Game-winner Rose’a w pojedynku z Knicks

Kiedy na 10 sekund przed końcem spotkania przy remisie po 80 Carmelo Anthony pomimo dobrej obrony Luola Denga zdołał oddać rzut z lewego łokcia kibice zebrani w United Center zamarli. Próba Melo okazała się niecelna, ale przy próbie zbiórki Joakim Noah faulował Tysona Chandlera i goście mieli jeszcze jedną szansę na zwycięstwo.

Center Knicks trafił tylko jednego z dwóch rzutów wolnych i trener Tom Thibodeau poprosił o czas. Wszyscy wiedzieli do kogo trafi piłka. I nie miało znaczenia, że w trzech poprzednich akcjach Derrick Rose 2-krotnie stracił piłkę i spudłował jeden rzut.

Nie miało znaczenia, że w tym meczu trafił tylko 6 z 22 rzutów. To wszystko się nie liczyło. To jest jego miasto. Jego hala. Jego drużyna. Jego moment.

Piłkę z boku wyprowadzał Deng, oddał ją do Jimmy’ego Butlera za linią za trzy punkty na wprost kosza, w międzyczasie Carlos Boozer postawił Derrickowi zasłonę uwalniając go od krycia Imana Shumperta.

Rose zbiegł na skrzydło, dostał piłkę od Butlera, pobiegł z nią wzdłuż baseline, zatrzymał się, wyskoczył w górę i floaterem umieścił ją w koszu nad próbującymi go zablokować Raymondem Feltonem i Tysonem Chandlerem.

Zresztą zobaczcie sami.

Tłum w United Center eksplodował ze szczęścia. Stało się. To już oficjalne.

Derrick Rose wrócił i ma się dobrze!

Dobra raz jeszcze, tylko z kamery phantom.

Obserwujący mecz Spike Lee mógł tylko patrzeć z niedowierzaniem na to, co zrobił lider zespołu z Wietrznego Miasta.

Knicks mieli co prawda później jeszcze szansę na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść, ale rzut Anthony’ego ponownie okazał się za słaby, a próba dobitki Chandlera niecelna i gospodarze uciekli ze zwycięstwem przeciwko drużynie z Nowego Jorku.

Bulls w ogóle nie powinni doprowadzić do tak nerwowej końcówki. Prowadzili przez większość meczu, a na niecałe 8 minut do końca po lay upie Rose mieli jeszcze dziesięć punktów przewagi. Jak się jednak później okazało ten rzut spod kosza oraz jego game-winner były dwoma jedynymi celnymi rzutami Chicago w czwartej kwarcie.

Knicks przez trzy i pół minuty zrobili run 12-0, który rozpoczął rzutem za trzy debiutant Tim Hardaway jr. i to oni wyszli na 2-punktowe prowadzenie. Następnie po serii rzutów wolnych z jednej i drugiej stront mieliśmy remis po 80 i dalej wiecie, co już się stało.

Gospodarze tego dnia zdominowali gości w pomalowanym zdobywając z paint 46 oczek, podczas gdy Knicks 24 i to nawet pomimo tego, że w pierwszym składzie drużyny z Nowego Joru wybiegł Andrea Bargnani zastępując w niej Pablo Prigioniego. Włoch rzucił 9 oczek i nie zachwycił.

Na parkiecie pojawił się również Amare Stoudemire, który zagrał pierwszy raz od czasu przeprowadzonych w tym dwóch operacji kolana. Ma ograniczone minuty gry i zobaczyliśmy go tylko 10 minut, ale widać było, że musi jeszcze trochę poczekać do pełni formy. Obawiam się jednak, że tak duża ilość zabiegów w przeciągu ostatnich dwóch sezonów zabrała mu nieco z jego atletyzmu i Stat, którego kiedyś znaliśmy już nie powróci.

Najwięcej w Knicks rzucił Melo – 22 oczka, ale potrzebował do tego 24 rzutów. 13 dołożył Felton, a 10 Hardaway jr. z którego w Nowym Jorku będą mieli dużo pożytku. Jestem o tym przekonany.

Jednak nie tylko Anthony miał problemy ze skutecznością. Lider Bulls także trafiając tylko 2 z 11 rzutów w pierwszej połowie i 7 z 23 w całym meczu. Kto mu to będzie jednak pamiętał po game-winnerze.

Deng dołożył 17 oczek, z czego 12 w pierwszych dwóch kwartach i to on prowadził wtedy ofensywę Chicago. 14 zdobył Boozer, a double-dobule w postaci 11 punktów i 10 zbiorek zanotował Butler.

Kolejny mecz Bulls zagrają w sobotę na wyjeździe z Philadelphią 76ers, z kolei Knicks w niedzielę u siebie z Minnesotą Timberwolves.

New York Knics – Chicago Bulls 81:82 (16:26, 22:17, 23:28, 20:11)

Liderzy zespołów:

Punkty: Anthony 22 – Rose 18

Zbiórki: Chanlder 19 – Noah 15

Asysty: Anthony, Felton 6 – Deng 6

Przechwyty: Anthony 6 – Butler 2

Bloki: Chandler 4 – Noah, Butler, Gibson 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

28 komentarzy

  1. 2utakt pisze:

    No i gdzie ten Anthony? Dziwne to wszystko. Wiadomo ze pilka musi trafic do D.R. Bo adidas nie na darmo zaplacil za reklamowanie firmy, żeby Rose teraz mial siedzial cicho. $$$

  2. GPRbyNBA pisze:

    To był bardzo słaby mecz Rose’a. Drugi z kolei.
    Jego początek to bodajże 2/12. Widać było że chce sie na siłe przełamać (czego osobiście nie znoszę). Skoro nie trafia to powinien markować rzuty i podawać. Podobnie z wejściami. Noah stoi pod koszem i dostaje piłkę od wbiegającego Rose’a i niepilnowany zdobywa łatwe punkty.Rzuty na siłę prawie nigdy nie przynoszą niczego dobrego. Powinien ochłonąć asystując trochę jak na rozgrywającego przystoi i czekac do lepszych okazji rzutowych zamiast na sie wbijać sie pod kosz.
    Ten Game Winner to był prezent od losu.
    Wróciło to co denerwowało mnie w nim przed kontuzją. JA nie jestem za tym by losy meczu rozstrzygał którykolwiek zawodnik. Ostatni rzut powinien być niespodziewany. Powinny być wyćwiczone różne warianty. Tymczasem wiadomo że gdy w ostatniej akcji Rose ma piłkę to on będzie kończył.

    Jak myślicie dlaczego w tych 2 pierwszych meczach idzie mu tak słabo? W przedsezonowych szło mu nieźle a teraz cegli i się głubi. Czyżby nie miał należytej pewności siebie? Czy to może presja dobrej gry?

    • bargnani7 pisze:

      Jejku po co to roztrząsać. Widać, że jako gracz nadal posiada te same atrybuty co przed kontuzją. Po prostu nie ma wyczucia, nie może złapać właściwego rytmu.

      Przecież preseason czy treningi są nieporównywalne, bo ani natężenie gry, tempo, agresywność rywala w obronie nie są bliskie temu co dzieje się w regular season i to normalne, że gracz po kontuzji (zwłaszcza tak poważnej i długiej) potrzebuje co najmniej kilku tygodni żeby się do tego przyzwyczaić na nowo.

      Straty i złe decyzje rzutowe nie wynikają z braku umiejętności, a to był jego problem w tych 2 spotkaniach.

      Co do game-winnera głupotą jest nazywać to prezentem od losu kiedy gość ma taką pewność siebie, że nie boi się przerzucić 2 rywali w tym 7-footera (a do tego tak to prawdopodobnie rozrysował Thibodeau więc brawa i dla niego). Sam byłem w trakcie meczu zdania, że to Deng powinien dostać piłkę w ostatniej akcji, ale Rose tylko udowodnił jak wielkim jest graczem kiedy grają kaszanę przez większość spotkania bierze piłkę w ręce i robi to za co mu płacą. Wygrywanie.

    • bargnani7 pisze:

      to, że 76ers wygrali z Heat nie oznacza, że przekroczą pułap 12 wygranych w sezonie tak samo to, że Rose wypadł blado w 2 pierwszych meczach nie oznacza, że jest gorszy niż Jrue Holiday.

      tak wiele razy przeszłość uczyła nas, że nie można niczego przesądzać po pojedynczych spotkaniach, a jak widzę generalnie co się dzieje to ludzie dzisiaj widzą już w Andrew Nicholsonie MVP po 2 meczach, a Lakers w play offach, bo póki co wyszedł im jeden mecz…

    • GPRbyNBA pisze:

      @bargnani7 – inaczej byś mówił gdyby punktów nie było. Ile to razy ganimy koszykarzy za rzuty z trudnych pozycji? To miało prawo nie wpaść.

    • bargnani7 pisze:

      ok. to może inaczej.

      Co by było gdyby Jordan nie trafił z Jazz albo odgwizdano faul?
      Co by było gdyby Allen nie trafił trójki w Game 7?

      Nie widzisz, że to bez sensu? Wpadło i nic tego nie zmieni. Taka jest rzeczywistość i to nią żyjemy. Nie wiem czy jesteś fanem Chicago czy kogokolwiek. Ja akurat w tym meczu kibicowałem jednym i drugim bo to 2 z 3 moich ulubionych zespołów, ale jako fan Chicago cieszy mnie to, że Rose trafił i jest wygrana. Tylko to się liczy. Jest jeszcze 80 spotkań, w których będzie miał czas to by wiele udowodnić.

    • GPRbyNBA pisze:

      Do czego to doszło że porównujemy Jordana do Rosea? Ok są liderami ale bez przesady. Porównywać Jordana w pełni formy a Rosea po powrocie? Nie pamiętam jakie w game 6 miał Jordan statystyki ale raczej nie 30%. Jordan miał raczej miał lepiej ułożony nadgarstek niż Rose i…cieszył się zdecydowanie większym szacunkiem niż Rose.
      Rose po prostu nie powinien tego rzucać. Akcje można było lepiej rozpisać gdzie rose markuje rzut i podaje do lepiej ustawionego.

      Do czego to dochodzi że litujemy sie nad graczami. Zagrał źle i już. Gdy ktoś zagra źle to się go nie chwali. Chwali sie gdy zagra dobrze. Ten szczęśliwy game winner nie jest osiągnięciem. Jest raczej ucieczką od posądzenia o zawalenie meczu. Widziałem minę Dericka. Nie był szczęśliwy. Odetchnął z ulgą.

    • Woy pisze:

      To jeszcze sobie dodaj ,że do ostatnich minut przed meczem jego występ stał pod znakiem zapytania, ze względu na rzekome bóle w kolanie. Niewykluczone ,że w następnych grach typu dzień po dniu Rose może najzwyczajniej w świecie odpoczywać by mieć czas na regenerację.

    • bargnani7 pisze:

      Nie porównuję Rose’a do Jordana i to, że rzucasz się na takie chwyty świadczy tylko o braku argumentów. To był tylko i wyłącznie dowód na to, że gdybanie w stylu „gdyby nie trafił mówiłbyś co innego” jest kompletnie pozbawione sensu.

      Nie mówię też, że Rose zagrał dobrze tylko, że na dłuższą metę to nic nie znaczy, bo po takiej przerwie to logiczne, że nie ma wyczucia w grze i potrzebuje czasu.

      „Rose po prostu nie powinien tego rzucać. Akcje można było lepiej rozpisać gdzie rose markuje rzut i podaje do lepiej ustawionego.”

      OK. Tylko masz pewność, że Thibodeau nie rozpisał tej akcji na Rose’a? Wydaje się oczywiste, że to coach powiedział „Piłka do Derricka i on ma ostatni rzut”. Po to właśnie jest trener. Mówisz, że litujemy się nad kimś kto gra źle, a sam krytykujesz kogoś kto wygrywa mecz. To jest kuriozalne.

      PS Skoro Rose był tak żałosny to w jakim celu Thibodeau trzymał go na boisku? To banalne. Bo bez niego na boisku cegliłby ktoś inny. Taka specyfika ofensywy Bulls.

    • bargnani7 pisze:

      Dobra jeszcze tylko jeden szczegół żeby dać ci możliwość skontrowania gadką o porównywaniu.

      http://www.basketball-reference.com/boxscores/199806140UTA.html

      Jordan spudłował wtedy 20 rzutów. Jak można wynosić go na ołtarze za to, że zapewnił Bulls mistrza. Wiem to kuriozalny przykład, ale właśnie w taki sposób udowadniam ci, że taki jest twój tok myślenia.

    • GPRbyNBA pisze:

      racja Gdtby Byki przegrały a trener tak rozpisał taktyke to był by to wina trenera
      Z faktami nie da sie dyskutować – i Derrick trafił ten decydujący rzut jednak wg mnie on nie wygrał tego meczu tylko .. go po prostu ie przegrał. Tą ostatnią akcja uratował swoją skórę. Miał być podpora drużyny a tymczasem był najgorszy na boisku.

  3. Lopez1910 pisze:

    W Miami wszystkie oczy byly zwrocone na niego. Do tego byl skutecznie i agresywnie pilnowany przez graczy Heat. Teraz tez mial debiut przed wlasna publika i pewnie jakas presja byla,ale mysle ze i tak bedzie juz tylko lepiej. W Preseason tez na poczatku nie zachwycal ale ostatnie mecze byly niesamowite jak zeszlo z niego juz to cale napiecie zwiazane z jego powrotem. Zgodzic sie jednak musze ze nie powinien na sile rzucac jak widzial ze nie wchodzi. Nie podobalo mi sie to tymbardziej ze w wielu sytuacjach mial na lepszych pozycjach swoich kolegow. Jesli chodzi o Chicago to poki co ich najwiekszym mankamentem sa rzuty za 3 punkty i niestety najbardziej zawodzi Dunleavy ktory notorycznie nie trafia do kosza z jakiej pozycji by nie rzucal. Mam nadzieje ze to poprawia bo to jest istotna rzecz.

  4. majsial91 pisze:

    Bardzo słaby mecz w United Center a końcówka popis dwóch niby liderów, którzy nie chcą podzielić się piłką bo to są one gwiazdami i one muszą być na ustach wszystkich.Rose i Anthony takim zachowaniem ignorują resztę drużyny co może irytować i wpływać na ducha ekipy.Rose 7/23 z gry po raz drugi ujemny bilans asyst do strat ale on trafił game-winnera i jest bohaterem.

    • GPRbyNBA pisze:

      dokładnie. Jak by nie było to przez niego była taka nerwowa końcówka. Przez jego złe decyzje i ceglane rzuty. Ale winnera trafił to jest bohaterem. Bezsens jak dla mnie.

    • woy pisze:

      Zerknijcie w statystyki +/- przy wyniku Bulls kiedy na parkiecie jest Derrick a kiedy schodzi. Np. z Heat mieli w pewnym momencie +5 z Derrickiem na placu. Kiedy zszedł zrobiło się -13 Bulls stracili wszystko co dobre. Podobnie było w meczu z Knicks. 585 dni przerwy, nawet jakby spudłował wszystkie rzuty to ma do tego prawo, bo treningi i sparingi nie zastąpią realiów meczowych. W dodatku powinniśmy na to popatrzeć z jego perspektywy – czy ktoś myśli ,że on się nie boi o odnowienie kontuzji przed każdym meczem i trochę potrwa zanim wyrzuci tę myśl z głowy? w dodatku rywale praktycznie się nie oszczędzając zatrzymując go w każdy dostępny sposób. Bez Rose’a Chicago nie byłoby contenderem i na tym zakończę swoją wypowiedź.
      P.S. Kiedy grał Jordan to też myślałem ,że rzucał zbyt wiele i nie podawał za często.

    • GPRbyNBA pisze:

      No i co z tego. Dobrze wiesz że te statystyki nie odzwierciedlają wszystkiego. +/- jest orientacyjnym wyznacznikiem. Wtedy gdy był na parkiecie przeciwnicy mogli mieć słabsze rzuty. Mogło być też i tak ze Derrick jest na boisku i bardzo dobrze broni a np Booz przepuszcza wszystko i Derrick ma -10. Poza tym myślisz że gdyby Derrick nie zagrał to Byki by przegrały? No sory ale byłby choć zawodnik który nie marnuje okazji. Wtedy częśc z tych jego 23 rzutów oddał by ktoś lepiej dysponowany. Gdyby cały mecz zagrał Hinrich (też sporo strat miał) to moze by gorzej bronił ale miał lepszą skuteczność.
      Także czystymi statystykami +/- mozesz sobie nosa wydmuchać.

    • Woy pisze:

      Koleżko z tekstami nosa wydmuchać to ja dziękuję za dyskusję, zwłaszcza, że ośmieszasz się zdaniem o Hinrichu. Statystki odzwierciedlają bardzo wiele, zwłaszcza kiedy mówimy o obecności i nieobecności Rose’a na parkiecie. Myślę właśnie ,że z Hinrichem, Jamesem i Teague’em i bez Robinsona z Nuggets tego meczu by nie wygrali. Zwłaszcza ,że ani Deng a tym bardziej Dunleavy nie imponują formą rzutową – ktoś inny?kto??. Przez cały pre-season wiadome było jak wygląda gra Bulls i jeśli ty myślisz ,że on będzie oddawał mniej rzutów, to jesteś w grubym błędzie. Jeśli tego nie widzisz to znaczy ,że słabo patrzysz na grę Chicago z Rosem i bez Rose’a oraz nie wiesz dlaczego liczą się w grze o najlepszy bilans na Wschodzie. Derrick jako zdrowy gracz daje im wielką różnicę w ataku oraz jest ich kluczowym graczem, który oddaje ostatnie rzuty decydujące o wyniku.

    • Rocky pisze:

      gprbynba- „mogło, gdyby…..mogło, gdyby… itd itp…” każdy mógł rzucać -trafić lub nie bez względu na to jak grał do tej pory. Widzę że na Twoje nieszczęście zrobił to Rose :)

    • GPRbyNBA pisze:

      gdyby była edycja zdanie zostało by wykasowane zaraz po opublikowaniu. Jednak edycji nie ma więc zostało. Jednak Woy sam dobrze wiesz że gracz który gra dobrze w obronie moze mieć tą statystykę słabą a ten kto broni gorzej moze mieć lepszą. Wystarczy że wejdzie na boisko gdy partnerzy są w gazie i trafiają.
      Piszesz że Deng „imponuje formą rzutową” jednak miał on w tym meczy 53% Rose ledwo 30%.
      Koszykówka jak wiesz polega na wcelowaniu piłką do kosza. Ten kto lepiej celuje ten zwykle wygrywa. Choć moze też przegrać mając za mało zbiórek czy za dużo strat. Jednak skutecznośc jest kluczem a Derrick jej dziś nie miał. Można było lepiej spożytkować te jego rzuty. Mógł chociaż robić to co inni na jego pozycji czyli podawać. Tymczasem zamiast tego wolał na siłe sie przełamać. Czy to sie nazywa inteligencja boiskowa? Westbrooka już dawno byśmy błotem obrzucili. Koniec końców jego staty to 7/23 i tylko 3 asysty. Deng miał ich 6 a Noah 5. Trzy asysty dla rozgrywającego? Jak celność nie ta to kreuj grę a nie na siłę starasz się coś udowodnić. Koszykówka to gra zespołowa a ty nie grasz na siebie tylko dobro drużyny.
      Nie pierwszy raz już to piszę. I nie ostatni. Będe go chwalił jak będzie dobrze grał. Jednak tym rzutem uciekł spod topora. Chociaż czy ja wiem? Pewnie zaraz były by tłumaczenia że to że tamto.

    • Woy pisze:

      Nie kumasz co napisałem, a ja nie piszę o wskaźniku plus minus. Piszę o plusach i minusach kiedy Rose jest na boisku i kiedy go nie ma. Kiedy go nie było z Heat i kiedy go zabrakło z Knicks. A Denga to ja nie pamiętam by kiedykolwiek Thibs wyznaczał do ostatniego rzutu. Piłkę dostał Rose by ewentulanie wymusić faul rywala, bo jasne było , iż rzucą się na niego momentalnie. Popatrz na jakiej skuteczności grał Kevin Durant z Utah Jazz, rzucając 42pkt. 9/24 i nadrabiał wolnymi. W koszykówce wygrywa ten, kto rzuci jeden punkt więcej lub zachowa nerwy ze stali. Jak napisał wyżej Bargnani nawet Jordan kaleczył na 30% przy 30 oddanych rzutach. Rose nigdy nie był i nie będzie klasycznym rozgrywającym. Amen.

    • GPRbyNBA pisze:

      ps. zegar godzine do tyłu trzeba by przestawić

    • GPRbyNBA pisze:

      rywale faulują gdy sie obawiają. Rose nie dał im powodów do obaw więc nie było mowy o faulu na nim. Fakt Rose jest lepszy od Hinricha jednak twierdze że bez Derricka tez by wygrali. Ty twierdzisz inaczej. Ok Nie ma już co gdybać.
      Wiesz co mnie zastanowiło zaraz po końcowej syrenie?
      Czemu Melo nie szedł na faul. Czemu nie chciał go wymusić. Ja bym tak zrobił.

    • Woy pisze:

      Melo oddał niemal idealny rzut i pech sprawił ,że nie trafił. Obrońca wg mnie w 99% mu nie przeszkodził bo się spóźnił z ręką na oczy. Przed rokiem pamiętam jak w MSG karcił Denga rzutami sprzed nosa Luola i przez ręce rywala. Także Deng przestaje być przeszkodą dla Brona czy Melo.

  5. santi pisze:

    najwazniejsze, ze wygrali. bylem na Rose’a strasznie zly przez te dwie nieudane akcje w koncowce, ale najwazniejsza jest wygrana i to ze Derrick potrafi wziac ciezar gry na siebie nawet kiedy mu nie idzie. widac, ze potrzebuje czasu, zeby sie dostosowac, wrocic do formy. ja tam na niego licze i czekam na jego kolejne wystepy z niecierpliwoscia. mimo wszystko moim zdaniem ChiTown wyglada lepiej ze slabym Rose’m niz bez niego w poprzednim sezonie wiec i tak jest in plus

  6. melo pisze:

    Od zawsze tak było i będzie że to liderzy oddają ostatnie rzuty. Zresztą za to im płacą gigantyczne pieniądze. Nieważne czy ma się 8/10 czy 1/10 Kobe,Melo,Durant itp. zawsze będą wyznaczani do ostatniego rzutu i to trenerzy decydują o tym.

    Chandler znów jest w wielkiej formie przypomina gościa z 2011r. Jeżeli partnerzy się dostosują do jego formy to znów może walczyć o nagrode obrońcy roku.

  7. Lopez1910 pisze:

    Ale dlaczego piszecie ze akcje mozna bylo lepiej rozpisac i mogl rzucac ktos inny? :) takim gdybaniem to mozna sie zajac jakby Rose ta akcje zmarnowal. Ale on trafil, Bulls wygrali i tylko to sie liczy. To on jest liderem tej ekipy, to jemu wszyscy w Chicago ufaja nawet jak nie trafia z fenomenalna skutecznoscia i nie oszukujmy sie – facet jak robi wjazd pod kosz to mozna sie tylko zastanawiac w jak ekwilibrystyczny sposob trafi do kosza.Bo na to ze go ktos skutecznie zatrzyma duzych szans nie ma. I na to wszyscy liczyli w tej ostatniej akcji. Byla przygotowana pod niego i mimo ze nie wjechal typowo pod kosz to oddal taki rzut ze obroncy Knicks mogli sobie pilke w powietrzu powachac. Nie mowie ze nie oddal ryzykownego rzutu bo oddal :) ale trafil i pozamiatal mecz na korzysc Bulls i czego chciec wiecej? 1,5 roku bez gry wiec nie od razu bedzie rzucal po 25 + punktow w meczu ale i do tego wkoncu dojdzie. Dla mnie istotniejszym problemem Chicago na ten moment sa rzuty z dystansu. Dunleavy kompletnie zawodzi a i reszta nie rzuca na dobrym poziomie i mam tu na mysli Butlera,Denga i Hinricha. Jednak jestesmy dopiero po 2 meczach a to jest element jak najbardziej do poprawy.

  8. majecha pisze:

    Mi też się Rose w tym meczu nie podobał, również uważam, że na game winnera poszedł „na chama” … ale trafił…
    Zagrał słabo ale wygrał Bykom mecz i to chyba wszystko co można powiedzieć. Myślę też, że mimo wszystko to ważne, żeby grał jak kiedyś – tzn atakował obręcz w niemal kazdej akcji. Teraz gra słabo ale jak się ogra to może pykac na swoim poziomie sezonu MVP.

    • woy pisze:

      minionej nocy jeszcze słabiej zagrał Bledsoe i też wygrał;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *