Davis nie postraszył Spurs, Pelicans bez szans w San Antonio

Gregg Popovich przed spotkaniem ciepło przywitał się ze swoim dawnym zawodnikiem i asystentem – Montym Williamsem. To była jedyna miła rzecz jaka tego wieczoru spotkała Pelicans w San Antonio.

Zbilansowani Spurs (7 zawodników z minimum 10 zdobytymi punktami) nie pozostawili złudzeń gościom wygrywając już 13 mecz w sezonie. Na tytuł najlepszego zawodnika spotkania zasłużył Manu Ginobili, który w 19 minut uzbierał 16 punktów (6/7 z gry), 5 zbiórek i 6 asyst. To się nazywa efektywność.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
New Orleans Pelicans 6-7 24 16 25 28 93
San Antonio Spurs 13-1 27 30 34 21 112

Przebieg spotkania

Najszybciej o tym, że żarty się skończyły przekonał się Jason Smith, który w ciągu otwierających dwóch minut otrzymał przypadkowy cios kolanem w krocze (przy rzucie Duncana) i łokciem w twarz gdy walczył o zbiórkę.

Otwierające minuty kolejny raz należały do Tiago Splittera, który sposobem ogrywał Davisa. Trenera Williamsa musiały również irytować niewykończone kontry jego podopiecznych, którzy w samej pierwszej kwarcie stracili w ten sposób 4-6 punktów.

Wynik był wyrównany do momentu, w którym na boisku pojawili się zmiennicy Spurs (Diaw, Ginobili i Belinelli). Francuz odpowiadał za podania, asysty i spacing, a Argentyńczyk i Włoch szybko dołożyli po dwie trójki by przewaga błyskawicznie przekroczyła 10 oczek. Z drugiej strony próbowali odgryzać się Ryan Anderson i Tyreke Evans, ale kolejne akcje tylko powiększały dystans.

Na uwagę w pierwszej połowie zasłużyły jeszcze fantastyczne podanie Belinelliego do Bonnera w kontrze (a’la Manu) i śmieszny przechwyt Patty’ego Millsa, który dostał od Evansa piłkę wybijaną zza linii końcowej.

Poza tym należy jeszcze wspomnieć o tym, że Splitter nadepnął na nogę Davisa i z lekko podkręconą kostką udał się do szatni. W wyrównanym i bardziej istotnym spotkaniu z pewnością powróciłby na boisko, ale wczoraj po prostu nie było takiej potrzeby i na drugą połowę wyszedł w jego miejsce Jeff Ayres.

Trzecia kwarta była wyrównana (jeżeli można tak mówić, gdy przewaga oscyluje wokół +20) do ostatnich dwóch minut. W nich Spurs zdobyli 10 punktów (trójka Manu, 2+1 Millsa i głupi faul na Diawie przy 0.3 na zegarze, który zaowocował 2 wolnymi) i ostatecznie dobili rywali.

W tej sytuacji czwarta kwarta ponownie była formalnością, a Popovich znów mógł dać odpocząć swoim liderom. W ten sposób drugi raz z rzędu nikt z jego S5 nie przekroczył 25 minut na boisku.

Łatwo jest powiedzieć o dobrej atmosferze, gdy wygrywa się kolejne spotkania z taką łatwością jak robią to Spurs. Po ich grze widać jednak, że są po prostu dobrze spasowaną grupą, która po prostu lubi ze sobą grać. Dobrze spasowaną nie tylko pod względem umiejętności koszykarskich, ale także charakteru.

Pelicans tymczasem nie są jeszcze gotowym produktem, ale już mają przebłyski dobrej gry. Davis jest na najlepszej drodze stać się gwiazdą. Evans ewidentnie odnalazł się w Nowym Orleanie i gra bardzo dobrze jako zmiennik. Podobnie można mówić o Andersonie. Trenerowi Williamsowi brakuje w tej chwili przede wszystkim równiejszej gry Holiday’a i Gordona + może jeszcze dobrego środkowego, który może przestawiać rywali (przy AD nie musi być to wybitny defensor, ale po prostu duży i waleczny banger).

Po dniu przerwy Spurs czeka prawdziwa próba i wyjazdowe spotkanie z Thunder. Pelicans tymczasem już jutro będą mieli okazję na odkupienie porażki mierząc się u siebie z Warriors.

Ps. Komentatorzy Spurs poinformowali, że w niedługim czasie maskotka Pelicans doczeka się następcy ponieważ… straszy dzieci.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/q6ZYomeMCAM&w=720]

Boxscore

Pelicans: Davis 10 (6zb), Aminu 2, Smith 8 (7zb), Holiday 12 (9zb, 7ast), Gordon 4, a także Anderson 17, Amundson 1 (5zb), Childress 0, Withey 2, Evans 12 (9zb), Roberts 6, Morrow 9, Rivers 10

Spurs: Duncan 10 (5zb), Leonard 7 (11zb), Splitter 11 (6zb), Parker 14 (7ast), Green 5 (5prz), a także Ayres 2, Bonner 2, Diaw 13 (5zb), Mills 12, Joseph 6, de Colo 0, Ginobili 16 (5zb, 6ast), Belinelli 14

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

4 komentarze

  1. GRD pisze:

    Mały błąd. W Boxscore dwa razy Ginobili jest podany.

    • Mateusz Babiarz pisze:

      :) Już poprawione, oczywiście chodziło o nowszą kopię Manu, czyli Marco :)

  2. mire pisze:

    Davis jest przereklamowany. Co z tego, że rzuci po 20 pkt jak z 80 % z tego to dunk albo pkt na pusty kosz. Przy takim wzroscie i mobilnosci popostu musi tyle zdobywać. A 2 sprawa gdy przychodzi do meczu z lepszym rywalem to juz nie istnieje..

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Oj nie zgodzę się z tym zdaniem. Davis potrafi bardzo dużo jak na swój wiek (w tym ma dobry jumper). Prawdziwą wartość pokazuje jednak w tej chwili w obronie i to potrafią zauważyć wszyscy (nawet rywale). Choćby Parker wczoraj nie wchodził tak często w pomalowane, a jego floatery w pierwszej kwarcie były mocno zerwane w obawie o blok :)

      Btw. Davis ma dopiero 20 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *