Zapowiedź sezonu 2013/14: Portland Trail Blazers

Nowy sezon Portland przywitają z nowymi nadziejami. Po dwóch sezonach, w czasie których dwukrotnie plasowali się na 11 pozycji na Zachodzie teraz będą chcieli awansować do play offs. I mają na to szanse. Mają dwójkę liderów – LaMarcusa Aldridge’a i rewelacja poprzednich rozgrywek Damiana Lillarda, dobre uzupełnienie pierwszej piątki – Wesley Matthewa, Nicolas Batum, Robin Lopez, solidną (w końcu) ławkę rezerwowych – Mo Williams, Dorell Wright, Earl Watson, młodych utalentowanych zawodników – C.J. McCollum, Thomas Robinson, Meyers Leonard. Na papierze wygląda to naprawdę dobrze, niemniej wszystko i tak zweryfikuje parkiet.

Sezon 2012/13

Ubiegły sezon Blazers zakończyli z bilansem 33-49, co pozwoliło im na zajęcie 11 miejsca w Konferencji Zachodniej. Mogło być zdecydowanie lepiej i przez większość rozgrywek wydawało się, że w Portland mogą myśleć o play offs. O braku końcowego sukcesu zadecydowała głównie seria 13 porażek z rzędu na koniec sezonu, co okazało się niechlubnym rekordem organizacji oraz, a może przede wszystkim, zbyt słaba ławka rezerwowych.

Zmiennicy Blazers należeli do jednych z najsłabszych w całej lidze. Jestem skłonny nawet powiedzieć, że to właśnie oni byli najsłabsi. Luke Babbitt, Joel Freeland, Nolan Smith, Ronnie Price, Sasha Pavlovic. Z takimi graczami nie da się walczyć o post season. Nawet rezerwowi Charlotte Bobcats byli lepsi.

W Portland zdali sobie z tego sprawę i już w trakcie sezonu ściągnięto Erica Maynora z Oklahomy City Thunder. Ponadto pod koniec rozgrywek dobrze prezentował się Will Barton, który w ostatnich 6 spotkaniach zdobywał średnio 16,3 punktów. To było jednak zdecydowanie za mało.

Niemniej poprzedniego sezonu nie do końca można za całkowicie stracony. Przede wszystkim pozyskano w drafcie z nr 6 Damiana Lillarda, który z miejsca stał się obok LaMarcusa Aldridge’a liderem zespołu z Oregonu. Dodatkowo przebojem, jednogłośnie i pozostawiając daleko w tyle pozostałych debiutantów zdobył nagrodę Rookie of the Year. W niektórych spotkaniach w ogóle nie był widać, że to jego pierwszy sezon w lidze i bez problemu potrafił wcielić się w rolę pierwszej opcji zespołu. Jeśli z każdym rokiem będzie się stale rozwijał, to wkrótce może być wymieniany w gronie najlepszych rozgrywających ligi.

Off season

Przyszli: Robin Lopez (New Orleans Pelicans), Thomas Robinson (Houston Rockets), Earl Watson (Utah Jazz), Mo Williams (Utah Jazz), Dorrell Wright (Philadelphia 76ers), Dee Bost (KK Budućnost Podgorica – Czarnogóra), Richard Howell, E. J. Singler

Odeszli: Luke Babbit (Nizhny Novgorod – Rosja), J.J. Hickson (Denver Nuggets), Jared Jeffries, Eric Maynor (Washington Wizards), Sasha Pavlovic, Ronnie Price (Orlando Magic), Nolan Smith (Cedevita Zagrzeb – Chorwacja)

Draft 2013: C.J. McCollum (nr 10), Jeff Withey (nr 39), Grant Jerrett (nr 40), Marko Todorovic (nr 45)

Wymiany: – pozyskanie Allena Crabbe’a (nr31 draftu 2013) z Clevel and Cavaliers w zamiana za dwa picki w drugiej rundzie draftu

– prawa do Granta Jerretta oddane do Oklahomy City Thunder w zamian za gotówkę

– pozyskanie Robina Lopeza i Terrela Harrisa (później zwolniony) oraz oddanie gotówki, dwóch wyborów w drugiej rundzie draftu i Jeffa Whitey’ego, w ramach trójstronnej wymiany z New Orleans Pelicans i Sacramento Kings

– pozyskanie Thomasa Robinsona z Houston Rockets w zamian za Kostasa Papanikolau, Mirko Todorovica oraz dwa wybory w drugiej rundzie draftu

Cel na to lato był już znany w trakcie poprzednich rozgrywek. Blazers musieli przede wszystkim wzmocnić ławkę rezerwowych oraz znaleźć nowego zawodnika na pozycję centra, którego zadaniem byłyby głównie zbiórki i defensywa, ponieważ w drużynie nie brakuje już graczy od zdobywania punktów. Występujący do tej pory w tej roli J.J. Hickson nie był zły, ale przede wszystkim brakowało mu centymetrów w walce z podkoszowymi innych zespołów.

To właśnie dlatego latem 2012 management Portland podpisał maksymalny kontrakt z Roy’em Hibbertem z Indiany. Ten był jednak zastrzeżonym wolnym agentem i Pacers wyrównali propozycję Blazers. Zarząd Indiany podjął dobrą decyzję, ale trochę żałuje, że to zrobili. Chętnie zobaczyłbym, jak na parkiecie prezentuje się duet Hibbert-Aldridge. Przyznacie, to naprawdę ciekawie wyglądająca perspektywa i jestem przekonany, że niewiele zespołów byłoby w stanie przeciwstawić się takiej sile pod koszem.

Hibbert przeszedł Blazers koło nosa i zmuszony do gry na środku był nominalny silny skrzydłowy – Hickson, którego nie ma już w drużynie Smug. Latem podpisał kontrakt z Denver Nuggets, a i Portland jakoś specjalnie nie zabiegało, by zostawić go w drużynie na kolejne lata.

Problem środkowego w końcu się rozwiązał, kiedy Blazers wzięli udział w trójstronnej wymianie pomiędzy nimi, Sacramento King i New Orleans Pelicans i pozyskali Robina Lopeza. Drugi z braci Lopez jest po najlepszym sezonie w karierze, kiedy to rzucał średnio 11,3 punktów, zbierał 5,6 piłek i blokował 1,6 rzutów z gry w 26 minut, jakie spędzał na parkiecie. Wszystkie te statystyki to jego carrer-high. W Portland oczekują, że poza punktami, zarówno zbiórki, jak i bloki pójdą do góry. Tylu oczek Lopez już raczej nie będzie zdobywał. Po pierwsze, bo piłek nie będzie mu już dogrywał Greivis Vasquez, tylko Lillard, który w przeciwieństwie do Wenezuelczyka jest bardziej nastawiony na zdobywanie punktów niż asystowanie. Po drugie w Blazers jest już komu zdobywać punkty. A po trzecie od Robina najbardziej będzie się oczekiwało bronienia dostępu do kosza i dobrych występów w defensywie, a nie w ofensywie.

Kolejnym zawodnikiem, który dołączył do drużyny z Oregonu jest Thomas Robinson. Nr 5 ubiegłorocznego draftu jak na razie nie gra tego, czego po nim się spodziewano, ale trzeba wziąć pod uwagę, że najpierw grał w Sacramneto Kings, gdzie Keith Smart nie potrafił wykorzystać jego potencjału. W Houston Rocekts, gdzie został oddany w połowie sezonu, też nie otrzymał wystarczającej szansy i Daryl Morey pozbył się go bez mrugnięcia okiem, tylko po to, by znaleźć miejsce na maksymalny kontrakt dla Dwighta Howarda. Zresztą ten ostatni najlepiej czuje się, kiedy gra obok niego zawodnik typu strech-four i Robinson tylko zajmowałby Howardowi przestrzeń pod koszem. W Portland Thomas ma szansę na świeży start i transfer tutaj powinien mu pomóc w zaprezentowaniu pełni swoich możliwości i potencjału, a te przecież do najmniejszych nie należą.

Z ważniejszych graczy Blazers pozyskali jeszcze Dorella Wrighta, który powinien zapewnić drużynie z Oregonu spacing i poprawić ich skuteczność zza łuku w porównaniu do zeszłego sezonu – 20 miejsce, 35,3 proc. za trzy. Do zespołu dodano również Mo Williamsa, który długo nie mógł znaleźć klubu oraz Earla Watsona. Obaj reprezentowali w poprzednich rozgrywkach Utah Jazz i powinni wnieść nieco doświadczenia w szeregi tego młodego zespołu.

Patrząc na to wszystko, co działo się tego lata w Portland, widać, że działacze Blazers odrobili pracę domową. Wzmocnili zespół ciekawmi zawodnikami i co najważniejsze ich ławka rezerwowych nie będzie już najsłabszą w lidze. Co za tym idzie starterzy nie będą musieli już grać po ok. 35 minut, tak jak miało to miejsce w ubiegłym sezonie.

Skład zespołu

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
12 LaMarcus Aldridge PF 28 211 109 Texas $14,628,000
5 Will Barton SG 22 198 79 Memphis $788,872
88 Nicolas Batum SF 24 203 91 Le Mans (Francja) $11,295,250
4 Dee Bost PG 23 188 80 Missisipi State $490,180
18 Victor Claver SF 25 206 102 Valencia (Hiszpania) $1,330,000
23 Allen Crabbe SG 21 198 95 California $825,000
19 Joel Freeland PF 26 208 102 Farnborough College (Anglia) $2,897,976
21 Richard Howell PF 23 203 117 North Carolina State
11 Meyers Leonard C 21 216 111 Illinois $2,222,160
0 Damian Lillard PG 23 191 88 Webber State $3,202,920
42 Robin Lopez C 25 213 116 Stanford $5,904,261
2 Wesley Matthews SG 26 196 100 Marquette $6,875,480
3 C. J. Collum PG 22 193 91 Lehigh $2,316,720
41 Thomas Robinson PF 22 208 108 Kansas $3,526,440
33 E. J. Singler SF 23 198 98 Oregon
17 Earl Watson PG 34 185 90 UCLA $1,399,507
25 Mo Williams SG 30 185 88 Alabama $2,652,000
1 Dorrel Wright SF 27 206 93 South Kent Prep HS (CT) $3,000,000

Trener

Terry Stotts – to jego drugi rok pracy w Portland. Wcześniej przez cztery lata był asystentem Ricka Carlisle w Dallas Mavericks. Stotts w latach 2002-04 był z kolei trenerem Atlany Hawksa, a w latach 2005-07 Milwaukee Bucks. Z tymi drugimi w pierwszym sezonie swojej pracy awansował nawet do play off, ale odpadł w pierwszej rundzie po pięciu meczach z Detroit Pistons. Wydaje mi się, że ten sezon w Rip City będzie dla niego decydujący, jeśli chodzi o jego przyszłość. Teraz ma w końcu do dyspozycji nie tylko mocną pierwszą piątkę, ale również ciekawych zawodników na ławce rezerwowych. W tym wypadku brak awansu do play offs może skutkować tym, że zarząd Blazers podziękuje mu za współpracę i powierzy zespół komuś bardziej doświadczonemu, a takich nazwisk na rynku przecież nie brakuje.

Rotacja

PG – Damian Lillard, C.J. McCollum, Earl Watson, Dee Bost

SG – Wesley Matthews, Mo Williams, Will Barton, Allen Crabbe

SF – Nicolas Batum, Dorrell Wright, Victor Claver, E.J. Singler

PF – LaMarcus Aldridge, Thomas Robinson, Joel Freeland, Richard Howell

C – Robin Lopez, Meyers Leonard

W tej chwili Blazers mają 18 zawodników pod kontraktami, z czego 15 jest gwarantowanych. W tej trójce, która nie może liczyć na grę w przyszłym sezonie w barwach Blazers są Dee Bost, E.J. Singler i Richard Howell. Nie oznacza to jednak, że w Portland ich zwolnią. Będą z drużyną podczas obozu przygotowawczego, a następnie prawdopodobnie trafią do zespołu Idaho Stampede, który występuje w D-League i zarazem jest filią popularnych Smug.

W porównaniu z poprzednim sezonem w pierwszej piątce zajdzie tylko jedna zmiana – Hicksona zastąpi Lopez i choć szkoda odejścia Hicksona, który robił naprawdę dużo pozytywnych rzeczy, tak wydaje mi się, że może to być zmiana na plus. Zwyczajnie obdarzony lepszymi warunkami fizycznymi Robin będzie wyglądał korzystniej obok Aldridge’a niż obecny podkoszowy Nuggets, który jest naturalną czwórką, a nie centrem.

Wśród podkoszowych pierwszym zmiennikiem powinien być Robinson. Nie, żebym nie doceniał Leonarda, ale wydaje mi się, że nr 5 ubiegłorocznego draftu dysponuje jednak większym talentem i potencjałem, niż jego wybrany 6 numerów niżej w tym samym naborze kolega. Z kolei rola Freelanda będzie pewnie epizodyczna i powinien pojawiać się na parkiecie jedynie w końcówkach rozstrzygniętych spotkań, ewentualnie w razie kłopotów z faulami podstawowej czwórki podkoszowych, choć i to nie jest pewne, ponieważ wtedy trener Stotts może stosować small ball, grając Batumem na czwórce.

Tego small ballu w Rip City możemy trochę oglądać w tym sezonie. W poprzednich rozgrywkach ustawienie Lillard – Matthews – Batum – Babbit – Aldridge było czwartą, pod względem czasu, wystawianą piątką na parkiecie. Teraz wobec przyjścia Wrighta oraz Williamsa, którzy rzucali rok temu z lepszą skutecznością zza łuku od Babbitta, ustawienie z czterema strzelcami obok Aldridge’a może być czymś, co będziemy oglądać dosyć często. To ustawienie (Lillard – Williams /Wright – Matthews – Batum – Aldridge) nie tylko zapewni odpowiedni spacing, ale także dużo otwartych pozycji do rzutów za trzy w momencie kiedy podwajany będzie Aldridge oraz miejsce pod koszem na penetracje dla Lillarda.

Jeśli zaś chodzi o obwód to w pierwszych tygodniach, wobec kontuzji C.J. McColluma, więcej minut powinni dostać Watson oraz Barton. Szczególnie ten drugi skorzysta na urazie wybranego z numerem 10 w tegorocznym drafcie guarda. Barton, o czym pisałem wyżej pod koniec ubiegłego sezonu, kiedy Blazers nie mieli już szans na awans, a drobne urazy leczyli zawodnicy podstawowej piątki, dostał więcej minut gry i prezentował się naprawdę nieźle.

Crabbe i Claver będą pełnić rolę podobną do Freelanda i większość czasu będą spędzać na ławce rezerwowych.

Na co mogą liczyć Blazers

Hmm… Celem jest na pewno awans do play offs. Pierwsze sześć miejsc powinni zająć Clippers, Grizzlies, Warriors, Rockets, Spurs i Thunder. Oznacza to, że zostaną jeszcze dwa miejsce pozwalające nie zakończyć sezonu już po sezonie zasadniczym. I właśnie o jedno z tych dwóch miejsc z Nuggets, Timberwolves, Lakers, Mavericks i Pelicans walczyć będą Blazers. Z tym że to właśnie oni i Denver na tą chwilę wydają się mieć największe szanse na awans do play offs. Pierwsza runda będzie jednak maksimum możliwości tego zespołu. Wyżej wymieniona szóstka wydaje się za mocna dla pozostałych drużyn Konferencji Zachodniej, choć kto wie może w Portland pokuszą się sprawienie jakiejś niespodzianki.

Podsumowanie

Dawid Cieplińśki: Czy Blazers mają szansę na awans do play offów? Tak, zdecydowanie. W końcu mają w składzie klasowych rezerwowych i pierwsza piątka nie będzie musiała grać po ok. 35 minut na mecz, co w kontekście walki o post season może odbić się na zdrowiu graczy. Do tego lepiej powinien grać najlepszy debiutant poprzednich rozgrywek Damian Lillard. W końcu rozwiązano także problem centra pod koszem pozyskując Robina Lopeza. Można więc optymistycznie patrzeć na następny sezon. Ale żeby nie było tak kolorowo, to lepiej musi zacząć grać Batum. Francuz powinien wnieść swoją grę na wyższy poziom i udowodnić, że jest wart wysokiego kontraktu, który podpisał poprzedniego lata.

Poza tym w nadchodzących rozgrywkach Portland chyba muszą awansować do play off. Nie tylko dlatego, by się rozwijać, ale również dlatego, że braku kroku naprzód może skutkować coraz częstszymi plotkami na temat przyszłości LaMarcusa Aldridge’a. Podkoszowy ma jeszcze ważną umowę przez dwa lata i jeśli Blazers dalej będą tkwić w tym samym miejscu, co przez ostatnie dwa sezony, czyli okolice 10 miejsca w tabeli to LaMarcus może nie być skłonny przedłużyć z nimi umowę. Wtedy przez całe rozgrywki 2014/15 możemy mieć drame z udziałem Aldridge’a i tego, czy zdecyduje się zostać w Rip City, czy latem 2015 roku odejdzie z zespołu w pogoni za sukcesem.

Widziane z innej strony

Woy:  Mimo pozyskania Robina Lopeza i uzupełnienia składu Dorrellem Wrightem oraz Mo Williamsem to ciągle – niestety – nie widzę Blazers w play offs. To nie są przede wszystkim zmiany, w postaci dopływu świeżej i głodnej sukcesu krwi. Wszyscy już dość dobrze znamy mocne i słabe strony trzech głównych transferów Smug, a także przy każdym nowym nazwisku dodatkowo rodzi się znak zapytania (w jakiej formie będzie dany zawodnik i jak wkomponuje się w system trenera Stottsa?).  Nie ukrywam , że sam wiele obiecuje sobie przy transferze Thomasa Robinsona, na którego rozwój talentu bardzo liczę. Jednak nawet jeśli Robinson znajdzie się w wąskiej rotacji pewniaków w nowym klubie, to również on nie jest graczem jeszcze tak silnym, decydującym o obliczu drużyny jak Lillard czy Aldridge. Właśnie trzeciej mocnej siły najbardziej brakuje mi w szeregach Blazers, nawet jeśli założymy, że para Batum-Matthews będzie grała na swoim standardowym poziomie.  Liczę też na dalszy rozwój gry Meyersa Leonarda.

Niestety Blazers nie ryzykowali tego lata – a szkoda wielka – próby zarzucenia sieci na Nikolę Pekovića czy Andrew Bynuma. Obaj mogliby znakomicie wypełnić wyjściową piątkę Smug, a w dodatku dać dodatkowy wariant w grze, w ataku.  Szkoda niestety , że tym nowym graczem środkowym został tylko Robin Lopez, bowiem pamiętając jego grę w Nowym Orleanie oraz Phoenix nie pamiętam by wynik danej drużyny był mocno uzależniony od niego (to też będzie on zawodnikiem drugiego planu). Przy nowych transferach ogranych już w NBA zawodników widzę bardziej szukania minut dla siebie (Williams, Wright i Watson) lub formy odbudowania niż walki o coś więcej niż np. pułap 40 zwycięstw. Na pewno wielkim osłabieniem jest też strata rookiego C.J. McColluma, który wydaje się być ciekawym uzupełnieniem dla Damiana Lillarda. Ogólnie, przy wyrównanym Zachodzie widzę Portland Trail Blazers w charakterze myśliwego polującego na 8 miejsce, gwarantujące play offs. Jednak zakładam, iż by dostać je to Portland musi zadziałać bardzo wiele czynników sprzyjających ku temu (brak kontuzji liderów, odpowiednie wkomponowanie się nowych graczy czy poprawa gry w obronie).  Na dziś zakładam, że Blazers są w stanie wygrać 40 gier; czy wygrają więcej?  Generlanie też zastanawia mnie jak w drugim sezonie poradzi sobie trener Stotts; co jest w stanie udoskonalić?

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

5 komentarzy

  1. ptb pisze:

    Jak wyzej, Portland wyglada wreszcie niezlie. Moim zdaniem kluczem do sukcesu tego sezonu jest postawa Lilarda. Jesli zaliczy progres i pokaze sie jako lider tego zespolu to powinno byc dobrze.
    Robinson ma wielki potencjal, podobnie jak Barton, szkoda tylko ze GM Portland poszedl na skroty i wzial slamazarnego RObina Lopeza. Aj ROy Hibbery- Aldridge, coz to by byla za para..

  2. zdzichuspodbloku pisze:

    nie wiedziałem, że Ponaddźwiękowcy wrócili do NBA, chyba chodziło o Smugi bardziej

    • Dawid Ciepliński pisze:

      Oczywiście, że Smug :) drobny błąd się wkradł. Dzięki za czujność :)

  3. Qcin pisze:

    Podobają mi się zmiany w Portland, krok po kroku do przodu. Stabilny roster bez przepłaconych graczy, w przyszłym roku to od nich będzie zależeć czy kontynuować przygodę z Robinsonem i Lopezem- a jeśli obaj się nie sprawdzą to w ich miejsce będzie można pozyskać klasowego centra.
    Ławka wzmocniona odpowiednio, Wright,Mo i Robinson to powinni wnieść trochę jakości i przede wszystkim energii wchodząc na boisko.
    Mimo wszystko wciąż panuje spora posucha pod koszem- Lopez to przyzwoity grajek, ale nic ponadto, Aldridge też lepiej czuje się parę metrów od kosza- a na ławce jedynie Robinson i Leonard- trochę słabo jak na zespół chcący walczyć w PO- mimo wszystko 8 miejsce jest w ich zasięgu i będę trzymał kciuki by im się udało:)

  4. pdxpl pisze:

    autor nie docenie chyba rosnacej roli Bartona i Crabbe, zwlaszcza wobec kontuzji McColluma. Crabbe swietnie broni na dystansie. Barton bardzo dojrzal i moze byc istotnym wzmocnieniem obwodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *