Mavericks dalej niepokonani we własnej hali

wizardsDallas Mavericks przedłużyli swoją serię zwycięstw we własnej hali do czterech, pokonując tym razem zespół Marcina Gortata. Najlepszym strzelcem zespołu z Teksasu był Dirk Nowitzki, który w trakcie meczu awansował na 16. miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców NBA.

 

 

 

 

 

 

 

Drużyna Bilans I kwarta II kwarta III kwarta IV kwarta Wynik
Washington Wizards 2-5 34 15 30 16 95
Dallas Mavericks 5-3 33 28 27 17 105

Spotkanie z Mavs było pierwszym tegorocznym wyjazdem Wizards na zachód, gdzie w środę rozegrają jeszcze jeden mecz, back-to-back ze Spurs. Pojedynek z Mavs obnażył właściwie wszystkie wady i błędy, popełniane przez podopiecznych Randy’ego Wittmana.

Mimo że przez całe spotkanie Czarodzieje byli niedaleko, krok za gospodarzami, już od drugiej kwarty czuło się, że Mavs wygrają. Kiedy John Wall i spółka zbliżali się na 4-5 punktów, natychmiast następowała seria błędów z ich strony, a nieźle dysponowani na półdystansie Dirk Nowitzki i Monta Ellis wbijali gwoździe w defensywę Wizards. Ellis właściwie zamroził ten mecz w czwartej kwarcie, trafiając cztery rzuty z rzędu, co chyba nie zdarzyło mu się od 1954 roku. Trzykrotnie przetrenował na lewym skrzydle Bradley’a Beale’a, a po zmianie krycia trafił jeszcze nad rękami najlepszego w tym meczu gracza gości, Trevora Arizy. Po tej serii, Mavs wyszli na prowadzenie 99-87 na pięć minut przed końcem.

Ellis rzucił 19 punktów z 16 rzutów i rozdał 7 asyst, a Nowitzki do zdobycia tylu samo oczek potrzebował trzech rzutów więcej. Niemiec trafił jednak dwie trójki na zakończenie trzeciej kwarty, zatrzymując jeden z pościgów  Wizards.

Przy okazji przedostał się na 16. miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii NBA, wyprzedzając Jerry’ego Westa. Tuż przed nim jest już Reggie Miller.

Wizards wystrzelali się w pierwszej kwarcie, rzucając 34 punkty. Od tego momentu jedyną opcją ofensywną, na którą mógł liczyć Wittman był Ariza. To głównie jego trafienia z rogów, po rozrzuceniu piłki przez Walla i Beale’a, dawały krótkotrwałego kopa goniącym wynik gościom. Skrzydłowy z Waszyngtonu miał 27 punktów z 17 rzutów, trafił 5 z 11 trójek, a jego agresywna obrona – głównie w pierwszej kwarcie – i cztery przechwyty, przełożyła się na 28 punktów Wizards z szybkiego ataku.

Poza kontrami, Mavs zatrzymali swoich rywali na 44% z gry i pozwolili na 9 trafień z dystansu na 26 prób. Wittman starał się jak mógł najdłużej grać podstawową piątką, która zapewniała w miarę wyrównaną walkę. Problem pojawiał się jednak, kiedy na parkiecie meldowali się rezerwowi, z Martellem Websterem i Alem Harringtonem na czele. Z tym pierwszym na parkiecie  Wizards byli gorsi od rywali o 25 punktów, z drugim o 12.

Natomiast w drużynie Ricka Carlisle’a świetne zmiany dawali Vince Carter, trafiając 4 trójki na 16 punktów, oraz twardo walczący pod koszami DeJuan Blair – 11 zbiórek w 24 minuty. Dobre momenty miał także Jae Crowder, który, choć tym razem nie groził rzutem z dystansu, dobrze bronił 1na1 Arizę.

Marcin Gortat kolejny raz w tym sezonie uaktywnił się ofensywnie dopiero w drugiej połowie, kończąc mecz z 12 punktami (6-11 z gry), 12 zbiórkami i 4 blokami. Powróciły jednak kolejny raz jego koszmary defensywne, kiedy Samuel Dalembert w samej tylko pierwszej kwarcie skończył spod kosza skutecznie wszystkie swoje 4 próby z gry. Zastanawiające jest także to, że już drugi raz w tym sezonie ani raz nie znalazł się na linii, większość swoich rzutów oddając spoza trumny. Odczuwający bóle kręgosłupa John Wall, świadomy swoich ograniczeń fizycznych, starał się jak najwięcej kreować grę swoich kolegów, w tym Gortata w pick&rollach, kończąc mecz z 14 punktami z 10 rzutów, 10 asystami i 5 zbiórkami.

Po 63 punktach w ostatnich dwóch spotkaniach, tym razem swoja chimeryczną formę zaprezentował Bradley Beal, trafiając tylko 2 z 10 rzutów z gry.

Małą historią tego meczu były punkty drugiej szansy. Mavs zdobyli ich 15, po 11 ofensywnych zbiórkach, zazwyczaj w momentach, kiedy Wizards dochodzili na kilka punktów.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

1 Odpowiedź

  1. Triple eX napisał(a):

    Po pierwsze co nawiązując do obrony Marcina, ciężko nawet najlepszemu obrońcy bronić strefę jeżeli reszta kolegów daje ciała… Gortat jest nieco zagubiony jeszcze, ale póki inni nie przyłączą się do obrony to niewiele się zmieni…

    Mecz był ciekawym pojedynkiem dwóch dwójek… z jednej strony Ellis który póki co zaskakuje mnie swoją skutecznością i jak tak dalej pójdzie to stanie się faktycznie wartościowym graczem, który przy okazji potrafi dzielić się piłką… czasami… ;) Z deugiej strony Bradley Beal i jego skuteczność poniżej 40%… Gość jest fatalny i na siłę forsuje swoje kiepskie rzuty…

    A na koniec żarcik…
    What does the Beal and the Black Hole have in common?
    Both sucks.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *