Telegram z Enbiej (3): wygrana Raptors, najgorszy start Jazz od 34 lat, 5 tys. punktów Curry’ego

Toronto Raptors – Milwaukee Bucks 97:90 (25:19, 26:27, 26:19, 20:25)

Raptors pomimo tego, że trafiali dzisiaj z gorszą skutecznością (39,7 proc.) niż Bucks (44 proc.) zdołali wywieźć zwycięstwo z Milwaukee. Pomogła im w tym znacznie zdominowanie walki na tablicach. Zebrali 60 piłek, podczas gdy zawodnicy gospodarzy 38.

Goście prowadzili już 13 oczkami pod koniec trzeciej kwarty po dwóch celnych rzutach wolnych D.J. Augustina. Wtedy Bucks wzięli się za odrabianie start i zanotowali run 21-8 i po trojce O.J. Mayo na pięć i pół minuty do końca spotkania doprowadzili do remisu po 85.

Toronto odpowiedziało jednak na to serią 10-3, przy której największy udział miał DeMar DeRozan najpierw znajdując pod koszem Kyle’a Lowry’ego a następnie samemu zdobywając 6 oczek. Raptors wypracowało sobie 7-punktową przewagę i dowiozło zwycięstwo do końca.

Najwięcej dla Toronto rzucił Rudy Gay – 18 oczek. Potrzebował jednak do tego 14 rzutów. Zebrał za to 15 piłek i pomógł wygrać Raptors walkę o zbiórki.  17 punktów dołożył DeRozan, 14 Lowry, a po 11 Amir Johnosn i Ladnry Fields.

W Bucks najskuteczniejszy był Mayo, który 16 punktów z  13 rzutów. Zaczął jednak spotkanie na ławce rezerwowych, a jego miejsce w pierwszej piątce zajął Nate Wolters. Ciekawe czy to jednorazowa zmiana trenera Larry’ego Drew, czy w kolejne mecze Mayo również będzie zaczynał jako rezerwowy. 14 oczek dołożył Ersan Ilyasova, 13 John Henson, a 12 Caron Butler.

Liderzy zespołów:

Punkty: Gay 18 – Mayo 6

Zbiórki: Gay 15 – Butler, Mayo 6

Asysty: Lowry, Fields 4 – Wolters 10

Przechwyty: Gay 3 – Henson, Middleton 2

Bloki: nikt – Ilyasova, Sanders, Mayo, Henson, Middleton 1

————————————————————————————————————————————————————————————

Houston Rockets – Utah Jazz 104:93 (16:24, 24:32, 33:17, 31:20)

Jazz przez pierwsze dwie karty grali bardzo dobrze. Trafiali swoje rzuty, byli aktywni w obronie, wymuszali straty Rockets. Wszystko wskazywało, że uda im się uniknąć najgorszego startu od sezonu 1979/80, kiedy na rozpoczęcie tamtych rozgrywek przegrali pierwsze cztery mecze.

Spotkanie trwa jednak 48 minut, a nie 24. W drugiej połowie goście pomimo tego, że pod koniec drugiej ćwiartki po celnych rzutach wolnych Mike’a Harrisa przegrywali już 19 punktami, a ostatecznie na przerwę schodzili tracąc 16 oczek do Utah, wzięli się za odrabianie strat.

Trzecią kwartę zaczęli od runu 20-4 i po osobistym Jamesa Hardena doprowadzili do remisu po 60.  Od tego momentu pojedynek toczył się punkt za punkt i kosz za kosz, jednak w połowie ostatniej ćwiartki Rockets zanotowali serię 18-5, objęli 11-punktowe prowadzenie na dwie minuty do końca spotkania i było już po meczu.

Dla Houston najwięcej rzucił Chandler Parsons, autor 24 punktów. Dodał do tego 12 zbiórek i 6 asyst. 23 oczka dołożył Harden, 20 Jeremy Lin, 15 Dwight Howard, a 12 z ławki Francisco Garcia. Goście jak zwykle dobrze grali z kontry, po których rzucili 21 punktów.

Jazz z kolei zaczęli sezon od 0-3, co jest ich najgorszym startem od 34 lat. W każdym jednak ze spotkań nie brakowało im dużo, by mieć bilans 3-0. Tak się tankuje.

6 graczy Utah zapisało na swoim koncie podwójną zdobycz punktową. Najwięcej na swoim koncie zapisał Richard Jefferson – 18. 16 dodał Enes Kanter, po 15 Gordon Hayward i Alec Burks, 12 Derrick Favors, a 11 John Lucas III.

Liderzy zespołów:

Punkty: Parsons 24- Jefferson 18

Zbiórki: Parsons 12 – Kanter 8

Asysty: Parsons 6 – Lucas III 4

Przechwyty: Harden 3 – Burks 3

Bloki: Howard, Asik 2 – Favors 2

————————————————————————————————————————————————————————————

Sacramento Kings – Golden State Warriors 87:98 (17:27, 19:29, 23:23, 28:19)

Mecz w zasadzie bez większej historii. Kings nie trafiali, Warriors jak to mają w zwyczaju tak. To naprawdę niesamowite, kiedy patrzysz na Stephena Curry’ego i Klaya Thompsona i niemym zachwytem oglądasz jak ta dwójka z taką niesamowitą łatwością i lekkością trafia raz za razem.

Czy to spod kosza, czy to z pół dystansu, czy to z dystansu. Warriors trafiali dziś z 51,3 proc. skutecznością, w tym 40,7 zza łuku. Kings z kolei z tylko 34,7, a w pierwszej dwóch kwartach jedynie 31,7. Już po pierwszej połowie było po meczu.

A kiedy Curry trafił w połowie trzeciej ćwiartki za trzy i Warriors osiągnęli 27-punktową przewagę trener gości Mike Malone ściągnął z parkietu całą pierwszą piątkę i mecz dokończyli rezerwowi.

27 oczek dla Golden State rzucił Thompson, 22 dodał Curry i przekroczył granicę 5 tys. punktów zdobytych w karierze. Rozdał także 12 asyst. 15 oczek i 12 zbiórek dołożył David Lee.

Dla Kings najwięcej rzucił pierwszoroczniak Ben McLemore, autor 19 punktów. 15 zanotował Travis Outlaw dodając do tego 12 zbiórek, a po 12 oczek dorzucili Isaiah Thomas i Jason Thompson.

Liderzy zespołów:

Punkty: McLemore 19 – Thompson 27

Zbiórki: Outlaw 12 – Lee 12

Asysty: Thomas 5 – Curry 12

Przechwyty: Cousins 3 – Green3

Bloki: Outlaw 1 – Bogut 4

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

2 komentarze

  1. Barzay pisze:

    dobrze że nie napisaliście „epicki” bo by była „afera” hahahaha

  2. woy pisze:

    Koperkowa , z Janem Miodkiem w roli głównej. Człowiek chce być trendy a tu masz ci los..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *