Jennings powrócił, Celtics wciąż bez zwycięstwa

Debiut w barwach Pistons Brandona Jenningsa miał pokazać jak duży potencjał ma nowa drużyna Cheeksa. Wyszło dobrze, choć w grze nadal pojawiają się przestoje. Potęga pod koszem jest jednak niezaprzeczalna.

Tymczasem Brad Stevens wciąż nie może się doczekać na swoją pierwszą wygraną w NBA. Najbliższa okazja będzie chyba po wyjazdowym meczu z Grizzlies, gdy do Bostonu przyjadą Jazz.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Boston Celtics 0-3 21 14 23 19 77
Detroit Pistons 2-1 24 21 18 24 87

Przebieg spotkania

Mo Cheeks postanowił przed meczem, że mimo powrotu do składu Brandona Jenningsa w S5 wyjdzie Will Bynum. Nowy rozgrywający Pistons miał wchodzić z ławki i w zależności od tego jak się będzie czuł dać zespołowi kilkanaście minut.

Gospodarze spotkanie rozpoczęli od trzech kolejnych wsadów Andre Drummonda (za każdym razem świetne podania od partnerów) by podkreślić gdzie jest ich największa siła. Z drugiej strony odgryzał się Faverani, ale poza nim reszta ofensywy Celtics koncentrowała się na indywidualnych akcjach i rzutach z półdystansu z ręką obrońcy przy twarzy.

Nie tylko wspomniany Drummond dobrze prezentował się w otwierających 12 minutach. Słowa pochwały należą się także Smithowi (szkolił Greena) i Monroe’owi, który pokazywał szeroki repertuar zagrań ofensywnych mając dużą przewagę siły nad Bassem i Sullingerem (mógł ich przestawić i wjechać w pomalowane za każdym razem gdy tego chciał).

C’s uratował Jordan Crawford, który wszedł i szybko zdobył 7 punktów by zmniejszyć stratę przed drugą kwartą do zaledwie trzech oczek.

Swój potencjał defensywny miejscowi pokazali w drugiej odsłonie. Pozwolili gościom z Bostonu na zaledwie 14 oczek prześladując ich zwłaszcza Jenningsem (widać, że jest zmotywowany) i Monroem (widząc go pod koszem podczas wejścia wziąłbym piłkę i uciekł do szatni). Żeby nie było tak różowo to BJ wciąż zbyt często próbuje zaliczyć przechwyt i lepszy w ataku rozgrywający od Bradley’a to wykorzysta.

Dobrą kwartę zaliczył aktywny Olynyk, ale Pistons przycisnęli przed zmianą stron dzięki trafieniom Stuckey’a i Drummonda i do szatni schodzili z prowadzeniem 45-35.

Otwarcie trzeciej kwarty miało odebrać Celtics nadzieje na wygraną w Palace of Auburn Hills. W dwie minuty przewaga skoczyła do +15 i Stevens musiał poprosić o czas.

Podziałało. Ożywił się Jeff Green, a miejscowi zaczęli popełniać sporo błędów (4 straty i niecelne próby „dobicia” rywala z dystansu). To sprawiło, że po trzech kolejnych trafieniach Olynyka i punktach Crawforda na tablicy było już tylko 63-56.

Cheeks wziął przerwę, ale nie powstrzymało to rozpędzonych gości, którzy nie tylko odrobili straty, ale wyszli nawet na prowadzenie 65-63.

Od tego momentu grali już tylko Pistons. Zdobyli 10 kolejnych punktów, a do końca spotkania utrzymywali już Celtics na dystans trafiając albo spod samego kosza, albo po rzutach wolnych by ostatecznie wygrać 87-77.

Pozostałe uwagi:

  • Vitor Faverani ma papiery na granie. To jeden z tych gości, których możecie przeoczyć w tym sezonie, ale warto na niego zwrócić uwagę.
  • Jennigs występował na boisku w ochronnej masce.
  • Jeśli Pistons dobrze wymienią kontrakt Stuckey’a lub Villanuevy to mogą być zagrożeniem na Wschodzie.
  • Greg Monroe miał wczoraj 7 ofensywnych zbiórek. Cała drużyna Celtics – 8.
  • Minus frontcourtu Pistons -> Smith, Monroe i Drummond w sumie trafili tylko 3/11 z linii rzutów wolnych.

Boxscore

Celtics: Bass 6 (8zb), Green 7, Wallace 5, Faverani 8, Bradley 13 (8zb), a także Sullinger 4, Olynyk 15 (8zb), Crawford 13, Brooks 0, Lee 6, Bogans 0

Pistons: Smith 15 (7zb), Drummond 15 (12zb), Monroe 15 (10zb), Billups 5, Bynum 4, a także Jerebko 2, Singler 7, Jennings 14, Stuckey 10

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *