Lin po raz trzeci ogrywa Melo, świetny come back Hardena

45 oczek Carmelo Anthony’ego nie wystarczyło Knicks do wygranej nad Rockets. Mimo, że najlepszy zawodnik gospodarzy trafił rzut na remis, na pięć sekund przed końcem to ostatecznie goście cieszyli się z końcowego tryumfu, gdyż do akcji wkroczyli sędziowie. Borykający się podkoszowymi niedostatkami Knicks toczyli wyrównany bój przez ponad trzy kwarty meczu, ale ostatecznie to ich niedawny kolega Jeremy Lin, cieszył się najbardziej w 48 minucie potyczki.

Anthony (17/30) okazał się pierwszym graczem NYK od czasów Pata Ewinga, który w jednym meczu (1995 rok) zdobył 45pkt przy 10 zbiórkach.

Dla zespołu Mike’a Woodsona każda wygrana się liczy, zwłaszcza, że Knicks na parkiecie wyraźnie brakuje Tysona Chandlera (mającego w gipsie kość strzałkową). Jednak nawet z Chandlerem w składzie miejscowym ciężko byłoby powstrzymać lidera punktowego gości , Jamesa Hardena (36pkt i 9zb). Najpopularniejsza Broda w NBA wróciła do gry po nieobecności w ostatniej potyczce (stłuczenie stopy) i poprowadziła atak swojej drużyny, wraz z Chandlerem Parsonsem (22 i 7/11) i Jeremym Linem (21). Natomiast bez Chandlera i tak udało się Knicksom zatrzymać Dwighta Howarda czyli potencjalnie największą przewagę gości, na 7 punktach (przy 15zb).

Z dobrej strony znów pokazał się Andrea Bargnani (9/12), a 24 oczka Włocha pozwoliły na pogoń gospodarzy przy uciekających Rakietach. Jeszcze na ponad trzy minuty przed końcem meczu to Rockets byli pewni wygranej, prowadząc 9-punktami.

Niestety miejscowym do sukcesu zabrakło wyraźnie odpowiedzi na Jamesa Hardena (9/17), gdyż J.R. Smith spudłował 12 z 16 wykonywanych rzutów. Główny aktor widowiska i gwiazda Rockets poprowadził swój team do runu 11-2 na przestrzeni czwartej kwarty, a przy tym trafił 7 z rzędu punktów.
Rockets wygrali 9 z rzędu spotkanie z NY Knicks oraz doprowadzili miejscowych do stanu 1-4 w Madison Square Garden. Jeremy Lin wygrał trzeci mecz w barwach Rockets stając naprzeciwko Knicks.

Amar’e Stoudemire rozegrał tylko pięć bezpunktowych minut..

Wynik: Knicks (3-5) – Rockets (6-4) 106 : 109

Punkty: Anthony 45 i Bargnani 24 oraz Harden 36, Parsons 22 i Lin 21.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

6 komentarzy

  1. Triple eX pisze:

    Wkroczyli sędziowie? Mówisz o tej trójce która weszła po odgwizdaniu faulu? To nie był faul przy rzucie?

  2. hades pisze:

    Kolejna porażka nic nowego Melo nie ma wsparcia a ja tu czytałem gdzieś ze mają lepszy zespół niż rok temu a to wcale nie prawda Bargnani rzuci te punkty ale zbiórki to już nie . Jeżeli chodzi o tą sytuacje z Melo sędzia odgwizdał przed rzutem zanim rzucił już bym gwizdek więc sędzia sie nie pomylił

  3. kondziulka pisze:

    Anthony to kolejny super gracz ktory nigdy ni ebedzie mial peirscienia ;D

    • Lopez1910 pisze:

      Skad ta pewnosc? Wiesz cos o czym my nie wiemy? :) moim zdaniem nie bedzie go juz w przyszlym roku w Knicks. Wybierze zespol z ktorym bedzie mial pewnosc gry o mistrzostwo ( cos jak LBJ) a to raczej nie beda Knicks. Lubie go i nie obrazilbym sie jakby zalozyl koszulke Bulls ale to jest tak realne jak to ze jutro trafie ,,6″ w totka :):):)

  4. hades pisze:

    Nie było by kontraktu Stata i Bargnaniego to by można było coś pomyśleć a tak NY nie będzie stać na Melo i Lebrona w jednym zespole

  5. Czupacabr pisze:

    To Howard przy Bargnanim trafił tylko raz z gry???? Nie wiedział, że Włoch jest tak dobrym obrońcą nad „dominatorem” :DDD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *