Zapowiedź sezonu 2013/14: Sacramento Kings

W Sacramento witamy nową erę. Choć bilans ostatnich lat drużyny z Sacramento nie napawa optymizmem, po erze Chrisa Webbera nie zostało już śladu, a wyniki z pięciu ostatnich sezonów aż zachęcają do buczenia.

2012-2013 – 28-54

2011-2012 – 22-42

2010-2011 – 24-58

2009-2010 – 25-57

2008-2009 – 17-65

Zmierza na lepsze mimo, że ostatnim sezonem, w którym Kings mieli choć 30 zwycięstw, był sezon 2007-2008 (38-44). Barw Królów bronili wtedy tacy zawodnicy jak Kevin Martin czy Metta World Peace (wtedy jeszcze Ron Artest). Później nastąpił najgorszy sezon w historii i kolejne nieudane próby odbicia się od dna. Zacznijmy jednak od początku.

Podsumowanie sezonu 2012/13

Sezon 2012/2013 był jednakowo zły. Dużo by pisać o błędach popełnianych przez trenera Smarta (trzeba uczciwie powiedzieć, że rooster miał bardzo słaby, ale swoje też dołożył), który nie potrafił dogadać się z bardzo utalentowanym debiutantem Thomasem Robinsonem, oddanym do Houston jeszcze w trakcie sezonu. W drużynie panował ogromny bałagan. Gracze nie znali swojej roli w drużynie. Trener wciąż szukał tego „właściwego” składu. Dość powiedzieć, że już po pierwszym miesiącu było po sezonie (4-11). Grudzień wniósł nieco nadziei. Zespół zaczął wygrywać we własnej hali (bilans w grudniu u siebie 6-1 i zwycięstwa z mocnymi Knicks, Warriors, Trail Blazers, Celtics). Jednak styczeń znowu był słabszy, a w lutym Kings zaliczyli najsłabszy miesiąc rozgrywek (tankowanie?). Ostatecznie sezon regularny przyniósł 28 zwycięstw. Niby lepiej niż w poprzednich kilku latach, ale realnie zespół nadal tkwił na dnie bez nadziei wyciągnięcia w drafcie z nr 7 kogoś wyjątkowego.

Indywidualnie najlepszym zawodnikiem Kings był DeMarcus Cousins – 17.1 pkt i 9.9 zb. Drugim strzelcem był Tyreke Evans – 15.2 pkt. Obaj jednak zaliczyli spadek w stosunku do poprzedniego sezonu.

Era braci Maloof skończona

Mówiąc o poprzednich latach nie da się nie wspomnieć choć w kilku zdaniach rodziny Maloof. George, Gavin i Joe Maloof kupili Kings w 1998 roku. Nie do końca jest prawdą, że to oni byli architektami „złotej ery” Kings. Bracia Maloof zastali już w składzie główne puzzle późniejszej rotacji (oficjalnie Gavin i Joe zostali zaaprobowani przez „Board of Governers NBA” 1 lipca 1999). Chris Webber przyszedł do Sacramento w maju 1998 razem z Otisem Thorpem w wymianie za Mitcha Richmonda. Peja Stojakovic został wybrany w drafcie 1996 roku, chociaż przybył za Ocean dopiero w 1998 roku. Inny filar drużyny – Jason Williams został wybrany w drafcie 1998 roku. Jedynie Vlade Divac podpisał kontrakt z Kings jako wolny agent w lato 1999 roku. Tak czy inaczej George, Gavin i Joe wstrzelili się znakomicie.

Oddając im sprawiedliwość, to właśnie Maloofowie zapewnili kontynuację drużynie, zatrzymując w składzie za duże pieniądze Webbera, później Stojakovica i Mike’a Bibby, temu ostatniemu oferując gigantyczny 80,5 mln kontrakt na 7 lat! W zasadzie trzon zespołu nie zmienił się przez 5 lat (oczywiście były roszady – w 2001 wypadła zmiana J-Willa na Bibby’ego, w 2000 doszedł filar defensywy Doug Christie).

Sytuacja zaczęła się psuć powoli. Kilka nieudanych transferów i drużyna znalazła się na dnie w 2009, po najsłabszym sezonie w historii organizacji (dotychczas jedynym, w którym wygrano mniej niż 20 spotkań). Dodatkowo kryzys finansowy uderzył właścicieli Kings bardzo mocno po ich kieszeniach. Skracając całą historię do kilku zdań, Sacramento nie jest dużym rynkiem więc Joe i Gavin zaczęli toczyć poważne rozmowy, aby zwiększyć możliwości organizacji. Po pierwsze z miastem o wybudowanie nowej hali. Ta saga trwała na tyle długo, że zniecierpliwieni postanowili przenieść Kings do opuszczonego w 2008 Seattle. O ile na początku Maloofowie dopuszczali możliwość pozostawienia sobie części udziałów, później rozpoczęli już tylko negocjacje związane z całkowitą sprzedażą Kings, które różniły się jedynie różnymi wariantami. Jak wiemy transakcja ze środowiskiem związanym z Seattle nie została zaaprobowana przez Radę Właścicieli i przedstawicieli Ligi. Ostatecznie 31 maja bracia sprzedali Kings grupie udziałowców, na której czele stoi Vivek Ranadive za zawrotną sumę 534 mln dolarów. Drużyna zostanie w Sacramento.

Co to oznacza dla Kings? Od przynajmniej dwóch lat organizacja stała w miejscu. Budżet Kings był niski. Sacramento nie jest koszykarską mekką i nikt z wolnych agentów specjalnie nie kwapi się z przenosinami do tego miasta. Jednak przez ostatnie 4 lata rooster Kings praktycznie pozostawał niezmieniony. Nie przewinęło się żadne znane nazwisko. Działacze Kings byli na łańcuchu oszczędności właścicieli. Dodatkowo nie pomogły złe wybory w drafcie (w 2011 wybór padł na wielki niewypał – Fredette’a, a w 2012 Robinsona, który też nie pokazał się w debiutanckim sezonie z dobrej strony). Sknerstwo właścicieli dało się szczególnie we znaki w wymianie 5 nr draftu 2012 – Thomasa Robinsona. Oficjalnym powodem, który przeniknął do mediów był konflikt Robinsona z trenerem Smartem i kolegami z drużyny, ale ci mający kontakty wewnątrz organizacji pisali, że Maloofom przede wszystkim zależało na zmniejszeniu salary cap (zarobili na tym tradzie ok. 3 mln).

Nowy właściciel rozpoczął od gruntownych zmian w całej organizacji. Praktycznie cały staff został zmieniony z prezydentem, generalnym menadżerem i trenerem na czele. Do budowania organizacji zostali zaproszeni dawni gwiazdorzy ligi – Chris Webber i Chris Mullin, a udziały w drużynie wykupił Shaquille O’Neal. Klimat w okół organizacji zmienił się znacząco.

Najważniejsze zmiany:

Pierwszym ważnym krokiem miała być noc draftowa. I tutaj śmiało można mówić, że uśmiechnęło się do Kings szczęście. Jeszcze poprzednia ekipa od początku upatrzyła sobie Bena McLemore’a. Były sondowane różne możliwości przed draftem. Do żadnej umowy na szczęście nie doszło. McLemore był pewniakiem ekspertów do pierwszych dwóch-trzech miejsc. Stała się jednak rzecz najbardziej niespodziewana z możliwych. Po kontrowersyjnych pickach Cavs, Magic, Bobcats, Suns (w zasadzie tylko pick Portera był trafiony przez media) z nr 6 Pelikany wybrały faworyzowanego Noela. Stało się. Utalentowany SG przetrwał aż do Kings, którzy oczywiście skorzystali z nadarzającej się okazji.

Mając w dłoni perspektywiczną dwójkę zaczęła się ostra dyskusja na temat przyszłości Tyreke’a Evansa. Od sezonu 2009-2010, w którym Evans ze średnią 20.1 pkt na mecz zdobył nagrodę Rookie of the year, lider Kings wydawał się oczywisty. To na Evansie miała być zbudowana następna drużyna. Następny sezon przyniósł jednak pewne rozczarowanie. Evans stanął w miejscu. Tymczasem w drafcie 2010 z wysokim 5 numerem wybrany został kolejny wielki talent – DeMarcus Cousins. Zajęło aż trzy sezony rozwiązanie dylematu w oparciu o kogo należy budować tą drużynę. W końcu w lipcu tego roku Tyreke powędrował do Nowego Orleanu, a pod koniec września nową, 4-letnią umowę, podpisał DeMarcus.

W zamian za Evansa do Sacramento przywędrował rozgrywający Greivis Vasquez. Młody rozgrywający z Wenezueli rozegrał niezły sezon w Nowym Orleanie będąc czołowym podającym ligi ze średnią 9.0 asyst w meczu i ważną opcją ataku (13.9 pkt). Vasquez poprawił rzut za trzy punkty i ze swoim wzrostem (198 cm) może być brany pod uwagę w rotacji w grze na pozycji nr 2, o czym wspomniał nawet w wywiadzie Isiah Thomas.

Po nieudanych próbach przejęcia Andre Iguodali GM Kings zaczął szukać wzmocnień na poszczególnych pozycjach. Na PF sprowadzono do Sacramento Carla Landry’ego, za którym bardzo optował Mike Malone (obaj panowie grali ze sobą w Nowym Orleanie i Golden State). Lukę w rotacji na pozycji niskiego skrzydłowego zapełniono sprowadzonym z Bucks specjaliście od obrony – Mbah a Moute.

Skład i rotacja

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
15 DeMarcus Cousins C 23 211 122 Kentucky $4,916,974
7 Jimmer Fredette PG 24 188 88 Brigham Young $2,439,840
42 Chuck Hayes PF 30 198 113 Kentucky $5,722,500
0 DeQuan Jones SF 23 203 104 Miami (FL)
24 Carl Landry PF 30 206 112 Purdue $6,500,000
20 Trent Lockett SG 22 196 95 Marquette $490,180
33 Luc Richard Mbah a Moute PF 27 203 104 UCLA $4,588,384
3 Ray McCallum PG 22 191 86 Detroit $524,616
16 Ben McLemore SG 20 196 88 Kansas $2,895,960
55 Hamady Ndiaye C 26 213 107 Rutgers $762,195
25 Travis Outlaw SF 29 206 94 $3,000,000
9 Patrick Patterson PF 24 206 107 Kentucky $3,105,302
5 John Salmons SF 33 198 94 Miami (FL) $7,583,000
22 Isaiah Thomas PG 24 175 84 Washington $884,293
34 Jason Thompson PF 27 211 113 Rider $5,643,750
23 Marcus Thornton SG 26 193 93 LSU $8,050,000
10 Greivis Vasquez PG 26 198 96 Maryland $2,150,188

PG: Greivis Vasquez, Isaiah Thomas, Jimmer Fredette, Ray McCallum
SG: Marcus Thornton, Ben McLemore, Trent Lockett, Brandon Heath
SF: Luc Richard Mbah a Moute, John Salmons, Travis Outlaw, DeQuan Jones, C.J. Aiken
PF: Jason Thompson, Carl Landry, Patrick Patterson
C: DeMarcus Cousins, Chuck Hayes, Hamady Ndiaye

Tak, to nie jest skład na play-offy. Gdybym budował mistrzowski team, być może znalazłoby się na ławce miejsce dla Vasqueza, Thorntona, czy Landry’ego, może Thomasa, ale nie widzę praktycznie nikogo innego (DeMarcusa nie wziąłbym z innego powodu). Jednak patrząc na ostatnie cztery bardzo ubogie lata jest znaczący postęp. Praktycznie na każdej pozycji jest w rotacji dwójka solidnych (niektórzy pewnie by powiedzieli przeciętnych…) graczy. Najlepiej wyglądają pozycje obrońców. Wciąż nie wiemy, kto będzie grał w pierwszej piątce, czy Vasquez, czy Thomas. Podobnie jest na pozycji rzucającego obrońcy, czy w końcu swoją szansę otrzyma Marcus Thornton, czy od początku solidne minuty dostanie McLemore. Dobrze wygląda też sytuacja na silnym skrzydle gdzie o minuty walczyć będzie aż trzech zawodników – Thompson, Landry i Patterson. Osobiście obstawiam, że Thompson będzie częściej zmiennikiem DaMarcusa, bo Chuck Hayes jest za niski i w zeszłym sezonie kompletnie nie radził sobie w ataku na centrze. W pierwszej piątce widziałbym Landry’ego.

Jak pisałem filarem tej drużyny będzie DeMarcus Cousins. Stoję po stronie tych, którzy uważają, że należał mu się podpisany niedawno maksymalny kontrakt. Po pierwsze dlatego, że jest on pewnym symbolem nowego kursu, mającego zapewnić ciągłość, stabilność i co najważniejsze lepsze czasy. W końcu wiadomo kto jest liderem i w około kogo będzie budowana drużyna. Po drugie Cousins za 2-3 lata wciąż będzie miał wartość. W końcu takie freaki bardzo często stabilizują swoje życie dopiero koło trzydziestki. Wcale nie zdziwię się, gdy Cousins nagle w 2018 czy 2020 roku „odpali” i zaliczy sezon 25/14. Póki co DeMarcus musi skupić się na:

a) nie łapaniu fauli i w ogóle uważnej grze w defensywie

b) nie łapaniu techników (chociaż jak opanuje punkt „a” już będzie dobrze)

c) graniu w meczu po 35 minut (patrz punkt „a”)

Mam nadzieję, że Malone lepiej poradzi sobie z rotacją niż Smart. Przede wszystkim ten zespół potrzebuje zdefiniowanych ról. W zeszłym sezonie ogromnym problemem był brak pewności siebie. Smart rozdawał minuty swoim zawodnikom jak królika z kapelusza. Nikt nigdy nie wiedział ile w danym dniu zagra. Często zmieniane były pierwsze piątki. Często po dobrym meczu w następny zawodnik grał mniej. Nie było żadnej logiki. Podam przykład. Przygotowując się do tego wpisu oglądałem boxscory z sezonu. I tak 26 lutego Kings przegrali po dwóch dogrywkach z Heat. Niesamowity mecz rozegrał wtedy Thornton (36 pkt, 8-12 za 3). Smart dał mu w tym meczu zagrać ponad 40 minut. Dzień później przeciw Magic zagrał tylko 22 minuty (zdobył w nim 20 punktów!) ustępując w rotacji Fredette’owi. Takich sytuacji było niestety sporo.

Trener

Mike Malone w przeciwieństwie do wielu trenerów w NBA nigdy nie był profesjonalnym zawodnikiem. Od początku sprofilował się na trenowanie. W NBA zadebiutował jako skaut w 2001 roku w zespole Knicks. Od 2003 był asystentem kolejno w Knicks, Cavaliers, Hornets i ostatnio w Warriors. Malone z całą pewnością nie jest człowiekiem znikąd. Mike ma bardzo dobrą opinię specjalisty od defensywy. Zarówno Hornets, jak i Warriors zaliczyli spory wzrost w jakości defensywy za jego czasów. To typ analityka, który ponad wszystko preferuje grę systemową. Uważam, że Malone ma bardzo komfortową sytuację. Nikt nie stawia mu nierealnych oczekiwań. Nie ma wielkiej presji. Po prostu może skupić się na wprowadzeniu i doskonaleniu systemu gry.

Na co mogą liczyć Kings

Nie ma co ukrywać, Kings nie będą walczyć w tym roku o play-offy. Chociaż zmiany należy zaliczyć na plus siła tej drużyny nadal nie pozwala konkurować z czołówką konferencji. Gdyby została przekroczona bariera 30 zwycięstw byłoby super. Jako fan Kings liczę na wynik 30-32 zwycięstw, chociaż być może w tym przypadku bardziej przemawia przeze mnie serce kibica.

Podsumowanie

Marek Miłuński: Niezwykle cieszą mnie zmiany w samej organizacji. Ewidentnie do Sacramento zmierzają lepsze czasy. Pewnie jeszcze nie przełoży się to wymiernie na dobry wynik w regularnym sezonie, ale najważniejsze jest odwrócenie trendu. Pierwszy raz od lat jestem ciekawy tej drużyny i będę ją co jakiś czas oglądał nie tylko z odtworzenia. Kluczowym zadaniem dla nowego trenera Kings jest uporządkowanie drużyny. Sacramento ma już naprawdę dość chaosu. Na pewno ważne będzie ogrywanie McLemora, bo to jest przyszłość tej tej drużyny. Uważam również, że Kings powinni szukać dobrych wymian w ciągu roku. Sacramento nie będzie nigdy miejscem, do którego garną się wolni agenci. Jedyną opcją wzmocnienia tej drużyny jest draft (opcja tankowania przy całej nowej otoczce raczej nie wchodzi w grę), albo dobre wymiany. Niemniej w końcu właścicielami są osoby, które nie będą przerażone, gdy salary cap przekroczy 60 milionów. Będzie tylko lepiej.

Widziane z innej strony

Woy: W Sacramento wszystko jest na dobrej , „cierpliwej” drodze, by w końcu skończyć z trenerami na jeden sezon oraz graczami z łapanki. Zaczyna się budowa drużyny, która może awansować do play offs za rok lub dwa, po odpowiednich korektach w składzie, a także przy budowie systemu gry opartego o wiedzę Mike’a Malone’a. Decyzją na plus dla przyszłości zespołu długoterminowa umowa z DeMarcusem Cousinsem czy też finał o pozostawieniu Kings w Kalifornii. Jeśli jeszcze dołożymy projekt budowy nowej hali oraz otoczającego się koszykarskimi sławami (O’Neal, Webber, Mullin, Williamson) Viveka Ranadive’a to dojdziemy do wniosku, że wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, iż za kilka lat ta organizacja może znów przypominać siebie z najlepszych lat. Jednak jeszcze nie dziś i w tym sezonie, który powinni zakończyć na poziomie 33-35 wygranych.  Niestety na dziś potencjał tej drużyny nie jest w stanie zapracować.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

1 Odpowiedź

  1. Wojtek pisze:

    Mnie też cieszą zmiany w organizacji, bo mam dużo sympatii do tego klubu. Pierwszy krok do poprawy został zrobiony – jest jeden lider. Co do reszty, to hmmmm.

    Pierwsza sprawa, to zatrudnienie Mike’a Malone’a. Smart na trenera się nie nadawał, bo nie miał ani wizji, ani planu, jak Kings mają grać. Nowy trener, czego by nie zrobił, to nie powinien wypaść gorzej. Pytanie, jak poradzi sobie jako główna osoba na ławce – oby oceny i lekcje, jakie do tej pory odrobił zaprocentowały.

    Druga sprawa, to mimo wszystko burdel w składzie. Teoretycznie jest sytuacja komfortowa. Na każdej pozycji jest kilka opcji. Niestety, jak by się temu przyjrzeć, to już nie jest tak dobrze.
    []
    PG: Greivis Vasquez, Isaiah Thomas, Jimmer Fredette, Ray McCallum

    Jimmer został wybrany z wysokim numerem draftu i jest wyrobnikiem. Dużo lepiej wypadł Thomas, tylko, że po przyjściu Vasqueza będzie dość duży problem. Kings potrzebują rozsądnego rozgrywającego. Takim na pewno jest Vasquez (podanie jest jego pierwszą opcją), tylko wtedy Thomas musi powędrować na ławkę. Nie do końca wyobrażam sobie, żeby tych dwóch zawodników mogło efektywnie ze sobą współgrać. Fredette i McCallum to będą raczej zawodnicy na parę minut, chyba, że Malone sprawi, że JF zacznie wreszcie grać na miarę swojego # w drafcie, a McCallum pokaże nie tylko talent, ale też serce i ciężką pracę po obu stronach parkietu.
    []
    SG: Marcus Thornton, Ben McLemore, Trent Lockett, Brandon Heath

    Tu sytuacja wydaje się być komfortowa, tylko, że też jest drobny konflikt interesów. Zeszły sezon pokazał, że Thorton musi grać, żeby być przydatny w zespole. Rola gracza zadaniowego mu nie leży i nie będzie leżała nigdy – on się do tego po prostu nie nadaje. Jeśli Ben będzie wychodził w pierwszym składzie, to niestety zrobi się turbodziura, bo Thorton będzie zawodził, jak w zeszłym sezonie, a pozostali dwaj zawodnicy to jest jakiś dodatek na 2-3 minuty na mecz. Chyba, że Thorton i McLemore będą grali obok siebie na pozycjach 2-3, tylko wtedy może im zabraknąć powietrza w połowie sezonu.
    []
    SF: Luc Richard Mbah a Moute, John Salmons, Travis Outlaw, DeQuan Jones, C.J. Aiken

    Tu jest równo i bez jakiegokolwiek blasku. Salomons został tylko po to, żeby być doświadczeniem dla innych. Mbah a Moute to zawodnik bardziej defensywny, Outlaw jest zawodnikiem średnim, niby taki zawodnik, który sporo potrafi, ale tak naprawdę niczego nie robi bardzo dobrze.
    []
    PF: Jason Thompson, Carl Landry, Patrick Patterson

    Teoretycznie najrówniejsza, bardzo solidna trójka zawodników. Thompson, to chyba jeden z najmniej docenianych zawodników w zespole, który daje od siebie dużo, chociaż ja bym wymagał od niego więcej. Landry przyszedł z trenerem, który wie, jak sprawić, że będzie grał dobrze, a Patterson ma sporo do udowodnienia sobie i całej NBA ;)
    []
    C: DeMarcus Cousins, Chuck Hayes, Hamady Ndiaye

    No i środek, w którym jest tak naprawdę tylko jeden zawodnik. Chuck Hayes nigdy nie był i nie będzie dobrym zawodnikiem w ataku, bo wystarczy mieć 2 metry, żeby go dowolnie przeskakiwać. Ma jednak jedną bardzo dobrą umiejętność – świetnie potrafi się ustawić. Statystyki tego nigdy nie pokażą, ale w obronie jest dobrym zawodnikiem, chociaż Howarda lepiej, żeby nie krył. Tu faktycznie wygląda, że Thompson będzie występował częściej jako zmiennik DMC, bo pozostali dwaj zawodnicy nie zagwarantują wysokiego poziomu w przypadku dużych problemów z faulami DeMarcusa i zrobi się kolejna dziura w zespole.
    []
    W Kings zaczęto coś robić z głową. To na pewno cieszy. Pytanie czy starczy wszystkim serca i cierpliwości, żeby zbudować Kings takich, jacy byli na przykład w czasach Webbera, Divaca, Stojakovica i innych? :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *