Kyrie Irving rozbił Wizards

wizardsMimo że przez sporą część meczu Wizards kontrolowali wynik, prowadząc momentami nawet różnicą 15 punktów, nie udało im się wygrać z Cavaliers. Świetne zawody rozegrał Kyrie Irving, który wyrównał swój rekord kariery, rzucając 41 punktów.

 

 

 

 

 

 

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta OT Wynik
Cleveland Cavaliers
4-7 18 26 20 26 13 103
Washington Wizards
2-7 25 24 20 21 6 96

To był jeden z tych meczów, kiedy myślisz sobie, że nic złego nie może się stać, prowadzisz dość pewnie, a nawet w chwilach słabości twój rywal nie wykorzystuje szansy na wygranie meczu. Zapewne tak przez większość spotkania czuli się zawodnicy i trener Wizards. Dwukrotnie w tym meczu wychodzili na 15-punktowe prowadzenie i, mimo że Cavs za sprawą niesamowitego Kyrie Irvinga odrabiali straty, a nawet momentami minimalnie wygrywali, można było ze sporą dozą pewności stwierdzić, że to jednak gospodarze odniosą tym razem zwycięstwo. Wyjątkowo dobrze grający na początku gospodarze gospodarze, wypadałoby zaznaczyć. NBA rządzi się jednak swoimi prawami.

Na 3:04 przed końcem czwartej kwarty Wizards prowadzili 87-82 po trójce Bradley’a Beal’a. Kolejne posiadania miejscowych skończyły się jednak kolejno: stratą Nene, i pudłami Nene, Gortata oraz Beal’a. W tym czasie punkty dla Cavs dołożyli Matthew Dellavedova, Irving i, po zbiórce w ataku Tristan Thompson. Na 1:20 do końca, to Cavaliers wygrywali 88-87. Minutę później dwukrotnie na linii rzutów wolnych stanął faulowany przez Andersona Varejao Nene, ale trafił tylko raz i przy wyniku po 90, piłkę meczową mieli zawodnicy z Cleveland. Wbijającemu się pod kosz Irvingowi piłkę z rąk wyrwał jednak brazylijski silny skrzydłowy Wizards, więc o wyniku zadecydować musiała dogrywka.

Dogrywka, w której kolejny raz w tym meczu objawił się geniusz Kyrie Irvinga. W sumie 9 punktów w ciągu dodatkowych minut, 41 w całym meczu. 14 trafionych rzutów na 28 prób, 5 asyst, 4 zbiórki, ale i 6 strat. W pojedynku dwóch najbardziej utalentowanych rozgrywających młodego pokolenia w NBA, zdecydowanie wygrał z Johnem Wallem, który oprócz 12 asyst, spudłował aż 10 z 13 rzutów z gry.

Irving grał genialnie. Właściwie od początku spotkania to dzięki niemu Cavs utrzymywali się w grze i na przerwę schodzili, przegrywając tylko 44-49, mimo że w pewnym momencie ich strata wynosiła już 15 oczek (25-40). W samej drugiej kwarcie zdobył 15 punktów, trzykrotnie z rzędu trafiając za trzy.

Pierwsze 15 minut było najlepszym okresem Wizards w tym sezonie, a co ciekawe, zespół Randy’ego Wittmana grał osłabiony brakiem kontuzjowanych Trevora Arizy i Ala Harringtona. Już w pierwszej kwarcie do boju wysłani zostali odgrywający dotychczas marginalne role Jan Vesely (4 pkt, 7 zb, 3 prz) i Glen Rice Jr. Swoją obecność zaznaczyli od razu bardzo wyraźnie. Zresztą przez cały czas byli przydatni na parkiecie.

Cavaliers na początku meczu, poza Irvingiem, nie posiadali innej opcji ofensywnej, stąd zaledwie 4 trafione rzuty na 15 prób w pierwszej kwarcie. Świetną defensywną robotę na Andrew Bynumie wykonywał Marcin Gortat. Były środkowy Lakers w całym meczu rzucił zaledwie 6 punktów z 8 rzutów i zebrał 3 piłki. Z kolei polski środkowy był aktywny po obu stronach parkietu, a wyraźne zauważalny był fakt, że jego partnerzy coraz lepiej rozumieją, gdzie drzemie jego największy potencjał. Wall trzy razy grał z Gortatem akcję pick&roll. Za każdym razem Polak kończył punktami.

Gortat zakończył mecz z dorobkiem 12 punktów i 11 zbiórek. Trafił 6 z 13 rzutów z gry, wszystkie spod samego kosza. Gorzej wygląda jego dyspozycja rzutowa z 4-5 metra, gdzie pudłował na potęgę, co wydaje się byćniepokojącym standardem w  tym sezonie.. Do spółki z Nene (24 pkt, 7 zb, 9-16 z gry) przyczynili się do dominacji Wizards w pomalowanym (50-26) i punktach drugiej szansy (12-4).

Dobre momenty miał kolejny raz Bradley Beal, który zanotował 28 punktów, ale z aż 25 rzutów. Właśnie skuteczność – obok Irvinga – była najbardziej zabójcza dla Wizards, którzy w całym meczu trafili ledwie 39.8% z gry (36.8% w ostatniej kwarcie) i 24% za trzy. W decydujących momentach zimnej krwi zabrakło duetowi Beal-Wall. Obaj w dogrywce trafili tylko 1 z 6 rzutów.

Takiej chwili zawahania nie miał ani Irving, ani świetny w drugiej połowie Tristan Thompson (15 pkt,12 zb, 2 prz, 2 blk). Trzy niezwykle ważne trójki w ostatniej kwarcie dołożył Earl Clark (11 pkt, 3 zb, 2 prz, 2 blk) i to właśnie ta trójka rozstrzygnęła mecz na korzyść Cavs.

Wizards bardzo mocno skomplikowali sobie życie już na początku sezonu, a posada trenera jest już bardzo gorąca. Wszystko wskazuje na to, że niebawem możemy spodziewać się pewnych przetasowań.

 

 

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

4 komentarze

  1. Mnich4 napisał(a):

    Kolejny dowód, dzięki któremu Irving zasługuje na All-Star Game

  2. hades napisał(a):

    Irving kolejny świetny mecz w jego wykonaniu tylko że ona ma małe wsparcie w tej drużynie i niestety jak Lebron nic nie osiągnie taka prawda ale on jest fenomenalny w tym roku napewno All-Star Game a kto wie w przyszłości MVP rozgrywek

  3. Barzay napisał(a):

    p&r z Marcinem powinnien być cżęsciej niż p&p ale zespół nie ma niestety głębi i moim zdaniem nie ma tożsamości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *