowo myślący trener wprowadził na parkiet jednocześnie trójkę rozgrywających (Robinson, Lawson, Miller), a to sprawiło że Raptors nie wiedzieli co się dzieje (każdy z nich bardzo dobrze wchodzi w pomalowane, może też trafić po zatrzymaniu lub z dystansu).

Wspomniany Nate trafił dwa razy z dystansu dobijając miejscowy i na niecałe dwie minuty do końca na tablicy było już 107-96. To było zbyt dużo dla Raptors, którzy dopisali do swojego bilansu już 10-tą porażkę.

Inna sprawa, że gospodarze nie wyglądali na boisku jak drużyna, ale bardziej jak zlepek indywidualności. Pomijam już nawet Gay’a, ale i DeRozan, i Lowry, i (dobry tego wieczora) Valanciunas prezentowali się tak jakby bardziej zależało im na indywidualnych statystykach niż na wygranej zespołu. Bez pomocy w obronie i bez lepszego dzielenia się piłką nie będzie mowy o PO nawet na słabym wschodzie.

Nuggets tymczasem są kolejny raz jedną z niespodzianek ligi. Nowy trener (świetny, przynajmniej na starcie rozgrywek), brak dwóch graczy S5 (Gallinari i McGee), ale wciąż ci sami Nuggets. Twarda, fizyczna gra. Dużo podań i fakt, że każdego wieczora może wypalić ktoś inny z głębokiej rotacji. Naprawdę warto ich oglądać.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/33L3tymbgPk]

Boxscore

Nuggets: Hickson 3, Faried 12 (12zb), Chandler 5, Lawson 16 (6ast), Foye 4, a także Arthur 14, Hamilton 10, Mozgov 16 (15zb), Miller 9 (7ast), Robinson 23 (5ast), Fournier 0

Raptors: Hansbrough 7 (5zb), Gay 23 (9zb), Valanciunas 18 (11zb), Lowry 17 (7ast), DeRozan 17 (7zb), a także Johnson 0, Novak 6, Stone 0, Ross 10

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

7 komentarzy

  1. M pisze:

    I co z tego skoro Nuggets skończą jak zwykle?

    • melo pisze:

      myślę że zmiany poczynione w lato sugerują że chcą zmienić to „jak zwykle”

  2. Raptors Fan pisze:

    Początek był obiecujący,ale z upływem czasu Nuggets narzucili swój styl gry.
    Inna sprawa,że trudno jest wygrać,gdy rezerwowi kiepsko punktują.
    Rudy Gay wyznaje zasadę „piłka albo nic”- woli zaliczyć stratę, rzucić „cegłę” lub przekroczyć 24 sekundy,byle tylko nie podawać.
    Mam cichą nadzieję,że wczorajsze zablokowanie przez Mozgova da mu do myślenia.

  3. Mario pisze:

    To tak się gada (że Gay i Derozan to największe zło tego zespołu), ale wczoraj z racji tego, że mecz był o dogodnej porze, obejrzałem i nie do końca się z tym zgadzam. Po pierwsze, kiedy nie ma ich na parkiecie, zespół bazuje praktycznie tylko na trójkach i innych nieprzemyślanych akcjach, po drugie ta dwójka kilka asyst zaliczy i obok Lowry’ego są niemalże jedynymi „dostarczycielami” tychże asyst w drużynie. Problemem jest prymitywna (sorry, ale inaczej tego nazwać nie można) gra zespołu, trener zdaje się nie ogarniać ataku i po prostu daje im piłkę i niech się dzieje wola nieba… Jak wspomina autor, z taką grą nawet na wschodzie o PO może być ciężko (chociaż patrząc na cuda jakie wyprawiają się w Atlantic Division, to prawdopodobnie nawet z 35 zwycięstw wystarczy na top 4 :D). Uważam, że przy lepszy trenerze, ta drużyna spokojnie złapie się w najlepszej ósemce, ktoś po prostu musi mieć pomysł na zorganizowanie ofensywy, co wyszłoby wszystkim na dobre (nawet ceglarzom). Hollins czy Karl wciąż są wolni, więc można by spróbować jakiegoś ruchu, panie Ujiri. I to byle szybko, bo pewnie Nets za chwilę kogoś zgarną…

  4. Łukasz1984 pisze:

    nie rozumiem czemu robinson jest w sumie niedoceniany w lidze. Jest dobrym, jeszcze młodym zawodnikiem, a zrobili z niego globetrottera po klubach nba (bodajże 6 miejsce pracy). chicago powinno żałować, że go nie podpisali

  5. Mario pisze:

    Nie wiem jakie Nate miał priorytety, czy chciał grać dla contendera, czy podpisać duży kontrakt, ale tak naprawdę nie wybrał żadnej opcji. Gra za śmieszne (jak dla niego, oczywiście) pieniądze w drużynie, dla której przejście rundy w PO (w ogóle awans) będzie bardzo dużym sukcesem. Nie śledziłem jego poczynań na rynku transferowym, ale po zeszłorocznych playoffach spodziewałem się, iż zespoły pokroju Bobcats itp. będą skłonne solidnie go przepłacić.

    Oczywiście taki gracz na ławce to skarb dla każdej, jak ma dzień, potrafi przejąć spotkanie i poprowadzić zespół do zwycięstwa (np. wczoraj), oczywiście jest też druga strona medalu, ale wtedy można go przetrzymać na ławce.

    • melo pisze:

      Jeżeli zwolnili trenera po sezonie w którym zanotowali 57W-25L ale odpadli w pierwszej rundzie PO to chyba szczytem ich ambicji jednak nie jest wejście do PO, a walka o coś więcej. Wielu nie traktuje Denver poważnie a przecież zajęli w zeszłym sezonie 3!!! miejsce na wschodzi i nadal pokazują że to nie był przypadek. może to jeszcze nie jest skład który dojdzie do finału NBA, bo ten myślę będzie celem za 2-3 lata wraz z rozwojem Lawsona czy Farieda ale sportowo Nate raczej nie stracił po odejściu z Bulls.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *