Ciekawostki statystyczne (22)

Zanim do rzeczy – dzisiejszej nocy rozegrano pięć spotkań, we wszystkich zwyciężali gospodarze. Warto także przyjrzeć się najpierw bliżej Dywizji Atlantyckiej, która może w tym sezonie być ewenementem na ogromną skalę. Sixers, Raptors, Celtics, Knicks, Nets (w kolejności od najlepszego) mają łączny bilans 19-36 (34,5% zwycięstw). Najbardziej zawodzą jak dotąd drużyny typowane przed sezonem min. do play-offs – Nets oraz Knicks (po 3-7). Oczywiście Szóstki z Filadelfii raczej nie będą na pierwszym miejscu w Dywizji na koniec sezonu, jednak wyniki zwycięzcy – którakolwiek ekipa by to nie była – mogą nie być porywające, nawet jak na Konferencję Wschodnią. Ciekawe, czy będziemy świadkami przypadku, w którym wygrany Dywizji Atlantyckiej znajdzie się w PO tylko dzięki temu wyróżnieniu, z gorszym bilansem od ósmej drużyny. Oczywiście, prawdopodobnie aż tak źle nie będzie, ale dzięki temu, że te pięć drużyn rozegrało między sobą jak na razie tylko jeden mecz (Toronto-Boston), doskonale widać, jak biednie się w tej chwili prezentują – łącznie przegrały 14 ostatnich spotkań (!).

Wschód a Zachód – w chwili obecnej tylko cztery drużyny tej pierwszej Konferencji mają więcej zwycięstw niż porażek (Pacers, Heat, Bulls, Hawks). Na tę chwilę awans do PO daje tam bilans na poziomie 40% wygranych, co na Zachodzie pozwala na 12-13. miejsce. Do dziesiątego miejsca wszystkie drużyny Konferencji Zachodniej mają bilans min. na poziomie 0.500. Znów, tak jak wcześniej – ok. 10-11 meczów to zbyt mała próbka, by snuć  jakieś większe prognozy, ale fakt pozostaje faktem, a dyskusje o zmianie formatu rozgrywek i warunków awansu do play-offs wracają.

MINNESOTA TIMBERWOLVES 100:104 WASHINGTON WIZARDS

– Wizards potrzebowali tej wygranej, by zakończyć serię czterech porażek i choć trochę poprawić atmosferę w zespole. W pierwszej połowie stracili 63 punkty, jednak po przerwie pozwolili Wilkom na tylko 37. Samemu odrobili 16 punktów straty i zwyciężyli. Kluczowa dla losów spotkania okazała się trzecia kwarta, dzięki której (30:18) Czarodzieje zmniejszyli różnicę z 13 do tylko jednego punktu. Kevin Love w pierwszej kwarcie rzucił aż 16 punktów, zaczynając od trafienia 5 z 6 rzutów, by 8 z ostatnich 11 spudłować i przez resztę meczu zdobyć tylko 9 punktów. Mecz skończył co prawda z solidnymi 25 punktami i 11 zbiórkami (8-17 FG, 4-10 3pt, 6 zb w ataku), ale drugi strzelec – Kevin Martin – został zatrzymany na 11 punktach przy 4-17 z gry.

– Co jeszcze w Minnesocie – 16 punktów (7-17 FG) dostarczył Corey Brewer, a Nikola Peković zanotował 13 punktów i 6 zbiórek. Ricky Rubio przekroczył próg double-digits (10 pkt), ale miał tylko dwie asysty przy trzech stratach. Całkiem dobre zmiany dali JJ Barea (12 pkt, 7 ast) i Robbie Hummel (7 pkt, 6 zb), ale przecież Wolves swoje 100 punktów rzucili – po prostu to Wizards zdobyli więcej.

– Bardzo dobry mecz rozegrał Bradley Beal, który zdobył 25 punktów. 20 dołożył Nene, który miał też 5 zbiórek i 4 asysty. Świetnie spisał się Martell Webster (17 pkt, 9 zb), który trafił aż pięć rzutów z dystansu. Po 14 punktów zdobyli Marcin Gortat (7 zb, 7-10 FG) i John Wall (5-17 FG), który wyrównał także swój rekord kariery w liczbie rozdanych asyst (16). Rozgrywający Wizards popełnił przy tym tylko jedną stratę. To jego drugi taki występ w karierze (tyle asyst, jedna strata). Od początku poprzedniego sezonu tylko jeden gracz dokonał tej sztuki chociaż raz – Rajon Rondo. Wall jest pierwszym zawodnikiem, który dwukrotnie notował takie występy w tak krótkim okresie (8 miesięcy), od 2009 roku (Chris Paul). Od sezonu 1985/86 tylko dwóch graczy Waszyngtonu miało mecz na poziomie 16 asyst przy nie więcej niż jednej stracie – Antonio Daniels (2007) i Rod Strickland (1999).

– Asysty asystami, ale Wall w trzech ostatnich meczach trafił tylko 26,5% rzutów. W sezonie jego skuteczność to 35,7% trafień, zdecydowanie najgorsza w karierze. Jeśli to utrzyma, stanie się najmniej skutecznym graczem w jednym sezonie w historii Wizards (przy min. 15 rzutach na mecz). Wracając jeszcze do tych 16 asyst i wiążąc je ze słabą skutecznością – to pierwszy występ Czarodzieja od 21 lat (Michael Adams) na poziomie min. 15 rozdanych asyst i 12 spudłowanych rzutów z gry (w meczu bez OT).

NEW YORK KNICKS 86:92 DETROIT PISTONS

– Tylko Jazz mają gorszy bilans gier u siebie od Knicks. Nowojorczycy przegrali pięć z sześciu spotkań w Madison Square Garden, ale dziś uspokoili swoich kibiców – potrafią przegrywać też na wyjeździe. Po 10 meczach mają na koncie tylko trzy zwycięstwa, idealnie wpisując się w „syndrom” Dywizji Atlantyckiej. Tymczasem Pistons, korzystając z okazji, wygrali pierwszy mecz z Knicks od marca 2011 roku. Siedem poprzednich spotkań z nimi przegrali średnią różnicą prawie 19 punktów. Im też potrzebne było dzisiejsze zwycięstwo – na sześć ostatnich spotkań wygrali tylko raz.

– Pistons przystąpili do tego spotkania jako najgorsza obrona ligi pod względem skuteczności z gry rywali (prawie 49%), ale dziś powstrzymali Knicks na zaledwie 43% trafionych rzutach i 6-24 za trzy. Sami osiągnęli dokładnie 50% skuteczności. Statystykę punktów z pomalowanego wygrali tylko dwoma punktami, ale dziś dostali aż 21 punktów (rekord sezonu) i 5 asyst od rezerwowego Rodneya Stuckeya (8-14 FG). Josh Smith trafił tylko 7 z 19 rzutów (2-6 3pt), notując 19 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty, natomiast debiutant Kentavious Caldwell-Pope dorzucił 13 punktów mimo 4-12 z gry. Trzeba oczywiście wyróżnić również duet podkoszowych Detroit. Greg Monroe i Andre Drummond popełnili razem aż 8 strat, ale przede wszystkim trafili 12 z 15 rzutów, dostarczając łącznie 29 punktów i 22 zbiórki. Drummond (16/11, 3 blk) zaliczył piąte double-double z rzędu. Jego średnie z tej serii ocierają się o 15/15.

Carmelo Anthony, najlepszy strzelec Knicks, zdobył 25 punktów (8-20 FG), ale popełnił także najwięcej w tym sezonie – siedem strat. JR Smith (18 pkt) nawet nie poceglił (7-15 FG), ale swoje 2-9 za trzy musiał mieć. Andrea Bargnani zdobył 13 punktów i miał 6 zbiórek, ale po świetnym początku (11 punktów w 14 pierwszych minut) po prostu przygasł. Amare Stoudemire.. widzieliście? Na pewno.

– Po raz czwarty od 1957 roku (przenosiny Pistons do Michigan) znalazło się dwóch graczy Detroit, który zebrali dwucyfrową liczbę piłek, trafiając jednocześnie 75% rzutów. Poprzednie takie duety to Edgar Jones i Bill Laimbeer (1982), Rick Mahorn i Dennis Rodman (1988), Jerome Williams i Christian Laettner (1999).

ATLANTA HAWKS 88:104 MIAMI HEAT

– Heat wygrali czwarty mecz z rzędu, a piąty kolejny z Hawks. Łącznie na dziewięć ostatnich spotkań Atlanta pokonała Miami tylko raz. Przyjrzyjcie się uważnie – w tym meczu grały dwie z czterech drużyn Wschodu powyżej 0.500. Ech..

– Obrońcy tytułu machnęli swoje 104 punkty na skuteczności 50,6% z gry i 10-21 za trzy, choć Dwyane Wade nie grał, a LeBron James rzucił tylko 13 punktów, po raz drugi w tym sezonie nie osiągając 50% skuteczności (6-13 FG). To są jednak Heat – po trzy trójki trafili Mario Chalmers (14 pkt, 3 zb, 4 ast) i Ray Allen (17 pkt, 25 min), a nad wszystkim czuwał Chris Bosh (19 pkt, 8-9 FG, 25 min). Hawks trafili nawet o jedną trójkę więcej, ale stracili na dwóch najważniejszych elementach – trafili tylko 44% rzutów z gry i przede wszystkim popełnili aż 24 straty.

– Jastrzębie również nie grały w pełnym składzie (bez Millsapa i L. Williamsa), a i Al Horford z Jeffem Teague zagrali poniżej swojego poziomu. Pierwszy miał 12 punktów i 7 zbiórek, ale też rekordowe w karierze 7 strat w tylko 26 minut jako pierwszy gracz Hawks od 22 lat (Rumeal Robinson). Teague miał 9 punktów i 7 asyst na 4-13 z gry. Najlepiej spisali się rezerwowi – Mike Scott miał 15 punktów i 10 zbiórek (6-10 FG), w efekcie notując pierwsze double-double w tym sezonie, zaś Pero Antić w kwadrans pobił strzelecki rekord swojej krótkiej kariery w NBA (12 pkt, 4-8 FG, 2-3 3pt). Kyle Korver trzyma serię (3-5 3pt) – to już 84. mecz z rzędu (Dana Barros 89).

– Bosh trafił 8 z 9 rzutów, nie popełniając ani jednego faulu oraz straty. Podobny występ miał cztery dni temu Nikola Peković. Przed nimi, jedynym starterem na pozycji centra w ciągu ostatnich 25 lat, który przy ośmiu celnych rzutach zachował tak wysoką skuteczność i nie miał faulu ani straty, był Tyson Chandler (dwukrotnie, w styczniu 2012 i styczniu 2013).

BOSTON CELTICS 85:109 HOUSTON ROCKETS

– Rockets po raz drugi z rzędu prowadzili w meczu od początku do końca. Ostatni raz przegrywali 115 meczowych minut temu. Celtom u siebie nie dali żadnych szans, zaczynając od 40:18 w pierwszej kwarcie i do przerwy (dzięki 72% z gry) prowadząc 24 punktami. Potem, w trzeciej kwarcie, udało im się powiększyć tą przewagę nawet do 35 punktów, ostatecznie miażdząc Boston różnicą 24. „Miażdząc” to dobre określenie – Rakiety miały 57% skuteczności z gry przy 32% Celtics, wygrały także w punktach z pomalowanego 60-30. Czego chcieć więcej?

– Co zapewne najbardziej cieszy Houston, do tej wygranej przyczynił się w największym stopniu nie Dwight Howard (10 pkt, 11 zb), nie James Harden (15/5/5, 7 TO), nawet nie Chandler Parsons (11 pkt, 6 ast), Jeremy Lin (11 pkt, 5 ast) i Patrick Beverley (16 pkt, 6-9 FG, 23 min), choć oni również mieli w nią ogromny wkład. Ten mecz należał jednak do Terrence’a Jonesa. Uwaga – 24 punkty (rekord kariery), 9 zbiórek, 10-12 z gry, 27 minut. W czterech meczach w pierwszej piątce Jones notuje średnio 13.5 ppg i 10 rpg (55% FG, 57% 3pt), ale dziś zaskoczył najbardziej. Róbcie notatki – od 28 lat to już jedenasty występ na poziomie 24/9, 83% skuteczności i tak krótkim czasie gry, ostatnim graczem, który dokonał tej sztuki, był Carl Landry (marzec), natomiast przed nim – w 2011 roku – takie liczby zanotował Marcin Gortat. Jones dołączył dziś do grona, w którym są również Shaq, Duncan i Arvydas Sabonis. Spośród tej jedenastki występów tylko jeden zakończył się porażką (Larry Nance, 1986).

– Celtics przegrali czwarty mecz z rzędu i teraz można ich sezon 2013/14 przedstawić w taki sposób: 4L – 4W – 4L, lub po prostu nazwać „tankowaniem kontrolowanym”. 17 punktów zdobył dziś Courtney Lee, jednej zbiórki do double-double zabrakło Jaredowi Sullingerowi (10/9), natomiast Avery Bradley nie dość, że zdołał oddać 22 rzuty w 27 minut, to jeszcze trafił tylko pięć (11 pkt). Nikt od sezonu 1985/86 nie oddał tylu rzutów w tak krótkim czasie na tak słabej skuteczności.

– Pierwsza piątka Houston trafiła 68% rzutów, S5 Celtics – 27%. W ciągu ostatnich 40 lat tylko dwukrotnie różnica między skutecznością wyjściowych piątek obu zespołów wynosiła min. 40% (Utah-San Antonio, 1988 oraz Orlando-Memphis, 2007).

PHOENIX SUNS 104:107 SACRAMENTO KINGS

– Kings przegrali siedem z ośmiu poprzednich meczów, ale dziś udało im się uniknąć kolejnej porażki – odrobili 14 punktów straty z trzeciej kwarty i wygrali, rzucając 10 ostatnich punktów tego meczu. Suns dawno nie grali, ale ja nie zapomniałem – to ich trzecia z rzędu frajerska porażka. Blazers-Lillard, Nets-Johnson i teraz to.

DeMarcus Cousins z 27 punktami i 12 zbiórkami był nie tylko najlepszym strzelcem i zbierającym tego meczu, ale i całego dnia w NBA, za chwilę zobaczycie. DMC miał też 3 asysty, 4 przechwyty i 2 bloki. Od 28 lat tylko jeden gracz Kings zaliczył 27/12/3/4/2 w mniej niż 35 minut – zgadliście, Chris Webber (2001). Bez kryterium czasowego, ostatnim graczem Sacramento z taką linijką był wtedy-jeszcze-Ron Artest (2008). Ben McLemore wyrównał rekord kariery, rzucając 19 punktów. Tyle samo miał Isaiah Thomas, który z ławki trafił 6 z 12 rzutów z gry oraz wszystkie 6 wolnych w 23 minuty. 11 punktów i 6 asyst dołożył Greivis Vasquez.

– Spotkanie to opuścił Eric Bledsoe, choć Archie Goodwin wypełnił tą lukę, rozgrywając najlepszy mecz w karierze – rzucił 16 punktów (7-10 FG) w 19 minut. Dobrze spisał się także Gerald Green, który rzucił aż 23 punkty (4-8 3pt) – to jego nowy rekord sezonu. Marcus Morris (nie Markieff) zdobył 19 punktów w dokładnie 24 minuty gry, a Goran Dragić miał 10 punktów i 8 asyst, ale też 7 strat. Miles Plumlee dorzucił kolejne 10 punktów i 6 zbiórek, podczas gdy Alex Len po raz trzeci wybiegł na parkiet NBA i nie miał ani punktu, ani zbiórki (5 min).

– Kings wygrali na tablicach aż 48-31. Po 12 zbiórkami Cousinsa kluczową rolę odegrało tu 9 zbiórek, których autorem był Travis Outlaw. 7 miał Mbah a Moute, 6 Thompson, po 5 McLemore i Patterson.

– Cousins z czterema występami na poziomie 25 punktów/10 zbiórek ustępuje w tym sezonie tylko Kevinowi Love (7).

Najlepsi

punkty: Cousins (27)

zbiórki: Cousins (12)

asysty: Wall (16)

przechwyty: R. Lewis (5)

bloki: Howard, Drummond (3)

straty: Harden, Dragić, Anthony, Horford (7)

3pt: Webster (5)

FT: Hayes (9)

minuty: Webster (42;56)

Enbiejowy typer: 4/5, w sezonie 101/160.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *