Drobnym drukiem: 5 powodów dla których Pistons będą rozczarowaniem sezonu

Fani Detroit Pistons nie mieli takich emocji jak tego lata już od dawna. Joe Dumars w końcu ściągnął do klubu kilku zawodników, którzy mogą odmienić zespół i choć nawiązać do czasów świetności ekipy z Mo-Town.

Nie chcę być malkontentem i trzymam kciuki za Pistons, ale przytoczę Wam 5 powodów, dla których to właśnie oni będą rozczarowaniem sezonu.

1) Josh Smith nie jest liderem

Jeżeli mielibyśmy wymienić w tej chwili największą gwiazdę zespołu z Detroit to przy całym szacunku dla Grega Monroe’a musiałby to być Josh Smith. Mówimy wszak o zawodniku, który jest w swoim prime (27 lat), ma za sobą 7 lat gry na poziomie około 16/8/3/2/1 (odpowiednio punkty, zbiórki, asysty, bloki i przechwyty) i ma wiele do udowodnienia.

J-Smoove dał się jednak także poznać jako zawodnik, który mimo wszystko nie spełnia pokładanych w nim nadziei.

To nie jest zawodnik klasy Jamesa, Duranta, Bryanta, Paula czy Parkera, który jest w stanie w pojedynkę zmienić losy serii playoff. To gracz, który zbyt często zalicza zawody, których All Star powinien się wstydzić. Zawodnik, który zbyt często przedkłada zagrania efektowne nad efektywne. W końcu też – sami odpowiedzcie sobie na pytanie, czy to jest gracz na którym chcielibyście budować drużynę?

Moim zdaniem Smith jest idealny do roli drugiej opcji w drużynie. Nie miałby na sobie takiej presji, a przy powiedzmy CP3 lub Parkerze mógłby się niewyobrażalnie rozwinąć.

Tutaj jest haczyk. W Pistons jest rozgrywający, który ma odpowiednią charyzmę by poukładać Joshowi w głowie. Pytanie tylko czy Chauncey będzie miał a) ochotę i b) argumenty by to zrobić?

Moim zdaniem niekoniecznie i J-Smoove może się zapisać w historii NBA jako ktoś w stylu choćby Monty Ellisa czy Ala Jeffersona. Patrzysz w jego statystyki i mówisz: wow, ten gość jest/był świetny. Oglądasz kilka jego spotkań i zmienia się to w: meh, nic specjalnego.

2) Mo Cheeks nie jest odpowiednim trenerem

Mo Cheeks był dobrym zawodnikiem. Na przestrzeni 1101 spotkań w NBA notował średnio 11.1 ppg, 6.7 apg i 2.8 rpg. Został mistrzem w sezonie 1982/1983, gdy prowadzeni przez Mosesa Malone Sixers rozbili 4-0 naszpikowanych gwiazdami Lakers. 4 razy zagrał w Meczu Gwiazd i 4 razy dostał się do piątki najlepszych obrońców w lidze.

Trenerem jednak jest przeciętnym, żeby nie powiedzieć słabym.

Pistons będą jego trzecim klubem w NBA. Wcześniej prowadził Portland Trail Blazers i Philadelphia 76ers. Jasne, w obu przypadkach nie były to tuzy, ale dobry trener wycisnąłby z nich więcej. Dodatkowo za każdym razem Mo miał starcia z zawodnikami o bardziej wyrazistym charakterze.W PTB był to Darius Miles (sam będący afro-amerykaninem nazwał Cheeksa publicznie „czarnuchem”). W Sixers Iverson i Webber, którym nie podobało się to w jaką stronę prowadzi drużynę.

Cheeks przez 8 sezonów (6 pełnych i 2 niepełne (zwolnienia)) osiągnął bilans 284-286 i poprowadził swój zespół do… 5 wygranych w PO (przy 11 porażkach). Średnio i nie kupuję argumentu, że na rynku nie było bardziej odpowiednich kandydatów.

3) Brandon Jennings jest… Brandonem Jenningsem

Używając terminologii programistycznej Brandon Jennings ma być interfejsem między Cheeksem i resztą drużyny. To on ma prowadzić grę przebudowanego zespołu i podejmować decyzje w najważniejszych momentach. No cóż, będzie ciekawie.

Jennings nie jest słabym graczem, ale jest dość specyficznym rozgrywającym. Jest  szybki i dynamiczny, ale słabo kończy akcje pod koszem (tylko 42.57 % z obszaru ośmiu stóp wokół kosza via nba.com – dla porównania Parker ma tam 59.68%). Jego ulubionym zagraniem jest rzut z wyskoku z odchylenia (trudny i efektowny, ale przez to mało efektywny). Dodatkowo często nie rozumie, że jego rolą jest także wprowadzanie w grę innych zawodników, a nie tylko forsowanie swoich rzutów.

W swoim poprzednim klubie to nie był wielki problem. Przez większość czasu Jennings miał alibi, no bo jego efektywność była zbliżona do drugiej największej gwiazdy (Ellisa), a nie miał odpowiednio wyszkolonego w ataku centra, który mógłby wymuszać dogrania. Teraz jednak będzie inaczej.

Drummond jest bardzo utalentowany (więcej o nim w następnym punkcie), ale na tym etapie kariery potrzebuje dużej pomocy rozgrywającego. Monroe potrafi grać z piłką, ale musi mieć zapewniony odpowiedni spacing. Smith w końcu jeżeli nie będzie miał zdyscyplinowanego rozgrywającego może z nim nawet prowadzić wojnę na jak największą ilość głupich rzutów przez ręce.

Jeżeli dołożymy do tego jeszcze grającego tylko na jednej (bardzo wysokiej) prędkości Bynuma i falującego jak morze w czasie sztormu Stuckey’a to mamy potencjalną mieszankę wybuchową.

4) Kruche zdrowie Andre Drummonda

Gdybym z całej obecnej drużyny Pistons miał wybrać gracza, który ma największy upside to byłby to zdecydowanie Drummond. Młody środkowy wystąpił co prawda tylko w 60 spotkaniach poprzednich rozgrywek (10 w pierwszym składzie), ale przeliczając jego osiągnięcia na 36 minut gry mielibyśmy świetne 13.8 ppg, 13.2 rpg i 2.8 bpg (czyli statystycznie mniej-więcej odpowiednik Howarda). Problemem jest jednak duża niepewność związana ze zdrowiem 20-latka.

Nie mamy co prawda w jego przypadku problemów z kolanami, które prześladują choćby Bynuma czy Noela. Kontuzja nie jest jednak mniej groźna bo chodzi o uraz pleców.

Jedną z rzeczy, które zapamiętałem przy okazji kontuzji wspomnianego wcześniej Howarda to fakt, że cytowany lekarz sportowy określił kontuzje pleców za najtrudniejszą do zaleczenia w przypadku środkowych.

Kręgosłupy i mięśnie tych gigantów znoszą niesamowite obciążenia. Są praktycznie przez większość czasu gry na granicy wytrzymałości. Dodatkowo urazy pleców są, mówiąc kolokwialnie, złośliwe. Chodzi o to, że po kilku dniach przerwy w ćwiczeniach wydaje się, że wszystko jest już ok. Wychodzimy na boisko, gramy kilka minut i ból powraca (kto kiedyś doświadczył tego rodzaju kontuzji ten wie).

Wobec tego czy problemy już w wieku 20 lat powinny być zmartwieniem? Tak i to bardzo dużym.

5) Greg Monroe jest, czy Grega Monroe’a nie ma?

Kontrakt Grega Monroe’a jest jednym z najlepszych w kategorii cena/jakość. Za sezon 2012/2013 otrzymał około 3.2 mln $, a w tym czasie notował 16.0 ppg, 9.6 rpg i 3.5 apg. W tym sezonie jego konto wzbogaci się o około 4.1 mln $, ale będzie to już ostatni rok debiutanckiej umowy podkoszowego.

W związku z tym już od blisko pół roku w obozie Pistons słyszymy rozważania na temat tego, czy Monroe powinien otrzymać kontrakt zbliżony do maksymalnego, czy powinien jednak zostać wytransferowany.

Zapewne jeszcze pamiętacie jak niedawno był łączony z wymianą na mocy której miałby powędrować do przebudowywanych Celtics w zamian za Rajona Rondo. Jak wiemy w tej chwili taki transfer nie miałby sensu, ale nie dajcie się złudzić – Greg jest na celowniku wielu zespołów, które czekają na to co zrobią Pistons.

Na początku sezonu wszyscy w klubie będą chcieli zobaczyć jak wygląda współpraca na linii Drummond – Monroe – Smith i do okolic Meczu Gwiazd nie spodziewałbym się żadnych ruchów. Potem jednak przyjdzie pora na decyzję i sam ten fakt z pewnością siedzi już w głowie młodego skrzydłowego/centra.

Podsumowanie

Nie odbierajcie tego tekstu jako skreślanie Pistons. Drużyna z Detroit z pewnością nie będzie w ligowym ogonie, a sam liczę na to, że powalczy w końcu (ponownie) o udział w Playoff. Fakt jest jednak taki, że przeprowadzone z dużym opóźnieniem ruchy kadrowe nie wyglądają na specjalnie przemyślane.

Dumars przy okazji ogłaszania kolejnych transferów powtarzał jak mantrę, że w Mo-Town lubi się graczy, którzy mają coś do udowodnienia. Teraz ma nie tylko graczy, ale i trenera.

To będzie koktajl Mołotowa, który będzie albo będzie siał zniszczenie, albo mu wybuchnie w ręce.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

12 komentarzy

  1. Maksymilian pisze:

    Najwięcej do powiedzenia będzie miało to jak spisze się Jennings. Bo wątpię, że Billups bedzie tak zajebisty jak kiedyś i ogarnie 40 minut w meczu. Ostatnio Brandon chwalił się, że takiej obsady pod koszem nigdy nie miał i że jest podjarany tym faktem. Jak to ktoś gdzieś kiedyś napisał. Najpierw trzeba im dograć piłkę. A jak wiemy z tym BJ ma największy problem. Zobaczymy co przyniesie sezon.

  2. D-rose pisze:

    Jak dla mnie to Pistons zbut polegają na Billupsie, który młodszy i zdrowszy już nie będzie…

  3. kaliber pisze:

    Zamiast napisać coś konstruktywnego to „widzę tu niezły problem, to nie będzie grało, ten ma kontuzje, ten nie podaje, ten jest za stary” itd. co to ma być? zajmij się człowieku swoim Chicago Bulls bo na takiego mi wyglądasz…Jest jakaś nowa wiara w nas – kibiców Pistons, są nowe nadzieje, są pewne niepokoje związane z tymi transferami ale do cholery lepiej to było zrobić niż tkwić w tym co było kolejny rok. Wszystkich boli jak lailiśmy całą konfernecję przez wiele lat i to chyba teraz wychodzi.

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Strzeliłeś kulą w płot. Kibicuję Spurs, Sixers i… Pistons.

      Sam fakt zmian jest dobry, trochę to jednak wygląda jakby Dumars przyciśnięty do muru działał po omacku. W ten sposób mamy kilka medialnych nazwisk, ale też spory bałagan.

      Jak to wypali, to brawa dla Joe, ale jak nie to imho będzie musiał odejść.

      Btw. Nie używaj słów których nie rozumiesz i nie żyj przeszłością.

  4. Woy pisze:

    Cheeks i Jennings to dwa słabe wybory Pistons. Taka organizacja by stanąć na nogi musi postawić na trenera z autorytetem. Cheeks jako gracz był świetny ale jako trener niestety jest tylko przeciętny. Osobiście życzyłbym sobie Billa Laimbeera, trenera związanego z Mo-town.

    Co do Jenningsa to wybór jego na pierwszego PG to strzał w stopę, zwłaszcza, kiedy piłkę trzeba oddawać pod kosz, do środkowych klasy Monroe, a na skrzydło doszedł lubiący grać bliżej obręczy Josh Smith. First pass player a nie oddający, momentami na siłę 20 rzutów w meczu PG.

    Dziwi mnie również ,że znów brakuje klasowego strzelca na pozycję numer dwa. Jedna kontuzja Billupsa i bliżej mu będzie do końca kariery, niestety. Aż dziw bieże, że organizacja ciągle męczy się z kontraktem Stuckey’a. Wydaje się ,że za rok możemy już nie oglądać na stołku GM’a Wielkiego Joe Dumarsa.

  5. pistons1970 pisze:

    Hej!
    Jasne, że wszytkie argumenty są na nie! ……..tak twierdzą wszyscy SUPER fachowcy na tym i innych forach!!! Zgadzam się z kalibrem – kogo do ku….y nędzy trzeba było zatrudnić aby było lux??? Czekać jeszcze rok i dawać dupy a nuż się trafi jedynkę w drafcie? To byłby dopiero strzał w stopę i kolejne lata w ogonach.Nie wiem czy to wszystko wypali ,nie wiem czy będzie lepiej, nie wiem czy będzie playoff, ale już gorzej być nie mogło.Miałem dość patrzenia ile jeszcze meczów przegrają i czy jak już coś wygrają to czy to też nie jest dobre!!! James, Bosh,Wade i inne gwiady do Detroit za rok nie trafią – co było robić czekać aż nas 4-0 zleją „Bobki” ?!Ja czekam i zobaczę co się stanie i wierzę w sukces!

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Spróbuj spojrzeć na to co napisałem nie z perspektywy „die hard fana”. To nie jest łatwe i sam miałem np. ten problem gdy Sixers ściągali Bynuma (widziałem tylko plusy, a nie minusy). Co nie zmienia faktu, że oczywiście masz prawo nie zgadzać się z moim zdaniem :)

  6. tomtom pisze:

    Zastanawia mnie kiedy wszyscy „dziennikarze” na portalach tematycznych dotyczących koszykówki zaczną w końcu pisać po polsku … Bo póki co to wszystko idzie w kierunku „Gdybym z whole obecnej Pistons team miał wybrać the player, who ma the biggest upside to byłby to definitely Drummond” albo „Monroe can play z piłką, ale he needs zapewniony proper spacing”. Sam artykuł ciekawy, jak większość Pana, Panie Mateuszu ale ta moda na wtłaczanie zangielszczeń gdzie się da jest strasznie irytująca …

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Dzięki, ale nie mogę się zgodzić z opinią że nadużywam zapożyczeń z j. angielskiego. Kilka określeń, których użyłem wyżej (jak prime czy upside) zostało specjalnie napisanych kursywą. W moim przypadku często chodzi o zwykłe „ożywienie” artykułu o sformułowania, które są potocznie używane na koszykarskich blogach, a jednocześnie są na tyle zrozumiałe, żeby nie przeszkadzały zwykłemu polskiemu kibicowi.

      Sam nie lubię dziwnych zlepek i takie zdania jakie podałeś by mnie samego denerwowały. Nie uniknę (i nie chcę) jednak kilku angielskich wtrąceń w dłuższym tekście.

  7. Hopp pisze:

    ja w komentarzach widzę mało wiary w Jenningsa. Ja tam liczę że jednak może nauczy się podawać.. ;)

  8. pistons1970 pisze:

    P.Mateuszu tekst jest super jeśli chodzi o polszczyznę. Nie mam kłopotów ze swiom ego i kibicowaniem Tłokom! Uwagi tak naprawdę rzuciłem w eter bo kurcze tak jak Pan jestem fanem Starych Pistons i oczekuję zmian na lepsze i w podtekście Pana tekstu :) też to widzę – mało tego wywołując te minusy liczy Pan na Swój błąd w interpretacji domniemania, Ja pierdziu moje wykształcenie plus procenty robią swoje. Sorki wszystkim ale nie jestem obiektywny bo jestem stary tłok i nic już mi nie wchodzi z relatywnych ocen.

  9. kaliber pisze:

    do autora – niby czego nie rozumiem? Pouczać mnie nie musisz, zajmij się sobą, bo kulą w płot to raczej ty trafiłeś tworząc ten artykuł. Komentarze chyba o tym świadczą. Do stylu nie mam pretensji, do treści owszem i mam do tego pełne prawo. GO PISTONS, maruderom mówimy „nie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *