EB: Podsumowanie dziesiątego dnia – grupa F

Dziesiąty dzień przyniósł nam pierwsze rozwiązania w grupie F. Awans wywalczyli sobie, gospodarze – Słoweńcy i Chorwaci, któzy obecnie prezentują chyba najlepszą formę spośród wszystkich drużyn tego Eurobasketu. Wygrane jednych powodowały problemy drugich i tym samym w najcięższej sytuacji są Grecy, któzy żeby wyjść z grupy muszą pokonać w poniedziałek Chorwację i liczyć, że Hiszpanie wręcz rozgromia Włochów, którzy z Mistrzami Europy także grają o życie.

Chorwacja – Włochy 76-68 (8-17, 23-19, 26-9, 19-23)

Niesamowicie trafili z formą zawodnicy z Chorwacji, którzy po wygranej ze Słowenią, rozgromieniu Finów i dzisiejszej wygranej z Włochami mają na koncie już 7 punktów i 3 wygrane w drugiej rundzie turnieju. Do przerwy dzisiejszego spotkania nic nie zapowiadało, że takim wynikiem zakończy się to spotkanie, bo zdecydowanie lepsi byli Włosi, którzy kontrolowali przebieg gry przez pierwsze 20 minut.

W pierwszej kwarcie oglądaliśmy praktycznie tylko jedną drużynę, bo Chorwaci nie mogli dojść do dogodnych pozycji rzutowych, a kiedy już mieli okazję do zdobycia punktów to prawie ciągle pudłowali. Włosi wykorzystali ten fakt i szybko odskoczyli na prawie 10 punktową przewagę. Od początku spotkania dobrze dysponowany był Luigi Datome, który w pierwszej kwarcie trafił już dwie trójki i był najjaśniejszą postacią swojego zespołu.

draper

Na szczęście niedyspozycja Chorwatów trwała tylko 10 minut i w drugiej kwarcie podopieczni trenera Repesy wrócili z dalekiej podróży i zaczęli grać na swoim poziomie. Początek jednak znowu należał do Włochów, którzy zaliczyli run 7-0 i po trójce Dienera ich przewaga wzrosła do 13 punktów. Potem do roboty wzięli się rywale i dzięki zespołowej grze i agresywnej defensywie zdołali wrócić do gry. Chorwaci skupili swoją obronę na Belinellim, który nie miał łatwego życia i zaliczył kolejny słabiutki mecz, będąc dla swojej drużyny bardziej ciężarem niż liderem. Do przerwy Włosi prowadzili już tylko 5-ma punktami i wszystko zaczynało się od nowa.

Po powrocie na parkiet szósty bieg włączyli Chorwaci i po dwóch trójkach Bogdanovicia i jednej Simona, pierwszy raz w tym spotkaniu na prowadzenie wyszli podopieczni Repesy. Na tym się jednak nie skończyło, bo Włosi wyszli z szatni kompletnie nieskoncentrowani, a rozpędzony zespół z Chorwacji nie miał zamiaru przejśc obok tego obojętnie. Kolejne punkty zdobywał Ukic, a rywale pudłowali rzut za rzutem, nie potrafiąc zamienić na punkty nawet najprostszych akcji. W 10 minut Chorwaci zdołali ze stanu -5 wyjść na 6 punktowe prowadzenie.

Decydująca kwarta także lepiej zaczęła się dla Bogdanovicia i spółki, którzy po celnej trójce Drapera wyszli na 15 punktowe prowadzenie. Nadzieję w serca swoich kibiców wlał Datome, który dwoił się i troił, aby przwyrócić Włochów do gry, jednak nie dostał odpowiedniego wsparcia od kolegów. Na 2,5 minuty przed końcem spotkania przewaga Chorwatów stopniała do 4 punktów, ale jak się potem okazało, na więcej Włochów nie było stać w dzisiejszym spotkaniu. 4 punkty z rzędu zdobył Simon i tym samym trzecie zwycięstwo Chorwatów w drugiej rundzie stało się faktem.

Gracz meczu: Bojan Bogdanovic. Chorwat był liderem punktowym swojego zespołu, trafiając 4 razy zza łuku i aplikując Włochom 18 punktów. Bogdanovic kolejny raz był najjaśniejszą postacią w ekipie zwycięzców. Na wyróżnienie zasługuje także Krunoslav Simon.

Chorwacja: Bogdanovic 18, Simon 14, Ukic 13, Draper 12, Tomic 8, Delas 7, Rudez 2.

Włochy: Datome 24, Aradori 12, Belinelli 9, Cusin 7, Diener 5, Meli 2.

 

Hiszpania – Finlandia  82-56  (18-15, 24-15, 15-14, 25-12)

yolo

Aktualni wciąż Mistrzowie Europy zrehabilitowali się za porażkę z Grecją i nie dali szans, zdecydowanie słabszym Finom.Wyrównana gra toczyła się tak naprawdę tylko w pierwszej kwarcie, w której to niesamowicie grał Koponen. Lider reprezentacji Finlandii miał po 10 minutach gry, już 9 punktów na swoim koncie i wydawało się, że czeka nas kolejne niesamowite spotkanie. Dłużny Koponenowi nie chciał być jednak Calderon i jego 10 punktów (2×3) sprawiły, że po pierwszej kwarcie minimalnie lepsi byli Hiszpanie.

Na początek drugiej kwarty znowu zza łuku trafił Koponen i Haanpaa i Skandynawowie wciąż byli w grze. Z biegiem czasu jednak zarysowywała się przewaga Mistrzów Europy, którzy byli bardzi pewni siebie i grali konsekwentnie. Dobrze spisywał się Ricky Rubio, a kolejne akcje na punkty zamieniał Calderon. Po trójce Clavera na 5 sekund przed końcem pierwszej połowy, przewaga Hiszpanów wzrosła do 12 punktów.

W drugiej połowie Hiszpanie bez większych problemów utrzymywali swoją przewagę, z czasem powiększając ją jeszcze bardziej. Finowie tak naprawdę nie byli w stanie skutecznie rywalizować z rywalami i praktycznie nie było mowy o nadrobieniu strat.W czwartej kwarcie jeszcze bardziej zarysowała się różnica klas między obiema drużynami i podopieczni trenera Orengi pokonali ostatecznie Finów 82-56.

Dzięki tej wygranej Hiszpanie wciąż liczą się w walce o ćwierćfinał, ale w poniedziałek muszą pokonać Włochów. Włosi mają 34 małe punkty więcej od Greków, którzy pojutrze grają z Chorwacją. Jeśli nie dadzą się rozgromić Hiszpanom, a Chorwaci zagrają tak jak potrafią, to być może nawet porażka Włochów da im awans.

Hiszpania: Calderon 23, Claver 12, Rodriguez 9, Mumbru 8, Fernandez, Rey, San Emeterio i Gasol po 6, Rubio 4.

Finlandia: Koponen 17, Lee 12, Haanpaa, Ranniko i Kotti po 6, Koivisto 5, Murinen 4

Grecja – Słowenia  65-73   (13-26, 14-17, 19-19, 19-11)

dragic

Gospodarze turnieju od początku meczu wyglądali zdecydowanie lepiej od rywali. Pierwsze 15 punktów dla Słowenii zdobyli bracia Dragić, z czego aż 11 padło łupem Gorana. Zawodnik Pxoenix Suns świetnie grał 1 na 1 i zmuszał swój zespół do biegania, co sprawiało problemy Grekom. Mistrzowie Europy z 2005 roku grali karygodnie w ataku, pudłując srednio co drugi rzut! Najgorszy pod tym względem był Zisis, który zdobył 13 punktów, ale potrzebował do tego aż 11 rzutów z gry i 8 prób na linii rzutów wolnych.

Słoweńcy także nie grali na rewelacyjnen skuteczności, ale mieli w swoich szeregach Gorana Dragicia, który w pojedynkę rozstrzygał kolejne akcję na korzyść gospodarzy. Bracia Dragic sprawiali, że sala w Ljubljanie raz po raz eksplodowała. Grecy nawet kiedy wybronili akcję rywali, to najczęściej nie mogli zamienić dobrej defensywy na punkty, bo zwyczajnie nie trafiali. Pudłowali na potęge i żaden zawodnik nie mógł przełamać niemocy swojej drużyny. Po 20 minutach gry Słoweńcy prowadzili już różnicą 16 punktów.

Po powrocie na parkiet wciąż zdecydowanie lepsi byli Słoweńcy, którzy nie odpuszczali i konsekwentnie powiększali swoją przewagę. Po 8 minutach gry przewaga gospodarzy zaczęła ocierać się o granicę 30 punktów i wydawało się, że nic złego w tym spotkaniu Słoweńcom stać się nie może. Stało się jednak inaczej i jeszcze w końcówce trzeciej kwarty, po punktach Bourousisa i Bramosa, strata Greków znowu wynosiła 16 punktów.

W decydującej kwarcie Vassilis Spanoulis przypomniał sobie jednak jak grać w koszykówkę i po jego kolejnych 9 punktach z rzędu przewaga Słoweńców stopniała do zaledwie 6 oczek. Zarówno na trybunach jak i na ławce rezerwowych można było wyczuć ogromny niepokój, bo Grecy w kilka minut odrobili 20 punktów straty. Jak się potem okazało fani gospodarzy mogli odetchnąć, bo zryw Greków dobiegł końca i do ostatniego gwizdka Hellada spudłowała 9 kolejnych rzutów z gry i przyglądała się z boku jak Słoweńcy zapewniają sobie awans do ćwierćfinału. Najważniejszą akcję, na 40 sekund przed końcem spotkania, na stratę zamienił Spanoulis(jak to brzmi ?!), a punkty z kontry zdobył, nikt inny jak Goran Dragic i stało się jasne, że Słoweńcy tego meczu nie przegrają.

Grecja: Spanoulis 21, Zisis 13, Sloukas i Bourousis po 6, Fotsis i Bramos po 5, Papanikolaou 3.

Słowenia: G. Dragic 28, Z. Dragic 11, Lakovic 10, Blazic 7, Joksimovic i Nachbar po 5, Begic 3, Lorbek i Vidmar po 2.

 

Team P W/L F/A Pts
1. Slovenia 4 3/1 309/287 7
2. Croatia 4 3/1 280/273 7
3. Spain 4 2/2 294/253 6
4. Italy 4 2/2 288/276 6
5. Greece 4 1/3 293/315 5
6. Finland 4 1/3 249/309 5

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *