Zapowiedź sezonu 2013/14: Utah Jazz

200px-Utah_Jazz_logo,_(2010_'new_look').svgUtah Jazz po średnio udanym sezonie postanowili rozstać się ze swymi dotychczasowymi liderami i zastąpić ich zdolną młodzieżą, której w ich rosterze nie brakuje. Mamy zatem tutaj doczynienia z całkowitą przebudową drużyny, która cały czas stara się odnaleźć swoje właściwe miejsce w lidze. Jakie wyniki prognozujemy na najbliższe rozgrywki podopiecznym Tyrone’a Corbina? Zapraszam do naszej anazlizy dotyczącej Jazzmanów.

KRÓTKA HISTORIA

Geneza drużyny Jazz sięga Nowego Orleanu, a więc miejsca, które jest najbardziej adekwatne do nazwy jaką nosi ta organizacja. Własnie w Luizjanie, która uznawana jest za kolebkę muzyki jazzowej pierwotnie miał swoją siedzibę ten zespół. Po pięciu latach jednak nastąpiły przenosiny do stanu Utah, gdzie do dziś rozgrywa on swoje domowe mecze. 

O ile za czasów pobytu w Nowym Orleanie Jazzmani nie byli znaczącą siłą w lidze to już czasy w Salt Lake City pozwoliły na rozsądny i systematyczny rozwój sportowy. Ogromna w tym zasługa legendarnego coacha Franka Laydena, który jako pierwszy trener w historii klubu osiągnął w sezonie 1983-84 dodatni bilans, co pozwoliło zadebiutować im w rozgrywkach play off. Co ciekawe stabilizacja sportowa jaką osiągnął zespół pod wodzą tego szkoleniowca, która następnie była kontynuowana przez Jerry’ego Sloana, pozwoliła uczestniczyć klubowi z miasta słonych jezior przez kolejne dwadzieścia lat w rozgrywkach posezonowych.

Największe sukcesy w historii kluby przypadają na lata 1997-98 kiedy to dwukrotnie grali oni w pamiętnych finałach NBA, aby za kazdym razem ulec w Chicagowskim Bykom. Własnie lata dziewięćdziesiąte z Karlem Malonem, Johnem Stocktonem czy Jeffem Hornackiem w kadrze uchodzą za najjaśniejsze lata w historii kluby i chyba co do tego nikt nie ma wątpliwości.

stockton-maloneWarto jednak podkreślić, że od samego początku pobytu w Utah zarządzanie tą ekipą charakteryzuje niezwykła konsekwencja działania oraz cierpliwe i przemyślane zachowania włodarzy. Tu nigdy nie ściągano wielkich gwiazdorów, lecz wychowywano ich sobie samych. Tak było z duetem Stockton – Malone, tak było z Andriejem Kirilenko czy też  Deronem Williamsem. Właśnie ta swoista praca u podstaw jest warta zauważenia i jednoznacznie wymaga ogromnego uznania. Uważam, że w tej swoistej cierpliwości wyraźnie można się w dopatrywać zachowań cechujących Mormonów zamieszkujących stan Utah. Najlepszym dowodem na moje słowa jest fakt, że od czasów pojawienia się tego klubu w Salt Lake City obecny trener – Ty Corbin – jest dopiero czwartm coachem na ławce Jazz. Wyobrażacie sobie??? Czwarty szkoleniowiec na przestrzeni niemal 35 lat. Robi wrażenie, prawda?

POPRZEDNI SEZON

Minione rozgrywki Jazzmani zakończyli z bilansem 43-39, co jednak nie pozwoliło im na awans do play-off.  Warte zauważenia jest też to, że ekipa pod wodzą trenera Corbina kolejny raz wygrywa więcej meczów niż przegrywa w sezonie, ale silna konkurencja na Zachodzie  powoduje, że brakuje ich w czołowej ósemce Western Conference.

Sezon 2012/13 w mojej opinii był jednak gorszy od poprzedniego. Spowodowane było to po pierwsze tym, że znacznie loty obniżył Al  Jefferson. Środkowy pochodzący ze stanu Mississippi zaliczył najgorsze średnie od czasów swego trzyletniego pobytu w tym zespole.  Biorąc pod uwagę fakt, że był on pierwszoplanową postacią podopiecznych Corbina, ciężko nie zauważyć związku pomiędzy słabszą dyspozycją Big Al’a i całej drużyny, której był liderem.  Nie bez znaczenie była także kontuzja Mo Williamsa, który rozegrał jedynie 46 spotkań w minionych rozgrywkach i trzeba jasno powiedzieć, że o wiele więcej się spodziewana po nim w perspektywie jego powrotu do Jazzmanów.

Oczywiście nie wszystko rysowało się w czarnych barwach  jeśli chodzi o podsumowanie poprzednego sezonu. Na ogromny plus zasługuje tempo w jakim rozwija się Gordon Hayward. Ten biały, niepozorny gracz o twarzy studenta ekonomii notował najlepsze średnie w karierze (14,1 pkt/mecz), co było trzecim z rzędu rokiem wyraźnego progresu tego koszykarza na parkietach NBA. Musi to cieszyć działaczy z Utah, gdyż niewątpliwie wiążą oni z nim wielkie nadzieje na przyszłość i widzą w nim gracza, na którym warto oprzeć  trzon zespołu.

[youtube=http://youtu.be/CEqGU3gEWA4&w=585]

 TRANSFERY

Przyszli:  John Lucas III (Raptors), Trey Burke (rookie), Richard Jefferson, Brandon Rush, Andrins Biedrins (wszyscy Warriors), Rudy Gobert (rookie)

Ubyli: Maurice Williams (Blazers), Al Jefferson (Bobcats), Paul Millsap, DeMarre Carrol (obaj Hawks), Jamaal Tinsley, Kevin Murphy (szukają klubów)

 Jak już wcześniej wspominałem w Jazz nigdy nie dokonywano wielkich transferów. I także tym razem ciężko było się takowych spodziewać. Z zespołu odeszli trzej czołowi strzelcy, a więc znacznie ucierpiała z pewnością ofensywa ekipy Tyrone Corbina. Z drugiej strony pozskano dwóch niezwykle utalentowanych graczy w osobach Burke’a i Goberta, co pozwala patrzeć na przyszłość w kolorowych barwach, choć ciężko oczekiwać, że z miejsca będą oni w stanie zastąpić Jeffersona czy też Millsapa. Jestem wręcz pewien, że w zbliżającym sezonie to nie nastąpi. Specjaliści już ochrzścili duet jaki ma tworzyć francuski zawodnik z Jeremym Evansem mianem „Slim Towers”. Realnie jednak patrząc to Jazz mają zbyt mało jakości pod koszem. Niemal każdy z teamów zachodu (no może z wyjątkiem Phoenix Suns) ma znacznie lepszych graczy podkoszowych, co może stanowić ogromny problem dla tego zespołu. Tutaj pod koszem jest wielka dziura. Gobert tego kłopotu nie rozwiążę, ponieważ teraz będzie nabierał doświadczenia oraz masy, abu w ogóle dostosować się do warunków NBA.  Stanowczo trzeba stwierdzić, że w miejsce solidnych graczy podkoszowych nie pozyskano nikogo, kto od razu byłby gotowy do wcielenie się w ich rolę. Nie oszukumy się, że Biedrins może być realnym wzmocnieniem…

CZOŁOWI GRACZE

W przypadku ekipy Jazz ciężko mówić o jednym wyróżniającym się ponad resztę zespołu koszykarzu, tzw. gwieździe, ale niewątpliwie najciekawszą postacią wydaje się być Gordon Hayward. Swoim stylem gry przypomina mi dwóch graczy związanych w przeszłości (lub obecnie) z Phoenix Suns. Posiada on niesamowity instynkt zabójcy na dystansie czym bliźniaczo odnosi się do Jeffa Hornacka. Jednocześnie potrafi dynamicznie wejśc pod kosz, co w połączeniu ze wspomnianym rzutem zza łuku charakteryzowało Dana Majerle. Poprzednie sezony gracz ten spędził na intensywnym rozwoju, a progres jaki osiągnął najlepiej obrazują jego systematycznie rosnące statystyki. W nadchodzącym sezonie w Jazz zabraknie dotychczasowych liderów i czas, aby właśnie ten niepozornie wyglądający chłopiec stał się przywódcą tej ekipy. Wchodzi zatem na kolejny poziom koszykarskiego wtajemniczenia w swej karierze i uważam, że to jest dla niego przełomowy moment. Może podołać pokładanym w nim oczekiwaniom i przejść do annałów organizacji Jazzmanów czy też tak zwyczajnie zawieść i przepaść w nicość. Myślę, że ma na tyle dużo ikry i talentu, że podoła temu zadaniu.

Trey BurkeNajwiększą nadzieją na przyszłość jest Trey Burke. Jeśli ktoś w Utah uparł się, żeby go tutaj ściągnąć to raczej jest to prognostyk tego, że coś z tego chłopaka będzie. Póki co jednak początki wcale nie są takie łatwe dla pierwszoroczniaka. Fatalne występy w lidze letniej oraz kontuzja szybko zweryfikowały oczekiwania wielu ekspertów, którzy okrzyknęli go jednym z kandydatów do miana Rookie Of The Year. Biorąc taki stan rzeczy z jednej strony spoczywa na nim teraz jeszcze większa presja, gdyż musi udowodnić, że jest gotów już na poważną grę w koszykówkę. Z drugiej zaś strony w Utah z pewnością spokojnie i cierpliwie będą inwestować w rozwój talentu. Dostanie tyle czasu ile będzie potrzebował i myślę, że to nadzwyczaj komfortowa sytuacja, która w wielu innych klubach nie miałaby prawa się zdarzyć. Wielkie ukłony w stronę włodarzy z Salt Lake City za takie podejście so koszykówki.

We wcześniejszej części swego artykułu odwoływałem się już do rzekomych Slim Towers. Zwłaszcza na uwagę zasługuje młody środkowy z Francji – Rudy Gobert. Niby chłopak nie błyszczał we Francji, aż tak, niby strasznie chudy i czasem niezdarny, ale zadałem sobie trud, żeby zobaczyć mecz z jego udziałem. Jestem przekonany, że w przeciagu trzech lat stanie się on czołowym centrem ligi. Jego łatwość gry w obronie i czytanie zagrywek rywali zasługuje na uznanie. Oczywiście warunki fizyczne (wzrost 216 cm) predysponują go do gry na tej pozycji, ale z drugiej strony powiedzcie to Czarkowi Trybańskiemu… Najbliższy sezon spędzi głównie na siłowni i będzie wchodził na ok. 15-20 min gry, aby się ograć i zebrać doświadczenie. Jest to jednak cholernie perspektywiczny gracz i podobnie jak w przypadku Burke’a powinien dziękować Bogu, że trafił właśnie do Utah.

Po odejściu Jeffersona i Millsapa czołowym podkoszowym stanie się Derick Favors. Mógłbym napisać, że wreszcie może ujawnić swój ogromny i  skutecznie skrywany talent. Myślę jednak, że jest on jednym z najbardziej niedocenianych graczy w lidze. Dopiero teraz pokaże on swą pełną wartość. Na jego barki spadnie więcej obowiązków, ale to pozwoli większej ilości koszykarskiej widowni dostrzec jego wpływ na tą drużynę oraz klasę jaką prezentuje.  W pewnym sensie to też będzie dla niego przełomowy sezon, bo przejmie rolę Big Ala z poprzednich lat.

Wielu z Was dziwi się zapewne, że nie wymieniłem jeszcze Enesa Kantera.  Przyznam się, że w tym sezonie nie widzę go jeszcze w roli czołowego gracza. Dostał on niezwykle utalentowego rywala w walce o minuty gry i uważam, że im głebiej w sezon tym jego rola w tej drużynie będzie malała…

TRENER TYRONE CORBIN

Tyrone CorbinDla mojej skromnej osoby Tyrone Corbin jest symbolem tęsknoty za Jerry Sloanem. Przecież ta drużyna nie gra źle, odnosi dodatnie bilasne, a mimo to cały czas czegoś brakuje. Ewidentnie Corbin nie posiada charyzmy swego poprzednika. Kiedyś zastanawiałem się nad tym, czy Sloan nie zawiesił zbyt wysoko poprzeczki i stąd posiadam taką ocenę pracy tego szkoleniowca. Jednak wyniki Jazz wcale drastycznie nie spadły, a ubytek ludzki mimo wszystko nastąpił i zespół wraz ze zmianą szkoleniowca popadł w okres przebudowy.  Wyznacznikiem jego pracy bardziej niż wyniki jest rozwój młodzieży. Patrząc przez pryzmat Favorsa, Haywoorda, Evansa czy Burksa trzeba przyznać jednak, że spełnia pokładane w nim nadzieje i dobrze wywiązuje się ze swych obowiązków. Nikt w końcu nie zaprzeczy, że któryś z wymienionych przeze mnie powyżej graczy kiepsko się rozwija i zawodzi… Teraz doszli nowi młodzi i zdolni i jeśli ich talent także będzie kwitł pod okiem Corbina to właściciele Jazz niepowinni stracić cierpliwości. Corbin przecież idealnie wpisuje się w filozofię klubu, był graczem Jazz pod okiem Jerry Sloana, a także jesgo asystentem na ławce. Brak awansu do play off nie będzie tutaj tragedią w oczach ludzi kształtujących politykę klubu. Myslę, że doskonale zdają oni sobie sprawę jaki jest aktualnie układ sił w Konferencji Zachodniej. 

MOJE PODSUMOWANIE

Utah na dziś to przede wszystkim bardzo zdolna młodzież, która posiada znakomite warunki do rozwoju swoich talentów. Można powiedzieć, że aż i jedynie. Chociaż bardzo bym chciał napisać inaczej to racjonalnie oceniając sytuację na Zachodzie jest o wiele więcej silniejszych kadrowo zespołów. Oznacza to, że w moim odczuciu Jazzmanów ponownie nie zobaczymy w play off. Oczywiście boisko może wszystko zweryfikować i rzeczywistość może okazać się zupełnie inna, ale jeśli weźmiemy wszystkie zespoły pod lupę to wyjdzie nam, że Utah jest aktualnie 10-11 drużyną swojej konferencji. Bilans jaki przewiduje na sezon 2013/14 wynosi około 30 wygranych. To maksimum na co stać ten zespół. Pragnę jednak podkreslić, że kiepski rezultat nie jest odzwierciedleniem słabości tego teamu. Po prostu konkurencja jest niesamowicie silna, a Jazz to obecnie ekipa, która zdobywa doświadczenie. Swoją potęgę buduje cierpliwie i dość czasochłonnie. W przeciągu 2-3 lat to jednak przyniesie zamierzone wyniki i gracze z Salt Lake City znowu będą bardziej liczącą się ekipą w NBA.

WIDZIANE Z INNEJ STRONY

Dawid Ciepliński: Cztery słowa: Derrick Favors, Enes Kanter. W końcu ta dwójka dostanie więcej minut gry i jeśli uwolnią drzemiący w nich potencjał to za kilka lat będą dla Jazz jeszcze lepszym duetem niż Al Jefferson i Paul Millsap, za plecami których musieli grać w poprzednich rozgrywkach. Jestem tego pewien, a co więcej mogą stanowić wtedy jeden z najlepszych duetów na pozycjach 4/5 w lidze. Przyszły sezon powinien być dla nich przełomowy. Favors już dostał kredyt zaufania od zarządu Utah podpisując przedłużenie swojego debiutanckiego kontraktu, a za rok taki sam scenariusz spotka pewnie Kantera. Pozwoli to tej dwójce skupić się tylko na koszykówce i spokojnie się rozwijać. A talentu mają co nie miara i wydaje mi się, że w zbliżającym się sezonie spokojnie powinni kręcić cyferki w granicach double-double. Już rok temu, biorąc pod uwagę statystyki per-36 im się to udawało (Derrick – 14,6 punktów i 11 zbiórek, Enes – 16,9 i 10,2), dlatego teraz, kiedy co mecz będą grali po co najmniej 30 minut nie powinno to nikogo dziwić.

W ogóle Jazz mogą bardzo dobrze wyjść na tym, że nie przedłużyli kontraktów z Jeffersonem i Millsapem i pozwolili obu graczom odejść. Jasne, w tym sezonie będą jedną z najgorszych drużyn i zajmą jedną z 5 ostatnich pozycji w lidze, ale co ciekawe mogą szybciej się odbudować i wrócić do play offów niż wszyscy myślimy. Mają dwóch świetnych podkoszowych, jest Gordon Hayward, który co prawda pierwszą opcją zespołu raczej nigdy nie będzie, ale także dobrze się rozwija, jest niezłym strzelcem za trzy, dobrym obrońcą i jako druga, trzecia opcja w drużynie nada się idealnie, jest Trey Burke, uznawany za najlepszego rozgrywającego poprzedniego draftu, który zapełni dziurę na pozycji nr 1, jaką mieli Jazz od czasu oddania do Nets Derona Williamsa. Co równie ważne Utah za rok ma szansę wyciągnąć kolejny wielki talent z draftu, ponieważ podejrzewam, że będą wybierali w top5, a przyszłoroczny nabór do ligi ma być najmocniejszy w talent od 2003 roku, kiedy do NBA przyszli James, Anthony, Bosh czy Wade. Do tego latem w kontraktach będą mieli zapisane ok. 28 mln dolarów plus jeszcze przedłużenie umowy z Haywardem, z który już na ten temat rozmawiają, czyli jakieś 36-38 mln. Oznacza to że będą mogli podpisać jakiegoś All Stara na maksymalnym kontrakcie i po roku przebudowy mieć gotowy zespół walczący już o play offy, a za kilka lat, jeśli młodzi zawodnicy Jazz będą się rozwijać może nawet o coś więcej.

To oczywiście bardzo optymistyczna wizja, jednak naprawdę bardzo realna. Jazz stawiają teraz zdecydowanie na rozwój młodych zawodników i to może bardzo mocno zaprocentować w przyszłości. Dlatego też ten sezon pomimo, że będzie usłany pasmami porażek, wcale nie będzie można uznać za stracony.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

5 komentarzy

  1. Dżejdi pisze:

    Coś czuję, że dla Gordona Haywarda to będzie przełomowy sezon. Koleś ma potencjał, aby zostać zawodnikiem na poziomie All-Star. Fajnie, że ludzie z legendarnej już ekipy Butler Bulldogs znaleźli miejsce w NBA. Wierzę, że Brad Stevens zbuduje świetną ekipę w Bostonie (może w przyszłości drogi Stevensa i Haywarda skrzyżują się w jednej drużynie).

    Tak na marginesie: napisaliście nazwisko Haywarda z błędem.

  2. M pisze:

    No nie drugi rok z rzędu nie byli w playoffs, bo przecież w 2012 mieli 8 miejsce.

  3. M pisze:

    Poza tym nie zgodzę się co do Kantera. już w trakcie pierwszego sezonu gry pokazywał swój potencjał i już teraz jest jednym z lepiej wyszkolonych ofensywnie centrów w lidze (trzeba przyznać jednak, że za dużo nie trzeba). Nie jest on tytanem defensywy, ale tutaj pojawia się Favors, który świetnie sobie w obronie radzi, o czym przekonywał się także Gortat, a mam nadzieję, że po treningach z Malone powinien poprawić się także w ofensywnie. Jeszcze nie w tym sezonie i pewnie nie za dwa, ale wkrótce mają szansę stać się jednym z najlepszych duetów podkoszowych w lidze.

  4. Triple eX pisze:

    Sorry Pawle, ale to najgłupsze zdanie jakie ostatnimi czasy przeczytałem:
    „Ten biały, niepozorny gracz o twarzy studenta ekonomii(…)”
    Czy mógłbyś jeszcze zaprezentować na podstawie twarzy innych zawodników jak wyglądają studenci elektrotechniki, materiałoznawstwa, historii sztuki, psychologii oraz budowy statków?
    :D:D:D:D

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Przykro mi, że moje zdanie nie odpowiada Twojej wysublimowanej inteligencji…
      Myślę jednak, że jeśli głębiej przeanalizujesz środowisko koszykarskie to wygląd tego gracza i styl bycia nie jest wiodącym w NBA i może powodować, że wielu graczy zapewne może niedoceniać jeszcze jego nieprzeciętnych umiejętności. Tym bardziej jego szybki rozwój i fakt, że potrafi się przebić może cieszyć fanów Utah Jazz.
      Najwidoczniej starając się wyłapać chochlika kompletnie uciekł Ci koszykarski wątek, gdyż głównym tematem artykułu niestety nie jest wygląd studentów…
      Zatem nie wyłapuj zdań z kontekstu i staraj się prowadzić konstruktywną konwersację ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *