Drobnym drukiem: Wilczy dylemat – czy przedłużyć umowę z Williamsem?

Derrick Williams ma za sobą dwa lata w NBA, które statystycznie skwitowalibyśmy jako dość udane. Skwitowalibyśmy, gdyby nie to, że był drugim wyborem draftu, a to wiąże się z zupełnie innymi oczekiwaniami.

Poruszam temat właśnie tego zawodnika, ponieważ zarząd Timberwolves czeka w najbliższym czasie trudna decyzja – czy pozwolić odejść temu wciąż utalentowanemu i pożytecznemu graczowi, czy przedłużyć jego umowę o czwarty rok (a może jeszcze dłużej).

Zacznijmy od tego, że w starym CBA pewnie nie byłoby w ogóle takiego tematu. Poprzednie restrykcje finansowe były bardziej luźne, a pułap salary cap nie był granicą której przekroczenie kwituje się wzruszeniem ramion tylko w LA i NY.

Teraz jest inaczej, a problem w tym, że już 5 mln $ za bieżący sezon jest dość pokaźną kwotą w budżecie. Gdyby zaś T’wolves zdecydowali się wykorzystać swoją opcję na sezon 2014/2015 to Williams otrzymałby za te rozgrywki 6.3 mln $. A to jeszcze nie wszystko.

Klub z Minnesoty jednocześnie przekroczyłby próg salary cap (i zapłacił podatek do ligi) i stracił prawo do MLE (Mid Level Exception) – a jak wiadomo to sposób na ściągnięcie tak potrzebnych zadaniowców.

Derrick ma dopiero 22 lata. Jest atletycznym skrzydłowym, który (z lepszym lub gorszym skutkiem) może grać zarówno jako SF jak i PF. Ma dobry (choć nierówny rzut) i przyzwoicie broni (nie jest tytanem, ale widać po nim, że przynajmniej rozumie schematy defensywne).

W zakończonych rozgrywkach notował 12.0 ppg i 5.5 rpg. Trafiał 43.0% z gry i 33.2% z dystansu (oba wskaźniki poszły w górę po debiutanckim sezonie). 56 razy rozpoczynał mecze w podstawowym składzie korzystając na licznych urazach partnerów (zwłaszcza Love’a).

Nie jest tym samym graczem jak w NCAA, gdy w ostatnim roku dla Wildcats notował 19.5 ppg (59.5% z gry i 56.8% z dystansu), 8.3 rpg i 1.1 apg – ale powoli zaczyna stabilizować swoją pozycję w lidze.

Dodatkowo nie zapominajmy, że przejście z roli silnego skrzydłowego z ligi akademickiej do bycia niskim skrzydłowym w NBA jest powszechnie uważane za jedno z najtrudniejszych. Nagle nie dominujemy już fizycznie i nie możemy przestawiać obrońców. Jest więc problem pod koszem. Dalej od obręczy zaś brakuje szybkości i mocno ograniczona jest liczba otwartych pozycji.

Co ciekawe, Saunders niedawno wyraził nadzieję że Williams stanie się dla jego klubu kimś w stylu „bardziej atletycznego Ala Harringtona„. Zawodnika, który będzie miał w zasadzie dwa zagrania – rzut z dystansu, lub (gdy obrońca dobiegnie) zwód i atak na obręcz.

W pierwszej chwili może się Wam wydawać to obniżaniem mu poprzeczki. W rzeczywistości Flip dobrze wie, że właśnie taki gracz byłby potrzebny jego drużynie.

Mają już tam przecież Pekovicia i Love’a którzy dobrze sobie radzą w pomalowanym (Kevin dodatkowo straszy też z innych stref). Mają teraz Martina, którego nie będą mogli odpuszczać na dystansie gdy Rubio będzie mieszał na zasłonach.  Jeżeli Williams więc zaakceptowałby swoją rolę (optymalnie byłoby moim zdaniem gdyby wchodził z ławki razem z Martinem przy Pekoviciu pod koszem) to T’wolves mogliby być naprawdę groźni.

Tutaj przechodzimy do głównego problemu Williamsa. Gdy dostaje szansę i ma grać w większym wymiarze czasowym często jest głównym hamulcowym ataku T’wolves. Mówiąc potocznie dość regularnie jest „czarną dziurą” w ataku.

Po tym jak dostanie piłkę kilka razy zakozłuje, zrobi zwód, pomacha głową (nie Derrick, nie określę tego jako shot-fake, bo obrońcy zostają na ziemi), ew. doda „jab step” i z desperacją w oczach odda rzut z wyskoku (najczęściej z odchylenia lub z odskoku). Nie muszę mówić jaki jest zwykle tego efekt. Inni trenerzy mogliby na to przymykać oko, ale Adelman nie może i mu nie odpuści.

Dodatkowo problem z decyzjami i nastawienie „lepiej rzucić niż podać” sprawiło, że przez 2 lata i 144 spotkania w trakcie których w sumie spędził na parkiecie około 3340 minut zanotował w sumie… 84 asysty. Nie mówimy tu przecież o ofensywnym kołku z drewnianymi rękami. Jasne, Williams nie będzie nigdy LeBronem Jamesem, ale brak choćby jednej asysty na mecz przy ponad 20 mpg na jego pozycji jest nie do zaakceptowania.

Żeby dobrze zobrazować o co chodzi – lepsze wskaźniki apg grając porównywalną (lub mniejszą) ilość minut mieli tacy gracze jak Thabo Sefolosha, Ronnie Brewer czy… Michael Beasley.

Czy wobec tego 5 mln za sezon dla takiego gracza to zbyt dużo? A 6.3, luxury tax i strata MLE?

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

4 komentarze

  1. Macias pisze:

    5mln to nie aż tak wysoka cena za młodego, atletycznego zawodnika, który mimo wszystko ma potencjał. Myślę, że długo miejsca w T’wolves nie zagrzeje i dobrze dla niego jak trafi do zespołu gdzie będzie mógł grać jako PF. Koszykówka co raz częściej będzie opierała się teraz na grze niską piątką i właśnie to jest jego szansa. Dodatkowym atutem jest umiejętność rzucania za 3pkt gdzie spokojnie będzie mógł się wykazać kiedy kryć go będą silni skrzydłowi a nie szybsi gracze z pozycji SF. Daje mu 2 lata.

  2. barcelowicz pisze:

    Timberwolves powinni pomyśleć nad jego wymianą. Jakiś dobrze broniący wysoki i obwodowy gracz na kilkanaście minut przydałby się w tej drużynie i w tym kierunku powinni rozpocząć poszukiwania.
    Nie jest to związane ze słabą postawą Williamsa w tych rozgrywkach, bo miał w nich sporo obiecujących spotkań. Po prostu rezygnacja ze straty MLE i mocno ograniczone możliwości poszerzania składu to zbyt wysoka cena jak za zatrzymanie gościa, który IMO nie ma szans na bycie starterem tej drużyny. Chyba, że w Minny kręci się jakaś wymiana z udziałem Love’a…

  3. Paweł pisze:

    Myślałem, że bardziej się rozwinie. Dla mnie to jest problem z takimi „pomieszanymi” zawodnikami na pozycjach 3-4. Za wolni dla prawdziwych 3, za mali i brak siły, żeby być prawdziwą dominującą 4.
    Ale wracając do Wiliamsa to w jakiejś odbudowującej się drużynie powinien dostać więcej minut i grać na 4.

  4. Qcin pisze:

    Jasne, że bym go zatrzymał- gdy kontuzjowani byli Pek i Love rozgrywał mecze na poziomie allstara- poprawcie mnie jeśli się mylę, ale z tego co pamiętam w kilku meczach zagrał na piątce. Nie rozumiem czemu dostawał tak mało minut w tamtym sezonie bo grał co najmniej dobrze. Warto w niego inwestować, bo to gracz, który może robić różnice- wprawdzie wzrostu nie ma Bolowego, ale z takim atletyzmem jakim się wyróżnia, może niedługo być jednym z ciekawszych zawodników ligi, choć faktycznie liczba asyst może świadczyć o tym, że a pulpicie ma ustawioną tapetę z Melo- zmień idola Derrick!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *