Przepychanka w Oracle Arena, Blazers z 10 zwycięstwem z rzędu

Dla Blazers był to drugi mecz w ramach back-to-back. Wczoraj udało im się pokonać Bulls, pomimo tego, że przegrywali już 21 punktami. Dziś w spotkaniu z Warriors w trzeciej kwarcie tracili już 14 i nic nie wskazywało, by to oni mieli zejść z boiska jako zwycięzcy. Udało im się jednak wrócić i wywieźć zwycięstwo z trudnego terenu.

Kluczowy moment tego pojedynku miał miejsce w trzeciej ćwiartce. Step backa trafił rozgrywający tego dnia świetne zawody Wesley Matthews, który po tym rzucie miał już na koncie 23 punkty, z czego 10 zdobył w trzeciej kwarcie. Do tej chwili trafił 8 z 9 rzutów z gry, w tym 5/6 za trzy.

Obrońca trzymał Blazers w tym meczu i gdyby nie jego świetna postawa goście już dawno nie mieliby szans na zwycięstwo, tym bardziej, że reszta zespołu nie spisywała się najlepiej.

Po trafieniu Matthewsa doszło do małego spięcia pod koszem pomiędzy Andrew Bogutem i Joelem Freelandem. I w zasadzie na tym powinno się skończyć cała sytuacja, ale w obronie kolegi z zespołu stanął Mo Williams odpychając Australijczyka. Ten nie pozostał mu dłużny i doszło do przepychanki pomiędzy zawodnikami.

http://youtu.be/Dbhc671gHFM

Chwilę później, kiedy sytuacja już się uspokoiła, sędziowie podeszli do monitorów i po przeanalizowaniu całego zamieszania wyrzucili z boiska Williamsa i Draymonda Greena. Ponadto faulami technicznymi ukarano Freelanda, Boguta oraz Matthewsa. Dla tego ostatniego było to już drugie przewinienie techniczne w tym meczu, pierwsze dostał minutę wcześniej za dyskusje z sędziami i również musiał opuścić parkiet.

Mogło by się wydawać, że Blazers już się nie podniosą, biorąc pod uwagę, że stracili swojego najlepszego gracza w tym meczu. Tak się jednak nie stało. LaMarcus Aldridge zebrał zawodników wokół siebie, powiedział parę słów i Portland przejęło ten mecz.

Co prawda po całej przepychance gospodarze zdołali jeszcze wyjść na 12-punktowe prowadzenie, ale potem na boisku zaczęli dominować już koszykarze gości. Jeszcze przed czwartą kwartą udało im się zmniejszyć straty do tylko 3 oczek. Głównie za sprawą Damiana Lillarda, który rzucił 8 punktów, w tym dwie trójki z rzędu, podczas runu 10-1.

Jeszcze na początku czwartej kwarty Warriors wygrywali 92-90 po floaterze Stephena Curry’ego, ale zaraz potem rozpoczęła się dominacja Blazers, szczególnie w defensywie, którzy od tego momentu do końca meczu pozwolili gospodarzom na trafienie tylko 2 z 11 rzutów z gry i 5-ktrotnie skradli im piłkę. Imponował Robin Lopez, który w tym czasie 4 razy zablokował rywali, w tym 3 razy z rzędu w przeciągu zaledwie 10 sekund.

Goście równie dobrze spisywali się w ataku. Zanotowali run 17-2 i po trójce Nicolasa Batuma z lewej strony wyszli na 13-punktowe prowadzenie na dwie i pół minuty do końca spotkania i w zasadzie było już po meczu.

Blazers od momentu przepychanki wygrali z Warriors 41-18, a w czwartej kwarcie pozwalając im na zdobycie 17 punktów, trafieniu tylko 5 z 16 rzutów z gry i wymuszając 6 start. Do tego w całym meczu wygrali walkę o zbiórki 46-41, z czego 13 zanotowali na ofensywnej desce.

W czwartej kwarcie szczególnie dobrze spisywał się Aldridge. Rzucił w niej 15 punktów i zebrał 9 piłek,  z czego 4 w ataku. W całym meczu zanotował 30 oczek i 21 zbiórek i było to jego trzecie spotkanie w karierze na poziomie 20/20. Co prawda był dziś słabo dysponowany pod względem strzeleckim – 7/21 z gry, ale za to świetnie grał pod koszem i co chwilę dostawał się na linię, trafiając dziś 16 z 19 rzutów wolnych.

23 punkty dodał Matthews. 20 Lillard, ale potrzebował do tego 20 rzutów. Trafił jednak kluczowe punkty w końcówce trzeciej kwarty, które pozwoliły zbliżyć się gościom przed ostatnią częścią meczu na tylko 3 oczka oraz rozdał 9 asyst.

Świetnie zaprezentował się Batum, nie imponując co prawda statystykami – 14 punktów, 4 asysty, 3 zbiórki, ale robiąc bardzo dużo na boisku. Szczególnie w obronie. W końcu gra tak, jak się tego od niego oczekuje.

Dobrą zmianę na początku czwartej kwarty dał Earl Watson, który pomimo niecałych 5 minut na boisku bardzo dobrze pilnował w obronie Curry’ego. Lopez rzucił 8 punktów, zebrał 9 piłek i 5-krotnie zablokował rywali.

Dla Warriors najwięcej rzucił Klay Thompson – 30 oczek (18 w pierwszej połowie) z 13 rzutów. Miał jednak w całym meczu problemy z faulami i na 5 minut do końca meczu sfaulował w ataku Lillarda i musiał opuścić parkiet ze względu na 6 przewinienie.

Powracający po dwu meczowej absencji Curry zdobył 22 oczka i dodał do tego 11 asyst. Double-double zanotował David Lee – 15 punktów i 12 zbiórek. 12 zbiórek dołożył również Bogut. 13 oczek dodał Harrison Barnes.

Dla Blazers było to już 10 zwycięstwo z rzędu i kolejną okazję do kontynuowania tej serii będą mieli w poniedziałek, kiedy na własnym parkiecie zagrają z New York Knicks. Warriors z kolei we wtorek pojadą do Nowego Orleanu, gdzie zmierzą się z Pelicans.

Portland Trail Blazers – Golden State Warriors 113:101 (23:24, 26:30, 32:30, 32:17)

Liderzy zespołu:

Punkty: Aldridge  30 –Thompson 30

Zbiórki: Aldridge 21 – Lee, Bogut 12

Asysty: Lillard 9 – Curry 11

Przechwyty: Aldridge 3 – Barnes, Lee, Thompson, Curry 1

Bloki: Lopez 5 – Bogut 2

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

9 komentarzy

  1. Sosna1982 pisze:

    Piękny sen trwa…

  2. melo pisze:

    Flaszka dla tego kto by to przed sezonem przewidział, ale najbardziej imponuje mi to w jaki sposób oni wygrywają. 20 punktów straty? Nie ma problemu! walczymy dalej!!! Mają bardzo młodziutki skład a grają jak profesorowie. Z tym składem jeszcze dobrych kilka lat mogą osiągać świetne wyniki a Aldridge powinien się poważnie zastanowić czy warto zmienić drużynę.

  3. Woy9 pisze:

    wśród Warriors frustracja daje o sobie znać, kolejna porażka po niespodziewanej z Lakers i doszła do tego kontuzja Iggy’ego. Konkurencja nie śpi;-)

  4. 2utakt pisze:

    dziwne bo warriors mają dobrą ekipę tylko, że cos nie idzie im wygrywanie. Brawo Blazers :D

  5. amon pisze:

    Wczoraj blazers.pun przewidział dobrą obronę PTB na dystansie,Klay i Steph nie porzucali sobie…Zauważyłem,że zawsze w Portland znajdzie się ktoś,kto trzyma wynik…tym razem był to Matthews,którego chyba zobaczymy w konkursie trójek w All Star Weekend. O dziwo,jak wyleciał z parkietu,pozostali zamienili się w bestie.Fantastyczna robota Portland. Podoba mi się ich efektywność w ataku. Nie grają akcji na top10, ale jest na co popatrzeć. Teraz czas na Knicks,oby seria trwała dalej

  6. ptb pisze:

    Portland.. coś pięknego. Jako fan jestem dumny..

  7. mire pisze:

    Super mecz, duzo walki i prawie sedziom udaloby sie zreperowac ten mecz wyrzucajac mathewsa i mo williamsa. Skandal ze Bogut nadal zostal na boisku. I ta beczelna radosc lawki GSW po werdykcie ze 2jka obroncow Portland wylatuje. Brawo brawo i jeszcze raz brawo dla Portland za walke i pokazanie miejsca w szeregu

    • Triple eX pisze:

      Ale przecież Williams w pełni zasłużył na wylot tylko nie rozumiem dlaczego Bogut pozostał na parkiecie… To jest największe zaskoczenie bo za swoją reakcję powinien dostać mecz odsapki oprócz wylotu… LaMarcus też wcale nie musiał pozostać na parkiecie do końca… Matthews w sumie zbyt wiele nie zrobił chyba, że spsocił coś czego nie pokazują powtórki… No i powtórki nie pokazują samego początku spięcia pomiędzy Bogutem a Freelandem… wydaje mi się że Bogut nie zareagował tak sam z siebie…

      Tak czy siak gdyby nie Williams to rozeszłoby się po kościach, a jedyny ukarany to pewnie byłby Bogut…

  8. amon pisze:

    Też jestem dumny…mamy swoje 5 minut.Go Blazers. To sie wojowniki zdziwiły w 4 kwarcie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *