Mavericks pewnie ogrywają Lakers

Dla Lakers ważniejsze niż całe spotkanie była wieść o rychłym powrocie Black Mamby. Gruchnęła pogłoska, że Kobe wróci już 15-tego listopada. Ile w tym prawdy nie wiadomo, ale na pewno porażka zawodników z Miasta Aniołów została osłodzona. Dzisiejszej nocy Mavericks rozbili wręcz Lakers mając w pewnym momencie nawet 33 punkty przewagi. Drużyna Marka Cubana wciąż jest niepokonana we własnej hali i szczególnie ich ofensywa wygląda na tym etapie sezonu bardzo dobrze. Wśród gospodarzy prym wiódł Monta Ellis, który rozegrał bardzo dobre spotkanie (30 punktów, 9 asyst).

Przebieg spotkania:

Pierwsza kwarta upłynęła pod znakiem bardzo dobrze zorganizowanego ataku gospodarzy. Mavericks raz po raz karcili słabą obronę Lakers. Aktywni byli Ellis i Calderon, którzy bezkarnymi penetracjami łamali obronę gości i stwarzali liczne okazje swoim kolegom. Po pierwszej ćwiartce wynik 35-22 wskazywał na dominację drużyny Ricka Carlisle.

W drugiej odsłonie gry rezerwowi Lakers, którzy w NBA przodują pod względem zdobytych punktów, wzięli się do roboty. Prowadzenie gospodarzy zostało zmniejszone do 9 punktów, ale potem gra Jeziorowców zacięła się nieco. Świetne spotkanie dla Mavs rozgrywał Monta Ellis oraz rezerwowi DeJuan Blair (10 punktów, 8 zbiórek i aż 5 przechwytów w 18,5 minuty) i Gal Mekel (9 punktów, 6 asyst). Przewaga Mavericks jeszcze wzrosła i w pewnym momencie wynosiła 57-37. Warto dodać, że do tego momentu Dirk Nowitzki nie miał na swoim koncie nawet jednego punktu, który swój pierwszy kosz rzucił na niespełna 3 minuty do końca pierwszej połowy (w całym meczu 11 punktów). Lakers zdołali jeszcze przed przerwą zaliczyć krótki run 7-0. Przewaga drużyny z Dallas była jednak bezdyskusyjna i po pierwszej połowie wynosiła 67-48. Zawodził zbyt mało widoczny lider gości Pau Gasol (10 punktów, 8 zbiórek, 4 asysty). Nic nie pokazywał Steve Nash (5 punktów, 4 asysty).

Druga połowa zaczęła się od runu Mavs 9-2 i totalnej dominacji 76-50. Lakers kompletnie nie mieli odpowiedzi na najlepszego na boisku Monta Ellisa (30 punktów, 11/14 z gry, 9 asyst i tylko 1 strata). Przewaga Mavs wzrosła w pewnym momencie nawet do 30 punktów. Było jasne, że jeśli tylko Dirk i spółka nie stracą koncentracji nie może się nic wydarzyć. Tylko w jednym momencie można było mieć jakiekolwiek wątpliwości. Po punktach Nicka Younga na początku 4 kwarty przewaga Mavs zmniejszyła się do 15 punktów. Jednak dwie kolejne udane akcje Gala Mekela zastopowały run gości. Ostatecznie drużyna z Dallas bezdyskusyjnie zwyciężyła 123-104.

Najlepsi w poszczególnych statystykach

Dallas Mavericks:
Monta Ellis – 30 punktów
Dirk Nowitzki – 8 zbiórek
Monta Ellis – 9 asyst

Los Angeles Lakers:
Nick Young – 21 punktów
Pau Gasol – 8 zbiórek
Jordan Farmar – 7 asyst

 

Własnym okiem:

Los Angeles Lakers – ciężko ogląda się tak słabego Nasha. Prawda jest bardzo bolesna. Na tym etapie kariery Jordan Farmar jest graczem znacznie bardziej produktywnym. Jeżeli Kobe Bryant faktycznie wróci już 15 listopada, Lakers odzyskaliby nadzieję. 15 listopada to znacznie wcześniej niż przypuszczali komentatorzy. Po wczesnym powrocie Westbrooka oglądalibyśmy kolejny comeback, tym razem w wykonaniu Black Mamby. Inna sprawa czy Kobe jest w stanie w jakikolwiek sposób wpłynąć na wyniki drużyny.

Dallas Mavericks – obrazkiem meczu były wzniesione ręce Marka Cubana. Początek sezonu i bilans 3-1. Rick Carlisle świetnie poukładał zespół. Braki w obronie backcourtu są świetnie minimalizowane, a ofensywa Mavs jest dotychczas zabójcza. Prawdziwy sprawdzian jednak przed drużyną. Seria meczów wyjazdowych z Thunder, Timberwolves i Bucks zweryfikuje prawdziwą moc drużyny.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

3 komentarze

  1. GPRbyNBA pisze:

    A Derrick wrócił po ponad roku i Chicago nie ma z niego żadnego pożytku.
    Po co było to dodatkowe pół roku ja się pytam?

  2. Woy9 pisze:

    chyba mieli nieco inne kontuzje – Rose z zerwanym więzadłem ACL , Westbrook ze zmiażdzoną łąkotką.

    • GPRbyNBA pisze:

      oki doki Chodziło mi o sam fakt. Czemu Westbrook czy Bryant wzorem Derricka nie postanowili posiedzieć trochę dłużej na dupie? Bo maja ikrę.
      Odnowienie odnowieniem. Każdy sie boi. Rose miał niby poprawić co nieco jednak na razie tego nie pokazuje. Westbrook wrócił i od razu kręci wynik a Rose?
      Dziś kolejny ciężki mecz i jakoś w niego wątpię. W tym meczu jego pewnośc siebie może zostać podkopana jeszcze bardziej.
      Ale tam kit z rzutami. Niech wreszcie podejmuje własciwe decyzje. Niech przejrzy te mecze i wyciągnie z nich jakieś wnioski. Jeśli celność znowu zawiedzie to czekuje od niego więcej asyst. Nie żeby center miał ich więcej od rozgrywającego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *