Gasol kontuzjowany, Splitter i Parker ograli Grizzlies

Spurs i Grizzlies znają się jak zły szeląg. Niewiele pojedynków w NBA jest tak intensywnych i tak zaciekłych od pierwszej do ostatniej minuty. Mało tego, gra w obronie i liczne sztuczki obu trenerów + sposoby na rozbijanie defensyw rywali sprawiają, że koszykarscy puryści za każdym razem są zachwyceni.

Wczorajszymi bohaterami gości byli Tiago Splitter (fantastyczny na obu połowach przez całe spotkanie) i Tony Parker (zdominował decydującą, czwartą kwartę). Prasowe nagłówki skradł jednak Marc Gasol, który doznał kontuzji kolana w drugiej kwarcie i wciąż nie wiadomo jak długo będzie poza grą.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
San Antonio Spurs 11-1 26 25 20 31 102
Memphis Grizzlies 7-6 21 16 28 21 86

Przebieg spotkania

Wczorajsze zawody koncentrowały się wokół kilku indywidualnych pojedynków. Osobiście najbardziej nie mogłem się doczekać na batalię Tiago Splittera z Zachiem Randolphem. Atuty Z-Bo zna każdy. Mało kto jednak wie, że w tym sezonie Brazylijczyk jest jednym z najlepszych i najbardziej efektywnych obrońców ligi. Nie dajcie się zwieść temu, że nie blokuje jak Hibbert czy nie skacze jak Jordan – on jest prawdziwą zmorą rywali głównie dzięki inteligencji i umiejętnemu ustawiania.

Zaskakujące było jednak to, że już od pierwszego gwizdka Tiago grał równie dobrze na atakowanej połowie, gdzie nie tylko dobijał niecelne rzuty rywali i kończył spod obręczy po świetnych odegraniach partnerów (to jego typowe zadania), ale nawet grał po dryblingu i rzucał z półdystansu.

Innym fantastycznym pojedynkiem była batalia Tony’ego Parkera z Tonym Allenem. Jak się później okazało, bodaj najlepszy obwodowy defensor ligi potrafił znaleźć sposób na Francuza tylko przez 2 kwarty (w pierwszej TP radził sobie przyzwoicie choć miał już wtedy problemy, potem zniknął na 2 i 3 by przejąć grę w 4).

Na plus w przebiegu spotkania muszę zaliczyć trenerowi Joergerowi wykorzystywanie przewagi Prince’a nad często pilnującym go Belinellim. Generalnie taktyka Popovicha zakładała często odpuszczanie Tay’a by schodzić do podwojeń graczy podkoszowych, a weteran w pierwszej połowie potrafił to wykorzystywać.

Wciąż bardzo nerwowo grał Duncan, który już w pierwszej kwarcie spudłował layup by otwierające trafienie z gry zaliczyć dopiero przy trzecim rzucie (również ledwo wszedł, a był niepilnowany spod kosza).

Mimo tego przewaga Spurs coraz bardziej się uwidaczniała, a podkreśliło ją wprowadzenie rezerwowych obu zespołów. Niesamowitą pracę w obronie wykonywał Patty Mills (tak, Patty Mills!). Rolę głównego kreatora gry przejął Manu Ginobili (bounce-pass do Belinelliego palce lizać), a goście w kilka minut zbudowali dwucyfrową przewagę.

Poza wspomnianymi uwagami w pierwszej połowie na wzmiankę zasłużył również Jeff Ayres. To przy jego akcji ofensywnej urazu doznał Gasol (nie było kontaktu), ale przede wszystkim bardzo dobrze radził sobie z fizycznym Randolphem w obronie. To dla takich pojedynków sprowadzono go do Spurs – ma być twardy i jednocześnie mądry.

Grizzlies w grze utrzymywał Mike Conley, ale biorąc pod uwagę stratę Marca niewiele osób mogło się spodziewać wyrównanego pojedynku w drugiej połowie.

Byliby w błędzie. Joerger świetnie zmotywował swój zespół w szatni i po zmianie stron jego podopieczni z wielką agresją atakowali obręcz. Dodatkowo bardzo poprawili obronę i w kilka minut zaliczyli zryw 14-2 by wyrównać stan spotkania.

Spurs nie pomagało nawet przełamanie Duncana i świetna gra na atakowanej desce Leonarda. Prawdopodobnie gdyby to były PO i miejscowi utrzymaliby swoje S5 na parkiecie jeszcze kilka minut to w tym momencie mielibyśmy przełamanie.

Zmiany jednak sprawiły, że SAS znów się przegrupowali. Przebudził się Belinelli, który zdobył bardzo ważne 5 punktów. Wciąż fantastycznie podawał Ginobili, a jedyną moją uwagą do Popovicha było to, że nie wpuścił Ayresa do pilnowania Z-Bo gdy ten się rozgrzał (bronił go wówczas głównie Diaw).

Im bliżej było końca spotkania tym bardziej grał się wyrównywała. To był moment dla Tony’ego Parkera, który zaczął przejmować mecz. W kilka posiadań goście wyszli ze stanu +1 na +7 i pomimo fantastycznej dyspozycji strzeleckiej Conley’a nie byli już zagrożeni do końca meczu.

Grizzlies zaszkodziła nie tylko kontuzja Gasola (zastępujący go Koufos i Davis rozegrali dobre zawody), ale przede wszystkim wiele niecelnych rzutów z czystych pozycji (3/11 z dystansu, słaby Mike Miller).

Mimo wszystko nie widzę na Zachodzie żadnej drużyny, która chciałaby spotkać się z Misiami w Playoff.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/pVUbSQiMJNo&w=720]

Boxscore

Spurs: Duncan 8 (6zb), Leonard 12 (9zb), Splitter 17 (7zb), Parker 20 (5ast), Green 0, a także Ayres 6, Bonner 3, Diaw 7, Mills 5, Ginobili 15 (5zb, 7ast), Belinelli 9

Grizzlies: Randolph 16 (10zb), Prince 10, Gasol 2, Conley 28, Allen 12, a także Davis 6, Pondexter 0, Miller 4, Koufos 6 (7zb), Bayless 2

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

1 Odpowiedź

  1. amon pisze:

    Niesamowity system gry San Antonio. Podejrzewam,że gdyby wstawić do rotacji Spurs reprezentację Polski,to też by wygrywali

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *